Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

marihuana jako lek, czyli mój pierwszy raz.

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
czasami
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie optymistyczne
Wiek:
40 lat
Doświadczenie:
Aya, Konopie, Hasz, Grzyby B+, San Pedro, LSD, N2O, Morfina, Dormicum, extasy, kryształy MDMA,

marihuana jako lek, czyli mój pierwszy raz.

Postaram się opisać moje obserwacje z punktu widzenia osoby, która od zawsze była przeciw. Tak mi po prostu wpojono. Narkotyki to zło i tyle. Nigdy nie zakwestionowałem tej tezy.

A szkoda. 

Mam 40 lat i zero nałogów, nie piję, nie palę, nie interesowały mnie nigdy żadne narkotyki. Interesowały mnie: umysł, podświadomość, nadświadomość, hipnoza, świadome sny, OBE, oświecenie, śmierć kliniczna, itp. Jestem hipnotyzerem.

Kiedyś na wycieczce w Egipcie poznałem farmaceutkę, która robiła pracę magisterską z uzależnień. Miała praktyki na odwyku i kontakt z wieloma rodzajami uzależnień. 

Powiedziała mi ciekawą rzecz, że narkotyki mogą uzależniać fizycznie (twarde) lub psychicznie (miękkie), ale jest jeden narkotyk, który nie uzależnia ani psychicznie, ani fizycznie. Na dodatek nie zanotowano nigdy przedawkowania tego środka. Jest to Marihuana. W/g niej nie powinien być nawet uważany za narkotyk.

Ja miałem inne zdanie i nie dawałem się przekonać. Dla mnie wszystkie narkotyki to było całe ZŁO tego świata. 

Minęło kilka lat, trochę czytałem w tym temacie, dodatkowo poznałem kilku ludzi, którzy palili w młodości maryśkę i to dosyć sporo (codziennie), potem jakoś przestali (jeden z moich kolegów miał 10 lat przerwy). To dało mi do myślenia, że chyba jednak rzeczywiście nie uzależnia. A pół roku później przekonałem się na własnej skórze. 

Kolega namówił mnie na jointa u niego w chacie. I tu się dopiero zaczyna.

Wzięliśmy po 3 machy i kumpel zaczyna się uśmiechać od ucha do ucha, a ja nic. Kumpel poszedł do WC i krzyczy, że jak na mnie nie działa to mogę wziąć jeszcze macha.

No to wziąłem jeszcze 4 , bo jakoś miałem wątpliwości czy w ogóle zadziała.

Nie wiedziałem, że czasami trzeba po prostu odczekać kilka minut.

Gdy kolega wrócił z toalety ja właśnie wchodziłem do wesołego miasteczka. Czułem się jakbym dosłownie siedział na olbrzymiej karuzeli i z każdą sekundą pędził na niej coraz to szybciej. Ale nie było jak sen. To było poczucie rzeczywistego przebywania na karuzeli na wielu poziomach, zwłaszcza emocjonalnym. Czułem tą ekscytację małego chłopca. Który wsiadł na karuzelę w wesołym miasteczku, czułem frajdę z wielkiego szaleństwa wkoło, na metalowych krzesełkach. Nie było wtedy strachu, że coś się może stać. Fajne uczucie – pomyślałem. Ta karuzelka trwała około 3 min.

Po chwili poczułem, że płynę w stan głębokiego relaksu. Wszystkie problemy, zmartwienia dorosłego życia gdzieś się ulotniły. Poczułem się bezpiecznie i miło. Kolega zaczął coś do mnie mówić, ale odpowiedziałem, że nie ogarniam. To jakby Kubusiowi Puchatkowi dać olbrzymi dzbanek miodu i łyżkę. Miałem wrażenie, że jestem takim małym misiem o bardzo małym rozumku. Stan błogości przypominał mi lata dziecinne gdy miałem około 3-5 lat i żadnych problemów, miałem w sobie tyle radości czerpanej po prostu z danej chwili, w której byłem. Było mi bardzo dobrze, gdyż regenerowałem w tym stanie energię do normalnego życia. Czułem, że naprawdę intensywnie odpoczywam. Ten powrót do dzieciństwa trwał wg mnie około godziny, za to w realu minęło dopiero 15 min. Wystąpiła więc silna dystorsja czasu.

Pojawiło się więcej czasu znikąd, czyli po prostu byłem w stanie więcej myśleć, rozważać i czuć co w efekcie dawało taki wynik. Po tym stanie zaczęło mnie wynosić w górę tzn. czułem jak mój umysł i jego możliwości analizy się poszerzają, wszystko o czym zaczynałem rozmyślać było takie oczywiste. Powiedziałem o tym kumplowi i rozkręciła się między nami ciekawa rozmowa. Zauważyłem, że wszystko co mówi kolega trafia do mnie w taki sposób jak sam bym to powiedział. Coś niesamowitego. W drugą stronę było tak samo. Kilka razy doszło nawet do czytania w myślach, takie przynajmniej miałem odczucia, że to co akurat myślałem, kumpel zaczynał objaśniać. Przyjemność sprawiało zarówno słuchanie jak i mówienie. To tak jakby otworzyć czakrę serca i słuchać całym sobą. Ponadto poziom zrozumienia rozmówcy był bardzo wysoki. Kolega podał mi kartkę i długopis, a ja się trochę zdziwiłem i spytałem po co to? Zapisuj swoje najlepsze przemyślenia powiedział. Jak się okazało była to super rada. Wystarczy zrobić krótka notkę, aby potem przypomnieć sobie cały tok rozumowania i rozkminiania życiowych problemów i innych rzeczy wartych szczególnej analizy. Np. można się pozbyć niepotrzebnych programów narzuconych nam przez otoczenie lub rodzinę, programów które często bazowały na poczuciu winy, a którym nie mogliśmy się przeciwstawić jako dziecko. Większość z tych programów wpoili nam dorośli i otoczenie, choć niektóre bazowały na lękach z dzieciństwa, z których nikt nas wcześniej nie wyciągnął. W tym stanie analiza samego siebie i swoich reakcji pozwalała na bezbolesne dążenie do polepszania samego siebie, bez poczucia że siłą musimy zmienić swoje opinie na jakiś temat. Te zmiany były o prostu oczywiste, a ich wprowadzanie do nowego światopoglądu – bardzo przyjemne.

Po jakiejś pół godzinie postanowiłem wstać i wtedy pojawiło się kolejne pozytywne doznanie – a mianowicie brak bólu. Do tej pory codziennie przy chodzeniu czułem intensywny ból kręgosłupa (który doskwierał mi od wypadku, czyli ok. 2 lat.) Diagnozę miałem taką, że albo przyzwyczaję się do bólu, albo idę na stół operacyjny, co niestety kończyło by się częściowym usztywnieniem kręgosłupa (klamra montowana dożywotnio), lub w razie niepowodzenia operacji wózek inwalidzki. Wobec takiej alternatywy wolałem walczyć z bólem ile się da. Często dostawałem serię zastrzyków z ketonalu i sterydów (21 dni), aby jakoś przetrwać. Teraz po marihuanie ból odszedł całkowicie. Poczułem zalewającą mnie falę radości. Zacząłem tańczyć ze szczęścia. I tu pojawiło się pytanie – hello, skoro to tak fantastycznie usuwa ból, to dlaczego nie sprzedają tego w aptece? To ja muszę się męczyć z zastrzykami, gdy tymczasem taki wspaniały lek jest na czarnej liście, bo komuś się tak ubzdurało. Coś tu jest nie tak. Jaki ja byłem głupi wcześniej, że wierzyłem w te bzdury o marihuanie. Przewartościowałem momentalnie swoje zdanie na temat Maryśki, a to był dopiero początek. Rozmowa cały czas się dobrze kleiła i po jakiejś godzinie od pierwszego macha, kolega spytał mnie czy napiję się wody. Pomyślałem, że napiłbym się jakiegoś dobrego soku lub Mirindy, ale skoro jest tylko woda to ok. Może być woda powiedziałem głośno. Kumpel nalał mi szklankę i zachęca – no pij!

Pewnie widział po mojej minie, że samą wodę to tak średnio lubię.

Dobra – pomyślałem – wypiję trochę. Wziąłem łyka i mnie zatkało.

- Ja nie mogę! -  krzyknąłem – ta woda ma cudowny aromat! Jak to możliwe?

Kumpel się tylko uśmiechnął i mówi:

- widzisz Piotruś – tak to już jest po Maryśce – dostrzegasz i czujesz to co było wcześniej ukryte. Ciężko mi było to pojąć, że zwykła woda może tak smakować. Po prostu Obłędnie!

Potem jedliśmy jeszcze jakieś owoce i ze wszystkim było tak samo. Po prostu mega smak i aromat. Arbuz prosto z lodówki był po prostu niesamowity. Zanurzając zęby w soczystym miąższu arbuza miałem wrażenie, że moje usta wypełnia czysta esencja smaku – i tylko smaku. Nie czułem w ogóle jedzenia jako materii, a jako zapach, aromat, doznanie.

 

Wiedziałem, że mój zmysł smaku poszerzył się na inne zmysły smak czułem nosem gdy przełykałem, a wzrokiem kiedy zamykałem oczy, smak czułem doznaniem nad podniebieniem jako smugi energii w kierunku mózgu. Było to bardzo przyjemne.

c.d.n.

 

Zrobiłem wycieczkę do lodówki i zaczęła się degustacja, łyżeczka musztardy, keczupu, majonezu, sałatki, itd. próbowałem wszystkiego aby przekoanć się, że na nowo odkrywam smaki tych rzeczy. Wygrał oczywiście arbuz i chyba do dzisiaj jest dla mnie nr 1 no i oczywiście czekolada z migdałami.

Dowiedziałem sie co znaczy gastrofaza, poszucie rozszerzonego smaku było obłędne, aż się chciało jeść i jeść.

Potem rozmowy do ana z kolegą. Dał mi on czystą kartke papieru i długopis.

Zapisuj Piotruś - mówi

Ja na to - po co?

- bo widzisz przychodzą czasem wspaniałe koncepcje i pomysły, powstają w głowie projekty i trzeba to zapisać aby nie umknęło.

Była to SUPER rada. Do dzisiaj zapisuję co lepsze przemyślenia, a potem realizuję to. Wam też polecam. Zauważyłem, że kreatywność wybitnie wzrosła, a motywacja do działąnia stałą się czymś naturalnym. Mogłem swobodnie przechodzić od pomysłu do realizacji z pominięciem tzw. odkładania na potem. Poskutkowało to wieloma fajnymi zmianami w różnych dziedzinach mojego życia.

 

Proszę o komentarze co zachęci mnie do dalszych wynurzeń, a jeśli ktoś podobnie przeżył, to też proszę o wpis. 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Ciekawy i bardzo przydatny raport. Tak właśnie działa marihuana przy pierwszych kilku - nastu - dziesięciu razach. Oczywiście z tym uzależnieniem to nie do końca tak jest. Marihuana może lekko uzależnić fizycznie (czyli wywołać objawy odstawieniowe), a uzależnić psychicznie można się, niestety, od wszystkiego, co nas kręci. Wystarczy, że cofniesz się do raportu:

http://neurogroove.info/trip/nie-wiadoma-autodestrukcja

lub choćby najpopularniejszego:

http://neurogroove.info/trip/d-u-sze-palenie-retrospekcja

Mnie też nie mieściło się w głowie, że palić można codziennie, albo nawet przez całą dobę. Jednak takich spryciarzy nie brak na forum hyperreala (choć chyba dotyczy to tylko młodzieży). Co nie zmienia faktu, że większość osób chyba jednak jest w stanie panować nad tą używką. Np ja :D

Bardzo dobry tripraport, aż mi się przypomniały początki mojej przygody z marichuaną, niestety jak wszystko co nadużywane później już nie było tak wspaniale i przyjemnie, straciła trochę swoje piękno, ale nadal lubię czasem zapalić(kto nie lubi? :D ).

Opis osoby która z czasem zmieniła podejści do marihuany jest ciekawy. Ja jednak odniosę się do Twojej dolegliwości. Ból najczęściej nie jest chorobą a objawem choroby. Lekarz doradzają Ci operacje albo środki przeciwbólowe? W takim razie doradzałbym Ci wybranie się do fizjoterapeuty, oczywiście dypolmowanego (jest wielu niedyplomowanych oszustów), tak konkretnie kogoś kto ukończył kurs terapii mckenzie. To konkretnie odnośnie kręgosłupa. Możliwe jest jeszcze to ze wcale to nie kręgosłup daje dolegliwości bólowe, ale powięż (tkanka powlekająca mięśnie), ale tu już nie doradzę Ci z nazwami konkretnych metod.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media