Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

chemiczny orgazm - mefedron

chemiczny orgazm - mefedron

Set & setting: przy mefie chyba nieistotne. Ale było to w moim mieszkaniu, z przyjaciółką (A). Nastrój dobry. Oczekiwaliśmy z niecierpliwością na pierwsze spotkanie z tą popularną ostatnio używką.

Substancja: mefedron w formie krystalicznej

Doświadczenie: z grupy stymulantów tylko efedryna, pseudoefedryna i kofeina. Bez większych efektów

Ważę niewiele ponad 50kg.

Zaznaczam na początku, że warto przeczytać jeden z końcowych akapitów którego początek zaznaczyłem pochyleniem, gdyż opisuje efekty zdaje mi się nietypowe. Chociaż może się mylę bo moja wiedza na temat mefedronu nie jest zbyt duża.

Obniżki cen w naszych rodzimych rc shopach i widmo delegalizacji skłoniły nas do zakupu tego popularnego ostatnio narkotyku. Paczka przyszła spodziewanego i umówionego dnia, w woreczku było 1,5g śnieżnobiałych kryształków praktycznie bez zapachu. Odmierzyliśmy na oko po 100mg, rozpuściliśmy w niewielkiej ilości soku jabłkowego i wypiliśmy. Zapach typowo „chemiczny”, smak nieprzyjemny, ale znośny. Zupełnie nie przeszkadzał. Płyn delikatnie podrażnił jamę ustną, ale nie na tyle żeby było trzeba zapijać. Nie chcieliśmy wciągać, gdyż liczyliśmy na dłuższy, łagodniejszy i bardziej euforyczny trip. Poza tym dla mnie nawet wciąganie tabaki jest koszmarem. A to, że na oral potrzeba zużyć więcej proszku nie stanowiło żadnego problemu, gdyż nastawiamy się raczej na próbowanie ciągle nowych rzeczy niż branie w kółko tych samych (nawet jeśli są tak cudowne).

Pierwsze efekty zaczęły się około 20 minut po zażyciu. Nieprzyjemny bodyload. Zdrętwiały mi dłonie, w stopach czułem mrowienie, nieświadomie zaciskałem szczękę, mięśnie były napięte, serce raz się uspokajało, raz biło szybko (ale to raczej z podniecenia). Właściwe efekty nadeszły nagle i całkowicie zniwelowały odczuwanie nieprzyjemnych skutków. Błogość, chęć do rozmów, ciągły uśmiech, duża empatia. Zdecydowaliśmy się pójść do mojej siostry i jej chłopaka. Spytali od razu co braliśmy, mieliśmy nie mówić, ale w stanie zmiefienia nie widziałem w tym nic złego. Chcieliśmy ich poczęstować – chłopak odmówił, siostra powiedziała, że potem weźmie. Usiedliśmy z nimi i A mówiła do chłopaka siostry bez przerwy przez jakąś godzinę. Czasami próbowałem się wtrącić, ale ona nie przestawała mówić. Nie przeszkadzało mi to za specjalnie. Podszedłem do okna i podziwiałem świat, potem położyłem się na kanapie i ciągle przekręcałem się to na bok, to na plecy, to na drugi bok. Sprawiało mi to przyjemność. Zresztą siedzenie w miejscu też było przyjemne, jednak ciągle towarzyszyła mi potrzeba robienia czegoś.

Chłopak pojechał, siostra wzięła taką dawkę jak my (nie podobało mi się to – już zaczynałem trzeźwieć), a nam efekty coraz bardziej słabły. Czułem się zawiedziony bo było słabo. Powoli zacząłem odczuwać zjazd. Pojawiło się uczucie niepokoju jak po dużej dawce kofeiny, „kręcenia” w klatce piersiowej, ucisku w gardle. Postanowiłem, że czas dorzucić. Tym razem dawka była dużo większa. Około 3 razy od pierwszej. Ale nie zważałem na to, chciałem poczuć prawdziwego mefowego kopa. Dopiero po wypiciu A powiedziała, że dużo tego było, na co ja ze śmiechem, że pewnie umrzemy i przez chwilę zastanawiałem się jak to cofnąć.

Bodyload był dużo silniejszy. Nie wiem po jakim czasie nastąpił, bo szczęśliwi czasu nie liczą. Nie miałem nawet ochoty patrzyć na zegarek. Mięśnie mi drżały, szczęka ścisnęła się, suchość w ustach która utrzymywała się po pierwszym razie pogłębiła się znacznie. Ciało miałem całe zlane potem, oczy były jakby nie moje, całe ciało zresztą też. I jak za pierwszym razem, właściwe efekty przyszły nagle. Czułem się jakby całe moje ciało szczytowało. Wszystko było cudowne. Podobało mi się nawet to, że nie mogę normalnie na nic spojrzeć bo obraz mi drży. Zachwycałem się „tym cudownym oczopląsem”. Miałem ochotę krzyczeć z radości, skakać, tańczyć. Zgodnie z zaleceniami chłopaka siostry żułem gumę żeby pojawiła mi się ślina w ustach. Mieliłem szczęką tak szybko jak to tylko możliwe i nie zwracałem na to uwagi, a gdy zwracałem było przyjemne. Wszedłem do pokoju który niedawno malowałem. Byłem oczarowany tym jakie panują w nim cudowne barwy. Przyglądałem się ścianom, przedmiotom, nie z ciekawością jak po psychodelikach, a po prostu z rozkoszą. Teraz wspominam to jako pokój pomalowany ciepłymi barwami. Mimo, że ściana jest lawendowa (jasny fiolet) to wspomnienie jest wypełnione żółcią i pomarańczem. Nie mogłem skupić wzroku, widziałem podwójnie, ale w inny sposób niż po alkoholu. Nie walczyłem z tym. Wszystko było też rozmyte. Pierwsze skojarzenie jakie wtedy przychodziło mi do głowy to „misiowate”. Cały otaczający mnie świat był mięciutki. Moja głowa była pusta, a myśli wyrzucałem w momencie pojawienia się ich. Mogłem mówić jedynie z przerwami na oddech przez całą godzinę. Podszedłem do lustra. Rozbawiło mnie własne odbicie. Praktycznie nie miałem tęczówki, a powieki otwarte były do granic możliwości. Szybko poruszałem szczęką. Wróciłem do A. Rozmawialiśmy o wszystkim, nie było tematów tabu, nie było tematów nudnych. Każdy był ciekawy i zajmujący. Chłonąłem każde jej słowo, a przy okazji czekałem kiedy tylko skończy i da mi się wypowiedzieć. Na jej twarzy również widziałem zniecierpliwienie. Mówiliśmy sobie miłe rzeczy. Pałaliśmy miłością do całego świata. Przytuliliśmy się jednak o dziwo nie było to przyjemne. To wszystko przez to, że było bardzo gorąco, a nasze ciała pokrywała gruba warstwa potu.

„A” spojrzała na moje usta i powiedziała, że mam krew na wargach. Rzeczywiście poprzegryzałem sobie je. Byłem baardzo pobudzony. Poszedłem (pobiegłem) do lustra się umyć. Efekty osiągnęły szczyt. Chciałem wrócić do niej jak najszybciej. Rozmowa toczyła się dalej. Pobiegłem oddać mocz. Był jakby za gęsty. Zdałem sobie sprawę, że przyjmuje stanowczo za mało płynów. Zupełnie wyleciało mi z głowy żeby popijać z przygotowanych wcześniej butelek z wodą. Zaczęliśmy planować kolejny zakup mefedronu, nawet wbiliśmy na stronę internetową sklepu, ale postanowiliśmy zrobić to jednak na trzeźwo (o dzięki za ten przebłysk rozsądku). Złorzeczyliśmy na nasz kochany Ciemnogród, że chce odciąć ludziom dostęp do czystej rozkoszy. Czułem się jakbym mógł zdobyć cały świat.

Gdy spojrzałem na swojego penisa zdziwiłem się. Obkurczył się chyba do granic możliwości. Gdy powiedziałem o tym A zdecydowała się zrobić test na to, czy w ogóle działa po mefie i wypadł pozytywnie :D Czas upływał nam bardzo przyjemnie do czasu kiedy zaczął się zjazd. Najpierw miałem ochotę przyjąć kolejną dawkę. Prosiłem A żebyśmy to zrobili. Wahała się, ale odmówiła za co potem jej dziękowałem. Ciągle piłem wodę. Nie byłem w stanie pozbyć się suchości w ustach. Wciąż byłem gadatliwy jednak nieprzyjemne efekty uprzykrzały rozmowę. Zacząłem myśleć o mefedronie jako o czymś złym. Zastanawiałem się po co w ogóle mi to było. Czułem, że mój organizm jest wyczerpany. Czy dla tych kilku godzin przyjemności warto było tak go forsować? Powiedziałem, że to już ostatni raz i że powinniśmy się pozbyć tego co nam zostało. A też miała go dość. Z jednej strony chcieliśmy przebywać w samotności, a z drugiej baliśmy się jej. Siedzieliśmy i odczuwaliśmy wewnętrzne cierpienia razem. Po długim czasie odstawiłem A do domu. Nasze źrenice zaczęły wyglądać normalnie, ale na twarzach malowało się wyczerpanie. Nie czułem się w ogóle senny, suchość w ustach było potworna. Język przyklejał mi się do podniebienia. Jeszcze nigdy nie spotkało mnie coś tak okropnego. Zjazd czasami jakby odchodził i czułem ulgę, ale potem znów wracał. Zwykle mocniejszy. Posprzątałem w domu. Zdziwiłem się kiedy tak nabrudziliśmy. Wykąpałem się. Czułem się bardzo brudny.

Położyłem do łóżka, zamknąłem oczy i wtedy zaczęło się coś czego się nie spodziewałem. Najpierw moje myśli formowały się w obrazy lekko widoczne pod powiekami. Potem stawały się coraz wyraźniejsze i bardziej złożone. Przejścia między kolejnymi obrazami były płynne i logiczne (chociaż nie mogłem ich sobie przypomnieć). Domyśliłem się, że to z wyczerpania organizmu, ale pojawiały się również halucynacje geometryczne. Jak w kalejdoskopie. Obracające się kryształki w odbiciu lustrzanym, przedziwne tunele, złożone figury. Nie dawały mi zasnąć. Pojawiły się „mięsne” wizje. Tłusta, biała larwa wgryzająca się w mięso które bryzga śluzem, dziwna, mroczna fabryka wypełniona człekokształtnymi istotami krojącymi mięso, zdeformowani ludzie o dziwnych twarzach i bez kończyn. Najpierw byłem przerażony, ale z czym większą ciekawością to obserwowałem tym mniej straszne stawały się wizje. Nie były to typowe wizje psychodeliczne. Gdy „skupiałem na nich wzrok” blakły i znikały. Jeśli nie od razu to po kilku sekundach. Wreszcie zasnąłem. Mój sen był płytki i budziło mnie byle co. W końcu zadzwonił telefon. To była A, zapraszała mnie do siebie na piwo. Nie chciałem jej mówić o moich wizjach. Myślałem, że to wina jakiejś mojej ukrytej choroby i bałem się, że uzna, że ściemniam, ale w rozmowie wyszło, że ona też widziała przed snem różne rzeczy. Nasze głowy są w dość podobnym stanie i zdarzają nam się różne ekhm... Epizody więc nie wykluczam, że to była wina naszych umysłów, a nie samej substancji.

Generalnie przygodę uważam za udaną, ale na zjeździe błagałem o to żeby cofnąć czas. Byłby to narkotyk idealny, od którego mógłbym się uzależnić gdyby nie potworny dzień po. Mamy zamiar z A zużyć mef do końca jednak nie kupiłbym już kolejnego woreczka. Mam wrażenie, że takie przygody nadszarpują solidnie ciało i w jakimś stopniu negatywnie wpływają na stan umysłu. Nie żałuję, że za drugim razem trochę przedobrzyliśmy. Przynajmniej poczuliśmy ogromną moc mefa, a zjazd mielibyśmy, czy tak, czy siak.

PS. Lepiej dołożyć trochę pieniędzy i kupić sobie jakąś ciekawą tryptaminę. Może nie otrzymamy czystej euforii, ale nie będziemy cierpieli po, a i przyjemność z tripa będzie głębsza, innego rodzaju. No i oczywiście don't do drugs!

Ocena: 

Odpowiedzi

to CEV'y ; p

Niemniej nie spodziewałem się halucynacji po mefedronie. A szczególnie na zjeździe. Teraz już wiem, że to wina mojej głowy - mefisto wzmacniał tylko HPPD.

I like it, i ten efekt drżącego obrazu, całkiem o nim zapomniałam po latach. 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media