Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

siność siatkowata, czyli jak umiera się ze strachu.

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
2,5g pochodzące z ekstrakcji 5 saszetek Tantum Rosa
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
senność, oczekiwanie na przyjemne przeżycie, znudzenie wakacyjne, wieczór
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
DXM (3 plateau), marihuana (dużo razy), amfetamina (dużo razy), MXE (dwa razy), kodeina (kilka razy), dimenhydrynat (raz), alprazolam (dużo razy), diazepam (dużo razy), hydroksyzyna (kilka razy), efedryna (raz), mirystycyna (gałka muszkatałowa - dwa razy)

siność siatkowata, czyli jak umiera się ze strachu.

Wakacje spowodowały u mnie stan wzmożonego apetytu na eksperementy narkotyczne. Skończyłam pracę i przyjęłam do siebie pod dach psa babci, ponieważ ona wyjechała. Rano zakupiłam w aptece specyfik i tripa zaplanowałam na wieczór/noc, ponieważ była to sprawdzona metoda, dzięki której moi domownicy nie są w stanie zidentyfikować co robię. Obecnie w domu był tylko mój ojciec oraz pies babci. Cała reszta wyjechała.

Dzień minął mi szybko. Zerknęłam na zegarek i była już 21:30. Stwierdziłam, że czas najwyższy na ekstrakcję, żeby benza miała czas się załadować. Wszystko poszło szybko i sprawnie, był to mój drugi raz z nią. Pierwszy okazał się niewypałem, bo nie miałam poczucia haju, i jedyne co mi się zwidywało to powidoki oraz widziałam jakby smugi dymu w powietrzu (wtedy zażyłam 1,5g - 3 saszetki). Szybko wypiłam substancję, a całe gardło i jama ustna mi zdrętwiały. Przyznam się, że jestem bulimiczką od 5 lat i jakimś cudem to zahartowało mój żołądek na wszystko, co do niego wpada. Mój organizm nie wymiotuje, kiedy ja nie chcę, więc wiedziałam, że nie będę mieć raczej problemów. Natomiast czułam, że benzydamina jakimś cudem sprawiła, że po wypiciu jej miałam chrypę. Oraz znacznie słabszy głos. 

Siedziałam przed komputerem i oglądałam serial "House'a", kiedy wszystko się zaczęło.

 

Mniej więcej 23:00

Obudziła się nagle we mnie nowa osoba. Zaczęło się całkiem przyjemnie. Trudno sobie to wyobrazić, ale ruchami gałek ocznych mogłam kontrolować ruch światła po pokoju. Czułam się niesamowicie, jakbym była jakąś wielką oświeconą, która ma magiczne moce. Pojawiły się również ruchome kontury ruchu, które znam z haju, który kiedyś fundował mi DXM. Widziałam jakby smugi gęstego ni to dymu ni gazu unosiły się w powietrzu. W pewnym momencie spojrzałam na kubek z zimną herbatą. Zakręciłam nad nim palcem, po czym zaczęła unosić się tam para wodna. Byłam zadowolona jak cholera. Na chwilę.

– koniec nieba

 

Piekło

 

Ocknęłam się na łóżku oglądając „House M.D.”. Zerknęłam w stronę drzwi i to było najgorsze, co mogłam zrobić. Drzwi były uchylone, a zerkając w ciemność za drzwiami, zaczęła ona nabierać kształtów moich dziecinnych koszmarów. Zobaczyłam tam tarantulę wielkości niedużej karuzeli (w sume to był tylko fragment pająka) – matkę. Nagle okazało się, że moje łóżko stało się wylęgarnią i koszarami dla bojowych pająków (sorka, ilustracje mam w zeszycie). Siedząc na łóżku, każda smuga na ścianie wydawała mi się cennym hieroglifem z przeszłością. Formowały się w wielkie obrazy i wzory. Czasami widziałam litery, ale nie zdążyłam doczytać, bo słowa nikły...

Zaczęła się zamazywać granca pomiędzy rzeczywistością, a tripem. Siedziałam sama na łóżku, ale miałam wrażenie, że jestem najpierw a) wśród naukowców, którzy zajmują się tymi pajęczakami i przede wszystkim nad nimi panują. Potem b) młodzież. Pamiętam wyraźnie liderkę, despotkę grupy szkolnych plastików i lalek barbie. W głowie słyszałam gwar ich rozmów oraz komentarze liderki. Cały czas oglądałam House'a, żeby nie było. Nie ruszłam się z łóżka. Nagle coś zaczęło mnie gryźć w nogę. Skojarzyłam to sobie z małym pajączkiem przede mną na podłodze (choć prawdopodobnie był to tylko sęk na paneli). Postanowiłam się więc oddalić od niego, przysuwając się bliżej ściany. Zerknęłam za siebie, a szpara pomiędzy łóżkiem, a ścianą, była wypełniona tarantulami wielkości dłoni. Musiałam natychmiast zejść z tego łóżka.

Bałam się, że coś spod niego złapie mnie za nogę, więc musiałam zrobić duży krok. Udało się, ledwo. Błędnik wariował. Czułam na sobie coraz więcej ukłuć, miałam wrażenie, że oblazły mnie całą. Z perspektywy czasu wiem, że to był moment, kiedy moje zmysły wyostrzyły się i stały bardzo wrażliwe na bodźce. Nie mam pojęcia, ile czasu trwało majaczenie „Wśród pajęczaków”, ale w pewnym momencie gwar młodzieży w mojej głowie ucichł. Usłyszałam głos liderki i zobaczyłam jej przerażoną twarz – przypał się szykuje, młodzież robiła coś nielegalnego i nauczycielka zaraz ich na tym złapie. Odezwałam się w głowie do niej i kazałam im się schować, że spoko ja po nich posprzątam. Pamiętam też chytrą twarz barbie, która syknęła na mnie :”Czego chcesz w zamian?”, na co ja odparłam, że nic. I ostatnie co widziałam, to jej zdumiona mina. W ramach posprzątania po nich wzięłam z podłogi tabletkę słodziku, która leżała tam od rana.

Uklęknęłam na podłodze i ujrzałam walizkę oraz inne rzeczy. Leżały pod moim łóżkiem jakby od zawsze. Tyle, że ja nie trzymamnic pod łóżkiem, żeby potencjany potwór nie miał się za czym schować. Racjonalizuję. Moja walizka leżała na drugim końcu pokoju. Czyli to nie moja. Doznałam olśnienia (które było kompletne bez sensu)! Babcia Ala, to jej rzeczy. Myślałam intensywnie, po co one mogą tu być, a babcie jakby nigdy nic weszła sobie do mojego pokoju i zapytała czy nie zimno mi w stopy. Było mi cholernie zimno. I w stopy i w dłonie. Zerknęłam na nie – to nie była halucynacja co zobaczyłam, bo moje odbicie w lustrze przez cały trip się nie zmieniło(poza tym mam to do teraz, tylko już schodzi). Moje ręce, dłonie, stopy (później ogarnęłam, że całe ciało). Zrobiło się w kratkę. Naczynia krwionośne wyszły mi na wierzch, tzw. siność siateczkowata (wyguglujcie sobie). Straszny widok. Znowu siedziałam na łóżku. Dotarło do mnie, że niesamowicie bardzo chce mi się siku. Podeszłam do drzwi i chciałam się oprzeć ciemności, przejść się do łazienki, ale szybko zmieniłam zdanie. Bałam się opuścić mój jasny, oświetlony pokój. Usiadłam na łózku i starałam się nie patrzeć w stronę drzwi. Panika, panika, panika... Pająki za mną, przede mną, obok mnie, na mnie. Wszędzie je widziałam. I nie potrafiłam zadać sobie pytania „Czy to w ogóle możliwe?”. Usłyszałam chichot za drzwiami i ujrzałam dłuugą rękę-nogę, która się zamachnęła i rzuciła czymś w moją stronę. Zwinięty papierek po Raffaello. Chwilę później zniknął. Wtedy zapaliło się światło w przedpokoju i tata powiedział mi, że wychodzi do pracy. Pokiwałam głową, a on wyszedł z domu z Karoliną - moją młodszą siostrą (która w realu jest na urlopie).

„Karolina, Karolina, Karolina” - szeptałam w swojej głowie. Ona jedyna mogła mnie ocalić, zawsze jej się udawało Szeptałam jej imię jak mantrę, kiedy matka tarantula usiłowała trafić we mnie nowyi papierkami. Rozwiązałam zagadkę, kiedy zauważyłam, że na miejsce śmieci pojawia się ok. 10 dopiero co wyklutych pajączków. Chcę zaznaczyć różnicę w klasyfikacji omamowych pająków. Było ich wiele ale te małe... Jest różnica pomiędzy młody, a mały. Pomysł matki – chciała u mnie w pokoju zrobić sobie hodowlę. Żeby mnie opanowały. W tym momencie do pokoju wszedł mój halucynogenny tata, powiedział coś do mnie, czego nie zarejestrowałam.

Nie pisałam o tym wcześniej, ale mogłam u siebie w głowie, bez wypowiadania słów na głos prowadzić dialogi z różnymi osobami. Trochę miałam wrażenie jakbym słyszała czyjeś myśli wypowiadane w mojej głowie ich głosem. Słyszałam mojego tatę, Bartka, Gosię i ich dzieci jak się witają w przedpokoju. Tarantula Karuzela zniknęła, a na jej miejsce przyszła jej najstarsza na świecie. Czułam, że pożąda szacunku do swojej osoby. Chowała się za butlą gazową w przedpokoju (normalnie nic takiego tam nie ma XD). Nagle do pokoju wszedł Bartek i coś się mnie zapytał. Zignorowałam go. Wciąż strasznie mi się chciało sikuuu ! Po chwili wszedł mój tata, uchylił drzwi i powiedziałm że się zawias zepsuł i się zablokowały, więc na razie niech stoją, a on później to naprawi.

Tarantula się ucieszyła, bo wszyscy opuścili przedpokój. Na moich drzwiach spostrzegłam zainstalowane kamery-roboty. Takie sputniki do obserwacji.. mnie (?). Byłam pewna, że za drzwiami czai się trzech mężczyn – Tropiciel (mięśniak), Myśliwy (zbok, chudzielec) i ten trzeci nie został przedstawiony. Ale to właśnie on miał strzałki ze środkiem usypiającym. Przeraziłam się, chciałam zamknąć drzwi, on w czerwonej masce powiedział, że „takie drzwi to ona szybciutko załatwi.” Dołączył do niego Tropiciel i wyciągnął pistolet. Natomiast ja, nie wiem dlaczego w tym momencie uznałam to za dobre wyjście z sytuacji, usiadłam przy biurku, włączyłam kolejny odcinek House'a i przestałam zwracać na nich uwagę. Jak skończyłam koncentrować uwagę na serialu, to oni znowu stali za drzwiami.

W głowie słyszałam jak szepcą, knują i spiskują przeciwko mnie. A właściwie to przeciwko psu. Chcieli go porwać, żeby zrobić z niego ofiarę dla satanistycznej bogini (Baalat, Asztarte – ona serio istniała gdzieś w czyichś wierzeniach). Niedobrze mi się robiło. Słyszałam jak się sprzeczali kto ma to zrobić, Tropiciel czy Myśliwy (zrobić, czyli włożyć sieć na psa i zwinąć psa, który leżał całkiem niedaleko od drzwi). Zdecydowali, że Myśliwy to zrobi. (wgl ten pieseł był na serio, bigiel od mojej babci). Odsunęłam psa od drzwi najdalej jak to możliwe. Myśliwy próbując sztuczek, chciał rozproszyć moją czujność, ale ja byłam wrażliwa na najdelikatniejszy ruch, dźwięk. Moim zadaniem było utrzymać psa nieśpiącego, bo wtedy może samodzielnie się bronić. Pilnowałam, żeby nie leżał zbyt blisko mnie, bo jeszcze jak przez pomyłkę im się uda, to zabiorą mnie do kolekcji, bo byłam niedaleko. Tarantula, jej bałam się najbardziej. Myśliwy wciąż próbował. Bezskutecznie. Znowu House. A tumblrując w przerwie serialu, zaprzyjaźniłam się ze starym, piwnicznym pająkiem, który mieszkał w mojej klawiaturze. Opowiadał mi, że on jest z takich co ma drobne ciałko i długaśne nóżki. Uegh, wszędzie te pajęcze nóżki leżały.. On był marzycielem, opowiadał, że chce polecieć kiedyś do nieba. Zapytałam go:”UFO?!” i mam wrażenie, że po dziś dzień słyszę to echem w mojej klawiaturze. Potem przepadł po nim ślad. Ani jednej nóżki. Gosia postawiła mi prezenty w progu, bo nie mogła do mnie wejść przez zablokowane drzwi. (SIKU!) Potem jeszcze na parapecie mi położyła parę upominków. I pojechali do domu.

Myśliwy znowu podjął próby zwabienia psa do siebie. Tępy był. Ale pies chyba chciał bardzo siku jak ja, bo zeszczał się na moje łóżko i zrobił kupę. (podreślam „ ę „) Smród ohyda, jesu fuuuj! Chociaż ja też nie wytrzymałam dłużej niż pies i zsikałam się jak dziecko z radością, ulgą itp. w majtki (yaaaay). Posprzątałam po sobie, wytarłam podłogę i siebie później, po czym się przebrałam. Myśliwy wykorzystał czas mojej zmiany ubrania, bo złapał psa w sieć i powiedział do mnie: „Nie lubimy nosić staników, co?”, po czym uciekł w ciemność. Słyszałam jak popsikał psa sprejem, dał go Tropicielowi, który chciał uciec z nim przez okno w salonie (bezsens skoro drzwi są obok w kuchni, ale ok). W salonie, był mój omamowy-tata-bohater (lofki), wywalił Tropiciela z domu, pies przybiegł do mnie. Ojczulek poszedł do przedpokoju, sięgnął za butlę gazową, mówiąc : „Onie, stara małpo, ty maszkaro, won!”. I wywalił ją przez okno za fraki.

Do załatwnienia zostało mu jeszcze dwóch, widział tylko Myśliwego, który czatował przy moich drzwiach na psa – którego futro popsikał sprejem na grzbiecie na czarno. Tata nie zauważył czającego się w mroku mężczyzny. Ojczulek mówił do siebie, dodając sobie otuchy na polu walki : „A jeszcze jeden wróg czai się tuż za tobą”- powiedział i natychmiast zrobił obrót o 180 stopni. Stał twarzą do napastnika, który tylko wycelował w niego. Ojciec, żeby nie pokazać, że trochę stracił na pewności siebie, stwierdził, że jedna strzałka na pieska nic mu nie zrobi. Strzelił. Silny środek, tata bezwładnie osunął się na kafelki. Usłyszałam przeraźliwy szloch Karoliny w głowie.

Usiadłam w łóżku pełnym pająków i się rozpłakałam. Po chwili usłyszałam odgłos przebudzenia się taty, po czym świst wystrzału i ciszę. W cieniu zobaczyłam uśmiech i triumf Myśliwego. Zaczęłam się bać. Nie ma taty, nie ma nikogo, kto by mnie obronił. Zostałam sama z nimi i nie wiedzieć czemu,oni nie wchodzili do mnie do pokoju, nie strzelali do mnie. Taki stan był okropny, najgorszy. Cholernie się bałam, siedziałam z telefonem, na którym było wykręcone 997 i zastanawiałam się czy dzwonić (dzieki bogu nie!). Ze strachu próbowałam negocjować z Myśliwym. Mówiłam, że mogę mu dać psa, jak mi go odda w nienaruszonym stanie. Potem proponowałam, żeby opóźnić tą ofiarę o 2 tygodnie, kiedy krzywda nie stanie mu się na mojej warcie. Błagałam, klęczałam przed nim. A on się tylko śmiał.

I po jakimś czasie zniknęli. I omdlały tata też. (Wrócił za to ten rzeczywisty – wtedy jeszcze ich nie rozróżniałam). W mojej głowie usłyszałam dwie rozmowy telefoniczne, mamy z tatą, żeby dzwonić na policję, a później taty z policją. Wreszcie poszłam do łazienki. Ok. 3:00. Zamierzałam się położyć i obudzić się już po tripie i majakach. Ale na moje nieszczęście zobaczyłam z okna w samochodzie całą rodzinę znajomych. Machali mi światełkami. Mój zaciemniały umysł ucieszył się, że przynajmniej jeden policjant tu jest. Znowu poszłam do łazienki (nery pracowały intensywnie, benza taka toksyczna trochę jest XD). Po drodze ujrzałam kamerę-robota, która nagrywała nasz salon i w ogóle dom. Stwierdziłam, że dobrze, że ktoś monitoruje teren (debilka). Pootwierałam kilka razy okna i drzwi namawiając znajomych żeby wpadli na herbatę, ale nie chcieli Potem już policja pukała do drzwi – na serio. Reality Zawołałam ojca z góry, że policja do nas puka. Ojciec pyta mnie po co policja tu, a ja zakładając, że pośrodku do spania jest ociemniały opowiadam mu o wszystkim. Tateł słucha i zrozumiał dość szybko, że miałam omamy. Do mnie nie mogło to dotrzeć bardzo długo. Potem już sama się przyznałam, bo jak opowiedziałam mu taką historię, co się działo, a on był w pracy... Rano jak się obudziłam, widziałam Nasia chowającego się u mnie w szafie, a pies dalej ma czarny grzbiet. Dałam się oszukać własnemu umysłowi. 2,5 g benzy to za dużo. Było warto? Było. Ale nigdy więcej.

Rano, po otrzeźwieniu - jak mi się wtedy wydawało, funkcjonowałam w zdumieniu, że to wszystko, co widziałam było nieprawdą. Było to bardzo realistyczne, idealne odwzorowanie rzeczywistości, w które uwierzyłam. Napisałam smsa do Wiki i dowiedziałam się, że jest w Londynie, więc nie było możliwości, że z nią rozmawiałam. Natomiast farba na grzbiecie psa nie zniknęła wraz z prezentami od cioci, walizką babci, czy resztą halucynacji. Czyli musiałam znaleźć kamerkę, bo akcja z psem była prawdziwa. Chodziłam po domu i szukałam jej. Zaglądałam we wszystkie dziury, gdzie mogła się schować, szukałam wszędzie, byleby tylko ją znaleźć. Nie chodziło o udowodnienie ojcu, że to akurat była prawda, ale po prostu bałam się, że znowu ktoś tu przyjdzie.

Po południu postanowiłam obejrzeć zdjęcia z poprzednich wakacji. I wśród nich było zdjęcie psa babci, który miał na nim tą czarną plamę na grzbiecie. Mój mózg mnie oszukał. Zrobił mi psikusa. Byłam pewna, że pies był cały rudawy. Wtedy odpuściłam i przestałam szukać kamerki.

Jednak co noc, kiedy kładę się spać, irracjonalne obawy się we mnie włączają. Leżę w łóżku i próbuję spać, lecz sen mam niespokojny i budzę się co kilka godzin i rozglądam się po pokoju, czy nikt mnie nie monitoruje, czy kamerka nie jeździ, czy nie ma jej niebieskiego światełka czuwania w pobliżu. To jest najgorsze. Świadomość, że to były omamy i mimo to strach. Nigdy też jakoś specjalnie nie bałam się pająków. Byłam w stanie wziąć je na kartkę i wyrzucić za okno. Teraz wpadam w niekontrolowaną panikę na widok takiego wstręciucha. Chyba zachorowałam na arachnofobię.

Warto jeszcze wspomnieć, że teraz kiedy piszę ten trip raport jest drugi wieczór od samego tripa. Wczoraj o tej samej porze co teraz, miałam wypieki/wysypkę na twarzy, powiększone źrenice oraz marmur na skórze - siateczkę. W tej chwili jest podobnie. Zimne stopy i dłonie również obecne. Myślę, że benzydamina mogła w jakiś sposób wpłynąć na jakieś połączenia synaps w moim mózgu i stworzyła ze mnie (raczej tymczasowo) stworzenie zimnokrwiste. Bolą mnie stawy, ale mam nadzieję, że to nie toczeń (za dużo House'a się naoglądałam).

Dzięki, pozdrawiam serdecznie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Mocne! Najgorsze po benzie jest to ogarnianie że wszystko to czego się doświadczyło było wizją, bardzo realną.
Jak brałem benze to długo nie mogłem sobie uświadomić jak dużego kopa daje ten niepozorny specyfik :D

Chociaż co jak co głupio zrobiłaś biorąc tak dużo w samotności :P
Życzę szczęścia i pozdrawiam 

Ja po 5-ciu saszetkach mam problem z dojściem do tego, jak naprawdę tamten dzień wyglądał i co ja robiłem.
Czasem przy zmęczeniu (więcej serotoniny) mam powidoki, psychozy i bardzo ładne kolorki :| 

Zawsze biorę w samotności , bo jakoś nie jestem typem imprezowym. Ale wystraszyłam sie porządnie i chyba narazie muszę odpocząć po halucynogenach. Wzięłam 2,5 g, bo jak poprzednio próbowałam z 1,5 g to oprócz powidoków i tych "smug", jakby powietrze było widzialne, nic mi nie było. Do odważnych świat należy :)

Chociaż muszę przyznać, że po benzie wejście do pokoju, w którym jest zgaszone światło to próba charakteru i odwagi. 

Pozdrawiam również xxx

Jeśli przygoda nie czeka za drzwiami... Wyjdź oknem.

zajebisty trip tylko mam pytanie co ojciec na tą policje :D

No cóż, zanim nie miałam konfrontacji z rzeczywistością, byłam pewna, że wszystko jest rzeczywistością, tak jakbym zupełnie zapomniała, że wzięłam benzę ;) No więc słyszałam jak policja puka do drzwi i go obudziłam, a on zszedł na dół do drzwi i nikogo tam nie było. Zdzwiwił się ogólnie po co policja ma do nas wbijać, a ja mówię, że jak to dlaczego, dlatego, że ziomki z bronią tu były i cię postrzelili strzałkami ze środkiem usypiającym i chcieli ukraść psa i całą historię mu opowiadam. On na mnie oczyska wytrzeszcza i pyta się, kto tą policję wezwał. Ja powiedziałam, że chciałam, ale bałam się i w ogóle. 

Przez chwilę wierzył w moje opowieści, bo jego w tym czasie nie było w domu, a ja na tyle przekonywująco musiałam mu to opowiadać, że wierzył. Ja płakałam, że pająki, że broń, że psa chcieli zabić, że mi chcieli zrobić krzywdę... A on w pewnym momencie zaskoczył i zapytał mnie o naszych znajomych i "Bartka i Gosię". Oni wszyscy w tym czasie byli na wakacjach za granicą, więc niemożliwe było, żeby w środku nocy mnie odwiedzili. 

Sprawdził mi oczy i zapytał co wzięłam. Kazał mi pokazywać dłonie - na których był ten marmur z naczyń krwionośnych (do dzisiaj robi mi się, jak jest zimno). Oczy miałam przekrwione i cała się trzęsłam. On się domyślił i myślę, że poczuł ulgę, że nikogo, oprócz moich halucynacji, w domu nie było. 

Taka sytuacja. Pozdrowionka c:

 

Jeśli przygoda nie czeka za drzwiami... Wyjdź oknem.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media