Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsze psychodeliki i mistyczne przeżycia z mahometem

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
około 40mg 6-APB
25mg 4-HO-MET
8ml GBL
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Urodziny kumpla w domku w górach
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
THC, Amfetamina, GBL, Extasy, Kanna

pierwsze psychodeliki i mistyczne przeżycia z mahometem

Jakiś czas temu jednym z moich marzeń zostało spróbowanie psychodelików. Z uwagi na mój wcześniejszy brak zainteresowania ich tematem moim jedynym źródłem informacji o nich, była propaganda, wmawiająca nam, że to zło, które cię zniszczy oraz obraz hipisów, którzy wyglądali tak jak sam nie chciałbym wyglądać, dlatego nie miałem o nich dobrej opinii i nigdy nie ciągnęło mnie, żeby ich spróbować. To wszystko zaczęło się jednak zmieniać, kiedy natrafiłem na fragmenty podcastów gościa o imieniu Joe Rogan. Jest to komentator w największej organizacji MMA na świecie. Jako, że jestem fanem sportów walki, które sam uprawiam, znam go doskonale z wywiadów jak i samych jego komentarzy walk. Gość jest bardzo oczytany i mądry, ma dobre podejście do życia i wydaje się nietoksyczny, dlatego, kiedy znalazłem kilka jego przetłumaczonych podcastów z chęcią je obejrzałem. Część z nich była o psychodelikach. Mówił tam głównie o DMT i tego jak go próbował. Opowiadał jak fascynujące są psychodeliki i jak potrafią pomóc w zrozumieniu świata oraz pozbycia się własnego ego. Osobiście staram się być najlepszą wersją siebie. Stale się doskonalę, uczę w dziedzinach, które mnie interesują, traktuję innych ludzi tak jak sam chcę być traktowany, spełniam marzenia. Dlatego, kiedy tak oczytana i inteligentna dla mnie osoba jaką jest Joe Rogan przypisywał psychodelikom, wiele dla mnie ważnych profitów i dał nadzieję, że mogę za ich pomocą otworzyć drzwi do 'lepszego ja' mocno wgłębiłem się w temat. Dowiedziałem się o 'Stoned Ape Theory', zacząłem czytać więcej o duchowej naturze człowieka i jak psychodeliki na nią wpływają. Tak oto dochodzimy do momentu w którym odezwał się do mnie mój znajomy 'K'. Rozmawiałem z nim kiedyś na ten temat, wymieniałem się opiniami, pytałem czy to prawda o zmianie życiowych poglądów po psychodelikach, czy ma jakieś dojścia, czy byłby chętny kiedyś na jakiś trip. Odezwał się on dość niedawno i zaproponował urodziny w jego domku w górach wraz z jego znajomymi, przy towarzystwie 4-HO-MET(którego nazywali Mahometem), GBL i 6-APB.

Kiedy wszedłem w dzień imprezy do jego mieszkania, siedzieli tam już prawie wszyscy, poza jedną osobą, która miała dojechać. Nie znałem tam absolutnie nikogo, poza solenizantem, więc przywitałem się, zbiłem lufę zielska, która została mi z poprzedniego dnia i rozpocząłem konwersację. Mówili, że wczoraj już ostro przybaniowali i większość z nich nie spała zbyt wiele, dlatego jestem jedyną osobą, przygotowaną dobrze na tą przygodę. Kiedy dojechała jeszcze jedna znajoma, która miała być kierowcą, zeszliśmy na dół i ruszyliśmy w trasę.

Po tym jak weszliśmy do domku, zaczęliśmy wszystko przygotowywać. Kilka osób miało brać 6-APB, mniej więcej po 60mg, kiedy niespodziewanie zostało im około 40mg, zapytali czy też się nie skuszę. Zwinęli mi bombkę i każdy zaaplikował swoją dawkę. Podobno ten specyfik wchodzi długo, więc na spokojnie mogliśmy się zająć innymi sprawami. Zmieszaliśmy mahometa z wodą i każdy dostał po równej porcji do kieliszka, którego resztę wypełnił sok bananowy. Jednemu dość szczupłemu chłopakowi 6-APB już weszło i to dość ostro. Źrenice miał jak dwadzieścia złotych i widać, że to dopiero początek jego przygody. Czasem dziękuję, że tak dbam o swoje ciało i moja waga oraz wydolność chroni mnie przed takimi przypadkami, gdzie normalna dawka to za dużo i trzeba mocno się wysilić, żeby nie złapać badtripa. Wypiliśmy mahometa i rozsiedliśmy się. Wcześniej rozpalone ognisko w piecyku zaczęło nam fajnie grzać, a chłopaki jako, że są doświadczonymi zawodnikami, przygotowali się doskonale. Mieliśmy lapotp wypełniony muzyką pełną miłości, koncert Pink Floyd, dużo wody i obrazki dobre do oglądania podczas wizualizacji.

W pewnym momencie zaczęło mi się robić gorąco. Jestem dość przyzwyczajony do zimna i choć go nie lubię, to normalnym dla mnie jest siedzenie w krótkim rękawku w miejscach, gdzie inni zaczynają już zakładać coś cieplejszego, dlatego zacząłem się dziwnie czuć, kiedy w pokoju robiło się coraz goręcej, a cała reszta okrywała się kocami i dorzucała jeszcze więcej do kominka. Zrobiło mi się lekko niedobrze i duszno. Myślę, że to wchodzące 6-APB dało się we znaki. Mówili mi, że są czasem zmiany temperatur i w tym samym momencie komuś może być bardzo zimno, a drugiej osobie z kolei bardzo ciepło. Nie pomagał fakt, że tylko ja chciałem odrobiny świeżego powietrza i nie mogłem z kimś wyjść się przewietrzyć i pogadać. Kolega, który odczuwał już skutki APB, wyszedł na chwilę na dwór. Wykorzystałem to i podszedłem z nim się przejść. Kiedy wyszedłem, było bardzo przyjemnie. Z jakiegoś powodu wędrówka po dość obszernej działce wprawiła mnie w dobry nastrój i uspokoiła wcześniejsze dolegliwości. Przygotowaliśmy ognisko i zaczęliśmy wracać.

Kiedy wszedłem do pokoju, miałem już lekką fazę, nie wiem czy to mahomet czy apb, bo żadnego ze specyfików wcześniej nie brałem. Dwie dziewczyny już były lekko sponiewierane 4-HO-METem. Były uśmiechnięte podekscytowane, chodziły po pokoju i śmiały się. Kiedy posiedzieliśmy jeszcze chwilę w pokoju, choć czułem się lepiej, to jednak chciałem znowu wyjść się przewietrzyć. Rzuciłem pomysł i chłopak od APB powiedział, że chce się znowu przejść, bo było fajnie. Wszedłem do drugiego pokoiku i zobaczyłem jedną z koleżanek, która patrzyła przez okno na mały lasek na działce kumpla. Spytała czy za oknem jest "tajemniczy ogród", bo wygląda po prostu fascynująco. Zaproponowałem, żeby poszła z nami, ale odmówiła, kiedy jednak zacząłem ubierać sweter, ona i jej druga koleżanka po mahomecie(trzecia dziewczyna go nie brała), zabrały się z nami. Wyszliśmy na działkę, otaczały nas sąsiednie domy w których ludzie zbierali się na weekend, żeby odpocząć od miasta. Kiedy wyszedłem zza rogu mieszkanka, zobaczyłem mały lasek na działce kumpla. Dość daleko bo z jakieś 50m dalej była dopiero granica jego posesji. Na jego końcówce stały mocne i wysokie drzewa, a dalej chyba nawet rozciągał pomniejszy lasek, dlatego wyglądało to tak, jakby miał las na swoim podwórku. Teraz, kiedy już mahomet zaczął mi wchodzić, ogród był dla mnie prze-fascynujący. Nie było w nim nic dziwnego, jednak z jakiegoś powodu mnie do niego ciągnęło. Wydawał się ciekawy, barwny, wesoły. Cieszyłem się, że wyszedłem i mogłem do niego wejść. Usiadłem na krześle obok przygotowanego wcześniej paleniska i uśmiechałem się do siebie. Było bajecznie, wręcz cukierkowo. Oglądałem drzewa i krzaki, które były wspaniałe. Jedna z koleżanek zachwycała się choinkami, które ją intrygowały, a druga biegała, skakała i wyrażała słowami, jak cieszy ją, że teraz jest wśród natury. Kolega od apb uznał, że 'natura' to komercyjne słowo i woli słowo 'przyroda'. Kiedy oni tak hasali, ja spojrzałem na drzewo i zobaczyłem pierwsze w moim życiu zniekształcenie odbioru bodźców. Jedna z gałęzi falowała, a liście zmieniły kształt na coś co przypominało dłonie, które zginały i prostowały swoje palce na wietrze. Było to dla mnie tak ciekawe, że dobre pięć minut wpatrywałem się w kawałek lasu i czerpałem radość z tego doświadczenia. Postanowiliśmy wraz z jedną koleżanką wracać do domu, druga oznajmiła, że ok, tylko nacieszy się jeszcze chwilę naturą i możemy iść. Po 10 minutach znowu uznaliśmy, że trzeba by wracać, ale ta znowu powiedziała, że ok, tylko jeszcze się nacieszy. Po trzecim takim razie uznałem, że ktoś to musi poprowadzić i poszedłem mówiąc, żeby reszta udała się za mną. Nie przeszkadzało mi siedzenie tak, bo wszystko było teraz fascynujące, byłem po prostu bardziej ciekaw co dzieje się w domku u reszty ludzi. Powrót wychodził nam dobrze, dopóki koleżanka od 'natury' nie stanęła na środku ogrodu i zaczęła radośnie krzyczeć i skakać. Wtedy wyszedł 'K'. Musiał mieć nietęgą minę, kiedy wychodząc obawiał się przypału ze strony sąsiadów i jego oczom ukazał się obraz czterech ludzi z czego dwójka z nich skakała po ogrodzie krzycząc radośnie "NATURA! WOLNOŚĆ!". Zagonił on wszystkich do środka i znów znaleźliśmy się w domku.

Klimat tu był jak wszędzie fascynujący. Z uśmiechem na twarzy rozsiadłem się na sofie obok kumpla i dwóch dziewczyn z którymi byłem na dworze. Na laptopie leciał już koncert Pink Floyd:

https://www.youtube.com/watch?v=x62NxxQis3o

Uważam, że jest to jedna z bardziej ciekawych rzeczy jaką widziałem tej nocy. Wszędzie, absolutnie wszędzie, był jakiś przekaz podprogowy, który dostrzec można było jedynie na psychodelikach. Obrazy były tak dopasowane, że zgrywały się z wizualizacjami wywołanymi Mahometem. Wielkie obrazy i figury w kształcie twarzy były teraz w 3D, a ja cały czas się śmiałem. Z jednej strony bawiło mnie to co działo się na ekranie. Różne jakieś wstawki, które nie miały sensu, darcie mordy, dziwne dźwięki, obrazy, figury, pies jęczący do mikrofonu. Z drugiej jednak strony byłem zafascynowany tym, bo było widać, że był to koncert do obejrzenia na psychodelikach. Zespół wiedział co robić, aby sprawić ci największą przyjemność. Tak w poczuciu wesołości i fascynacji śmialiśmy się wszyscy. Popłakałem się ze śmiechu chyba z sześć razy. Za każdym razem kiedy odrywałem wzrok od ekranu i rozpoczynałem rozmowę ze znajomymi, wystarczyło, że na chwilę wróciłem, aby znów leciały mi z oczu łzy szczęścia. Pamiętam jak podczas rozmowy z kumplem zacząłem widzieć wszędzie tęczową poświatę, która odrywała się z konturów rzeczywistości.

Mahomet wszedł mi już prawie finalnie. Poczułem mocne uczucie szczęścia, miłości i przyjaźni do innych ludzi. Chciałem poczuć z nimi jedność i dzielić się tym uczuciem. Cała reszta, która brała 4-Ho-Met zachowywała się podobnie. 'K' przytulał się na sofie z dwoma koleżankami, a ja oparłem się głową na jednej z nich. Na początku się od tego wzbraniałem. Była to w końcu osoba, którą znam od kilku godzin i zamieniłem z nią jedynie kilka zdań, jednak z czasem chęć doświadczenia jedności i dzielenia się przyjaźnią z ludźmi wygrała. Leżąc tak, rozmawialiśmy, wyrażaliśmy słowami, kto jak się czuje, uśmiechy nie schodziły nam z twarzy, czułem się jak część jednego, wielkiego organizmu. Ludzie w pokoju byli dla mnie przyjaciółmi, chciałem im pomagać w tej przygodzie i sprawiać, aby czuli się jak najlepiej. Miałem wrażenie, że jestem połączony myślami z każdym z nich i wiem doskonale co czują oraz co muszę zrobić aby poczuli się jeszcze wspanialej. Wtedy w głośnikach rozbrzmiała muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=2NcdjLUD9Hs

która prowadziła nasz stan emocjonalny. Widziałem po zachowaniu każdego z nas, że czujemy się tak samo. Nie wiem nawet kiedy wstaliśmy. Położyliśmy się na ziemi obok stołu i wtuliliśmy się w siebie. Każdy był do kogoś przytulony i czuł się błogo. Zniknęły wszelkie blokady między nami. Nikt nie zastanawiał się czu może coś zrobić, po prostu to robił. Ktoś wtulał się do mnie, ja znów opierałem głowę na jednej z dziewczyn. Ktoś głaskał mnie po głowie, ja gładziłem inną z dziewczyn po ręce. Wszyscy czuli się wspaniale. Zmysły zaczęły nam się rozmywać, a w głowie pojawiło się milion myśli. Nigdy nie byłem świadom, że człowiek może czuć się tak szczęśliwie. Dotykałem wszystkiego wokół mnie, bo wszystko wokół mnie było ciekawe. Światła rozmywały się, ludzie mówili co aktualnie czuli, każdy z nas jakby potrafił zrozumieć co czuje inna osoba. Kiedy ktoś z nas czuł się w sposób niemożliwy do opisania słowami i próbował to wyrazić, ucinał w połowie zdania, bo nie wiedział jak ma opisać swoje doznania, jednak zawsze wiedzieliśmy o co tej osobie chodzi. Powiedziałem, że ludzie, którzy tego nie spróbują i nie są tu teraz z nami, tracą wiele z życia. Cały domek jakby oderwany od rzeczywistości. Pomyślałem o ludziach, którzy teraz siedzą znudzeni przed telewizorami i prowadzą życie jakiego nie chcą prowadzić. Są w związkach bez połączenia emocjonalnego z drugą osobą, są w pracy, która ich nie cieszy, żeby móc wziąć auto w kredycie i powkurwiać sąsiada, że jemu wyszło w życiu. Zacząłem rozumieć pojęcie systemu, które choć znałem wcześniej, to teraz miało jakby dla mnie jeszcze większy sens. Zmysły dalej się rozpływały. Mogłem smakować muzykę, czułem jedność ze wszystkimi. Zauważyłem, że ruchy mojego ciała dają mi dobre doznania, lekko więc wiłem się na miękkim dywanie i czułem jak odpływam. Wiedziałem, że wyglądam zapewne idiotycznie, ale teraz czułem jakbym nie miał blokad, najważniejsze było to, że byłem szczęśliwy, a zdanie innych ludzi mnie nie interesuje w takim stopniu jakby nie istniało. Chciałem doświadczać, chłonąć nowe przeżycia. Byłem jak pięcioletnie dziecko, które znajdzie fascynację w absolutnie wszystkim. Życie było takie piękne i fascynujące. Byłem tu i teraz. Nie było 'a co jeśli?', albo 'nie dam rady tego zrobić, ponieważ...” było tylko to czego pragnę. Cokolwiek pomyślałem od razu to robiłem. Nie zastanawiałem się czy wygląda to debilnie, czy jest dziecinne i głupie – ważne było, że chciałem tego spróbować, z kolei każde życiowe doświadczenie, którego nie mogłem teraz spróbować, było dla mnie tylko kwestią czasu. Wiedziałem, że kiedy obudzę się rano i znajdę po weekendzie w domu, będę do niego dążył bez wymówek, bo tego chcę, a w życiu nie chodzi o wymówki, ale o gamę doświadczeń. Jesteśmy tu tylko przez czas, który jest dla wszechświata krótszy niż mrugnięcie okiem, korzystajmy więc z tego i doświadczajmy, bądźmy tacy jacy chcemy być, nieważne czy jest to dobra czy zła osoba postrzegana przez świat. Chodziliśmy po pokoju, dotykaliśmy ścian, sufitu, oglądaliśmy przedmioty, wpatrywaliśmy się w drzwi przez pięć minut rozpływając się w pięć osób nad ich pięknem. Muzyka Gandalfa wypływała z głośników jak fala ciepła, która kierowała naszym nastrojem w stronę miłości, życzliwości i jedności. Czas przestał mieć znaczenie. Kiedy spoglądałem na zegarek i zobaczyłem, że od ostatniego sprawdzenia godziny minęło pięć minut, które dla mnie było tak długie jak pół godziny, cieszyłem się, że takich 'pięciu minut' czeka mnie jeszcze bardzo wiele. Nie rozumiałem jak można mieć coś takiego jak 'bad trip'. Wszystko wychodziło ze mnie i działo się w mojej głowie, dlatego dopóki nie pozwolę na złe myśli w mojej głowie, nie będę czuł się źle. Mogłem to kontrolować w dowolnym kierunki. Potem oglądaliśmy różne obrazy, które falowały, zmieniały kształty i wzory. Każdy pytał czy to filmik czy gif, bo cały obraz jest jak żywy. Trudno mi było uwierzyć, że to co widzę, jest nieruchome, dlatego powiedziałem, żeby pokazali mi to rano. Potem znów leżeliśmy, splatałem palce z jedną koleżanką, kiedy wzajemnie uśmiechaliśmy się do siebie. Było jeszcze wiele rzeczy, których nie chce opisywać, bo nie pamiętam ich dokładnie. Wychodziliśmy na dwór, chodziliśmy po domu, ktoś pytał czemu łazienka jest zbudowana z fraktali, patrzyliśmy się w otwarty kominek, bo płomienie były takie fajne, koleżanka mówiła, że jest światłem, potem, że jest wodą, ja wąchałem dywan i tak dalej.

Kiedy minęło już kilka godzin i powoli wszystko się uspokajało, choć czuliśmy się już trochę bardziej w rzeczywistości, to myślenie jeszcze przez długi czas pozostało takie samo. Choć nie było już takiego rozmycia zmysłów, każdy czuł się w sposób, który nie mógł opisać ograniczającymi nas słowami i wiele razy nie mogliśmy dojść do porozumienia śmiejąc się. Każdy gadał od rzeczy, wyrażając swoje myśli, a reszta śmiała się z tego jak bardzo pierdolimy od rzeczy. Czułem, że jakby gdzieś zniknęło poczucie zagrożenia i zdrowy rozsądek. Troszkę wcześniej przez luźną rozmową, pamiętam jak dwie koleżanki otworzyły piecyk i zadymiły lekko mieszkanie. Tylko ostatki trzeźwego rozsądku mnie zmusiły, żeby wstać i sprawdzić czy coś się nie pali lub czy się nie zaczadzimy, to samo zrobił gospodarz. Reszta leżała śmiejąc się, jakby nigdy nic. Myślę, że na to trzeba uważać podczas brania mahometa. Pamiętam, że miałem chwilę myśli w głowie, żeby to olać i jeśli zamknę oczy i nigdy ich nie otworzę – to, że jest to mój los i aby go zaakceptować. Kiedy to mówię, brzmi to trochę zbyt dramatycznie w porównaniu do rzeczywistości – chodzi po prostu o to, aby zastanawiać się czasami, czy rzecz którą chcemy zrobić, jest czymś co na trzeźwo by przeszło. To oszczędzi nam kilku kłopotów. Potem słyszałem jakąś historię o tym jak jednego na 4-ho-met musieli zamknąć w kuchni po dawce 40mg bo już mu odwalało i robił rzeczy które były niebezpieczne.

Na koniec wzięliśmy jeszcze trochę GBL. Mahomet sprawił, że nie miałem blokad, kiedy ktoś mi proponował kolejną dawkę, wiedziałem, że mogę zasnąć i obudzić się dopiero rano, ale z drugiej strony miałem taką dziecinną ciekawość, jak się wtedy będę czuł i próbowałem dalej. Miałem kilka ciekawych rozmów z innymi. Fajne było to, że każdy dzielił się swoimi marzeniami, a były one wtedy dla mnie tak ciekawe, że chciałem to przeżyć. Jakby to było gdybyśmy gdzieś się ugadali i przez siedem dni doświadczali to co tej nocy? Jakby to było gdybyśmy pojechali do Ameryki, na jakieś pustkowie i zamieszkali tam na pewien czas? Jakby wyglądała tam natura, czy rozwinęło by nas to w jakiś sposób duchowo? To zdecydowanie wielki plus tego specyfiku, bo pokazuje ci jak ciekawe może być życie i popycha cię do doświadczania życia poprzez ogromną dawkę ciekawości. Bardzo cieszę się z tego co przeżyłem. Uważam, że zmienił mi się lekko światopogląd, ale aby to utrzymać i nie wracać do wcześniejszego stanu umysłu, chcę rozwijać się duchowo i próbować więcej psychodelików takich jak LSD czy DMT. Co do samego tripu, to myślę, że dobre przeżycia zawdzięczam w dużym stopniu sposobowi w jaki myślałem. Nigdy nie walczyłem z tym co czułem, tylko dawałem się ponieść tej przygodzie. Wiele myślałem też o życiu i co z mojego spojrzenia na świat podczas psychodelików chciałbym przenieść do normalnego życia, aby stać się lepszym człowiekiem. Przemyślałem kilka spraw, z kolei kiedy w pewnym momencie czułem, że jest mi źle i idzie to w złą stronę, zamiast z tym walczyć, pocieszałem się, że to może być kolejne ciekawe doświadczenie, które mnie czegoś nauczy. Podałem też sobie kilka argumentów, dlaczego to uczucie jest nieprawdziwe i po kilku minutach znowu wróciłem na tor szczęścia. Polecam to doświadczenie każdemu i uważam, że wszyscy ludzie powinni choć kilka razy wejść w ten świat, który jest bajkowy.

Ocena: 

Odpowiedzi

Bardzo fajny opis, mimo litej ściany tekstu czyta się to fajnie i z zaciekawieniem. TR bardzo ciekawy, dobrze opisałeś to co się działo między tymi ludźmi, przesłuchałem też Gandalfa próbując się wczuć w ten raport i szczerze to było to trudne do zrobienia na trzeźwo, ale mam jakieś pojęcie o tym co tam przeżywaliście na tripie. Ogółem 5/5 !

Wszystko jest jednym, a jedno jest wszystkim.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media