Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

samotna noc z ecstasy - tego się nie spodziewałam

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
2 tabletki
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Lekka ekscytacja spowodowana pierwszym kontaktem z substancją. Mój pokój, ciemno za oknami.
Doświadczenie:
marihuana, mefedron, amfetamina, rc

samotna noc z ecstasy - tego się nie spodziewałam

Miałam zjeść je z przyjaciółką, ale nie było takiej możliwości, a ciekawość by mnie zjadła gdybym nie spróbowała tego dnia, kiedy dostały się w moje ręce.

21:30

Brak jakiegokolwiek doświadczenia z MDMA i waga 44kg powodują, że decyduję się na pól tabletki. Kilka osób, które jadły je już wcześniej, powiedziało mi, że są mocne i że połówka będzie dla mnie okej, naprawdę dobrze porobi. Słysząc to od dużo większych kolegów łapią mnie wątpliwości czy w ogóle powinnam, ale ciekawość wygrywa. Na początku zarzucam 1/4 grocha na praktycznie pusty żołądek, jednak 10-15 minut pózniej postawiam dorzucić jeszcze tyle samo.

 

21:55

Siedzę przy biurku i piszę z kolegą, gdy nagle zauważam jak bardzo zacisnęła mi się szczęka i że obraz zaczyna mi się nieco rozmywać. Łapie mnie lekki niepokój na myśl, że dopiero się zaczyna, ale na szczęście szybko się uspokajam, biorąc kilka głebokich wdechów. Podchodzę do lusterka i uśmiecham się na widok źrenic dużo większych niż normalnie. Udaję się do kuchni po zapasy wody, strasznie po mnie suszy. Wracam do pokoju i włączam muzykę. Kolega pyta jak jest, a ja mu mówię, że nie wiem, nie potrafię opisać. Z jednej strony czułam, że jest inaczej niż normalnie, z drugiej nie było to nic nadzwyczajnego.

22:10

Oczy mam lekko przymknięte, wzrok rozmył się jeszcze bardziej, jest to całkiem przyjemne. Nawet nie zauważam kiedy moje ciało samo zaczyna tańczyć. Słysząc piosenkę pierwszy raz, idealnie wczuwam się w rytm. Na tamten moment w mojej głowie było jedno zdanie: ''Przecież ja bym mogła teraz stworzyć sto układów tanecznych!''. Piszę z kilkoma osobami, opowiadam im historie o wszystkim i o niczym. Trzęsę się, jest mi strasznie zimno i zalewa mnie pot. Siadam więc przy kaloryferze, ale niewiele pomaga.

23:10

Nawet nie wiem kiedy mija godzina, spędziłam ją na rozmowach. Już nie trzęse się z zimna i chcę jeszcze dorzucić. Postanawiam zjeść jeszcze trochę cukierka i chwilę pózniej nie ma go już wcale.

24:00 

Mocno zaciska mi szczękę, zaczynam oblizywać usta. Chodzę do łazienki co pół godziny, bo bardzo dużo piję.

''W moich źrenicach zmieściłby się cały wszechświat'' - Pomyślałam widząc, że po niebieskich tęczówkach prawie nie ma śladu.

Mam w głowie jakąś historię. Moja przyjaciółka coś do mnie w niej mówi, a ja odpowiadam jej w rzeczywistości i przerywam ciszę. Wybucham śmiechem zdając sobie sprawę jak głupio musiało to wyglądać. Patrząc w telefon znów myślę o czymś i...zauważam przyjaciółkę leżącą obok, jednak gdy tylko przenoszę na nią mój rozmyty wzrok, ona znika. Powoduje to na mojej twarzy uśmiech, nie myślałam, że MDMA tak na mnie podziała. Podobne sytuacje z mówieniem sama do siebie i widzeniem innych wokół zdarzały się jeszcze potem, raz nawet spytałam o coś psa i zrobiło mi się bardzo dziwnie, kiedy tylko zorientowałam się, jak bardzo to było głupie.

 

1:00 - 5:00

Kompletnie zgubiłam się w czasie i zjadłam drugą tabletkę zafascynowana działaniem pierwszej. Fioletowy kolor w telefonie zyskuje w moich oczach zielone obramowanie, a tego jeszcze nie było. Cały czas mam nadzieję na lepsze efekty, a one w końcu nadchodzą. W moim pokoju ledwo świeciło się tylko kilka lampek proszących o nowe baterie i krótki sznur kolorowych lampek choinkowych. Żyrandol rzucał ciekawy cień na sufit, a kiedy na niego spojrzałam... zaczęły wyrastać z niego cieniutkie gałązki. Wyglądało to jak małe drzewko z baśniowej krainy, byłam zafascynowana tym widokiem. Im dłuższe robiły się gałązki, tym niżej opadały. Wyciągnełam rękę w ich stronę, ale kiedy tylko ich dotknęłam, nagle zniknęły. Jakiś czas pózniej pojawiły się one jeszcze raz. W międzyczasie ciągle z kimś piszę, daje mi to dużą przyjemność, a czas leci trzy razy za szybko. Policzki i wewnętrzną stronę warg mam już mocno pogryzioną, ale jak zwykle boleć będzie dopiero rano. Biorę lufę i kładę ją na łóżko, a za chwilę chodzę po całym domu szukając zapalniczki lub zapałek jednak bezskutecznie. Znajduję w pokoju trzy zapalniczki, ale jak na złość - żadna z nich nie działa. Próbując odpalić jedną z nich widzę jakby powyginane sznureczki, a raczej druciki grubości milimetra zakończone kuleczką żaru tej samej wielkości. Mam wrażenie, że widziałam to już kiedyś, jak pewnej nocy mefedron porobił za mocno, a w kominku biegały szczury, które okazały się być dymem. Poddaję się co do zapalniczek, idę do łazienki, a kiedy wracam... widzę kolegę siedzącego na krześle z lufką w dłoni i większością twarzy schowaną pod jedną z moich koszulek.

Moją pierwszą myślą nie było ''Co on tu robi?'' czy ''To przecież niemożliwe''.

''Ej, zostaw coś dla mnie!'' - Pomyślałam i zaczęłam skradać się do ''kolegi''.

Wolnym krokiem, zgarbiona, z otwartymi ze ździwienia ustami, zbliżałam się do niego bardzo powoli. Mając głowę jakieś 30 cm od jego policzka, starałam się jakoś zajrzeć po koszulkę znajdującą się na jego twarzy tak, żeby go nie poruszyć. Kiedy jednak uznałam to za niewykonalne, potrząsnęłam jego ramieniem. Nagle jakby cały czar prysł, to tylko sterta ubrań. Jakiś czas pózniej szukając czegoś na biurku, obraz zaczął falować, a przedmioty oddychać. Zawsze chciałam zobaczyć te słynne ''oddychanie przedmiotów i w końcu mi się udało.

5:00

Do tego momentu nie wydarzyło się już nic ciekawego, chyba, że czegoś nie pamiętam. Położyłam się spać po 5, bo kolega poszedł spać i mi radził to samo. Faktycznie byłam zmęczona, a oczy miałam przymknięte, jakbym była konkretnie skuta. Zasnęłam minutę czy dwie po położeniu się do łóżka.

 

Obudzono mnie o 12, ale w ciągu chwili zasnęłam ponownie i obudziłam się dopiero o 14. Nie miałam najmniejszej ochoty na nic, nie byłam w stanie wstać do łazienki, mimo że myślałam, że zaraz nie wytrzymam. Leżałam cały czas, a o 16 znów usnęłam. Od 18 do teraz (1:40) wstałam z łóżka dosłownie 4-5 razy, kiedy tylko naprawdę musiałam. Ogólnie wyczerpanie na drugi dzień - masakra, ale było warte gałęzi zwisających z sufitu czy niekontrolowanego mówienia sama do siebie.

Podsumowanie

Cukierki przeszły moje najśmielsze oczekiwania, ale nadal czuję niedosyt, bo wiem, że gdybym zjadła je w mniejszych odstępach czasu, zapewne byłoby ciekawiej. Zamierzam spróbować jeszcze raz, tyle że z przyjaciółką, kiedy tylko nadarzy się okazja i będę miała pewność, że kolejny dzień mogę spędzić w łóżku.

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Polecam ogarnąć sobie jakiegoś ziomka na następny raz nie musi koniecznie brać ale fajnie jest z kim gadać face to face

 

ps:Dziwne to zmęczenie na następny dzień nigdy nei miałem po mdma nawet jeśli przetańczyłem całą noc keidy się obudziłem nie byłem wykończony 

No następnym razem na pewno w towarzystwie

A ja właśnie nie raz czytałam, że jest ''kac'' na drugi dzień, chociaż często lece jakieś nocki, to 1 raz byłam tak strasznie zmęczona, może kwestia tego, że 1 raz z mdma

Ja dwa razy, Blue Rols i Pink Diax l. Niedluga przygoda, lecz bez kacykow. 

Też jestem za tym by mieć kogoś f2f. 

Miłych lotów. 

(y) MDM
(y) THC
(y) might be all ?

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media