Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

w królestwie faraona

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
ok. 90ug na głowę
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
pozytywne nastawienie, w otoczeniu dwóch bliskich mi i zaufanych osób, wyjście do muzeum
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
nie potrafię podać częstotliwości w jakiej zażywałam podane substancje, po prostu co jakiś czas łapię fazę na jedno czy drugie i przez jakiś czas się tego trzymam. obecnie rekreacyjnie piję alkohol i zarzucam kwas, na imprezę lubię połączenie amfetaminy i ketaminy.
alkohol
marihuana
mefedron,
klefedron
amfetamina
kokaina
ketamina
mdma
gbl
kodeina
lsd
2c-b
szałwia

w królestwie faraona

Wiele razy zabierałam się do napisania trip raportu po spróbowaniu nowych używek (z mniejszą czy większą korzyścią dla mnie), jednak mam wrażenie że im bardziej człowiek w to wsiąka, tym w jakiś sposób mniej ‘wyjątkowe’ wydają się wszystkie kolejne okoliczności. Precyzując co mam przez to na myśli: odwrotnie proporcjonalnie do ilości nabywanych doświadczeń coraz mniej analizuje się na czym polegają nowe doznania, a bardziej po postu je przeżywa, tak po prostu będąc tu i teraz. A przynajmniej tak działa to w moim przypadku. W związku z tym może powinnam temu przeciwdziałać i jednak pielęgnować w sobie te wspomnienia choć trochę. Chciałabym więc opisać  wam wyjątkowo miły dzień na kwasie.

 

Na wstępie muszę wyznać, że to chyba moja ulubiona używka. Jeszcze nie było mi dane doświadczyć bad tripa, a eksperymentowałam już wielokrotnie z różnymi ilościami i okolicznościami. Kwas sprawia, że myślę jaśniej, pozytywniej i z większym dystansem podchodzę do wszystkiego, w tym do różnych życiowych problemów. Śmiałabym stwierdzić, że w przypadku mojej osoby ma on działanie do pewnego stopnia terapeutyczne. Na samym szczycie góry zalet jest fakt, że po prostu po zażyciu LSD czuję się dużo bardziej kreatywna i dosłownie wszytko wydaje mi się abstrakcyjne i na swój abstrakcyjny sposób zabawne.

 

[Dodatkowo: Nie interesuje mnie szamańskie podejście do tego narkotyku i wyobrażanie sobie, że osiąga się wyższe stany świadomości, kontaktuje z cywilizacjami pozaziemskimi, powiedziałabym wręcz, że trochę mnie to bawi gdy o tym słyszę/czytam.]

 

A zatem, przechodzę do mojej historii. W pewien styczniowy piątek przyjechał do mnie z Holandii na weekend jeden z moich bliższych przyjaciół. Oczywiście tego samego dnia, jako że to początek weekendu, zaczęłam pić koło południa i trwało to do kolejnego dnia, koło szóstej rano. W międzyczasie wpadliśmy na pomysł, by na następny dzień wziąć kwas i iść do muzeum. Po takiej ilości alkoholu który w siebie wlałam i paru wciągniętych kreskach fety może nie spodziewałam się ultrazwały, ale że będę się czuć conajmniej bardzo nieświeżo i z naszych planów niewiele wyjdzie. 

 

A jednak,  obudziłam się o dziwo z mózgiem na swoim miejscu, może lekko niedospana po 4-5 godzinach snu. W godzinach popołudniowych, koło trzeciej, podzieliliśmy się z moim kumplem jednym listkiem (180ug) na pół. Mój chłopak siedział z nami i zaczął narzekać że w sumie to nie ma co ze sobą dzisiaj zrobić, więc i jemu odpaliłam połówkę i powiedziałam, że może do nas dołączyć.

 

Gdy skończyliśmy nasze kwasy żuć, wyszliśmy z domu i wsiedliśmy w U-Bahna. Droga była względnie krótka, może 25 minut i już wtedy zaczęłam czuć, że światła są jakby jaśniejsze a mi jest weselej. Zaczęliśmy żartować, że nawet jeśli nas nie wygrzeje, to przynajmniej wyleczyło nam kaca. Gdy już byliśmy na wyspie muzeów, okazało się że nasz docelowy lokal, Neues Museum, jest otwarte tylko do 18, a więc mamy trochę mniej niż 2 godziny. Zostawiliśmy kurtki w szatni i ruszyliśmy na podbój starożytnego Egiptu.

 

Wszystko co widziałam wydawało mi się strasznie abstrakcyjne. Myślę, że na trzeźwo ta wycieczka nie byłaby w połowie tak ciekawa, biorąc pod uwagę ilość tekstur i bodźców. Lubię chodzić po kwasie i przyjemnie było po prostu kręcić się między tablicami pełnymi wyrytych na nich hieroglifów. W tamtym momencie próbowałam myśleć o jakichś wzniosłych rzeczach, lecz jedyne co zajmowało moje myśli to głupkowate teksty i żarty. Poza tym strasznie absorbowało mnie wyobrażanie sobie potężnej mocy egipskich Bogów, może wciąż po dziś dzień patrzących na nas bacznym wzrokiem. Czułam jakby w środku mnie gromadziły się pokłady energii, którą muszę jakoś spożytkować. Nieszczególnie przejmowałam się ludźmi i rodzinkami z dziećmi dookoła nas, mimo że wcześniej delikatnie się obawiałam tej części planu. Wiedziałam jednak, że raczej nie wyróżniamy się zachowaniem z tłumu, a że z moim kolegą i tak gadałam po polsku,  co tworzyło jakąś barierę bezpieczeństwa. A mój chłopak w ogóle niewiele mówił, raczej samotnie krążył i mówił, że np. obrazy się w jego oczach ruszają. 

 

Myślę, że to całkiem ciekawe jak odczucia po każdej używce są dla każdego podobne, a przynajmniej obracają się w zakresie jakiejś puli możliwych doznań. Choć patrząc na to z innej strony wydaje mi się, że wiele rzeczy jest nie do opisania lub wymaga bardziej precyzyjnych opisów, bo inaczej brzmi to śmiesznie. Przykład:

“Ściana się rusza” — no, rusza się to znaczy co? tańczy kankana?

“Faktura ściany wydaje się mieć wiele poziomów, jakby warstw nakładających się na siebie, które przesuwają się jedna nad drugą” — no i to niech posłuży jako względnie rzetelny opis tego, jakich ja doświadczam doznań wizualnych po LSD. Po prostu dostrzegam geometryczne wzory, harmonię i symetrię w rzeczach które na trzeźwo wyglądałyby ultranormalnie. A do tego wiele rzeczy ma warstwy lub składa się z czegoś na kształt geometrycznych segmentów, które się poruszają jak drobne trybiki i części jakiegoś wielkiego mechanicznego urządzenia.

 

Gdy usłyszeliśmy komunikat, że już nadchodzi godzina zamknięcia muzeum, skierowaliśmy się powoli w stronę szatni. Nie widzieliśmy ostatniego piętra, ale nieszczególnie się tym przejęliśmy bo to była epoka brązu, czyli jakieś sranie w banie w porównaniu do majestatycznych pięciotonowych sarkofagów z marmuru. W drodze do wyjścia z budynku próbowałam skręcić papierosa, ale musiałam przystanąć bo ręce mi drżały. Wyszliśmy na dwór. Powiedziałam mojemu przyjacielowi, że “chyba szczytuję” i oboje zaczęliśmy się histerycznie śmiać (kalka językowa od angielskiego “peak”). Było to mniej więcej po 3 godzinach od spożycia. Odpaliłam szluga. Jakoś zawsze po kwasie dziwnie się czuję gdy palę. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy sprawia mi to przyjemność czy nie. Chyba jakoś bardziej czuję dym nosem niż na trzeźwo i zawsze mam z tyłu głowy uczucie jakbym zapomniała, że w ogóle mi wolno palić. 

 

Na dworze było już ciemno i chcieliśmy iść na tramwaj by jechać do KFC przy Alexanderplatz. Świat wydawał się strasznie duży i rodem jak z gry komputerowej. Gałęzie łysych, opadłych z liści drzew gdy tylko na nie spojrzałam również miały typowe geometryczne kształty. Strasznie ciężko mi się szło, szybko się męczyłam i bardzo chciało mi się pić. Do tego z jednej strony nie miałam ochoty na jedzenie, lecz czułam, że jestem głodna. Dotarliśmy do kaefa i po odstaniu swojego w kolejce dostaliśmy nasze zamówienie. Nasz peak trwał. Po jedzeniu czułam się lepiej, ale denerwowały mnie momentami drobne rzeczy (np jakieś pierdoły, które mówił mój chłopak, mimo że nie było w nich nic złego), byłam strasznie niecierpliwa i niespokojna, nie wiedziałam co powinniśmy ze sobą zrobić. Uznałam, że może warto zdobyć poppersa i wyszukałam sex shopy w okolicy. Chciałam najpierw zadzwonić, żeby upewnić się, że mają to co chcę kupić, żeby nie jechać gdzieś na marne i tak też uczyniłam, z czego wywiązał się następujący dialog:
— dzień dobry, chciałam tylko spytać czy mają państwo w swojej ofercie poppersy.

— niestety nie, w Niemczech poppersy są nielegalne.

— aaa. hahaha

— hahahahaha 

Przez dobrą minutę serdecznie się pośmialiśmy z kimkolwiek, kto podniósł słuchawkę.

 

W związku z tym, że Akcja Poppers zawiodła chcieliśmy iść do parku, jednak szybko zmieniliśmy zdanie jak zorientowaliśmy się, że styczniowy wieczór nie ma sobą do zaoferowania przyjemnych do spacerowania temperatur. Poszliśmy do mnie do mieszkania. Wyciągnęłam mini ‘kulę dyskotekową’ z różnymi kolorami świateł (czerwony-zielony-niebieski-zmieniające się ze sobą w regularnych odstępach czasu i mrugając dookoła laserami) i rzuciłam kołdrę na środek pokoju. Mój chłopak położył się na łóżku i chyba potrzebował spokoju, którego nie zaznał. Z moim kolegą  leżeliśmy na kołdrze na ziemi i odpalaliśmy po kolei losowe filmiki i wyliśmy ze śmiechu — przykładowo “Produkcja Parmezanu” ("Ale go turlają!!!”, “Bela sera”, “Śmiejemy się jak głupi do sera”), muzułmanów na pielgrzymce do Kaaby w Konji (czyli krążących i modlących się wokół wielkiego kawału meteorytu ociosanego na kształt sześcianu) i tak dalej.

 

Potem odpaliliśmy w tle Klocucha i zaczęliśmy grać w planszówkę we dwoje. Przyszedł chłopak mojego przyjaciela i zaczęli pić, bo mieli iść do klubu. było już koło 23-24 i sama zaczynałam być zmęczona, trochę nie mogąc się doczekać aż wyjdą. Gdy faktycznie sobie poszli, wtuliłam się w mojego chłopaka i wciąż trochę mnie nosiła energia kwacha więc ciężko było mi zasnąć. Czułam, że to był wspaniały, ciekawy i pozytywny dzień, ale gdy substancja w większości ze mnie zeszła czułam się pozbawiona wszelkich emocji i pusta. Było mi lekko smutno i nie umiałam się na niczym sensownym skupić — to trwało przez kolejne 2,3 dni.

 

 

Mam nadzieję, że to lekko długie wspomnienie komukolwiek wyda się sensowne lub pomocne. Chciałam oddać charakter substancji jaką jest kwas; wystarczy wziąć odpowiednią dawkę by poczuć jego przyjemne efekty (czyli lekkie visuale i zmianę w myśleniu na bardziej kreatywne) i można po tym spędzić zwykły niezwykły dzień, idąc do muzeum czy oceanarium. Oczywiście, że każdy ma swoje własne granice i wie najlepiej z czym czułby się komfortowo lub nie, lecz uważam, że obraz działania LSD jest budowany głównie przez ludzi, którzy tego nie brali i wtedy wielu ludzi zakłada, że widzi się po tym duchy przodków, skacze przez okno i w ogóle jest się totalnie wyjebanym z kapci. Owszem, to wszystko może się przytrafić z większym prawdopodobieństwem przy dużych dawkach, jednak przy bezpiecznej ilości, z bezpiecznym nastawieniem i towarzystwem uważam to za dużo ciekawszą i rozwijającą opcję niż np. alkohol — wolę raz na jakiś czas w sobotni dzień zarzucić sobie ze znajomym(i) kwas, jako alternatywa dla picia piwa lub palenia gibonów. 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media