Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nigdy więcej syntetycznych kannabinoidow

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Jeden mały buch.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Samopoczucie dobre, wieczór. Chęć odprężenia. Miasto, a później łazienka i wspólny pokój z siostrą.
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
Alkochol okazyjnie, tyton 5 lat, mj bardzo często, speed rzadko, 3mmc raz, alpha-PVP 2 razy, smart shiva itp. pół roku często, mefedron raz, pixy o nieznanym składzie około 30 sztuk.

nigdy więcej syntetycznych kannabinoidow

Witam wszystkich, to mój pierwszy wpis i proszę o wyrozumiałość. Pisze go dla przestrogi przed syntetycznymi kannabinoidami. Z braku mj wziąłem od znajomego trochę czegoś do palenia z syntetykow  (niestety nie wiedział jak się to nazywa). 

19:00. Mam towar w kieszeni, gadam z kuzynem nazwijmy go D który z 10 minut wcześniej złapał bucha tego czegoś, wygląda normalnie, zadowolony. Obok 2 kumpli trochę zbombardowanych ale D tłumaczy że spalili upchana dzide na 2. Zresztą nie myślałem jaką mogą mieć bombe, nie wyglądali jakby miało coś się im stać (i nic im nie było). Żegnam się z nimi, wsiadam w samochód i jadę do domu.

19:30 Wchodzę do chaty, gadam z rodzicami, siadam w pokoju z siostrą (nazwijmy ja B) i czekam na wolną łazienkę żeby nikt mi nie przeszkadzał później. W zaopatrzeniu 2 zimne piwka na gorący wieczór.

20:15 Łazienka w końcu wolna. W kieszeni fajki, lufka i specyfik. Odpalam muze na telefonie i siadam wygodnie. Jako że jestem ostrożny wbijam bardzo lajtowa dupke, podpalam i zaciągam się. Buch był na tyle mały ze nie poczułem go nawet na gardle, myślę chwilę żeby dobić ale jednak czekam na ewentualny efekt. Chowam wszystko do fajek i wyciagam jedna. No i nagle zaczyna się, od bucha minęło jakieś 30s. 

Zrobiło się gorąco, jestem cały mokry od nagłego napływu potu. W glowie bardzo bardzo ciężkie uczucie którego nigdy w życiu nawet za pierwszym razem po mj nie czułem (wtedy też było mocno). Serce zaczyna bic tak mocno jak nigdy przedtem, mam wrażenie że zaraz wyskoczy, do tego jego praca jest nie równa. Czuję jakby pracowało synchronicznie z moimi myslami które sa bardzo chaotyczne więc staram się uspokoić z niklym rezultatem ale zapominam o tym bo mam już tak ciężko ze muszę jak najszybciej zmienić miejsce. Upatrzylem wannę, myślę sobie ze woda mnie uratuje... Próbuje wstać ale nie mam siły ustac na nogi. Ostatnim przyplywem desperacji wstaje i łapie za krawędź wanny, odkrecam wodę i szybko wchodzę. Grawitacja wydaje się być ogromna. Leci lekko ciepła woda ale nadal nie jest mi lepiej z zaczynam żałować ze tu jestem. Zmieniam wodę na chłodną jednak i to nic nie pomaga... Próbuje więc wstać i przenieść się na podłogę(?), sam nie wiem gdzie ale próbuje. Nawet akt desperacji mi na to nie pozwala. Zrezygnowany i zalamany kładę się w zimna wodę. Nadal jest mi strasznie ciężko i nie ogarniam tego co dzieje się w mojej głowie, mam myśli ze zaraz umre, serce nadal wali jak szalone. Wydaje mi się że jestem już tu z godzinę więc walczę z moim stanem. Chlapie się woda lecąca z kranu (miałem się umyć ale na nic innego nie mam siły). Czuję że muszę wyjść jak najszybciej żeby ktoś się mną nie zainteresowal. Cały czas walcząc o resztki sił wstaje i wycieram się, ubieram bokserki. Sil mam już trochę więcej ale nie czuje się nawet troszkę lepiej. Zbieram wszystko do kieszeni w spodenkach i upewniam się jeszcze raz czy wszystko mam. Przypomina mi się żeby zobaczyć jak wyglądam. Szok! Nawet w środku nocy każdy zauważył by moje czerwone twardowki, praktycznie nie widać białego miejsca (wyglądam jak diabeł), do pokoju mam na szczęście metr ale shiza jest ogromna. Wiem że już jest mi lepiej ale nadal nie czuje się lepiej.

20:30 Wychodzę z łazienki i wchodzę do pokoju w którym siedzi B. B patrzy na mnie i mówi "o korwa co ty paliles! Wyglądasz jak modliszka :-D". Na szczęście mam na wyposażeniu betadrin (krople do oczu) wpuszczam po kropli i siadam przed laptopem. Patrzę na ekran i... Nie widzę liter, nie mogę skupic ostrości. Gadam więc z B, śmieje się ze mnie i cis tam opowiada. Już czuję się lepiej ale serce ciągle wali, nagle nie wiem dlaczego podnoszę głos na B w rytm serca i nie mogę tego opanowac jednak gadamy dalej już normalnie. Serce się w końcu uspokaja aje nadal zlany potem jestem.

20:45 W końcu czuje się normalnie tylko jeszcze gorąco mi jakoś, otwieram piwko i się odprężam. 

21:00 Skończyłem piwo idę do łazienki i wysypuje to co zostało do kibla. Kładę się spac w końcu.

Po tym wszystkim już nigdy nie spróbuję żadnych zamienników mj. To nie ma moją głowę... pewnie umrzeć po tym bym nie umarł (chyba że na zawał) ale nie po to się pali żeby takie horrory doświadczać. Sam opis nie oddaje tego co się ze mną działo jednak myślę że jako przestroga będzie w miarę ;-)

Pozdrawiam wszystkich.

Ocena: 

Odpowiedzi

Czy byś po tym nie umarł to tak nie do końca. Gdzieś czytałem ze po syntetycznych kanabinoidach już przypadki śmierci odnotowano. To z THC ma niewiele wspólnego i tak bezpieczne dla organizmu jak Gandzi to to nie jest

AM-2201, wszystkie JWH i inne tego typu. Za każdym razem robią sieczkę, bardzo ciężko siadają na organizmie i nigdy nie dają efektów, które można by było określić jako całkowicie pozytywne. Ja oduczyłem się tego ścierwa jak miałem podobne efekty do Twoich tylko silniejsze... i trwały ze cztery godziny.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media