Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

muchomory rzeczowo

detale

raporty alh 84001

muchomory rzeczowo

Mężczyzna, 24 lata, ok 70 kg

doświadczenie: mj (regularnie od prawie dziesięciu lat), #, xtc, tramal, dxm, alprazolam, grzyby psylocybinowe, 2ce, 2ci, 4aco-dmt, salvia

Mieliśmy ok 9 kapeluszy na dwóch, ale to bardzo niepewny przelicznik, bo przecież każdy kapelusz ma inną wielkość, a nasze były bardzo rozmaite, ze dwa naprawdę dużo, dwa malutkie, reszta raczej przeciętna.

Nazbierał je ziomek raczej niecelowo, szukał zwyczajnych grzybów, zwyczajnych tj. podgrzybków, borowików itd., jest prawdziwym koneserem kuchni i w tym roku postanowił zrobić przetwory z grzybów. Przy okazji znalazł trochę muchomorów, kiedyś mówiłem mu o tym że chciałbym spróbować, czytałem że po ususzeniu nie są trujące i warto byłoby kiedyś zjeść. Nie chcieliśmy wtopy, nie obawialiśmy się śmierci, ale zatrucie, rzyganie, gorączka, hospitalizacja to losy gorsze od śmierci, więc ususzyliśmy je naprawdę szlachetnie. Pięć dni na balkonie, pogoda była wspaniała, typowe babie lato, cały czas dmuchał na nie wiatrak. Przygotowaliśmy wywar, nie mając pojęcia jak i ile grzybów przyrządzić zrobiliśmy wszystko na oko, wyszło nam po ok. 1/3 szklanki wywaru i trochę oślizgłych, bezbarwnych kapeluszy. Wywar ma smak nieco słonego bulionu grzybowego, wypiliśmy go bez trudu. Gorzej było z kapeluszami. Zrobiliśmy sobie kapapki, ja sugerująć się czyimś trip raportem na chleb dałem miód i na to grzyby, kromka była maleńska, miodu tylko trochę, grzybów sporo, zjadłem to na dwa kęsy, ale z trudem. Ziomek jadł z pasztetem, solą i pieprzem, jemu poszło dużo łatwiej. Po czterdziestu minutach zaczęły się mdłości.

W tym miejscu chyba ważna uwaga. Spodziewałem się że muchomory to fizyczny hardkor, bedą megapawie itd, więc przez cały dzień zjadłem trochę fajnych kanapek z pełnoziarnizstego chleba, z sałatą, pomidorkiem i rzodkiewą, jakiegoś banana i jogurty, żadnych ciężkich rzeczy, żadnego mięsa (nie jem od sześciu lat) czy jakiegokolwiek syfu. Przy wszelkich psychodelicznych środkach to moim zdaniem bardzo ważne, bo wszystko ma swój większy lub mniejszy bodyload, żeby wstrząsnąć umysłem trzeba iść przez ciało, dlatego żeby ograniczyć sobie przykrości warto trochę oczyścić zawartość brzucha.

Mieliśmy wolną chatę, byliśmy gotowi na rzyganie, odsunęliśmy wszystko z drogi do kibla ;) Tymczasem było łatwiej niż się spodziewaliśmy. Mdłości były lekkie, chwilowe osłabienie, ja czułem zimno, trochę jakby pierwszy etap grypy. Po pół godziny siedzenia na fotelach spalilśmy dwie lufki trawy i zaczęło się.

Muzyka wyszła z głośników, Ben Frost atakował nas falami zgrzytów. Zaczęłiśmy łazić bez celu i chichotać. Ja zrobiłem się gadatliwy, ziomek przeciwnie, czasem tylko mówił że nic nie rozumie z tego co mu opowiadam, ale mówiłem o warsztatach akupunktury dla psów które mają być niebawem w naszym mieście, więc nie dziwi mnie to zbytnio. W radiowej dwójce gadanie było straszne a muzyka klasyczna drętwa. Pojawiały się wzory utworzone ze światła przenikającego przez powieki, czasem myślałem że zaraz zacznę widzieć przez zamknięte oczy. Obydwaj mieliśmy lekkie kłopoty z równowagą i koordynacją ciała. Stan był mocno podobny do dxmu lub dużej ilości suszu salvii, czyli to samo czego doświadczyłem mając wizje wywołane zapaleniem opon mózgowych w wieku sześciu lat - świat astralny. Muchomory to szamański drug, pierwotnie służyły do wizytowania nieba lub piekła i doznawania wizji. Jestem pewien że gdybyśmy zjedli ich więcej to bez trudu opuścilibyśmy ciało, w lesie przy bębnach możliwe byłyby niezwykłe wizje.

Tymczasem postanowiliśmy pojeździć na rowerach! Obłęd, ja się obawiałem nieco że zaraz jak tylko wyjedziemy z osiedla to ktoś zobaczy że jedziemy zyzgakiem, każe nam dmuchnąć, okaże się że nie jesteśmy pijani i prawdziwe śledztwo dopiero się zacznie ;) Pojeździliśmy chwilę wokół krzaków i okazało się że jeździmy całkiem nieźle, więc popedałowaliśmy w stronę parku. Niesamowicie się jechało, prędkość, wiatr we włosach! Było już późno, więc szczęśliwie ulice były prawie puste. Po powrocie mieliśmy małe gastro, ale szybko się opamiętaliśmy żeby nie zjeść wszystkiego ;) Cały czas nastrój był euforyczny, śmialiśmy się do rozpuku.

Czułem dużą stymulację. Siedziało się świetnie, swietnie by się też pewnie leżało, ale jak jak już wstałem to i wszelkie ruchy były bezwysiłkowe. Obydwaj byliśmy zadowoleni ze wszystkiego co byśmy nie robili. Najlepszym porównaniem tego stanu byłaby chyba mieszanka dxmu z mdma, czyli dość absurdalnie. Muchomory to osobna jakość. Pozostaje pełna świadomość swoich czynów, ale jest zawężona do bardzo wąskiego wycinka. W normalnym stanie istnieje jakaś podzielność uwagi, jest piąta po południu, jest ciepło, idę do babci zanieść jej ciasto, mijam ładną dziewczyną, dwie przecznice dalej słychać syrenę policyjną, na muchomorach tego nie ma. Jeśli wiedziałem że w pokoju jest ciemno, to wiedziałem tylko to, jeśli słuchałem radia to traciłem świadomość tego czy jest ciemno, czy jasno, a już napewno nie wiedziałem kim jestem ;) Jest bardzo dużo poczucie naturtalności tego stanu. Czułem się zdecydowanie niestandardowo, ale wydawało mi się całkiem normalne że można się tak czuć. Żadnego zatrucia, żadnego zamotania. Można chodzić, myśleć, rozmawiać, śmiać się, jeździć na rowerze, prawdę mówiąc to całkiem niezły środek na psychodeliczną imprezę. Nie ma poczucia oświecenia jak na grzybach psylocybinowych. Żadnego zrozumienia sensu wszechświata, uczucia żywości wszystkiego co nas otacza. Dziwne objawy fizyczne i euforia, to przede wszystkim.

Około drugiej w nocy zasnęliśmy prawie tak jak siedzieliśmy na fotelach, na szczęście każdy z nas znalazł swoje łóżko. obudziłem się w dobrej formie po siedmiu godzinach, po południu byłem na spotkaniu z Dalajlamą. W nocy było przesilenie jesienne, pełnia Księżyca i Jowisz najbliżej Ziemi od czterdziestu pięciu lat, świecił niesamowicie tuż obok Księżyca, więc byłem na dużej psychodelicznej imprezie. Zjadłem 30mg 2ce i prawie do rana nosiłem wielkie konary na ognisko, czułem się wyśmienicie. Najlepszy wniosek chyba jest taki, że nawet muchomory są lepsze od alkoholu i gdybym miał się upić to wolałbym zjeść muchomory. Ostatecznie jednak zdecydowanie wolę psychodeliki niż cokolwiek innego a muchomory zjem znowu może za pięć lat.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media