Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pogromca wampirów-pierwszy raz

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Nie pamiętam dokładnie, ale jedno calutkie "opakowanie" na dwie osoby + dzida mieszanki ziół
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Spontan. Nastawienie: mieszanka wielkiego przerażenia z jeszcze większą ciekawością. Start: piwnica w bloku Z, przejście długą drogą, dom T. Nastój: dobry, lekko przestraszona. Otoczenie: najlepszy przyjaciel (T) i jego kumpel (Z).
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Nikotyna (czasami)
Alkohol (często)

pogromca wampirów-pierwszy raz

Lato, upał, oczekiwanie na ukochanego (był w Irandii). Nagle dzwoni telefon. T, ogarnia mnie, że ma coś dobrego i że chce pokazać mi coś czego nigdy pewnie nie będę miała okazji przeżyć. Jeśli chodzi o jakie kowiek doświadczenie na tamten czas to mogę powiedzieć, że często piłam alko i popalałam papierosy, więc ciężko było mi od razu zgodzić się na to by spróbować lub nie. Ciekawość jak zawsze zwyciężyła, było koło 20.30 więc poszłam szybko z domu by nikt mnie nie zatrzymał. W drodze zaczęło łapać mnie to, czy jestem pewna tego co robię, ale im bliżej tym bardziej fascynacja rosła a przemyślenia docierały do sedna czyli Jak to będzie.

20.50 - 23.50
Jestem na miejscu, poddenerwowana, ale jakże zadowolona. Wyszliśmy jednak jeszcze z domu T, podbić po Z, który jak się okazało miał brać to z nami, ale skończyło się na siedzeniu. Dotarliśmy pod blok Z, szybko zszedł, poszliśmy do jego piwnicy. Podzielił jak to mówili "wampirka" na dwie kreski. Raz dwa i wyszliśmy nie zostawiając śladów, a reszta została na "później".
Wychodząc oczywiście pytali mnie jak się czuje...Nic nie czułam. Pomyślałam w tamtym momencie, że wkręcali mnie. Napiłam się łyka coli, chłopacy wody i nagle... poczułam okropne oszołomienie, zrobiło mi się słabo, serce myślałam, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, jednak szłam twardo udając, że nic się nie dzieje Chłopacy nagle mnie wyprzedzili i rozmawiali już nawet nie wiem o czym, kiedy stwierdziłam, że nie dam rady dalej iść i wtedy poczułam, że wszystko mi się cofa. Krzyknęłam tylko do T i Z, że mi niedobrze i w jednym momencie usiadłam na schodkach. Chwile tak posiedziałam, było lepiej i nawet nie wiem kiedy szłam z nimi za ręce. Chłopacy, dziwnie uśmiechnięci "prowadzili" mnie, kiedy to zaczęłam nawijać o wszystkim co tylko przyszło mi do głowy i przerwali mi, mówiąc, że czekali jak mnie to weźmie. Szybko przeszliśmy tą drogę i znaleźliśmy się w domu T. Tam czekała nas kolejna kreska.

00.20 - 06.30
Kolejna kreska,a raczej kreski został posypane, musiałam się mocno prosić by dali mi jeszcze, jako, że stwierdzili, że mi staczy, a T ma ochotę na całą resztę. Wciągnęliśmy, zgodzili się w końcu. To była radość życia. Czułam się świetnie, mimo, że ciągle chciało mi się pić i w zasadzie czułam jakbym nie panowała nad przygryzaniem dolnej wargi. Minęła może godzina, kiedy zaczęłam czuć się gorzej, nie pod względem psychicznym bo nadal czułam się świetnie, nigdy wcześniej słowa i myśli da mnie nie były takie lekkie... Do rzeczy, fizycznie, ciągle mi się chciało pić, rozbolał mnie brzuch a siedzenie w jednej pozycji sprawiło, że zdrętwiała mi noga i a jak wstałam nie mogłam się utrzymać. Wszystko z czasem mi przeszło, tylko ból brzucha został, suszenie także. Wciągnęliśmy ostatnie kreski. Było już koło 6.30, a w między czasie wyszedł Z i wrócił z bułeczkami i całym ekwipunkiem jedzenia. Nie mogłam nic przełknąć, więc zjadłam z wielkim oporem połowę bułki i na tym przestałam. Tragicznie się czułam.

6.50 - 15.30
Siedzieliśmy tak i już łapała nas zamuła. Oglądaliśmy tv, ale że w zasadzie nic nie było to siedzieliśmy i rozmyślaliśmy. Wpadliśmy na pomysł, że warto by coś zjarać. Jedyne co mieliśmy - dop, jakaś mieszanka ziół, nie wnikałam nawet, bo nie znałam się kompletnie. Zjaraliśmy, każdy dzide wziął i nagle w jednej minucie jak nowo narodzona. Przestał mnie boleć brzuch i czułam już się jak dnia wcześniej przed tym wszystkim. Cudowne to było. Jednak jedzenia nie tknęłam przez kolejne godziny.

Jak widać całą noc nie spałam, w domu zasnęłam na może dwie godziny, przebudziłam się i tylko piłam, w końcu zjadłam kanpkę i usiadłam przed komputerem. Nagle stwierdziłam, że widzę jak ktoś mnie obserwuje za drzwiami. Spojrzałam i wryło mnie, bo wiedziałam, że jestem sama w mieszkaniu, ale widziałam postać mężczyzny. Przerażona wyłączyłam komputer i poszłam do pokoju obok. Wiedziałam, że to tylko moja wyobraźnia to wszystko wymyśla. Ale po czasie znów za drzwiami to samo czułam i widziałam. Postanowiłam wyjść z domu do koleżanki. Wychodząc już byłam spokojna - to tylko wyobraźnia.

Od pierwszego razu minęło kilka miesięcy, przez ten czas spróbowałam tylko jeszcze marihuanę i mieszankę ziół na wzór tamtej pierwszej. Teraz chyba wraca chęć czegoś nowego... Jakieś pomysły?

Ocena: 

Odpowiedzi

Trip-raport bardzo ładnie napisany aczkolwiek za mało informacji, trzeba było dowiedzieć się co to za wampirek ale generalnie opis przeżyć i objawów można przypisać właśnie amfie. Jeżeli chodzi o Twoje pytanie to zależy od tego czego byś oczekiwała, jakie działanie mogłoby Ci się spodobać. Jeżeli masz ochotę na halucynacje, niedługo zaczyna się sezon na grzybki albo po prostu nawdychać się wachy. Jeżeli chcesz coś odmulającego, amfetamina będzie ogólnodostępna i tania a przy tym jeżeli nie brałaś nigdy lub bardzo dawno zawsze będzie ciekawie :) Orientuj się co bierzesz bo taki następny Wampirek może okazać się jakimś syfem który zrobi Ci krzywdę.

 

Wszystko trzeba brać z głową, inaczej tę głowę się straci.

Wampirek może okazać się syfem który zrobi krzywdę, ale amfetamina i wdychanie wachy są spoko ?

 

dzięki, to mój pierwszy trip-raport, więc nie wiedziałam dokładnie jak opisać, następny będzie bardziej dopracowany. Co do wampirka, to było spontaniczne i jak widać nie przemyślane, do tego kompletnie zero rozeznania w tym, poszło na zaufanie. Działanie to pewnie na chwilę obecną halucynacje, w wakacje dopiero coś odmulającego. :) Wiadomo, wszystko jest dla ludzi, ale trzeba mieć głowę i umiar :)

W miarę czysta feta jest dużo bardziej bezpieczna niż dopalacze no-name.

Poczytaj sobie forum hyperreal.info, tam masz wiele informacji na temat substancji psychoaktywnych. I jeśli chcesz już bawić się w narkotyki, to chociaż zasięgnij informacji na temat substancji, jaką zamierzasz wziąć. No-name nie są bezpieczne.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media