Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

o tym jak doświadczyłem kontaktów seksualnych z istotami pozaziemskimi

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
7 kapeluszy muchomorów, ok 0,1 g zioła
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
ciekawość eksperymentu, piątkowy wieczór, mój dom, łóżeczko, kołderka, medytacja
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
(wtedy było znacznie mniej)
psychodeliki: Psilocybe cubensis, 4-HO-MiPT, 4-AcO-DET, Ipomea Tricolor, ALD-52, 1P-LSD, LSD-25, DOC;
empatogeny: MDMA, 2C-B-FLY;
dysocjanty: DXM, difenidyna;
delirianty: Brugmansia arborea;
kannabinoidy: marihuana i hasz;
stymulanty: kofeina, 4F-MPH, HEX-EN, pseudoefedryna;
depresanty: alkohol etylowy;
inne: Muchomor czerwony, Bylica piołun, Passiflora caerulea;

o tym jak doświadczyłem kontaktów seksualnych z istotami pozaziemskimi

Wszystko to wydarzyło się około 4 i pół roku temu. Zafascynowany historią rytualnego używania na Syberii, dobrze mi znanego (chociaż od innej strony) grzyba, opisami przeżyć i danymi, z których wynika, że nie jest on, aż tak, śmiertelnie trujący, jak mi się zawsze wydawało, postanowiłem, że koniecznie muszę go spróbować. Był to wszystkim dobrze znany muchomor czerwony. Pewnego wrześniowego dnia zebrałem 7 czerwonych kapeluszy, zdekarboksylowałem je w piekarniku i schowałem na później. Miesiąc później, na pewien piątkowy wieczór, po powrocie do rodzinnego miasta (z tego studenckiego), zaplanowałem magiczne doświadczenie z Amanita muscaria. Stwierdziłem, że największy potencjał wyciągnę z tego grzyba podczas medytacji w ciszy i ciemności w moim pokoju (co okazało się doskonałym pomysłem).

Skręciłem z ususzonych kapeluszy 2 blanty i do jednego z nich (nieco większego) dodałem niewielką ilość (ok. 0,1 g) zioła. Tata z mamą poszli spać, a ja zabrałem się do medytacji, aby wprowadzić się w odpowiedni stan przed spożyciem muchomora. Po pół godziny niespokojnej medytacji spaliłem mniejszego skręta. Grzyb (nawet ususzony) pali się o wiele słabiej niż susz roślinny, więc zajęło mi to trochę czasu. Podczas medytacji zauważyłem już pierwsze efekty. Przypominały mi stan upojenia alkoholowego: rozluźnienie, uspokojenie, poprawiony nastrój, zawroty głowy. Generalnie nic ciekawego, poza jednym wyjątkowym efektem – delikatna, niewyraźna i efemeryczna wizja ducha tej rośliny – pani Amanita, piękna naga kobieta w zwiniętym dużym, czerwonym kapeluszu muchomora.

Po pół godziny stwierdziłem, że mało spektakularne i zabieram się za drugiego blanta (z ziołem). Od spalenia tego drugiego zaczyna się intensywny trip. Tego właśnie mi brakowało w tym muchomorze – synergii z marihuaną. Było zimno, więc opatuliłem się kołdrą. Kołdra stała się szatami, a ja zostałem chińskim mędrcem i poznałem sekret alchemicznej wiedzy, klucz wszelkiego poznania, otwierający drzwi do niezbadanych wrót wiedzy, nowo odkrytą somę – MUSCYMOL. Co więcej stałem się wybrankiem grzybów, ambasadorem ludzi w świecie grzybów, ambasadorem grzybów w świecie ludzi, strażnikiem wrót portalu pomiędzy dwoma wymiarami: ludzkim i grzybowym. Co ciekawe ambasadorem grzybów w świecie ludzi jestem do dziś :) i nie jednego przedstawiciela ludzi wprowadziłem do świata magicznych grzybów (chociaż innego gatunku). Poczułem w pełni kontakt z naturą i kosmosem równocześnie, chociaż zawsze wydawało mi się, że to dwa całkowicie odrębne światy. Następnie skontaktowałem się z innym duchem tej rośliny. Był to karłowaty starzec, z długą brodą, o wyglądzie krasnoludka ze szpiczastym, czerwonym kapeluszem muchomora zamiast czapki. Promieniowała od niego niesamowita mądrość i zupełny brak powagi. Nie powiedział do mnie ani słowa, przekazał mi swą wiedzę w odmienny sposób. Wyśmiał mnie sromotnie, bez litości. Jego śmiech był nieustępliwy i trwał, trwał, trwał nie wiem jak długo, najprawdopodobniej całą wieczność, chociaż ciężko to stwierdzić, bo działo się to poza czasem. Nie czułem wstydu, bo przekroczyłem granicę ego, ale zrozumiałem coś bardzo ważnego. Przez całe moje życie traktowałem je zbyt serio, nie zdając sobie sprawy z tego, że moje istnienie nie ma żadnego sensu, jest bezcelowe i jest tylko i wyłącznie JEDNYM WIELKIM KOSMICZNYM, BOSKIM ŻARTEM. Doznałem duchowego oświecenia i zacząłem śmiać się razem z nim do rozpuku. Cóż to była za ulga, zrzucić z siebie powagę życia.

Później w moim gardle rozbrzmiała piękna, mistyczna, starożytna, szamańska pieśń. Nie rozumiałem ani słowa, bo jej tekst był w starożytnym, nie znanym mi języku, ale to nie przeszkadzało mi ją śpiewać i wiedziałem, że jest w niej prastara, kosmiczna mądrość. Czułem jak pieśń odbijała się od ścian mojego gardła i z każdym odbiciem zmieniał się jej kolor. Przypomina mi to taki wyświetlacz ze starego Windowsa, gdzie znaczek lata po ekranie i jak odbija się od boku ekranu zmienia mu się kolor. Co ciekawe po kilku dniach udało mi się przypomnieć zaledwie jedno słowo tej pieśni: ,,CEREBROFUGAL”, wygooglowałem je i okazało się że jest wciąż używane przez obecnie żyjących na ziemi ludzi. W łacinie oraz medical english oznacza ono ,,odprowadzający od mózgu w kierunku obwodowym” (przypadek? :)).

Teraz chyba najwspanialsza część. Nagle w miejscu mojego krocza, otworzyła się czakra łona i poczułem przepływ potężnej energii seksualnej, właśnie w tym miejscu. Czakra wtem zamieniła się w portal łączący dwa wymiary: materialny i astralny, umożliwiając mi podróże pomiędzy nimi. Niestety przenosząc się do astrala utknąłem w szczelinie pomiędzy dwoma wymiarami. Jedynie moje prącie przeteleportowało się w całości do astralnego świata, reszta mojego ciała była uwięziona pomiędzy dwoma wymiarami, tworząc w ten sposób międzygalaktyczny gloryhole. W astralu skontaktowałem się z niesamowicie pięknymi pozaziemskimi istotami, które co więcej były grzybami. Poznałem, że są grzybami po tym, że były: miękkie, mokre, plechowate i pokryte śluzem. Pewnie powiecie, że oblecha – nic bardziej mylnego, czysta rozkosz :). Istoty te były na wyższym poziomie rozwoju niż ludzka rasa. Były piękniejsze i inteligentniejsze niż jakiekolwiek ludzkie kobiety, które poznałem na ziemi. Były niesamowicie mądre, w swoim społeczeństwie odkryły już dawno bezcelowość wszelkiej nienawiści, wojen, agresji, gonienia za rzeczami których nie potrzebujemy, udowadniania sobie swojej wartości, uciekania od rzeczywistości w psychologiczne mechanizmy obronne, mogąc w ten sposób oddać swoje życie czystej rozkoszy, miłości, pokoju i szczęściu. Wszystkie z nich były bardzo przyjazne i szczodrze obdarowały mnie miłością i było nam wszystkim wspaniale, ale więcej szczegółów już nie będę zdradzał :).

Na drugi dzień zauważyłem lekki i przyjemny afterglow. Niestety mix ten ma w sobie pewną dozę amnezyjności. Wizji było znacznie więcej niż tych co zapamiętałem. Wszystkie z nich miały charakter typowo wewnętrznej podróży w głąb siebie. Wszystko to wydarzyło się podczas medytacji, co więcej najdłuższej w całym moim życiu – ok 4h i tyle trwał ten trip. Prawdziwa magia zaczyna się kiedy zamkniecie oczy i ograniczycie bodźce ze świata zewnętrznego do absolutnego minimum, umożliwiając penetrację głęboko w głąb siebie. Muchomor i substancje w nim zawarte (muscymol, kwas ibotenowy, muskaryna) są nieszufladkowalnymi dragami, chociaż mi najbardziej przypominają dysocjanty przez: bogate wizje przy zamkniętych oczach, wewnętrzny charakter podróży i kosmiczny mix z ziołem. Chociaż są pewne różnice. Muchomorowe wizję są bardziej: animowane, kreskówkowe, kolorowe, infantylne, dziwne, po*ebane, mindfuckowe, naturalne, erotyczne i zdecydowanie mniej nijakie. Doświadczenie to przypomina doznania , kiedy dotrzecie do najdziwniejszych zakamarków youtube, tylko że wszystko dzieje się pod powiekami i ma się wrażenie większej realności i bezpośredniego uczestnictwa. Odkryłem kiedyś na youtube artystę, który trafnie oddaje ten dziwny klimat i estetykę, nazywa się Felix Colgrave. Próbowałem kiedyś powtórzyć to doświadczenie, niestety nie było mi dane zaznać tego jeszcze raz. Na koniec chciałbym dodać – nie niszczcie i nie deptajcie muchomorów i innych grzybów w lesie. Może ich awatary w materialnym wymiarze nie są zbyt imponujące, za to w astralnym znacznie przewyższają nas ludzi poziomem rozwoju. I pamiętajcie – wasze życie jest tylko jednym, wielkim, kosmicznym, boskim żartem i nie ma co traktować go zbyt serio ;).

 

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
25 lat
Set and setting: 
ciekawość eksperymentu, piątkowy wieczór, mój dom, łóżeczko, kołderka, medytacja
Ocena: 
Doświadczenie: 
(wtedy było znacznie mniej) psychodeliki: Psilocybe cubensis, 4-HO-MiPT, 4-AcO-DET, Ipomea Tricolor, ALD-52, 1P-LSD, LSD-25, DOC; empatogeny: MDMA, 2C-B-FLY; dysocjanty: DXM, difenidyna; delirianty: Brugmansia arborea; kannabinoidy: marihuana i hasz; stymulanty: kofeina, 4F-MPH, HEX-EN, pseudoefedryna; depresanty: alkohol etylowy; inne: Muchomor czerwony, Bylica piołun, Passiflora caerulea;
Dawkowanie: 
7 kapeluszy muchomorów, ok 0,1 g zioła
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2021
design: Metta Media