Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nie taki straszny diabeł, jak go malują.

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
1g (2 saszety)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Słoneczny, wakacyjny dzień, wolna chata (z wyjątkiem kumpla z, którym zażyłem benze)
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Etanol, Nikotyna, Marihuana, Haszysz, DXM, Tramadol, Benzydamina, Kodeina, GBL, DOC, 2C-P, 4-Ho-Met, 4-Aco-Dmt, 5-MAPB

nie taki straszny diabeł, jak go malują.

Początkowo mieliśmy w planie zapalić z kumplem, ale niestety dostawca zawiódł. Rozczarowani postanowiliśmy skorzystać z oferty apteki. Zdecydowaliśmy, że można stestować cieszącą się złą sławą benzydaminę. Na początku trochę się obawiałem, ponieważ po jej zażyciu miały wystąpić jakieś przerażające, nieprzyjemne halucynacje i przywidzenia. Jednak ciekawość działania tego specyfiku nie dała za wygraną. Postanowiłem spróbować sobie z kumplem po dwie saszetki na głowę. Po krótkim zapoznaniu się z FAQ dotczącym dawkowania itd., udaliśmy się do apteki. Kolega kupił 4 szaszetki. Gdy już mieliśmy wszystko co trzeba przystąpiliśmy do ekstrakcji. Obydwaj połkneliśmy chusteczki zawierające białą papkę.

Po pierwszych 20 minutach czułem się tak jakby nieswojo (uczucie trawienia chemii w żołądku), ale jeszcze nic konkretnego się nie działo. Po godzinie wszedłem do dużego pokoju i zasłoniłem okna (było to koło godz. 18 więc na zewnątrz było jasno). Zapanował półmrok. Kiedy rozsiadłem się w fotelu i przyjrzałem się  kloszowi od lampy, miałem wrażenie, że delikatnie pulsuje (choć w pierwszej chwili myślałem, że to placebo), jednak im dłużej się wpatrywałem, tym bardziej pulsował. Kiedy spojrzałem na metalowy wazon miałem wrażenie, że jego uchwyty przypominają oczy, które się na mnie patrzą, ale nie wystraszyłem się tego - bardziej mnie to bawiło. Kumpel miał to samo.

Po upływie około półtora godziny nieco rozczarowani brakiem silniejszych efektów pomyśleliśmy, że chyba na tym koniec. Jednak gdy poruszyłem głową w bok nagle widziałem takie białe błyśnięcie. Koleżka też tak miał i trafnie porównał to do pstryknięcia fotki z aparatu z fleszem, taki chwilowy błysk. Gdy chodziłem po korytarzu(a było trochę ciemnawo) to wszystkie przedmioty widziałem z dużym opóźnieniem. No i kolory były bardzo intensywne, aż niektóre mocno jaskrawe. Zdarzyły mi się też przewidzenia np. byłem przekonany, że na fotelu leży mój kot, a w rzeczywistości była to zwinięta koszulka. Kanapa zrobiła się cała czarna (a w rzeczywistości jest brązowa), albo siedząc na kanapie i przyglądając się fotelowi, on zaczął sunąć po ziemi w moją stronę.

Oprócz tych ciekawych przewidzeń, towarzyszyło mi przyjemne uczucie relaksu. Koleżka miał niemal identyczny stan jak ja. Takie efekty trwały jeszcze z dwie i pół godziny (przez większość czasu siedzieliśmy w tym zaciemnianym pokoju).

Kiedy myśleliśmy, że zabawa się skończyła kumpel włączył telefon, a ja widziałem jak wyświetlacz się wyciągnął poza komórkę, aż do ściany. Po chwili ten wyświetlacz zaczął się ukazywać tak jakby poklatkowo, z góry na dół - to było dość ciekawe. Kiedy tak siedzieliśmy, zdziwiony koleżka powiedział, że szklanka na stole zaczyna sobie podskakiwać. Ja tego nie dostrzegałem, lecz po kilku sekundach wpatrywania się w ta szklankę miałem wrażenie, jakby się obracała wokół własnej osi. Przekazałem to spostrzeżenie mojemu kompanowi, który również to zobaczył. Kolegę trochę to przestraszyło, ale mnie w gruncie rzeczy bawiło.

Około pół godziny później, kiedy musiał iść już do domu, powiedział żeby zaświecić światło. Jak powiedział, tak zrobiłem. Po chwili moim oczom ukazalo się mnóstwo migających pasków, które były tak jakby w całych plamach wszystkich kolorów. To wyglądało tak, jakby się na siebie tak nakładały podwójnie i potrójnie. Odbijały sie od wszystkiego. Latały sobie tak od ściany do ściany, od ściany do sufitu i tak dalej. Te odbijanie kojarzyło mi się z rzutem nożyczek w postalu 2. Te paski były bardzo cienkie. Kumpel widział dokładnie to co ja, mieliśmy chyba identycznego tripa. A i oprócz tego świetnie mi się słuchało muzyki, ale miałem wrażenie jakby każda piosenka byłą przyśpieszona.

Odprowadziwszy koleżkę do domu wróciłem do siebie, gdzie jeszcze przez godzinę podziwiałem plamy wszystkich kolorów na wszelakich przedmiotach i ścianach. Zdarzały się jeszcze drobne przewidzenia np. siedząc na kiblu i przypatrując się zamkowi od drzwi miałem wrażenie, że sam się otwiera, ale już nic więcej nie widziałem.
No i to by było właściwie na tyle. Trzymało mnie około ponad trzy godziny, później pozostawały już tylko smugi, powidoki, lekkie, nieliczne przewidzenia itd.

Podsumowanie : Jak na pierwszy raz z wesołą benzydaminą uważam trip za udany. Nie miałem praktycznie żadnych schiz (o które się obawiałem), a przyjemny, beztroski trip. Przewidzenia, które się pojawiały były bardziej zabawne niż straszne. I do tego ten przyjemny relaks. Szczerze to nie spodziewałem się takiego potencjału, który drzemie w benzydaminie. Ogólnie to wysokie loty były. Chociaz teraz, z perspektywy czasu już chyba nie odważe się spróbować  benzy, bo coś mi mówi, że następnym razem mogło by już nie być tak miło. Zwłaszcza jak bym brał to sam. Po prostu kolejna substancja odhaczona, wiem jak działa, starczy mi.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media