Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

spontaniczne spotkanie z mahometem

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
20 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dobry humor, lekka obawa przed nową substancją.
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Alkohol, Marihuana, 4-Aco-DMT, raz jakiś RC beta-keton

spontaniczne spotkanie z mahometem

Trip na którejś z tryptamin planowałem od dłuższego czasu, ale przedłużająca się sesja egzaminacyjna spowodowała odkładanie go w czasie. Już zdążyłem porzucić ten pomysł, ale mimo to zakupiłem kapsułkę 10mg z "prorokiem". Ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu, w otrzymanej przesyłce były dwie :)

Otwierało to zupełnie nowe możliwości, ale dalej nie byłem pewien, kiedy je spożyć, myślałem nad którymś z kolei weekendem.

Dzień po otrzymaniu przesyłki (w środku tygodnia) dowiedziałem o zdanym egzaminie, który był taką niedokończoną sprawą, z którą po ostatnich doświadczeniach z 4-Aco-DMT nie odważyłbym się "odlecieć". Po zajęciach wróciłem do akademika, po drodze kupując czekolady na weekend.

T+0:00

Stało się. Chwilę po wejściu do pokoju i zauważeniu, że nie ma w nim współlokatorów postanowiłem zażyć zawartość jednej z kapsułek w celu zapoznania się z substancją, a na pełnoprawny trip domówić brakującą ilość.

Kapsułkę otworzyłem, zawartość wsypałem do kubka i zalałem wodą mineralną, przepłukując połówki kapsułki nad kubkiem. Chwila na wymieszanie i szybkie wypicie- smak nieco chemiczny, jakby "plastikowy". Poszedłem robić obiad.

T+0:15

Chwila, to nie ma sensu- po 10mg prawdopodobnie nic nie poczuję. Porzuciłem szykowanie jedzenia i rozpuściłem zawartość drugiej kapsułki, zjadłem na szybko 2 tosty, zapiłem roztworem hometa, spakowałem czekolady do kieszeni i wodę do plecaka włączyłem w telefonie tryb samolotowy i wyszedłem.

T+0:20

Nie wyobrażam sobie tripu w pomieszczeniu, zwłaszcza gdy mogą się w nim nagle pojawić osoby nie wiedzące o moich "upodobaniach". Ruszyłem w stronę pobliskiego parku, lekko trzęsąc się z poddenerwowania.

T+0:30

Zaczyna się lekkie falowanie obrazu, trzęsę się, trochę ze zdenerwowania, trochę z powodu bodyloadu, trochę z zimna (ok. 5 stopni). Znajduję "tą właściwą" ławkę. Zjadam trochę czekolady.

T+0:45

Postanawiam pójść jednak gdzie indziej (zbyt ponury klimat), znajduję ławkę nad jakimś stawem, dookoła jest pełno kaczek, obraz zaczyna falować mocniej, niebo i powierzchnia stawu pokrywają się fraktalami, wszystko zaczyna opalizować. Słyszę ludzi i kaczki jakby przez mgłę, czasem zapętlają mi się dźwięki, mam problem z określeniem kierunku, z którego dobiegają. Mocno kaszlę, mam lekkie odruchy wymiotne i się strasznie trzęsę.

Gdy jest mi już lepiej, zaczynam wciągać się w OEVy, co jakiś czas starając się zachowywać normalnie, gdy przechodzą jacyś ludzie. Z powodu męczącej ciszy postanawiam posłuchać jakiejś muzyki- z niewiadomych przyczyn wybór pada na Queen. Jednak wyłączam ją po kilku utworach.

T+1:20

Jest strasznie zimno, przenoszę się na ławkę po drugiej stronie stawu, na którą przyjemnie pada światło słoneczne. Mam lekkie problemy z chodzeniem, wydaje mi się, że idę ścieżką, ale gdy oglądam się za siebie okazuje się, że w tym miejscu nie ma żadnej ścieżki, ludzie nieco dziwnie się na mnie patrzą.

T+1:30-2:30

Ławka okazała się jednak nie taka oświetlona, ale nie jestem w stanie iść dalej. Wszystko pulsuje, całe pole widzenia się rusza. Drzewo przede mną wydaje się być zrobione z jakby ryb/syren (?), ścieżka oddycha, falują niewielkie drzewka obok. Cały obraz wygląda tak pięknie, że jest mi smutno, że nie jestem w stanie tego uwiecznić.

Siedzę tam dłuższy czas i jestem bardzo zadowolony, bo słońce przesuwające się po horyzoncie sprawia, że zmienia się gra świateł i krajobraz przede mną wygląda zupełnie inaczej. Próbuję zacząć rozmyślać nad różnymi sprawami, ale nie rozkręca się to tak jak po 4-Aco-DMT. Zastanawiam się, czy dalej się trzęsę z zimna, ale nie jestem w stanie tego stwierdzić z powodu falowania obrazu. Zagłębiam się w wizualizacjach.

Co jakiś czas mijają mnie ludzie, zastanawiam się co o mnie myślą. Zaczyna mnie śmieszyć fakt, że siedzę sobie naćpany w parku. Faza zaczyna przechodzić w euforyczno-humorystyczną. Znikają wszystkie nieprzyjemne objawy fizyczne, a mnie wszystko coraz bardziej bawi.

Przelatuje mi przez głowę myśl, że dużo lepiej byłoby sie pośmiać z kimś. No ale trudno. Mianuję się "Mistrzem Beki", śmieję się z różnych rzeczy (w tym z przechodzących ludzi, starając się to jednak robić dyskretnie), razem ze mną śmieją się wizualizacje- we fraktalach pojawiają się twarze jak na pewnym internetowym memie (http://cdn.meme.am/instances/500x/57596695.jpg). Najbardziej śmieszy mnie to, co ludzie mogą sobie pomyśleć ludzie widząc mnie śmiejącego się do siebie. Spirala śmiechu się nakręca.

T+2:30-3:30

OEVy słabną, zaczyna też dawać znać o sobie pęcherz. Postanawiam odlać się gdzies w krzakach. Nie mam pojęcia gdzie jestem i skąd przyszedłem, park wydaje się być ogromny. Znajduję dobre miejsce na załatwienie potrzeby fizjologicznej, ale idzie za mną jakaś starsza pani. Zdaję sobie sprawę, że w parku jest pełno ludzi. Bardzo mnie bawi to, że nie mogę nigdzie ulżyć pęcherzowi. Chwiejnym krokiem i podśmiewając się pod nosem idę w losowym kierunku.

Znajduję ławkę, na której siadam i ogrzewam się w promieniach słońca. Tuż obok jest spore skrzyżowanie parkowych ścieżek. Mija mnie łącznie sporo różnych ludzi, wszystkim się przyglądam, przysłuchuję, z niektórych się śmieję. Mija mnie grupka starszych pań, wydają się zgorszone- mną lub przechodzącym obok żulem, albo jedno i drugie. Czuję sympatię do żula.

Jedna z przechodzących później emerytek rozmawia przez telefon. Wygląda mi na osobę, która lubi sobie pożartować i wydaje mi się, że robi to w tym momencie, więc śmieję się do niej. Okazuje się, że prowadziła całkiem poważną rozmowę. W kieszeni wciaz mam czekoladę, nazywam siebie w myślach "śmiesznym chłopakiem z czekoladą w kieszeni".

T+4:00

Pęcherz wciąż daje o sobie znać, a ja zauważam, że mogę już w miarę normalnie chodzić. Ruszam w losową stronę (dalej mam problem z wyczuciem kierunków). Trafiam na przystanek, po chwili przyjeżdża tramwaj (z szybami pokrytymi fraktalami).

T+4:20-5:30

Docieram pod akademik, chodzę w miarę normalnie. Korzystam z upragnionej toalety- kafelki mnie zachwycały, więc zostałem tam chwilę dłużej. W trakcie tripu kilka razy zastanawiałem się nad jakimś alibi, ale kończyło się na porzucaniu tego problemu na rzecz przyglądania się wizualizacjom. Ostatecznie sprawę rozwiązało krótkie "siema" do współlokatora i brak wdawania się we szczegóły. Nikt mnie nie szukał, ani nie dzwonił.

Kontynuując rolę "Mistrza Beki" (hahaha, nikt nie wie, że jestem naćpany!) wziąłem się za przygotowywanie porzuconego wcześniej obiadu. Woda w garnku i smażące się kawałki kurczaka śmiały się razem ze mną. Byłem strasznie zamotany, brałem się za kilka rzeczy na raz i czasami traciłem wątek. Żeby nie wyglądać dziwnie, czasem rozmawiałem ze współlokatorem, trochę się bojąc, że powiem coś co dla niego może nie wydawać się tak zabawne jak dla mnie.

Udało mi się zrobić i zjeść obiad racząc się playlistą z psychodelicznym rockiem, a kiedy wizualizacje osłabły do minimum, obejrzałem sobie jakąś komedię. Do końca dnia miałem bardzo dobry humor.

 

 

Podsumowując: trip mimo, że dość spontaniczny, to bardzo udany. Nie wiem czy to kwestia dawki czy substancji, ale nie miałem takich rozkmin jak po 25mg 4-Aco-DMT, za to było mi bardzo wesoło i żałuję, że nie było ze mną nikogo, z kim mogłem się pośmiać- ten stan byłby wręcz idelny na imprezę, chociaż tego typu przygoda w parku też była bardzo ciekawa. Jedynym minusem było zimno.

Ocena: 

Odpowiedzi

Nie było nikogo, kto dziełiłby ten stan? Znam ten ból ;-) Też ostatnio po metocynie to miałam, było pięknie a w towarzystwie byłoby wręcz idealnie.
TR ciekawy, dostrzegłam parę rzeczy znajomych z mojego przeżycia. Wypada życzyć kolejnych równie miłych "eksperymentów" bo substancja ma potencjał.

Aż przeczytałem z ciekawości twój raport i rzeczywiscie, pojawiły się podobne elementy (przypomniałem sobie też trochę rzeczy tutaj nieopisanych).
Kolejny "eksperyment" planuję właśnie w 2-osobowym lub trochę większym gronie i w nieco większych dawkach, ale to za jakiś czas...
Także życzę pomyślnych lotów ;)

Mmmm... Zazdroszczę. Ja nie mam znajomych miłośników RC. Siostra ma opory, nawet jej proponowałam, jak zamierzałam zażyć.

Powodzenia w "eksperymencie" życzę i mam nadzieję, że kolejny raport napiszesz.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media