Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wejście do piekła przez muszle klozetowa

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Buch z lufy, po około 40 minutach wiadro.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dobre nastawienie, mieszkanie na wynajmem kolegi, parę ziomkow w tym najlepszy kolega. Ogólnie wszyscy pozytywni i nakreceni. Choć mieszkanie miało mało mebli co mi akurat przeszkadzało.
Doświadczenie:
Marihuana z 5 razy zawsze po butli z całej lufy. Alkohol sporadycznie.

wejście do piekła przez muszle klozetowa

Przeszliśmy do kolegi, wszyscy w dobrym nastroju, zapalismy najpierw po lufie. Nikomu z nas nic nie było więc zaczęliśmy robić wiadro. Po okołu 40 minutach walnalem wiadro jako ostatni. Zdusiło mnie w płucach, strasznie bolało aczkolwiek po chwili ból ustał i zaczęło mi się bardzo chcieć sikać. Do kibla oczywiście była kolejka więc czekałem już mocno porobiony, zacząłem sobie wkręcać że zaraz się zesikam, wszystko było tak spowolnione że ledwo trzymałem się na nogach. W końcu wszedłem do toalety i zaczęłem lać, wydawało mi się jakbym robił to już z parę godzin więc przestałem i położyłem się na podłodze bo nie mogłem już ustać. Jakimś cudem dostałem się do pokoju głównego i w miarę dobrze się czułem pamiętam aczkolwiek tylko tylko urywki jak śmiałem się siedzącą naprzeciwko najlepszego ziomka. Było mi dobrze ale w pewnym momencie on zniknął (okazało się że poszedł na Peta ale ja tego nie odnotowałem) i przez to spanikowałem, bałem się zostać tam bez niego, nie wiem dlaczego.

I tutaj zaczyna się rzeznia 

 

Zaczęły zamykać mi się oczy z zmęczenia była jakoś 20 a ja wgrałem sobie ze nie mogę zasnąć ponieważ stanie mi się coś złego. Byłem wtedy mało doświadczony w sumie nie wiedziałem nic o grubych tripach cevach itd. Tak więc starałem się być ciągle przytomny, w pewnym momencie uznałem że muszę iść do toalety. Próbowałem wstać z sofy ale nie mogłem za każdym razem mnie cofało. Czułem się jakby dusza wstawała a ciało nie miało na to ochoty. Gdy w końcu udało mi się podnieść poczułem się jak ćpun, coraz bardziej panikowalem, oczy były kompletnie rozsynchronizowane a ja nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Ledwo doszedłem do ubikacji wszędzie po drodze widząc kolory typu reggae, i marihuanę. 

Zacząłem wsadzać głowę w kibel, uznałem że tak będzie dla mnie najlepiej bo nie dam Sony rady. Wzrok skupiłem na jakimś czarnym punkcie i coraz bardziej się w niego zapadałem, aż straciłem przytomność. Przeniosłem się do piekła, wszędzie było czerwono a ja czułem niesamowity ból, tak jakbym był smażony. Wydawało mi się że jestem niczym pośród wszystkiego co złe. W tym stanie myślałem normalnie a były to myśli typu, umarłem, jestem w piekle, już nigdy nie zobaczę rodziny, zachowałem się jak typowy ćpun (co zawsze mnie odtrącalo od drugow dlatego też paliłem rzadko), idąc dalej, co pomyśli moja rodzina gdy znajdą mnie zaćpanego na śmierć. Zacząłem modlić się do Boga, mówiłem sobie ze zacznę chodzić do kościoła, że będę wierzył, przepraszam za wszystko, tylko żebym nie czuł już tego bólu. 

Nagle sceneria się zmieniła, wszędzie były czerwone i niebieskie jakby kwadraty, czy cząstki a ja byłem jakby wiertłem, wiedziałem że muszę zapadać się coraz głębiej żeby wyjść z tej fazy, tak aby na moim polu widzenia pozostał jeden kolor,niebieski. Zacząłem robić tzw rowerek nogami (okazało się że w rzeczywistości też nawalałem nogami) było mi coraz ciężej czułem się jakbym przedzieral się przez metal który z każdą chwilą coraz bardziej stygnie i staje się nie do przejścia. 

Po jakimś czasie zabrakło mi sił, nie mogłem już tak dłużej, czułem się tak zmęczony, wszystko mnie paliło a mój mózg w dalszym ciągu normalnie z pełną logika analizował fakty. Poddałem się, stwierdziłem że zostanę tu już na zawsze. Nagle czerwone pola same zaczęły zanikać a ja czułem coraz większy ból w każdej części ciała. Gdy już myślałem że wszytkie czerwone pola zostały zniszczone pojawiały się następne i następne, miałem co doprowadzało mnie do szału. Nagle wszystko przyspieszyło, było już tylko czarno, myślałem że teraz naprawdę umarłem. 

Jednak nagle pojawiły się dwa tunele jeden biały, drugi czarny, oczywiście jakimś sposobem pokierowalem się do białego. 

I bum znalazłem się na sali operacyjnej, widziałem lekarzy, rażące światło, serce w ręku lekarza, wieźli mnie na operację. Nagle usłyszałem głos kolegów, dzwońcie po karetkę on umiera! 

Od tej pory słyszałem wszytko co mówią, czułem że jeden robi mi masaż serca, choć nieudolnie. Przed oczyma pojawił mi się monitor z drogami którymi płynie płyn z ust, ponieważ zaczęli mi wlewać wodę do buzi. Mało co się nią nie udusiłem aczkolwiek na wspomnianym monitorze pojawił się wykrzyknik i napis warming! Dzięki któremu wiedziałem w którym momencie odkasznąć wodę. 

Po tym koledzy wiedzieli że jestem już z nimi, ale nie mogłem się ruszyć czy otworzyć oczu. Pojawil się kolejny monitor tym razem z moim ciałem, całe było niebieskie. Uznałem że muszą zacząć mnie uderzać abym odzyskał czucie a z tego powodu że mogłem  już mówić po prostu im to przekazałem. Po chwili ciało na ekranie zrobiło się czerwone a ja odzyskałem przytomność, możność panowania nad ciałem i wzrokiem. 

Próbowałem wstać aczkolwiek miałem takie lagi, wszystko było tak wolne że nie umiałem ustać, zanieśli mnie na łóżko gdzie wróciłem do normy.

Trip trwał w sumie 1,5h a mi wydawało się że spędziłem tam z setki lat. Nigdy w życiu się tak nie wymęczyłem ani nie nacierpiałem. 

Koniec końców humor od razu po powrocie do żywych miałem świetny, od razu się uśmiechnąłem i powiedziałem że mam wiele do przekazania haha. 

Myślałem że w znaczącym stopniu wpłynie mi na to psyche aczkolwiek po paru dniach wszystko już było w porządku. 

Dodam że po tym zajściu moje fazy były o wiele grubsze niż zwykle, nawet po mniejszej ilości thc. 

Stuff był normalny nikomu prócz mi nie działo się nic nadzwyczajnego. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Miałem nieco podobną akcję gdy wapowałem procha w toalecie. U mnie to nie było wiercenie, a mielenie, kruszenie kośćca na miazgę, który nie był w ciele, a na zewnątrz, wielki jak góry. W ogóle to co wewnętrzne było wtedy na zewnątrz. I jeszcze przeszywały mnie potężne, bolesne wyładowania, wstrząsały ciałem. Czułem dosłowne rażenie. Nie miałem kontaktu z rzeczywistością, w otoczeniu rozpoznawałem tylko inny świat, trochę jak po szałwii. Równie nagle jak się zaczęło od wrażenia porażenia prądem tak się skończyło ostatnim jego impulsem, choć dalej byłem mocno upalony, niezupełnie ogarnięty. Nie polecam.

Jak widać naturalne kannabinoidy wcale gorsze pod tym względem być nie muszą.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Aż dziw bierze, że tak ciężkie jazdy można przeżyć po Cannabis. No ale wierzę, wszystko jest  możliwe przecież. Sam bym pewnie nie chciał takiej odcinki od rzeczywistości, bo bywa to nieprzyjemne, ale o cudzym piekle czytało się ok :D

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media