Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsza przygoda z magicznym światem

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Karton 100ug
Piwo 2X
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Bardzo pozytywny humor, cały dzień na czczo, lekkie zmęczenie po przepracowanym tygodniu
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Marihuana, Dopalacze,DXM,Alkohol, Tytoń,

pierwsza przygoda z magicznym światem

 

‌Sytuacja rozgrywała się pod koniec listopada, spadł lekki śnieg karton kurzył się już w szufladzie miesiąc więc postanowiłem że powoli trzeba się szykować na zażycie. W sobotni poranek miałem bardzo dobry humor, szybki telefon do przyjaciela nazwijmy go X i umówieni byliśmy na wieczorny trip. 

Lekko poddenerwowany wyruszyłem w podróż, na zegarze wybiła godzina 20 a więc było już zupełnie ciemno co jeszcze dodawało nutkę strachu. W drodze do X wyjąłem ze sreberka ukryty listek i zarzuciłem go na zęby, zero smaku wymlaskałem jak cukierka i po 3-4 minutach połknąłem. Z X udaliśmy się do pobliskiego sklepu w celu zakupu piwka na magiczną podróż i udaliśmy się w stronę pobliskiego wzgórza, zajęło nam to około pół godziny po czym poczułem jak lekko moja psychika odstaje od otoczenia. Pewnie placebo pomyślałem i dla suszy w gardle otworzyłem piwo. Śnieg zrobił się nagle krystalicznie czysty, światło odbijało sie od niego jak od wielkich luster. A więc zaczyna się pomyślałem, stanęliśmy z X zbiliśmy lufke ściągnąłem 2 buchy i już wiedziałem że jest dobrze. Wykrzywiało mi twarz z zadowolenia, nie skupiłem się zbytnio na otoczeniu  niezauważając że to zmieniło się kompletnie, dotarło do mnie zadowolenie i śmiech który nie zszedł do końca wieczora. Dotarliśmy do punktu stopowego, szczyt wzgórza. Śnieg błyszczał w oczach, drzewa układały się w magiczne postacie skulone, powykrzywiane schowane przed zimnem. Konary drzew grubły na spojrzenie, gałęzie drzew zwiększyły się o jakieś 150% w zaspie śniegu ukazały się twarze, twarze astralne które spoglądały na mnie a ja z uśmiechem na nie miałem ochotę je przytulić. Bezchmurna noc odkryła swoje piękne oblicze jakim są gwiazdy ba! Całe galaktyki, w oczach magicznie błyszczały a ja mogłem je doskonale zobaczyć z tak daleka, śnieg zmieniał swe kolory na stroboskopowe  czułem się jak na dyskotece .Istna burza kolorów. Z daleka spojrzałem na miasto a to pięknie błyszczało w tą śnieżną noc, samochody powoli przemykały przez ciasne uliczki a ja zagubiony nie wiedziałem gdzie jestem, kierunki świata mi się zupełnie zlały ale się tym nie przejmowałem w tym momencie kochałem wszystko i wszystkich, nie bałem się niczego. Na śniegu ukazywały się różne mozaiki a moja rozmowa z X pogłębiała śmiech i zadowolenie z życia. Zadawałem sobie pytania : Czy będę innym? Czy ta podróż mnie odmieni? Wiedziałem że teraz jestem bardziej otwarty na świat, nie zamknięty w tej ciasnej szczelinie jak co dnia. Postanowiłem zmienić otoczenie, powrócic na polanę którą bardzo miło wspominam. Wyruszylismy z X ten złapał lekką schize, uspokoiłem go i po 5 minutach dalej śmialiśmy się z otoczenia. Od czasu zażycia minęło jakieś 4h, karton osiągnął swą moc i zaczął delikatnie puszczać.Dotarliśmy na łąkę, tam wypiliśmy  po 2 piwie X pytał się mnie co jakiś czas jak jest, chciałem mu to wszystko opowiedzieć jak najlepiej potrafiłem jednak w połowie zdania brakowało mi słów, przez głowę przemykały mi tysiąc innych spraw i nie mógł za wiele ze mnie wyciągnąć. Polana była doskonałym punktem do obserwacji wsi, światła kojarzyły mi się z lotniskiem, czy to pas startowy? Aż tak mnie wywiało? Zastanawiałem się w duszy, temperatura była blisko zera X powoli marzł więc dobiegł koniec naszej wędrówki i ruszyliśmy do domów. Muzyka grała z głośnika a ja fałszując śpiewałem ile miałem sił w płucach. Śnieg raz topniał raz pojawiał się na trawie. Odprowadziłem X pod dom i sam ze słuchawkami w uszach udałem się do swojego domostwa. Grał hip hop, stary polski rap Wzgórze Ya-Pa a ja wspominając świetne chwilę ze swojego życia idąc samotnie cieszyłem się od ucha do ucha. Wkroczylem do pokoju zdjąłem z siebie ubranie, kładąc się zmarznięty w ciepłym łóżku czułem jak się w nie wtapiam. Nie tak łatwo było zasnąć, zamykając oczy czułem się jak po mocnej kawie i przymusowo musiałem je otworzyć, patrzyłem na swoje stare zdjęcia moja twarz wyginała się od lewej do prawej. Zmęczony w końcu usnąłem po 7h od zażycia.

‌Trip oceniam na bardzo dobry, dawka 100ug była idealnym strzałem jak na pierwszy raz panowałem nad rozwojem tripu, przemyślałem parę spraw życiowych i na pewno nie był to ostatni raz :D

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media