Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

stymulanty w promocji-czyli test pseudoefedryny

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
1920mg. Ważę około 75kg.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Chęć spróbowania czegoś nowego(czyli to co lubię najbardziej), więc byłem wesoły i zadowolony(z natury też taki jestem). Głównie przebywałem z moimi dobrymi przyjaciółmi.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Alkohol - nieczęsto
Marichuana - w pewnym momencie życia chyba trochę za często
DXM - sporo tripów
Benzydamina - x3
Grzyby(łysiczki) - x6
Kodeina - kilka razy
Tramadol - jw.
Gałka Muszkatołowa - x4
Klonazepam - nawet nie odczułem działania
Alprazolam - raz w miksie z DXM z którego pamiętam początek, koniec i kilka przebłysków
Tetrazepam - x3
Dimenhydrynat - Dwa razy tylko w miksie z DXM
Pseudoefedryna - wcześniej zjadłem raz 600mg(5 tabletek "Cirrusa") i ledwo co poczułem działanie, naspidowało mnie na pół godziny i usnąłem.
Po opisywanym tripie:
Amfetamina - kilka razy
"Sole i pudry"("coco euphoric" i "coco speed") - po 0,5g kiedyś tego kupiłem
Pentedron - kilka kresek od kolegi
"Mieszanki ziołowe" - Kiedyś kupiłem po 1g dwóch rodzajów.

stymulanty w promocji-czyli test pseudoefedryny

Słowem wstępu: Ten tripraport piszę głównie dlatego że mało jest informacji o pseudoefedrynie. Od opisywanej sytuacji minęło już ponad pół roku więc możliwe że część rzeczy mi uciekła, ale mimo to chyba dobrze, że minęło tyle czasu gdyż później było mi dane spróbować amfetaminy, pentedronu i kilku dopalaczy stymulujących dzięki czemu mam  trochę większe pojęcie o stymulantach .Dodam jeszcze, że mam tendencję do rozpisywania się i podawania mało istotnych szczegółów, więc tripraport może być trochę przydługi, tym bardziej że sama przygoda była długa, bo zjadłem tego tyle że jeszcze na 3 dzień odczuwałem subtelne efekty, no ale chciałbym też jak najbardziej przybliżyć działanie pseudoefedryny, a nie tylko opisać co po niej robiłem. A teraz do rzeczy.

Jest środek września, początek nowego roku szkolnego, pogoda jak i nastrój wciąż wakacyjny( a wakacje były dość… ciekawe, bardzo dużo różnych substancji wprowadziłem do organizmu, faza praktycznie dzień w dzień). Parę dni wcześniej dowiedziałem się że w nowo otwartej i taniej aptece jest promocja na disophrol reterd(8 tabletek po 120mg siarczanu pseudoefedryny co daje 960 mg na opakowanie), jedna paczka - 2.99 zł , co patrząc na cenę psefki jest wręcz promocją nieprawdopodobną(normalnie disophrol kosztuje ok.18 zł).Pomyślałem że taka okazja już więcej się nie powtórzy więc trzeba niedługo stestować pseudoefedryne.

Pewnego dnia kumple wybrali się na wagary, ja przyszedłem godzinę później. Przychodzę, koledzy przed chwilą grzyby załadowali, dla mnie już niestety nie zostało,  więc przypomniałem sobie o wspomnianej przeze mnie promocji, niewiele myśląc wpakowałem się w autobus i pojechałem do apteki , zakupiłem dwa opakowania disophrolu(jako że kiedyś zjadłem paczkę Cirrusa i ledwo co odczułem działanie) jedno opakowanie zjadłem w kiblu w galerii, drugie w autobusie. Po 40 minutach jestem znów w punkcie wyjścia, kumplom faza już weszła i rozkręca się coraz bardziej.  Mi zaczyna lekko wchodzić.

Po kilkunastu minutach tabletki się załadowały, zaczyna mnie delikatnie roznosić, chodzę tam i z powrotem, posprzątałem wokół ławki gdzie siedzieliśmy, po chwili wolałem usiąść i porozkoszować się Słońcem, siedzi mi się równie dobrze jak chodzi, trochę mnie roznosi od środka, ale z drugiej strony nie chce mi się nic robić, nie mogę się zdecydować co wolę ( dość charakterystyczne dla psefki, niby roznosi od środka, ale jednak  nie do końca się chce). Mówię trochę więcej niż zwykle, jednak nie zalewam rozmówców potokiem słów( tak jak to jest po amfetaminie).Kumple dzięki grzybom wymyślają różne ciekawe rzeczy i podziwiają piękno świata, swobodnie z nimi rozmawiam, rozumiemy się. Dobrze mi się rozmawia, szybko odpowiadam, nie muszę się długo namyślać. Od środka rozpiera mnie euforia,  rozkoszuję się słońcem, jest mi dobrze.

Kumplom grzyby już zeszły, lekcje się skończyły, pora wracać do domu, ja wciąż czuję się tak samo. Jestem w domu, zastanawiam się co tu robić, puściłem sobie muzykę, ale brzmiała tak mało uczuciowo i za wolno, puszczałem różne kawałki, nic mi się nie podobało, pomyślałem że puszczę coś szybszego: metal, punk… to nie to. Pomyślałem:  techno, mój kolega kiedyś na łacie słuchał przecież non stop techno. I to był strzał w dziesiątkę, jak normalnie rzadko słucham elektroniki i raczej wolę muzykę gitarową, tak po pseudoefedrynie mogłem słuchać tylko techno nic innego nie brzmiało dobrze, za to Muzyka elektroniczna(nie tylko techno słuchałem, aczkolwiek nie znam się na elektronice)była wtedy taka piękna, wchodziła do głowy, była stworzona do słuchania po psefce.

Włączałem różne gry, siedziałem na Internecie, próbowałem oglądać krótkie filmiki, jednak byłem bardzo niecierpliwy, w gry nie mogłem pograć nawet chwilę, filmików nie mogłem obejrzeć do końca. Jak próbowałem coś robić na komputerze zaraz mi się odechciewało. Więc trzeba było wyjść na świeże powietrze . Pomyślałem że  sprawdzę jak ze stymulacją fizyczną.  Jakieś 400 metrów nad moim domem jest las, aby do niego dojść trzeba pokonać stromą górę, którą ciężko przejść bez przystanku nawet spacerem, biegiem robię prawie zawsze 4 przystanki. Pobiegłem w stronę lasu, nigdy w życiu nie miałem  tak cholernie wydolnych płuc, gdy zaczynałem biec, na początku w ogóle nie czułem zmęczenia, po kilkunastu sekundach dopiero zaczynałem delikatnie dyszeć, zmęczenie docierało jakby z opóźnieniem, czuło się je kilka sekund później niż zwykle. Płuca były jakby rozdęte, miałem wrażenie że mogę pomieścić w nich hektolitry powietrza. „Wziąłem” tą górkę robiąc tylko dwa przystanki, biegło się bardzo przyjemnie. Na łące pod lasem poleżałem trochę w słońcu i wróciłem do domu.

A… zapomniałem powiedzieć że po powrocie do domu spojrzałem w lustro, źrenicę były ogromne, jak pięciozłotówki. No ale wielkość źrenic za bardzo nie rzuca się w oczy, poza tym wyglądałem i zachowywałem się całkowicie normalnie.

Ojciec chciał żebym pomógł mu wynieść szafę z salonu do kuchni, zrobiłem to starając się nie patrzeć mu w oczy, żeby czasem nie wyglądać podejrzanie, gdy musiałem się z tą dużą szafą zmieścić w przejściu do kuchni obliczyłem sobie jakby matematycznie w głowie pod jakim kątem powinienem ją obrócić żeby przeszła, czułem się jakbym był jakimś matematykiem z metrem w oczach, nie tylko teraz ale i później na fazie, wszelakie mniej lub bardziej ciasne przejścia wydawały mi się idealnie obliczone w mojej głowie, wiedziałem gdzie muszę stanąć, ile się przesunąć aby dotknąć ściany itp. Ciężko to oddać słowami, to tak jakbym miał przed oczami narysowane linie z centymetrami.  Byłem bardzo dokładny i realnie oceniałem swoje możliwości, które były większe niż na trzeźwo, choć czasem miałem problem z kojarzeniem, myśleniem, zapamiętywaniem, szczególnie w trakcie przedłużającej się rozmowy chwilami czułem się zmęczony, ale trwało to tylko przez chwilę. Generalnie cały czas funkcjonowałem nieco lepiej niż na trzeźwo, poza wspomnianymi przed momentem chwilami słabości, które jednak trwały zaledwie kilka sekund.

Wychodzę spotkać się z kumplami, połową z tych osób które były rano na wagarach, reszta mieszka zbyt daleko abyśmy mogli często widywać się poza szkołą. Idę na plac zabaw stwierdziłem że przeskoczę przez zamkniętą bramkę, choć niedaleko jest otwarta, ponieważ nie chce mi się iść dalej. Cały czas czułem się dobrze, wręcz jak „kozak”(pewny siebie). Witam się z kolegami, kminią jazz(dżez czyli mj),  stwierdziłem że nie chcę się składać, bo mam już swoją fazę, no i czuję się zajebiście, poza tym miałem obawy czy w ogóle bym coś poczuł po pseudoefedrynie, chociaż jak teraz o tym myślę, jakby trafiła się dobra sztuka to z tymi „rozdętymi” płucami to mógłbym brać przeogromne buchy.  Szkoda że nie pomyślałem żeby sobie Browarka kupić, albo dwa, z drugiej strony chyba nie miałem pieniędzy, no ale zawsze można byłoby pożyczyć.

Czekając na gieta siedzieliśmy na mało uczęszczanym placu zabaw, przyszli jacyś ludzie, wydawało mi się że kiedyś ich widziałem, i bardzo mnie to zainteresowało, poszedłem za winkiel  i zobaczyłem kto to – nikt znajomy – normalnie by mnie to nie obchodziło, ale wtedy jakoś mnie zaciekawiło a że cały czas byłem delikatnie pobudzony to dlatego sprawdziłem.

 Sztuka(a właściwie sztuki gdyż kolega wziął chyba 5 żeby sprzedać i mieć na później) przybyła, nie duża, nie mała, typowa jak na okolicę, poszliśmy na ustronną miejscówkę, chłopaki zaczęli palić, chyba z butli, wziąłem jednego bucha, niedużego, delikatnie poczułem bardzo subtelne działanie(w stylu łyka piwa). Teraz zadzwonili znajomi że chcą sztukę,  po chwili przyjechali, witamy się, kolega daje im palenie, posiedzieli chwilę i pojechali. Warto tu nadmienić że cieszyłem się wtedy że nie jestem spalony, bo kiedy muszę gadać z innymi osobami niż najbliżsi znajomi lub osoby które paliły ze mną czuję się nieswojo i mam różne schizy, a tak to pogadałem z tymi znajomymi co chcieli sztukę, nie czułem  się dziwnie i nie wyglądałem jakbym miał zaraz usnąć, więc byłem zadowolony.

Gdy wspomniane wcześniej osoby odjechały z paleniem posiedzieliśmy jeszcze jakieś pół godziny rozmawiając i około godziny 21:30 z racji, że panowie na zejściu już, więc lekko zamulali i nie wyglądali jakby mieli ochotę na cokolwiek innego poza snem, postanowiliśmy rozejść się do domów. Mimo że mieszkam najdalej ze wszystkich i ponad kilometr muszę iść sam i to taką jakby wiejską drogą, przy której ani jeden dom nie stoi, to szło mi się bardzo przyjemnie, wciąż czułem delikatną, subtelną euforie, w trakcie całego tripu chodzenie sprawiało przyjemność. Jeszcze nie bardzo czas na spanie więc przesiedziałem przed komputerem jakąś godzinkę szukając jakichś nutek w stylu „nie ma białego” albo „amfa techno”  żeby zabić czas bo na nic innego nie miałem ochoty i… położyłem się spać.

I tu bardzo ciekawa rzecz, sen po pseudoefedrynie był dość ciekawym zjawiskiem, z zaśnięciem nie miałem większych problemów(może pomęczyłem się z 10 minut więcej niż zwykle), no ale że był początek roku szkolnego i środek tygodnia byłem niewyspany. Natomiast sam sen był bardzo płytki, wręcz przypominał sen na jawie, jestem pewien że mówiłem przez sen, czasami nawet odzyskiwałem na chwilę świadomość, dosłownie na kilka sekund by powiedzieć kilka słów przez sen, każde coraz głośniej, wraz z poziomem rozbudzenia świadomości, by w końcu obudzić się krzycząc coś i położyć się z powrotem. Zdarzyło mi się to kilka razy w ciągu całej nocy. Czasami miałem nawet wrażenie że jednocześnie śpię i nie śpię, niby śniłem, mówiłem przez sen, ale widziałem swój pokój, po chwili sen zanikał i budziłem się,  już nic nie mamrocząc za to widząc swój pokój. Generalnie spało się bardzo fajnie, ta noc to była jedna z fajniejszych rzeczy na tripie, który ogólnie cały był fajny.

Budzik dzwoni, 7 godzina, czas wstawać do szkoły, szybko się pozbierałem coś zjadłem, nie czułem się ani zmęczony, ani nie czułem stymulacji, w trakcie całego dnia odczuwałem już bardzo subtelne efekty, taką delikatną euforię i wciąż rozdęte płuca podczas wysiłku. Muzyka zaczynała już brzmieć normalnie, od kolegi na przerwie usłyszałem „o, widzę że dalej ćpuńskie oczka” oczywiście powiedziane z uśmiechem na ustach, ten sam kolega był wczoraj z nami na wagarach, nikt inny nie zauważył moich ogromnych źrenic, później spotkałem się jeszcze z kolegami dalej odczuwając efekty coraz bardziej zbliżające się do efektów na granicy placebo. Nie będą więcej tego dnia opisywał, bo nic specjalnego się nie wydarzyło a i działanie substancji zanikało z każdą godziną coraz bardziej.

3 dzień, kolejna pobudka, nie czuję już nic, ale cały dzień mam dalej rozjebane oczy, koledzy pytają się czy dalej jestem naćpany, ale niestety nie mogę potwierdzić.

Podsumowanie:

Generalnie o pseudoefedrynie mam zdanie takie: nic specjalnego, ale nawet fajna sprawa, w takiej cenie jak przeciętnie jest w aptekach się nie opłaca, ale gdyby było taniej, tak jak mi się fartnęło(niestety ta promocja była jednorazowa i trwała parenaście dni) to bym polecał i może jadł częściej.  W trakcie tripu czułem się dobrze, całe doświadczenie było bardzo przyjemne i myślę że je zapamiętam może i nawet na całe życie. Psefka do amfetaminy i jej podobnych się nie umywa w sile, zresztą ma całkowicie inny sposób działania i nie powinna być do niej porównywana. Sądzę że warto spróbować raz lub kilka razy ale nie jest ona raczej warta spożywania częściej. Mam nadzieję że kiedyś uda mi się spróbować efedryny(4x silniejsza). Pisząc ten raport zrobiłem sobie smaka na jeszcze jedną podróż z pseudoefedryną, a że są wakacje i mi się nudzi chyba  to zrobię, będą musiał pewnie wybulić z 16zł, ale trudno, jeśli dojdzie to do skutku, to prawdopodobnie napiszę jeszcze jeden tripraport.

Dzięki że przeczytaliście moje wypociny, przepraszam jeśli za bardzo przynudzałem, to mój pierwszy tripraport, dużo się napracowałem pisząc go. Proszę o wyrozumiałość i komentarze.

 

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

można w jakikolwiek sposób powiedzieć, że jest podobna do kodeiny?bo efekty po kodeinie mam bardzo podobne, ale może to tylko subiektywne odczucie...

blankaxx

Z technicznego punktu widzenia ani troche. Wszak pseudoefedryna to stymulant, a koda - depresant, więc niewiele mają ze sobą wspólnego poza miejscem, gdzie można te substancje nabyć. ;) 

to jest oczywiste, dlatego zaznaczyłam , że chodzi mi o odczucia, które mogą być subiektywne ;)

blankaxx

U mnie kodeina (brana wcześniej) wydłuża i potęguje dzialanie pseudo

janusz

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media