Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

spotkanie z benzydaminą- niezapomniane

detale

Apteka:

raporty missublancheflour

spotkanie z benzydaminą- niezapomniane

set $ setting: dzisiejsza noc, mój pokój, w dalszej części trochę dokładniej.

dawkowanie: dwie saszetki Tantum Rosa na moje 50kg wagi, radze poświęcić chwilę czasu na ekstrakcję bo smak nawet po niej jest bardzo nieprzyjemny (1 saszetka/25ml wody, mieszamy, odstawiamy na chociaż 5minut, przepuszczamy przez bibułkę filtracyjną i na bibułce pozostaje benzydamina, można ją rozpuścić w wodzie- ja tak zrobiłam, niecała szklanka wody na 0,5g czyli 1 saszetkę- ale lepiej jest chyba wsadzić ją do kapsułek po lekach i połknąć).

doświadczenie: praktycznie żadne, dimenhydrynat(za mała dawka), n2o, mj wiele razy, alkohol. Lat 16.

nastrój: Znalazłam na strychu książki z bajkami z dzieciństwa ogólnie miałam sporego doła i czytałam te bajki i przypominałam sobie różne osoby i zdarzenia. Nie mogłam się zdecydować czy brać tę benzę czy nie cały czas o tym myślałam i bardzo mnie to rozstrajało ale gdy już postanowiłam na 100% że "dziś biorę" to dół w sumie minął, resztę dnia relaksowałam się przed nocnym tripem.

20.00.

wypijam 2 szklanki wody z benzydaminą. smakuje ohydnie, jak mydło a pewnie jeszcze gorzej, ale przynajmniej nie jest słone. na zmianę- pół szklanki i parę gryzów jabłka. polecam jabłko bo naprawde fajnie zabija tez obrzydliwy smak. Już wypite, idę do kuchni, do lazienki, lekkie mdłości ale łatwo udaje się je powstrzymać. czytam książkę.

21.00

dalej czytałam i nic się nie działo, może trochę serce szybciej mi biło.

21. 30- 23.00

pojawiło się przyspieszone bicie serca, uczucie takie jakbym miała zemdleć, ale nie miałam żadnych halunów ani nic innego się nie działo więc czytałam dalej i tu moja głupota, bo przegapiłam chyba najfajniejsze chwile tripu. bardzo sie zataczałam chodząc, ciężko wymierzyć odległość do jakiegoś przedmiotu np machałam ręką w powietrzu myśląc ze naciskam klamkę która była może pół metra ode mnie. jest takie uczucie ze nic sie nie chce robić i to tak naprawdę NIC, nawet nie mogłam się zdobyć żeby przełączyć piosenkę w mp3,moje ciało wydawało się mi ciężkie ale to było dość przyjemne, gdy już poruszyłam jakąś partią ciała to wydawała się ona oddzielona od reszty. ogólnie z samopoczuciem nie za dobrze ale powtarzałam sobie że nic złego się nie dzieje. włączyłam muzykę, słuchało się normalnie, uspokoiłam się. czytałam książkę dalej i tu pojawił się taki efekt rozmazanych liter, nie rozumiałam co czytam, sama wymyślałam dialogi i przychodziło mi to łatwo, ale baaaardzo powoli. odłożyłam książkę, usiadłam wygodnie na łóżku no i zaczęły się problemy.

23.00 / 24.00?

serce waliło mi jak oszalałe i już wiem jak to jest gdy podchodzi ono do gardła. i okropne uczucie nie czytałam o tym w żadnym TR, po lewej stronie szyi czułam takie pulsowanie strasznie mocne, cholernie się przestraszyłam tego w ogóle brały mnie jakieś lęki leżałam na łóżku i cała się trzęsłam myślałam żeby tylko się już to skończyło. i jeszcze to cholerne niechcenie, nie miałam tyle silnej woli żeby chociaż podnieść rękę. jakoś się jednak opanowałam i w takim opłakanym stanie zaczęłam patrzeć co zmienia się w pokoju. po pierwsze dźwięki słyszałam wyraźniej niż normalnie, bałam się najcichszego szmeru w pokoju czy na korytarzu (to nie były jeszcze omamy tylko prawdziwe odgłosy). miałam włączoną lampkę przy łóżku tak że na ścianie obok łóżka widać było mój cień. patrzyłam się na tą scianę aż w końcu pojawił się na niej cień jakiejś muchy, zaczęły mi przed oczami latać meszki i muchy ale nie były wyraźne, gdybym nie czytała opisów tripów to nie wzięłabym je za owady ale po prostu jakieś brązowe i czarne kropki. Jednak kiedy patrzyłam na ścianę naprzeciwko łóżka która była mało oświetlona przez lampkę to na żółtej farbie pojawiały się takie bardzo jasne plamy, które zamieniały się w piękne wielkie ćmy(te akurat były b.wyraźne) i leciały w moją stronę. wszędzie jakieś żuczki muszki ale nic nadzwyczajnego. w końcu znudziło mi się gapienie w ścianę i spojrzałam pod biurko do którego mam przysunięte krzesło na dywaniku. i nagle z krzesła na dywanik spadła żaba, fuck, była taka wielka i realna że już nie wiedziałam czy tylko mi się to wydaje czy tam naprawdę jest ta żaba. jakoś się jej bardzo przestraszyłam, więc odwróciłam do ściany i żuczków.

24.00 - 2.00

chyba najlepszy moment tripu bardzo spokojny i miły mimo jednego bardzo niefajnego momentu, kiedy to jedna z much(bardzo wielka, realistyczna była i brzęczała) wpadła do żyrandola który jest taką kulą z kolorowej bibułki. wydawało mi się że ta mucha tłucze się w tej kuli i nie może z niej wyjść widziałam jej ogromny cien przez tę bibułkę obrzydlistwo! cały żyrandol się kiwał na boki to była chyba najbardziej ohydna halucynacja i bardzo realna. ale poza tym w tych godzinach było ok, misiek machał do mnie łapką, na stole pojawiła się miniaturowa lwica i skradała się w moim kierunku, klucz przekręcał się sam w drzwiach. oglądałam książkę z obrazkami, lew zamienił się w starca który głosił mi jakieś prawdy o życiu, bocian ja rysunku jakoś śmiesznie się wykręcał itp. Świetna sprawa, patrzy się na różne przedmioty i każdy z nich wydaje się mieć głębokie znaczenie zastanawiałam się długo nad włącznikiem światła, kluczem, drzwiami, pianinem wydawało mi się że na ścianie odbita jest czyjaś ręka i zastanawiałam się kto mógłby to zrobić, bez zadnego strachu. było miło ale nic nadzwyczajnego.

2.00- 4.00

ogólnie masakra. zgasiłam światło ale dzięki księżycowi było dość widno. leżałam z otwartymi oczami i widziałam cały pokój dość dokładnie, nagle jednak zrobiło się całkiem ciemno, wkręciłam sobie że oślepłam bałam się zapalić światło bo musiałabym wyjąć rękę spod kołdry w końcu je zapaliłam i oczywiście ze wzrokiem wszystko ok, halucynacje powoli mijały byłam trochę zawiedziona że tak niewiele to na mnie podziałało i pomyślałam żeby za jakiś miesiąc wziąć 3 saszetki. światło zapalone, leżę sobie i zrobiło się coś takiego, że miałam ok. 7 minut takiego lajtu, serce normalnie i wszystko ok jakieś tam tylko małe muszki latają, leze sobie nie chce mi sie spac nie jestem zmeczona mysle o jakichs milych rzeczach, o wierszach, latwo moge wymyslac dialogi do ksiazki ktora czytalam wczoraj pamietam tez ze mialam fajne rymy ale nic z tych "utworów" nie zachowało mi się w pamięci;c a później 7 minut męczarni i psychicznej i fizycznej, słyszałam szepty, szelesty, kroki, skrobanie łapkami, odgłosy jakby jakieś owady chodziły po pościeli, skrzydełka motyli obijające się o pościel, coś oddycha głośno w moim pokoju, kołdra zamienia się w kłębowisko węży i to wszystko strasznie realne (szczegolnie odglosy) nie wiem co robić cholernie się boję i nie moge się uspokoić, strach mnie dosłownie sparaliżował nie mogłam się ruszyć i tak na zmianę już do rana co parę minut raz dobrze raz źle. gaszę swiatło podobno przy zamkniętych oczach można przenieść się gdzie się chce ale u mnie nic takiego nie ma, drgają mi powieki, jakieś światło niewiadomo skąd, lezenie z zamknietymi oczami jest nieprzyjemne, z otwartymi tez, nie wiedziałam co robić nie miałam sił nawet przekręcić się na 2 bok. bałam się wyjąć telefon żeby zobaczyć która godzina bo gdy wyciągałam na chwilę ręce spod kołdry to siadały na nich jakieś muszki i ćmy. i czułam ich skrzydełka. strach ogromny i lęki wkręciłam sobie że umarłam i jestem duchem. jakoś tak przetrwałam do 4. ale było naprawdę bardzo bardzo ciężko.

4.00- 6.00

zrobiło się jeszcze gorzej miałam drgawki, lęki prawie nie do opanowania, zwijałam się z bólu brzucha, przy zamkniętych oczach widziałam wszystko co dzieje się w pokoju to było obrzydliwe... ciągle jakieś szepty oddechy w pewnym momencie byłam pewna ze zwariowałam, halucynacji już nie było praktycznie żadnych tylko te straszne lęki. o 5.30 wstał mój tata zaczął się krzątać po domu i jakoś mnie to uspokoiło te głosy też coraz rzadziej się pojawiały, lęki było łatwiej opanować ale ciągle bałam się wychylić czubek nosa spod kołdry.

6.00- 10.30

do szkoly zawsze wstaje 6.40 więc pare minut po 6 jakoś się opanowałam zapaliłam światło i próbowałam się rozchodzić, jakieś tam ćwiczenia niewielkie, wybierałam też sobie małe punkty i starałam się trafić w nie palcem, ale wszystko było zaburzone ledwo chodziłam nic mi się nie chciało i te cholernie mocne mdłości po prostu najchętniej stanęłabym w miejscu i nic nie robiła ale przemogłam się, poszłam do łazienki później przejść się po domu, żadnych halucynacji tylko było mi cholernie niedobrze i nie mogłam ustać na nogach w takim stanie nie mogłam iść do szkoły więc powiedziałam mamie że czymś się zatrułam i powiedziała mi żebym poszła spać ale jak tu spać? więc poszłam pod prysznic, chłodna woda naprawdę dobrze otrzeźwiła ale tylko na te momenty gdy była włączona, gdy wyszłam spod prysznica czułam się tak samo jak wcześniej, myślałam ze zaraz zemdleję. dobra, idę do pokoju, leżę dalej bardzo wkurzona że nie warto było tego brać bo czułam się naprawdę podle. no i miłe zaskoczenie na koniec tripa- szlafrok na krześle zmienił się w staruszkę później żółwia, legwana, łeb ogromnego labradora a później w całego pieska, później w jakąś płaczącą kobietę a na koniec w wilka który odwracał do mnie powoli łeb i widziałam dokładnie każdy jego ruch. później jego ślepia. następnie zwykła trójkątna przestrzeń między grzbietem okładki a materiałem do którego przyszyte są kartki rozłożonej książki była kotem, psem, muminkiem, i czymśtam jeszcze, przy czym do wszystkich tych postaci miałam jakieś ciekawe przemyślenia, złapałam się na tym ze wymyślam rozmowę bobra z drzewem o Bogu(?), ogólnie bardzo przyjemnie byle brzuch mniej bolał. teraz jest 10.30 czasem zobaczę jakąs muszkę kątem oka ale najgorsze są te odgłosy jakby ktoś chodził po domu a jestem sama, czasem sie pojawiają znienacka i to jest naprawę straszne.

Podsumowując: faza raczej na minus, były fajne chwile ale te lęki były za mocne jak dla mnie, zejście nieciekawe, samopoczucie podczas tripu- też nie, te ćmy i muchy zrobiły się już nudne w pewnym momencie i niewiele się działo, musiałam patrzeć długo w jeden punkt i na chwilę jakiś halun po czym cały obiekt znikał, tylko te po 6.00 były trwalsze. przemyślenia mogłyby być naprawdę mądre gdyby w tym stanie chciało się cokolwiek myśleć, a że się nie chciało to tylko powierzchownie dotknęłam wielu tematów. głosy były naprawde przerażające. nie wiem czy będzie następny raz z benzo, na pewno teraz dłuuugo nic nie wezmę, ale jakbym miala brac 2 raz to w kapsulkach a nie rozpuszczać, bo to świństwo. ogólnie nie polecam ale to tylko moje osobiste zdanie może, ktoś będzie miał lepszy dzień a nie taki zamulony. ale dla mnie benzydamina to naprawdę nic miłego, przynajmniej tym razem.

Pozdrawiam:)

Ocena: 

Odpowiedzi

kurde,tak sobie czytam,i prawie kazdy ma bardzo realistyczne halucynacje,prawie nie do odroznienia od realnosci,no i prawie kazdy ma pozniej schizy,ze ja bym sie chyba zesral.:)Z tego co rozumiem to jedna saszetka kosztuje 3 zl(myle sie?)ale nie sprobuje ze wzgledu na cene czy na faze a raczej jako cos nowego,aczkolwiek nie uznaje tego za cos,po czym mozna doznac jakiegokolwiek oswiecenia,jak np.DF,czy LSD,a raczej cos,z moich wnioskow,co pokazuje nam wlasne leki no i lekko ryje czerep:)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media