Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsza wizyta proroka

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
około 20 mg , doustnie
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Słoneczny dzień nad morzem, nastawienie pozytywne, chęć spróbowania nowej substancji
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Thc, amfetamina , kodeina, dxm , karbamazepina , metkatynon ,dimetylometkatynon

raporty randomness

pierwsza wizyta proroka

Hometową podróż planowałam już od dawna. W końcu, gdy warunki pogodowe zaczęły sprzyjać (mam na myśli słońce) postanowiłam zamówić z przyjaciółką ''Z.'' wizytę proroka. Paczka przyszła bardzo szybko, podekscytowane  faktem zbliżającej się podróży ustaliłyśmy jak najszybciej termin. Jako że był to pierwszy raz z tryptaminami zabrałyśmy ze sobą ''opiekunkę'' , która będzie nazywała się ''S.''. Dołączyła do nas jeszcze jedna osoba, ''K.'' , która jednak zrezygnowała z tripowania i była obecna jako towarzysz. A więc do rzeczy. 

Ładnie podzielone metodą ''na pół'' starałyśmy się aby było mniej więcej 20mg na osobę(dla mnie i Z.). Nie jeden weteran stwierdzi pewnie, że to mało , ale był to pierwszy raz a ja nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać, więc wolałam nie ryzykować  zrażeniem się do tak pięknej substancji (wtedy miałam wyobrażenie wyciągnięte tylko na podstawie informacji uzyskanych na forum i trip raportów). Skonsumowane w zacisznym miejscu ,czekamy na efekty.  Wszystko wchodzi łagodnie i na spokojnie, subtelne wejście. Zaczynało się od wielkiej dawki śmiechu , rzeczy które na trzeźwo były by absurdem nagle zaczęły być śmieszne. Spacerujemy sobie tak wśród drewnianych straganów , rozmawiamy ze sprzedawcami, ogólnie wyczekiwałam jakiś mocniejszych efektów. Nie wiem czy to zasługa substancji czy dobrego towarzystwa , ale ciągle się z czegoś śmiałam.  Doszłyśmy na molo. Tu dały się we znaki bebechy i dość piekące gardło (powinnam była połknąć w bombce a ja łyknęłam proszek tak bez niczego, co mogło być przyczyną). Minęło jakieś 40 minut, usiadłam sobie na ławce i wreszcie poczułam coś mocniejszego.  Rzeczywistość stała się tak jakby oddalona , naciągana na sprężynie. Uczucie stóp na ziemi a jednocześnie głowy w chmurach. Dziwne uczucie. Idziemy w stronę plaży. Tutaj czuję lekki stan nieważkości, tak jakby moje ciało miało zaraz odlecieć. Patrząc przed siebie pewne przedmioty zaczynają się minimalnie ''wyginać''. Szłyśmy sobie brzegiem plaży w całkowicie innym świecie, było wspaniale. Tyle myśli przelatywało mi przez głowę, wszystko walczyło o moją uwagę. Odrealnienie dawało się we znaki , jednak nie było to jakieś mocne uczucie. Mimo powoli rozkręcającego się ''ujebania'' byłam w stanie wyciągnąć z siebie trzeźwy umysł, co dawało duże poczucie bezpieczeństwa (chociaż o strachu nawet nie dało się myśleć, na pewno była w tym zasługa dobrego nastawienia się). Myślę sobie , że może pora zamknąć oczy. Widziałam kolorowe , wirujące gwiazdy a tak jakby za nimi ''pod osłonką'' różne sceny z dnia dzisiejszego, nie były one jednak jakoś bardzo mocno intensywne. Każdą scenę analizowałam w umyśle. Dla trzeźwej osoby były to tzw. ''zawiechy'' (w tle słyszałam komentarze opiekunki ''o jaa, ale ona się co chwilę zawiesza'').  Do mojej głowy docierało wiele dźwięków , słyszałam najpiękniejszy szum fal w życiu i odgłosy wydawane przez mewy. W taflę wody mogłam wpatrywać się godzinami, pięknie się mieniła. Każdy kamień, piasek , dosłownie wszystko było ułożone wg. takiego charakterystycznego i uporządkowanego wzoru.  Jedynce co mi przeszkadzało przez część tripa to mocny, przeszywający na wylot wiatr. Wreszcie z plaży schodzimy w bok, na początku miejsce w które się udawałyśmy wyglądało jak jakieś śmietnisko (ale jak się okazało były to puste stragany, które chyba mają swój sens bytu jedynie latem), jednak na tryptaminie wyglądało pięknie, wiele kolorów , które były bardzo intensywne, również był zniekształcony dźwięk, tak jakby stłumiony ale jednak wyostrzony (kto próbował ten wie, ciężko opisać to słowami). Tutaj już zaczęło działać mocniej niż wcześniej, osiągnęłam tzw. ‘’szczyt’’. Zero jakiegokolwiek uczucia strachu, po prostu nie umiałam się bać. Miejsce w którym obecnie się znajdywałam dawało mi uczucie, jakbym była w sercu miasta (nie było to żadne serce miasta, ale tak mi się wtedy wydawało). Po prostu zapragnęłam tu zamieszkać (sic!).  Zapomniałam praktycznie o wszystkich sprawach, znajomych,  domu, dosłownie o wszystkim. Liczyło się tylko to co jest tu i teraz. Miasto poza sezonem jest dość puste, co mi odpowiadało , gdyż akurat nie miałam ochoty na oglądanie ludzi (nawet osoby z mojego towarzystwa trochę mi przeszkadzały). Miałam poczucie ''plastyczności'' tego miejsca, ogólnie trip zdawał się mieć klimat bardzo zależny od pogody. Obserwowałam wszystko tak jakby przez powłokę , spacerowałam sobie sama rozmyślając o różnych sprawach (przyjaciółki siedziały i się nudziły na ławce na tym pustym straganie, razem z koleżanką  , która też tripowała). Ciągle jednak dokuczało mi zimno i jakieś dziwne ''bulgotanie''(lmao) w przełyku. Wiatr, który na mnie wiał dawał poczucie jakby jakaś siła spychała mnie w bok. Ogólnie dość dziwnie się oddychało, jednak nie przeszkadzało mi to mocno.  

Teraz trochę mniej przyjemniejsza część tripa, mianowicie wyjście do centrum miasta do ludzi. Idziemy miastem , wszyscy ludzie wydawali się odrażający (nie chodzi tu nawet o sam wygląd, chociaż też,  ale coś od nich jakby ''promieniowało'' i dawało poczucie niebezpieczeństwa). Każdy wyglądał, jakby należał do jakiejś sekty , ogólnie dawało mi to wrażenie, że nie jesteśmy tu mile widziane. Dalej idziemy do netto (skończyła się woda a w czasie tripa jak i po miałam straszną sacharę w mordzie). Coś okropnego przedzierać się przez ten zamęt. Oprócz wody kupiłam sobie czekoladę, w końcu to moja ulubiona rzecz więc czemu sobie nie umilić tripa, jednak smakowała jak ziemia (czekolada była gorzka, ale zawsze taką kupuję) , więc ją wyrzuciłam. Poczułam strach chodząc wśród tylu ludzi , to był znak aby udać się z powrotem w jakieś zaciszne miejsce, jednak pęcherz zaczął dawać  się we znaki , no i  trzeba było iść do jakiegoś kibla. Wyciąganie i liczenie pieniędzy było dość sporym wyzwaniem (w netto nie ja płaciłam). Patrząc na starą kobietę oczekującą na zapłatę widziałam, jak jej oczy wyginają się w różne strony. Dalej idziemy do kabiny, ja do jednej, S. do drugiej (Z. i K. czekały na zewnątrz) naprzeciwko , i tu słuch zaczął płatać mi figle (chyba mimo wszystko najciekawsze efekt). S. śmiała się ze swojej kabiny jednak ja słyszałam to tak jakby była nade mną. Wychodzę, wzory w łazience lekko układają się w jeszcze inne. Odgłosy z kibla przypominają mi trochę te wydawane w różnych jaskiniach, jak kapie woda i ogólnie stłumienie dźwięku. Patrzę w lustro, wyglądam prawie jak trup, jednak szybko zbywam tę myśl tym, że gdyby tak było to raczej byłabym o tym poinformowana przez opiekunkę. Cała moja postura lekko wyginała się w różne strony, dostrzegałam dużo szczegółów i kolorów na sobie. Dalej napis ''zakaz mycia nóg'' i rozmyślanie nad absurdem tego, co za debil myje nogi w zlewie, w ogóle jak to możliwe.

Wychodzimy , kierując się w ciche miejsce. Spotkałam bezdomnego psa, jako , że kocham psy podeszłam go pogłaskać. Sierść psa wyglądała niesamowicie , dostrzegałam w niej tyle wzorów i elementów. Mijamy robotników , oglądam z zaciekawieniem ich pracę. Nagle jeden się pyta coś w stylu ''czy ta cyfra przypomina ci 2’’. W sumie nie wiem, co mi przypominała, wolałam jednak nie zwracać na siebie uwagi więc poszłam dalej. Wreszcie dochodzimy na jakąś ławkę w parku, tu jest o wiele spokojniej niż w centrum. I tu wreszcie wyszło mocne słońce. Euforia urosła jeszcze bardziej , a efekty wizualne wzbogaciły widok na miasto w kolory różowo- zielone. Od razu przestało mi być zimno (tym razem to promienie słońca przeszywały mnie na wylot). Przychodzi potężne uczucie szczęścia wraz ze wspaniałym poczuciem ciepła i lekkości. Postanowiłam umilić sobie trochę czas muzyką, która miała inny wymiar, przechodziła przez moje całe ciało . Od wejścia efektów czas przestał mieć znaczenie, tak jakby nie istniał. Obserwuję jakąś rzeźbę, dostrzegam w niej tyle ciekawych elementów. Tutaj chwile rozmawiamy, po czym zmieniamy miejsce na ławkę nad morzem. Tutaj kolory wydają się być bardziej matowe, ale równie piękne a dodatkowo wzbogacone o szum fal . Pora na kolejny spacer..towarzyszy temu piękna pogoda i potężna euforia. Wchodzimy do gabinetu figur woskowych (tzn.takiego przedsionka , tam gdzie jest kasa biletowa) i podziwiamy trójwymiarowe pocztówki z wizerunkiem planet. Dalej podziwiamy jedną figurę , która stała przy wejściu. Drzwi były otwarte , więc dochodziły tam promienie słoneczne, co dawało efekt o wiele piękniejszy. Stamtąd udajemy się naprzeciwko do amfiteatru – wyglądał cudownie, symetrycznie. Chodzę po placu i dosłownie dławię się szczęściem i pięknymi widokami. Dosłownie dziękuję za to, że żyję i że mogę teraz tego wszystkiego doświadczać. Dalej spacerujemy po mieście, jednak nie jest to już aż tak istotne. Efekty powoli słabną, jakby ulatniała się ze mnie jakaś część duszy, euforia jednak dalej pozostaje. Pora jednak wracać do domu, więc kierunek stacja PKP na Szczecin. Droga powrotna była chyba najpiękniejszą w moim życiu , nigdy żaden spacer nie dawał mi tyle przyjemności. Miasto w pięknym stylu , padające na nie promienie słońca dawały efekt pomarańczowego tła, coś wspaniałego. Potem dalej idziemy na stację, bilety kupione no i czekamy na pociąg. Działanie jak zaczęło słabnąć tak potem ulatniało się coraz szybciej. Efekty słabo wyczuwalne, jednak euforia dalej pozostaje. Przez resztą dnia świeciło słońce, wracało się naprawdę przyjemnie. Dobry, post-tryptaminowy nastrój nie opuszczał mnie do końca dnia.

Podsumowanie :

Czy było warto ? Oczywiście ! Najdziwniejsze doświadczenie w moim życiu, jednak nie żałuję ani chwili. Trip był bardzo lekki i przyjemny.  Póki co żadna substancja którą próbowałam nie dała mi tyle zabawy i zadowolenia. Jestem nastawiona jak najbardziej pozytywnie, i na pewno planuję powtórkę..tym razem jednak z trochę większą dawką i sama wśród natury (mimo wszystko w takich klimatach było najlepiej). Po całym dniu mam ochotę powiedzieć tylko jedno : ''Alexandrze Shluginie : dziękujemy !'' I ja dziękuję za uwagę ! 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media