Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

noc jak każda inna

detale

Chemia:
Apteka:

raporty peterdoherty

noc jak każda inna

„Noc jak każda inna”

Zażyte substancje: 10 mg Klorazepanu, około 250 mg Mefedronu HCl, 150 mg Kodeiny, 40 mg Prometazyny, 7.5 mg Zopiklonu

Wiek: 17 lat

Waga: 65 kg

Doświadczenie: dekstrometorfan, benzydamina, mieszanki ziołowe, pseudoefedryna, metylokatynon, mefedron, opium, makiwara, kodeina, klorazepan, alprazolam, midazolam, 4-AcO-DIPT, zolpidem, zopiklon, moklobemid, paroksetyna, buspiron, baclofen, alkohol, nikotyna, kofeina.

Set & Settings: Bardzo zmienne warunki, ogólnie własny pokój. Rodzice obecni.

Zdarzenia opisane w tym TR miały miejsce w dniach 15.02.10 – 16.02.10 r.

12.00 – Budzę się, przyjmuję na pusty żołądek ostatnie dwie tabletki Cloranxenu 5 mg (Klorazepan) ponieważ trzy dni temu odstawiłem Alprazolam którego dawki zmniejszałem. Dzięki niemu odstawka Xanaxu stała znacznie prostsza.

13.00 - Nagle zadzwonił telefon – okazało się że dzwoniła pracownica poczty. Od razu skojarzyłem że przyszła do mnie zamówiona przesyłka zawierająca 1 g Mefedronu HCl z pewnego sklepu. Okazało się że dzwoni sprawdzić (i już nie pierwszy raz dzwoniła przy zamówieniu E-Przesyłki przeze mnie) czy doszedł do mnie SMS informujący o dotarciu przesyłki do urzędu poczty:

Odpowiedziałem:

-Nie, żaden SMS do mnie nie przyszedł.

Wcale nie była zdziwiona. Powiedziała że postanowiła sprawdzić czy ta opcja działa tak jak należy. Powiedziała jednak że oczekuje na mnie przesyłka i mogę ją odebrać. Po zakończeniu rozmowy udałem się wziąć kąpiel oraz trochę posprzątałem w pokoju.

14.00 – Dźwięk telefonu. Okazało się że przyszedł owy SMS z informacjami o przesyłce. Postanawiam niedługo ją odebrać.

15.00 – Ubieram się i wychodzę z domu. Stwierdzam że wcale nie jest tak zimno, myślałem że będzie gorzej. Jako swój kierunek wybieram zacny UP nr. 1, do celu mam jakiś kilometr. Podróż okazała się dość ciężka, chodniki były całe zasypane w śniegu a do tego musiałem przejść przez wiadukt przyjmując uderzenia mroźnego silnego wiatru na twarz.

15.20 – Docieram do urzędu pocztowego, staję w kolejce. Na szczęście do okienka stoi tylko jedna osoba przede mną. Gdy nadchodzi moja kolej mówię do pani po drugiej stronie:

-Dzień dobry, dostałem SMS’a o możliwości odebrania E-Przesyłki.

-E-przesyłka... Proszę okazać dokument i tutaj złożyć podpis. – szybko się podpisałem, dostałem małą kopertkę co mnie bardzo zdziwiło.

Zapytałem czy to jest owa przesyłka i zostało to potwierdzone. Podziękowałem i wyszedłem z poczty.

15.30 – Po opuszczeniu urzędu udałem się do oddalonej o jakieś 50 metrów apteki. Przede mną stał jakiś starszy kolo i kupował Urosept dla żony. Miałem zamiar kupić coś co pomoże mi przetrwać zjazd, a w portfelu miałem zaledwie 9 zł. Gdy nadeszła moja kolej wypowiedziałem po raz kolejny w moim życiu osławione zdanie:

-Dzień dobry, poproszę Antidol 15 – za ladą stała młoda farmaceutka, zapewne technik farmacji. Szukała leku w komputerze przez dłuższą chwilę, było widać że nie udaje. Ponownie spytała mnie o nazwę. W końcu okazało się że nie mają „antka” aktualnie.

-W takim razie poproszę Thiocodin – po chwili dziewczyna przyniosła opakowanie.

Wkurzyłem się trochę bo zapłaciłem za opakowanie aż 7.80 zł. Podziękowałem i wyszedłem z apteki. Skierowałem kroki w kierunku domu otwierając kopertę z przesyłką. W środku była jedna torebeczka strunowa i trochę białego proszku. Przy poprzednim zamówieniu towar był pakowany bardziej starannie, w grube bąbelkowe koperty i dwa woreczki strunowe. W jednej kieszeni kurtki zostawiłem mefedron oraz listek z thiocodinem, natomiast w drugiej śmieci do wyrzucenia (pudełko i ulotkę po thio, pustą kopertę, paragony). Nagle zobaczyłem nadjeżdżający autobus po czym zacząłem biec sprintem przez jakieś 100 m. Zdążyłem, autobus podwozi mnie jeden przystanek – prawie pod sam dom. Cieszyłem się. Mimo że to był stary, rozklekotany ZTM do jednak zaoszczędził mi kawałka drogi, łącznie ze żmudnym przechodzeniem przez wiadukt. Wychodząc z autobusu oczywiście poszedłem do domu, po drodze wyrzuciłem śmieci zajmujące drugą kieszeń.

16.00 – Po powrocie do domu ojciec zapytał gdzie byłem. Standardowo – w empiku. Po kilku minutach ojciec wyszedł do sklepu, a ja w tym czasie zrobiłem ekstrakcję z thiocodinu. Położyłem listek na deskę do krojenia i dokładnie uderzyłem kilka razy w każdą tabletkę młotkiem do mięsa. Potem powstały pył wysypałem do szklanki i zalałem około 50 ml wody dokładnie wymieszałem i odstawiłem na trochę.

16.20 – Ojciec wraca ze sklepu, ja w pokoju zamieszałem znowu roztwór po czym przelałem go do drugiej szklanki przez zmoczony już wodą filtr. Wszystko ładnie przeleciało, na filtrze osadziła się masa tabletkowa. Wycisnąłem sączek i schowałem szklankę z gotowym roztworem pod biurkiem. Z ciekawości zmierzyłem na wadze mefedron, wydawało mi się że jest go mniej niż powinno – z opakowaniem (woreczek strunowy) ważył 1.27 g, sam proszek zaś 1,10 g więc wszystko było okej. Pusty listek spuściłem w kiblu a naczynia umyłem.

Do godziny 22.30 nie wykonywałem żadnych istotnych czynności, ale jeżeli już chce ktoś wiedzieć to między innymi oglądałem W11 w TV i siedziałem w sieci.

22.30 – Wszystko przygotowałem. Rozścieliłem łóżko i odpowiednio dopasowałem głośność dźwięku. Od rodziców jak zawsze otrzymałem przed snem tabletkę Imovane 7.5 mg (Zopiklon) ale jej nie zażyłem. Z szuflady wyjąłem małą kieszonkową wagę i sypnąłem na nią 100 mg Mefedronu. Postarałem się zapamiętać jak objętościowo wygląda 100 mg owego kryształu w celu sypania dalszych dawek „na oko”. Rozdrobniłem kryształki, podzieliłem to na dwie ładne kreski po czym wciągnąłem przez rurkę z papieru. Po chwili z lewej dziurki poszła mi krew, trochę się przestraszyłem. Z oczu zaczęły lać się łzy, w nosie szalał istny huragan. To jednak po jakiś 3 minutach przestało mieć znaczenie, zaczęła się faza. Wszystko się wyostrzyło, zacząłem się czuć świetnie. W mojej głowie pojawiła się myśl że tak właśnie pewnie działa dobry koks. Odpaliłem film (LOTR: Powrót Króla), po czym położyłem się na łóżku delektując się chwilą. Krew z nosa przestała mi lecieć. Straciłem rachubę czasu, nie wiem ile tak leżałem. Po pewnym czasie wstałem i gadałem na GG z kolesiem z mojej klasy – którego bardzo nie lubiłem. Opowiedziałem mu całe moje ćpuńskie życie, co chyba było trochę popierdolone. Powiedziałem mu takie rzeczy o jakich nikt nie wie. Do tego jeszcze go nakłoniłem przez GG żeby słuchał Bodka i jego opowiadań o dragach. Gościu okazał się całkiem spoko, jednak w trakcie pisania nagle poczułem się po prostu źle. Uczucie to zaczęło się nasilać – czułem się smutny, rozbity, wystraszony. I wtedy posypałem kolejną działkę mefedronu, rozdrobniłem, usypałem dwie ścieżki i wciągnąłem. Momentalnie znów poczułem się świetnie, wielka ulga. Rozmawiałem z nim jeszcze przez ponad godzinę po czym połknąłem 4 tabletki Dipherghanu 10 mg w celu wzmocnienia działania kodeiny. Ciągle pisałem z tym gościem, działanie mefedronu nie słabło. Za jakieś 30 minut wypiłem roztwór kodeiny szybkim haustem i położyłem się na łóżku. Leżałem tak, kodeina zaczęła wchodzić chyba, prometazyna zniwelowała swędzenie więc ciężko to było ocenić. Odpaliłem papierosa i spaliłem go uznając jego dym za bardzo delikatny – pewnie dlatego że ostatnimi dniami paliłem tytoń w drewnianej fajce. Po spaleniu zażyłem jedną tabletkę Imovane, popiłem wodą i tak leżałem. Na komputerze ciągle leciał Władca Pierścieni. Leżąc zaczęły ku mojemu zdziwieniu pokazywać mi się CEV’y dotyczące filmu, leciałem jak w jakimś śnie. Znam ten film bardzo dobrze i gdy tylko do moich uszu dochodziły znajome dialogi pokazywały mi się pod powiekami, ale zawsze jakoś inaczej, bardziej tajemniczo.

4.00 - Wyłączyłem komputer i poszedłem spać, jakoś udało mi się zasnąć. Serce biło dość szybko. Niestety o godzinie 7 musiałem wstać co poskutkowało całkowitym zajebaniem. Potem spałem od 12 do 17, sen był bardzo płytki. Gdy tylko przysnąłem pokazywała mi się jakaś straszna wizja co skutkowało wybudzeniem. Jakoś to przetrwałem i o 17 już byłem w stanie wstać i zrobić sobie herbatę – Sagę Zieloną Malinową która smakowała przepysznie.

Ocena: 
apteka: 
chemia: 

Odpowiedzi

przed "że" nie swędzą. Tak poza tym ok ;]

Salvinoria

tylko, że więcej zajmuje opis czynności przed zażyciem niż sam trip ;) Aczkolwiek dość miło się czytało.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2021
design: Metta Media