Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy trawiasty tr, sentymentalnie

pierwszy trawiasty tr, sentymentalnie

Substancja: Marihuana (ok. 0.7g)

Wiek, waga: 18lat, 60kg

Exp: Etanol, nikotyna, kofeina, THC

Set & Settings: ciasne pomieszczenie u kumpla (T), łąka, własny dom

Piątek, pogoda najgorsza z możliwych – zimno, pada deszcz, samopoczucie niesamowicie niskie, spowodowane szkolnymi perypetiami i ogólnym biometem. Pomimo tego, spotykamy się z T na zaplanowane wcześniej, eksperymentalne palenie z butli. Z powodu mojego spóźnienia zostaje nam niewiele czasu do powrotu rodziców T. Pierwsze próby zmontowania butli zostały niestety zakończone niepowodzeniem. Poirytowani, niszczymy nasze dzieło i postanawiamy palić bezpośrednio z lufki.

17.15 – Kilka mocnych buchów na dobry początek. Pierwsze efekty oraz szybkość ich następowania przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Ogólnie straciłem już wcześniej wiarę w jakiekolwiek działanie MJ. Paliłem ją kilka razy, jednak nigdy nic się nie działo. Tym razem było inaczej. Diametralnie puls wzrósł mi co najmniej dwukrotnie, poczułem także delikatne, przyjemne dreszcze na całym ciele. Spojrzałem szybko na jarzącą się w pomieszczeniu żarówkę, jej światło zaczęło emanować z większą siłą, oślepiając mnie. Także każdy najmniejszy dźwięk roznosił się niewielkim echem w mojej głowie. Przez mój umysł przeszła szybka myśl – „zaczyna działać!”. T pyta czy już coś czuję, popatrzyłem na niego tajemniczo i odpowiedziałem gromkim śmiechem.

Spaliliśmy jeszcze trochę, po czym musieliśmy wyjść, gdyż czas nadejścia rodziców T nieuchronnie się zbliżał. Podczas opuszczania pomieszczenia złapałem zawias, dosyć szybko się ocknąłem, zabrałem bluzę, o której przypomniał mi kumpel i wyszedłem z domu. W momencie poczułem jak karuzela rozkręca się w mojej głowie. Wyobraziłem sobie zawirowanie w moim uchu środkowym i wpadłem na genialny pomysł rozkręcenia jeszcze bardziej tej szalonej karuzeli. Okrężne ruchy mojej głowy musiały wyglądać dziwnie z perspektywy trzeciej osoby. Szliśmy w bliżej nieokreślonym kierunku, przez mokrą jak rzeka łąkę, co spowodowało, że nasze buty przesiąkły wodą. Nie przejmowałem się tym zbytnio i byłem w stanie niewielkiej euforii, co okazywałem regularnymi, donośnymi, niekontrolowanymi napadami śmiechu.

Po pewnym czasie podrzuciłem pomysł pójścia do mnie do domu, gdzie była tylko siostra. Tutaj nadszedł punkt kulminacyjny. Kilkusetmetrowa droga do domu zmieniła się w niesamowitą podróż. Zacząłem postrzegać wszystko w formie starego filmu. Kilkusekundowe klatki przewijały się w zawrotnym tempie, każda z nich miała jednak „zmienione parametry”, tzn. co sekundę lub dwie, głosy, które do mnie dochodziły miały całkowicie inna barwę, częstotliwość, głośność, w jednej chwili przyspieszały, w drugiej natomiast rozciągały się niesamowicie. Podobnie wyrażały się efekty wizualne, aczkolwiek w znacznie mniejszym stopniu. Raz czułem, że idę bardzo szybko, innym razem wszystko zwalniało pomimo tego, iż cały czas szliśmy w podobnym tempie. T cały czas do mnie mówił... chyba, nie bardzo zwracałem na to uwagę. Ogólnie ignorowałem całe otoczenie, rozkoszowałem się tylko moim „filmem”. Niestety w końcu doszliśmy do miejsca przeznaczenia, gdzie napotkaliśmy na swej drodze pierwszą przeszkodę – siostrę. Po nieudanych próbach wyciągnięcia z nas informacji o tym co robiliśmy dała nam spokój.

Udaliśmy się do mojego pokoju. W jednej chwili poczułem się okropnie zmęczony, głodny i spragniony. Padłem bezwładnie na łóżko. Coraz intensywniej zaczęły mnie nachodzić niepokojące myśli o badtripie. Po kilku minutach wegetacji w pokoju, zmuszeni głodem, przenieśliśmy się do kuchni w celu spożycia czegokolwiek. Jedliśmy wszystko co tylko dostało się w nasze ręce. Ja, choć zjadłem zadziwiająco dużo, wciąż czułem głód. Znów się położyłem i pomimo fizycznych niedogodnień było mi przyjemnie. Zegar wskazywał 18.15. Zdziwiłem się, ponieważ miałem uczucie, jakby minęły co najmniej 3 godziny odkąd zapaliliśmy. T nieustannie namawiał mnie, abyśmy dopalili pozostałości. Nie miałem ochoty, mój stan fizyczny i, co za tym idzie, psychiczny został znacznie zdegradowany od momentu kulminacyjnego. T, po kilku ostatnich buchach postanowił wracać do domu.

Odprowadziłem go do wyjścia. Kilka sekund po tym jak się oddalił poczułem niesamowite zmęczenie, nie byłem w stanie nic zrobić, jedynym, desperackim działaniem było rzucenie się na pobliską kanapę i zapadnięcie w dosyć głęboki sen. 19.30 – siostra budzi mnie i informuje, że mam jechać samochodem po rodziców do pracy. Zaczęły nachodzić mnie pewne obawy, czy aby na pewno prowadzenie w moim stanie jest bezpieczne. Nie miałem jednak wyjścia i po kilku minutach byłem już w drodze. Zmęczenie, głód oraz pragnienie nie ustawały, dodatkowo zaczęły mnie piec oczy, co znacznie utrudniało widzenie. Na szczęście dotarłem bez szwanku do miejsca przeznaczenia, po czym, równie bezpiecznie odtransportowałem pasażerów.

Przy kolacji, która była w moim wypadku równie obfita jak i ta poprzednia ok. 18 (z wiadomych względów), rodzice zaczęli zwracać uwagę na mój dziwny stan. Na pytanie: „Dlaczego masz takie dziwne oczy?”, zręcznie odpowiedziałem: „Przed chwilą się zdrzemnąłem i jestem strasznie zmęczony, zaraz pójdę spać”, co, mam nadzieję, rozwiało jakiekolwiek podejrzenia. Bez większego namysłu, kierowany coraz silniejszym uczuciem zmęczenia, które nie pozwoliło mi nawet na zdjęcie ubrania, rzuciłem się na łóżko ok. 20.15 i tamże pozostałem w stanie głębokiego snu do 9 rano. Czułem się bardzo dziwnie z tym faktem, gdyż ostatni raz tak wcześnie poszedłem spać w wieku 10 lat. Niestety podczas tej długiej nocy nie nawiedziły mnie żadne marzenia senne. O poranku, jedynym objawem, jaki pozostał, było jedynie, już o wiele mniejsze, zmęczenie.

Trudno jest mi jednoznacznie stwierdzić czy był to mój pierwszy bad trip. Ogólnie wspominam to dosyć pozytywnie. Przez cały czas trwania „podróży” nie odstępowało mnie ani na krok nieznaczne upośledzenie pamięci krótkotrwałej, co przypominało mi trochę stan po spożyciu alkoholu za którym zbytnio nie przepadam.

Za błędy oraz nieścisłości przepraszam.

Chętnie wysłucham uwag i słów krytyki.

Ocena: 

Odpowiedzi

Bardzo miło poczytać o doświadczeniach z początku przygody z maryjane. Jak sobie przypomnę co działo się ze mną po pierwszych kilkunastu razach, to aż łezka się w oku kręci :))

Trzymaj się, zostań przy trawie, bo to najlepsza używka jaką można sobie wymarzyć.

Nie uzaleznij sie za bardzo bo przy fecie guzach i kwasie moze zostac ten pociag do narkotykow co miesiac co tydzien co dziennie ;d TZn najwazniejsze nie zacznij sam i nie koncz sam Pozdro.

RESETIMEK

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media