Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

to była miłość, a może to mefedron

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
od 80 do 160mg na węża, około grama na wieczór
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Dobry nastrój, chęć relaksu, wolny czas
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
alprazolam, klonazepam, lewomepromazyna, opipramol, hydroksyzyna, kodeina, tramadol, marihuana, haszysz, lsd, 1p-lsd, ald52, amfetamina, mdma (w krysztale i ecstasy), hexen, 3cmc, 4cmc, nieznane sebokryształy, etizolam jeszcze by sie znalazlo ale nie pamietam

to była miłość, a może to mefedron

Gdzie ten mateusz, on jedzie już

Jej zapach na dziś to kryształy mefa

Mefedron to szmata, suki nie chce znać

 

Jesteśmy pokoleniem darknetu i bitcona, iphona i supreme, hexenu i mefedronu. 4mmc zagościło w kulturze dość szeroko (twórczość Hewry i Mobbyn, otoczka idealnego euforyka, trudna dostępność i przede wszystkim fala ofiar i uzależnionych) zajmując miejsce obok marihuany, kokainy, mdma. Spróbowanie mateusza było jednym z moich narkocelów ale nie sądziłem, że się spełni

Jednak udało mi się dostać legitnego, osławionego mefa. Spotkałem go przypadkiem, spędziłem z nim weekend i wiedziałem że będzie to bardzo bliska i toksyczna przyjażń. Trip raport jest pisany pod wpływem substancji jednak zawiera szersze spojrzenie zarówno na efekty jak i otoczkę,

 

godzina 16; pierwsza ściecha 80mg

Jestem zdania, że w przeciwieństwie do większości ketonów, w mefedronie nie jest ważna pierwsza kreska, lecz druga. Mój sort pachnie wanilią, jest z daleka jest dosyć "mąkowaty", z bliska widać igiełki. Swego czasu gustowałem w klefedronie; był to najłatwiej dostępny euforyk. Mimo szatańskiego bólu nosa, dużych dawek i krótkiego peaku lubiłem pewien, dość ciemny, "brudno brązowy" sort 4cmc. Strasznie nie lubię prochów, kryształów etc. w barwie wyglądającej zabrudzono, swoiste poczucie estetyki. I wtedy wchodzi on, cały na biało

 

t + 15 100mg

Teraz, przygotowawszy organizm, czuję objęcia tego paskudnego kumpla, mateusza. Dreszcz ciepła przebiegający wzdłuż żył, samowolne kurczenie palców u nóg, łzy w oczach i krok bliżej uzależnienia. Uwielbiam to działanie, choć spodziewałem się czegoś bardziej...speedującego chyba, tu jestem nader empatyczny, spokojny, ciepły. Uwielbiam to działanie za uniwersalność - poza wigilią, sprawdził się wszędzie. Na nocnych narkozwierzeniach góruje nad speedami brakiem tego specyficznego, dopaminowego wczucia w życie i pewności, która nieraz sprawiała mi problemy; real talki nie są tak "ofensywne", raczej spokojne, lekko infantylne, czułe. Kluby, domówki, imprezy - osobiście wystarczyłało mi być wyspanym, najedzonym by nie przeleżeć na kanapie, topiąc się w pluszowym oceanie, zresztą s&s. No i co najgorsze - sprawdzał się na wieczory przy kompie. 

 

t +30 100mg

Nareszcie, zaczyna się oczopląs i splot myśli. W tym momencie wpadłem na pomysł pisania trip raportu, wspomaganego radami niezawodnego mateusza. Wieczór w tygodniu, pracuję, co by tu porobić? Obejrzeć "Twin Peaks"? 120mg bez dorzutek, 3 odcinki, sen, wyspanie. Poczytać jakiś horror? "80mg, delikatnie muśnięcie, faza nie przoduje w potrzebach, 100 stron, sen. Oklikać "Darkest Dungeon"? 100mg z dwoma dorzutkami po tyle samo, zrobienie kilkunastu lochów, podziwianie grafiki, lekkie znużenie sen. Stało się to czego się bałem najbardziej w życiu - znajdę "swoją", uniwersalną używkę; miłość od pierwszego węszenia. Silny chemiczny zapach wanilii, mąko-igły, wiarygodne źródło i dość przystojny, opanowany, radzący sobiee chłopak. Byliśmy sobie przeznaczeni. 

 

t+40  Buch sativy (niezła)

 

Zapomniałem wspomnieć, jestem jednym z tych, co palą zawsze, częśto, do wszystkiego ale nie są turboganjarzami. Lubię przypalić w odpowiedniej ilości do prawie każdej używki. Po prostu. Nie uważam jej za lekarstwo an raka, rozwiązanie problemów ani boskiego ziela, lubie ją bo jest relatywnie łagodna i lekko psychodeliczna.

 

t + 60 120mg

 

Zaparzyłem sobie pysznej herbaty, poskromiłem węża i wracam do pisania. Dość długo nie wierzyłem w legitność tematu, dość małe miasto, niezbyt bogata część polski daleko od granic. No i rynek zdominowany przez 3 grupy 1.imprezowiczów, raz/dwa na weekend, casualowo w klubie walących to co uda im się w tygodniu ogarnąć: amfetaminę, tanie talerze czy inny badziew. 2.wariatów, w zależności od ogarniania życia walących codziennie/często albo odrobine rzadziej argumentując to "detoxem". hexen, jakiś nep, cmc, co uda się zamowic czy załatwić a jest ekonomiczne (stąd klef okazjonalnie),  znają się na rzeczy, czasem patusy czasem normalni ludzie, łączy ich bycie swego rodzaju "wariatem" w znaczeniu rzeczjasna używkowym. No i 3 grupa: koneserzy, jakkolwiek megalomańsko by to nie brzmiało, lepszego słowa nie znalazłem. Ja i podobni do mnie ludzie zażywamy stosunkowo rzadko,z główą, celując w jakość lecz tym co nas wyróżniało było dobieranie substancji do okazji. Braciaki śmiali się jak brałem 5 talerzy naraz, bo dużo emki i chciałem mieć na zapas, kilka sztuk każdego benzo jakie się pojawiło, kwasy jakieś i różne takie. Wydaję zarazem mało (kupując tylko konkrety, a nie 2g cmc przez wieczór w środe) i dużo (zazwyczaj drogie sprawy) robiąc pokażny arsenał. Koneserzy mają przygotowaną odpowiednią używkę, do odpowiedniej okazji, kupioną nieraz dużo wcześniej. Nie czuje się ani lepiej ani gorzej będąc w tej grupie, ot taki charakter mam.

 

t +80 120mg

 

Klimpa to mi kiedyś odpadnie, czuć że to niszczy, symbolicznie i dosłownie. Ale spektakl trwa, mateuszy tańczy, światła na niego. Ludzie tacy jak ja mają często jeden problem - niszowe używki w małych miastach są dość trudno dostępne, przynajmniej tu. Sposobów jest wiele - darknet, sklepy, szukanie kontaktów, pytanie kolegów kolegów. Mam trzy narkomarzenia: ayahuasca, kokaina i mefedron. To ostatnie spełniło mi się nagle, z dnia na dzień, niespodziewanie i co istotne bardzo, bardzo szczodrze.' Nie wierzyłem z początku, lokalnym żartem było nazywaniem każdego kryształu rc mefedronem, gdyż tego się już nie da dostać. Oczywiście przeczytałem tysiąc postów na hyperrealu i innych, research totalny bo i podniecenie duże. No i test

 

t+90 0mg

 

Tu nie dorzucam, zrobiłem akapit z szacunku do pierwszej kreski mefa. Awangardowa sztuka narkoliteracka. Sniff, pieczenie i... nic. Szczęśliwie zawód okazał się płonny, dowiedziałem się, że mef nie ma takiego wjazdu na piździcho jak hexen, wchodzi powoli, delikatnie, ciepło. Pryznaję że wytrzymałem z dwie minuty i dorzuciłem około setki, Tu już konkret ale wciąż słabo. Powtórka. Nieśmiała znajomość przerodziła się w toksyczną miłość. Pracuję w trybie zmianowym, wówczas kończyłem o 14. Każdy dzień leciał mi pracą i testowaniem materiału do wieczorai snem. Jakie wyciągnąłem wnioski? 1. Tylko lsd i mdma jest lepsze 2.kurewsko uniwersalne 3.bardzo specyficzny profil działania, inny niż zakładałem 4,cholernie lepiszy niż zakładałem, o zgrozo 5. nie wjeżdża aż tak na serce, nie mam silnej potrzeby robienia czegoś, zasypiam bez benzo 6. zdecydowanie za dużo zalet i ostatni wniosek - to będzie bliski związek, bardzo destrukcyjny i bardzo pociągający, wypełniony żalem, wyrzutami sumienia, nerwicą i jednocześnie przyjemnym ciepłem, kozackimi znajomościami i wspomnieniami, imprezami życia i mile, bardzo bardzo mile spędzonym czasem,

 

t+105 140mg

 

Nie cierpię swojej słabej woli, swojego dążenia do przyjemności;wtedy rozum nic nie daje, gdyż wypchanie kipsztonga nie przynosiło negatywnych skutków czy to ekonomicznych czy zawodowych. I diabli wzięli mój ukochany racjonalizm. Szybka deratyzacja i wracam do dryfowania w strumieniu świadomości. Po tygodniu testów, przez następne dwa miesiące mefedron gościł niemalże dzień w dzień. Raz szczur do książki, raz deratyzacja na szeroką skalę/ Wpadłem w ciąg na ketonach i uzależniłem się psychicznie od 4mmc i co gorsza zrobiłem to nieświadomie i bez żadnych konsekwencji istotnych, tylko kipsztong rozkopany jak Olsztyn wraz z wiecznym katarem. Trochę wybladłem, uwydatniły mi się kości policzkowe (te zmiany dla mn i wiekszosci dziewczyn na plus akurat) schudłem ale jednocześnie zaliczałem egzaminy, pracowałem nawet w soboty, rozliczałem się z obowiązków. Dron latał oczywiście po szkole, pracy, obowiązkach, nigdy nie użyłem go jako "wzmocnienia", jak np odrobiny fety na pobudzenie. Nie pomógł mi w niczym ale i niczego nie zepsuł. Któregoś dnia uznałem, że już czas przestać, uwaga będzie niespodziewanie, przestałem z dnia na dzień, z dużym ciśnieniem, bardzo dużym, ale bez żadnych uboków, zjazdów, problemów ze snem czy anhedonią. Nic. Nie pamiętam czy akurat miałem etap regeneracji czy ćpałem coś innego, w każdym razie, nie tykałem 4mmc. Któregoś wieczora miałem wyjść do bliskich braciaków na posiadówke w piwni. Szybki rzut oka do wazy: 

Alprazolam, klonazepam - niegłupie ale po nich robię dziwne rzeczy i mało pamiętam. No i zwiotczałe mięśnie przeszkadzają w pracy. Podobnie jak randomowe spanie 16h

LSD, lizergi - tolerka

MDMA - tolerka

marihuana - to na czil, a nie real talk, i tak zresztą paliłem później

niestety to był cały arsenał. No, poza jednym skitranym gościem w białym golfie. Zgarnąłem dwójke (miałem w planach się dzielić, a przynajmniej nie zjeść całego) mefy, czyli około sześciu dilerskich działek narkotyku mówiąć gazetowo - policyjnie. Summa summarum wychodząc w piątek z mateuszem do ziomków, wróciłem w niedzielne popołudnie. Materiału przerobioniłem zdecydowanie zbyt wiele, trzeba się było cofać po więce dwukrotnie). Blady, wychudzony, rozedrgane oczy, mielenie japy, dziwne dzwięki języka, głupkowato uśmiechnięty i ewidentnie naćpany. Wyczerpany zasnąłem bez problemów, koszmar zaczął się jednak po przebudzeniu. Pierwsza zmiana, budzik 4:50. Irytujący dźwięk, umyślnie rozjaśniony do skraju telefon razi mnie po oczach i uświadamia że wstał nowy dzień. 

 

t+122h 130-150mg

 

Koszmarem była moja pierwsza myśl "Po co mam wstawać". Ciężko może być to opisać, ale dla kogoś kto wyszedł z depresji i fobii skutecznie, jest to absolutnie przerażający znak. Wyobraź sobie ze zostałeś celem jakiegoś psychola, który planuje wydłubać ci oczy ale w ramach jakiegoś groteskowego aktu łaski mówi o tym dzień przed okaleczeniem, byś mógł się nacieszyć. Brzmi absurdalnie, bzdurnie, losowo. To uczucie to wrzucone w mikser: szok, żal, niedowierzanie, gniew, mściwość, lęk, przerażenie, dekadencja,pustka.Pustka, przed wszystkim. W okresach depresji najbardziej bolał mnie brak jakiegokolwiek celu, sensu, szlaku chociaż czy drogowskazu. Lubię swoją pracę choć robię to dla pieniędzy i tymczasowo; zyskałem wiele pozytywnych cech dzięki niej: obcowanie z kalafiorem, punktualność, wiedza praktyczna o sprzętach, odpowiedzialność etc etc.I wtedy niespodzianie niczym śnieg na drogach pojawia się ten cień myśli "Po co..." budząc najgłębsze obawy i lęki - nawrót depresji. Rzecz jasna wziąłem się w garść, jednak pustka wewnątrz nie zniknęła. Uznałem to za zjazd po mefedronie, co prawda poraz pierwszy ale tak nakazywała logika.Bogu dzięki przeszło po kilku dniach a ja obraziłem się na kumpla, nie gadaliśmy trochę czasu, choć było tęskniliśmy za sobą. Obaj.

 

t+140 120-150mg

 

Pewnie mógłbym jechać na niższym stawkach, jest jednak jeden haczyk dzisiejszej intoksykacji. Uwaga, będzie głupio. Chcę się pozbyć lokatora jak najszybciej, to ten typ koleżki z którym albo się traci kontakt albo zawsze będzie gdzieś obok. Jestem młody, w nic tak nie wpadłem jak w 4mmc, bedace niezwykle toksyczna (ponoc na rowni z metamfetamina) grupą używek - beta ketonem. Nie chce umrzeć przed 40, dostać paranoi czy nerwicy, nawrotu depresji i wojen na świecie. Na to ostatnie niestety nie mam wpływu, ale odrzucając objęcia mateorfeusza głęboko wierzę, że zwiększam szanse na uniknięcie poprzednich lęków.  Od czasu tamtego "zjazdu" mefę tykam okazjonalnie, odkryłem bowiem, że nie umiem skończyć na jednym szczurze, tak jak kiedyś nie było wcale trudno to teraz głód bierze górę. Chciałbym cały dzień leżeć i dociągać, czuć to piękne, inne od emki ciepło, oczopląs wywołujący łaskotki, tętniące żyły...ah. Szczęśliwie moja siła woli powstrzymuje mnie chociaż przed zaczęciem i to skutecznie. Od tamtego czasu zacząłem miewać zjazdy, niezawsze, w sumie losowo dosyć. Były jednak inne, pustka ale taka "serotoninowa", ponura a nie dopaminowo schizowa. 

 

 

t+180 160mg

Ostatni węgorz z wieczerzy podany. Kocham ten stan. Kocham to że widziałem miny niedowiarków, dowiadujących się że mam rację. Kocham podziękowania typów za możliwość spróbowania "tego legendarnego mefa jak w hewra mobbyn". Kocham to, że jest do wszystkiego. i Dlatego też go nienawidzę.

Mój matex najlepiej działa w małych lecz częstych kreskach, ale jak pisałem wyżej potrafi zaskoczyć nieźle w randomowym momencie. Całkowicie paradoksalna substancja - z jednej strony duże wyniszczenie i sieczka hormonów, a z drugiej - uniwersalna, przyjemna faza, brak stymulacji i przede wszystkim - krótkotrwałe zyski znacząco przewyższają krótkotrwałe straty. 7 miłych wieczorów w tygodniu i brak uboków? s'il vous plait madame. Z perspektywy starego mefedroniarza pewnie zabrzmie jak przeintelektualizowany dzieciak co sie podnieca i przechwala, co jest nieprawdą. Przelewam swe myśli, refleksje i wnioski na temat 4mmc, które być może komuś pomogą albo chociaż umilą czas. Wiem, że kilka miesięcy to nie jest jeszcze żaden poważny staż a jednak - uważajcie, najgrożniejszy wróg wygląda najpiękniej. 

 

t + pojecia nie mam -100mg

Pokaz silnej woli, transmisja na żywo. Zajebałem bo została reszta na dnie wora, tzn, taką sobie wymówke znalazłem. Przygotowałem też xanax, naprawdę chciałbym zakończyć rendez-vous. Ten sort wydaje się być niezły, choć pewnie nie umywa się do czasów świetności 4mmc. Oczekiwałem czegoś innego po mefedronie, bardziej "nachalnej" fazy, zaskoczył mnie jednak swoją subtelnością. Kocham tę substancję całym narkosercem i tak samo silnie jej nienawidzę, wiem, że może być pierwszą która mnie pochłonie, jest zbyt wspaniała, zbyt uniwersalna i zbyt pasująca do mojego charakteru. Z mateuszem widzę się rzadziej, nie częściej niż raz na tydzień, taki nasz love&hate relationship

UWAGA WSZYSTKIE DANE SĄ INDYWIDUALNE DLA AUTORA I NIE STANOWIĄ . PORADNIKA ANI ZACHĘTY. BAZUJĄ NA AUTOPSJI

Mefedron to szkodliwa, uzależniająca substancja, dawkowana od 80 - 160mg zazwyczaj (rosnąco). Przez 3-4h przerobić idzie gieta, ale dużo zależy od czynności, okoliczności, tolery itd.

Efekty: euforia, poczucie ciepła, pluszowość, czerpanie radości każdą komórką

Uboki: mielenie japą, oczopląs, tiki nerwowe, lekka nerwowość gdy schodzi, zaplątany mózg

Fajnie się pali szlugi i trawę z mateuszem, można jeść, spać, wyznać miłość koleżance o 4 nad ranem, odjebać jakieś randomowe akcje, przytulać kolegów i różne takie

Czas: dość krótki, zależny od osobnika, dorzutkowy

Czy warto: tak i nie

 

 mam nadzieje ze chociaz jednemu sie sposoba i sory za chaos ale jestem towarzysz nieporządek. Co się bede oszukiwał, w mefowej ekstazie bardzo chciałem sie czymś podzielić to napisałem trip raport. Feedback BARDZO mile widziany

tymczasem

 

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Raport bardzo dobrze się czyta, fajnie płynie. W sumie ciekawi mnie, czy brzmiał by tak samo, gdybyś nie przyjął substancji w trakcie jego pisania. Jest też pouczający, życzę powodzenia i pozdrawiam :) 

Marek Edelman

Zgadzam się, raport fajnie się czyta. 

Jednak wydaje mi się, że mefedron to to nie jest. Szybkie dorzutki, krótki (z tego co mogę wywnioskować) czas działania i brak zjazdu. Gram w 3-4h to jest kosmiczny wynik, osiągalny jeżeli ktoś jest w ciągu. My jedliśmy za czasów legala 2g na 6 osób przez noc.

Spróbuj zrobić bombkę i potem sniffować - powinno wpaść ładnie, a dociągnięcia podbijać i bardziej spidować.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media