Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jąźl i źląć, czyli synestezja postkannabinoidowa

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Duża, acz bliżej nieokreślona ilość maczanki własnej roboty zrobionej na AM-2201
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dobre. Byłem po kilku piwkach wypitych ze znajomymi, chciałem przed snem przeżyć szybką, miłą i niewielką podróż. Akcja dzieje się u mnie w domu, godzina ok. 00:00.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
DXM - 3 próby uczuleniowe (stwierdzono nadwrażliwość)
Marihuana
Etanol
4-ACO-DMT
4-HO-MET
25D-nBOME
2C-E
Gałka muszkatołowa
GBL
Pseudoefedryna
Efedryna
Pierwsza Smart Shiva (cokolwiek w niej siedziało)
Mefedron
Metylon
aPPP
pFPP
meOPP
Eter dietylowy
Szałwia Wieszcza

jąźl i źląć, czyli synestezja postkannabinoidowa

Siedziałem w łazience, nabiłem lufę, ściągnąłem chmurę, potem drugą, a potem... Brzdęk. Jakbym dostał patelnią w łeb. Ściągnąłem chyba jeszcze jedną i ruszyłem do łóżka. Cały obraz dał się słyszeć. Zależnie od tego gdzie patrzyłem słyszałem inne słowo. "Jąźl jąźl jąźl jąźl" powtarzał chór w mojej głowie gdy widziałem białe drzwi. "Źląć źląć źląć źląć" gdy odwracałem się w stronę mroku nocy. "Skąd do chuja polskie znaki?!" spytałem sam siebie. Tamte Polsko brzmiące słowa pełne ogonków zdawały mi się być składowymi świata. Miałem wrażenie, że już słyszałem je w bardzo wczesnym dzieciństwie. Albo nie... Tak jakbym pamiętał je w bardzo wczesnym dzieciństwie, ale słyszał wcześniej, a z biegiem lat zapomniał. Zauważyłem, że drzwi zbudowane są ze słowa "jąźl", a ściana z jakiegoś innego, równie głupiego. OEV po kanna :scared: Ruszyłem dalej, a raczej ruszył ten ktoś kogo obserwowałem. Położyłem się w łóżku, usłyszałem jak siedząca przy komputerze siostra spytała:

- Co Ci jest?!

- Maczanka, źle zmieszana, kurwa - odparłem ledwo. - Jest. Ostro

Było zdecydowanie za mocno. Nie czułem się sobą, dźwięki duplikowały mi się w głowie (coś a la kwaśne echo, ale inne), obserwowałem. To co widziałem wydawało mi się znajome, ale tak jakby z innego życia. Obraz rozwarstwiał się i drżał. Koordynacja ruchów była zerowa. Przypomniałem sobie, że po kanna robi się sucho w ustach. Próbowałem skupić się na buzi. Nie potrafiłem stwierdzić, czy mi zaschło. Prawie mnie to rozbawiło. Siostra otworzyła drzwi. Kolory były niesamowicie podkręcone jak na działanie kanna. Ale jakoś ciężko było mi się z tego cieszyć bo wszystko ziało matematyką i tymi pierdolonymi słówkami z polskimi znakami "wźłu wźłu wźłu". Rozmawiałem sam ze sobą we własnej głowie. Kolejne warstwy myśli zaczęły znikać, nie potrafiłem myśleć. Zamknąłem oczy i leżałem. Pod powiekami latały mi twarze, rzeczy, miejsca, w niektórych miejscach jakby prześwitywał pokój.

"- Zaraz, to mój pokój?

- Czyj mój?

- Czyj?"

Otworzyłem oczy, pokój wyglądał inaczej niż pod powiekami. Obco i znajomo zarazem. Działanie substancji zaczęło schodzić. Poczucie czasu miałem totalnie wyłączone. Mogłem tam leżeć od kilku sekund, ale mogłem też od zawsze. Poczułem suchość w ustach - napiłem się soczku. Ulga, od razu poczułem się lepiej. Zacząłem bawić się podróżą i cieszyć powrotem do świata żywych. Powoli i miękko lądowałem na ziemi. Działanie czułem aż do zaśnięcia i było typowe dla mniejszych ilości kannabinoidów.

 

Podsumowanie: kannabinoidy po raz drugi i pewnie ostatni zadziwiły mnie. To była jedna z najsilniejszych podróży w moim życiu. Ciężko nazwać ją przyjemną. Nieprzyjemną również. Była niesamowita i inna niż moje wszystkie wcześniejsze doświadczenia. Bardziej "duszna" ,"schizofreniczna", mroczna, zamknięta niż po klasycznych psychodelikach. Najbardziej zadziwiły mnie synestezja i wyrazistość (ubogich, ale zawsze) wizuali. No i w ogóle moc tripu. Wcześniej paliłem podobną ilość, tej samej maczanki i nie podziałało nawet w 1/5 tak mocno. Substancja musiała źle rozprowadzić się po podkładzie, a ja miałem szczęście/nieszczęście trafić na mocniejsze okruszki.

Ocena: 

Odpowiedzi

"Kolejne warstwy myśli zaczęły znikać, nie potrafiłem myśleć."

dokładnie, zawsze to samo.

Dobrze ze nie uslyszales sylaby OM OM OM jako piesni dedykowanej Tobie przez centrum wszechswiata. Nie jaraj tego wiecej

"Kolejne warstwy myśli zaczęły znikać, nie potrafiłem myśleć."  hehe poprostu na chwile przestales myslec i to Cie nagle wystraszylo. Paranoja lękowa :)

nie każa podróż musi byc przyjemna, ale ''dobra'' (co za plastikowe slowo!) jest wtedy, kiedy wyciągniemy wnioski z lekcji ma ktorą sie wybraliśmy

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media