Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kwaśna filozofia

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
300µg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Mieszkanie znajomego, spokojna muzyka ambient, bardzo pozytywne nastawienie
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
lsd, dmt, 2cb, psylocybina, mdma, marihuana, jakieś beta-ketony, changa, mxe, doc, nbome

kwaśna filozofia

Przez ostatni rok wielokrotnie próbowałem lsd, jednak jak dotąd nie miałem okazji spróbować dawki większej niż 200µg. Tym razem wraz z trójką znajomych stwierdziliśmy że spróbujemy trochę podnieść poprzeczkę. Około 21:00 pod mój język trafiły blottery  o łącznej sumie niemal 300µg.

Na wstępie chciałbym uprzedzić, że ten trip raport będzie miał trochę inny charakter, gdyż nie zamierzam tu odtwarzać dokładnego przebiegu podróży, pominę rozmowy - ze względu na ich mocno sytuacyjny i prywatny charakter nie mają tutaj znaczenia. Nie zamierzam również chronologicznie odtwarzać wszystkich myśli i doznań, postaram się raczej w jakiś sposób opisać jak rozumiem  to co się wydarzyło i w logiczny sposób to zinterpretować.

Od około roku codziennie praktykuję medytację "mindfulness", co sprawiło, że zafascynowało mnie pojęcie świadomości. Mim, że większość procesów naszego mózgu zachodzi nieświadomie to jednak w procesie ewolucji wykształciliśmy tak niezwykłe narzędzie jakim jest świadomość. Zarówno medytacja jak i doznanie psychodeliczne pozwalają odkryć w sobie bardzo silne poczucie istnienia - egzystencję w swojej najczystszej postaci. LSD sprawiło, że odczuwałem wszystko kilka razy mocniej, zmysły - zwłaszcza dotyk i słuch wysotrzone były do granic możliwości, napięcie świadomości zdawało się być większe niż kiedykolwiek.  Czułem swój oddech od początku do końca. Czułem całe swoje ciało, niemal na poziome komórkowym, tak jakbym potrafił skanować swoje wewnętrzne organy, słyszałem jak pracują, jak wszystko w niezwykły sposób ze sobą współgra bym mógł odczuwać to co odczuwam. Myśli pojawiały się i znikały, kłębiły się, zapętlały a ja mogłem je wszystkie obserwować z pewną dozą dystansu. Ciągle pojawiające się pytania: Kim jestem? Co sprawia, że jestem świadomy? Jestem autorem swoich myśli czy może jestem tylko ich świadom? Długotrwała praktyka medytacyjna lub doznanie psychodeliczne może pozwolić na bardzo wnikliwą introspekcje i poznanie natury naszego umysłu, pozwala nam odkryć, że wiele naszych myśli pojawia się automatycznie. Wydaje nam się, że posiadamy pełną kontrolę nad treścią swoich myśli, a tak naprawdę większość z nich to wyuczone schematy i sieci skojarzeń. Potrafimy za pomocą różnych koncepcji zbudować obraz własnego „ja”. Oparty jest on na ogół na naszej historii, przekonaniach, wiedzy i procesach myślowych. „Ja skonceptualizowane” jest jednak w swej istocie bardzo iluzoryczne i kruche. Wydaje nam się, że nasza historia i ciągłość procesu myślowego tworzy naszą osobę. Jednak czy na poziomie naszego ego jesteśmy tą samą osobą co w wieku kilku lat?  Doświadczenie psychodeliczne w dość brutalny sposób pozwala przekonać się jak bardzo toniemy w koncepcjach. Nasz umysł nieustannie interpretuje, planuje, analizuje – robi dokładnie to do czego został zaprogramowany. Jednak z punktu widzenia neurologii, posiadanie trwałego „ja” musi być złudzeniem , gdyż opiera się na procesach z natury przejściowych i różnorodnych. To co czyni nas ludźmi – nasze emocje, uczucia, zdolności kognitywne, impulsy prowadzące do złożonych zachowań, umiejętność do hamowania tych impulsów, które uważamy za niepożądane – za wszystko to odpowiada kora mózgowa. To poczucie „podmiotowości” jest więc rezultatem wielu zróżnicowanych procesów, których nie zdajemy sobie sprawy i nad którymi nie posiadamy świadomej kontroli.

Zawsze traktuje wrażenia wizualne jako jedynie tło w stosunku do reszty doznań.  CEV-y przyjmowały kształt różnego rodzaju spirali, fraktalnych i kalejdoskopowych wzorów, a z biegiem czasu dominowały bardziej rzeczywiste wizje. OEV-y były bardzo silne, przy takiej dawce wszystko zmienia się niemal we fraktalną zupę. Zamglenie i rozmywanie pola widzenia, błyskające światła oraz zaburzenia w postrzeganiu kolorów były aż przytłaczające. Odczuwałem również zmiany percepcji przestrzeni.

Przez około godzinę  (wszyscy mieliśmy peak) postanowiliśmy, że poddamy się całkowicie tripowi, bez odzywania się do siebie i  „przywracania się do rzeczywistości”. Przez większość podróży leciała muzyka ambient (Carbon Based Lifeform albumy - Interloper i World Of Sleepers). Zamknęliśmy oczy i zanurkowaliśmy w psychodelicznym wirze. Wizje po takiej ilości LSD są niezwykle żywe. Dziwne symbole, groteskowe i karykaturalne postaci, fantazyjne kształty, miejsca. Wszystko wydawało się niezwykle artystyczne ale równocześnie w pewien sposób obrzydliwe. Obok zmysłowych, przyjemnych widoków pojawiały się iście badtripowe scenerie, brudne kanały,  patologie, mroczne miejsca. Niektóre myśli były wręcz psychotyczne, zupełnie nielogiczne i trudne do przywołania z pamięci. Ciągle pojawiające się wizje uruchamiały lawinę skojarzeń, które prowokowały kolejne. Wszystko kłębiło się na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego. Znacznie ograniczone myślenie logiczne, bardzo duża sugestywność i pobudzone myślenie abstrakcyjne sprawia, że wiele rozważanych kwestii jest upraszczanych na siłę. Intuicyjne rozwiązywanie niektórych spraw często powoduje, że dochodzi się do błędnych wniosków, z pozoru mogącymi wydawać się słusznymi. Dlatego tak ważne jest by zachowywać dystans wobec zniekształconej percepcji. Logiczne rozumowanie charakteryzuje się zachowaniem ciągu przyczynowo-skutkowego bez naginania faktów, najlepiej korzystając z jakiegoś aparatu matematycznego lub wnioskowania na podstawie obserwacji i doświadczeń. Tylko w taki sposób można opisać obiektywnie rzeczywistość, natomiast w przypadku doznania psychodelicznego proces wnioskowania jest mocno uproszczony, fakty często są naginane i przeinaczane, umysł próbuje dopasować możliwie jak najszybciej jakiś wzorzec, często przy tym się zapętlając. Sama treść umysłu jest więc mocno infantylna i chaotyczna, nawet jeżeli podczas samego tripu wydaje nam się, że doznajemy olśnienia. Mimo, że „ja skonceptualizowane” w mojej ocenie podczas doznania psychodelicznego staje się nieco błaznowate i iluzoryczne to jednak bardzo mocno zarysowane staje się „ja samoświadome”. Umysł postawił mi pytanie „czym jest świadomość?” Wtedy postawiła się pauza w myśleniu i dotknąłem *tego*, tak bardzo cenionego w kulturze wschodniej, jednak wymykające się koncepcyjnemu myśleniu na zachodzie. Stan podobny do  głębokiej medytacji. Idealne zatopienie w teraźniejszości. Doskonale czułem swój oddech, oddychanie sprawiało mi wręcz pewnego rodzaju radość, czułem w sobie pulsujące życie. Ta chwila zdawała się posiadać w sobie pewnego rodzaju nieuchwytną nieskończoność. Przeszłość i przyszłość to tylko koncepcje związane z procesem naszego myślenia, natomiast „ja samoświadome” pozbawione jest koncepcji, dlatego można je odczuć tylko w „tu i teraz”. Cała ta przestrzeń w której znajdują się wszystkie doznania zdawała się być większa niż zwykle. Sama natura świadomości sprawia, że wymyka się ona wszelkim koncepcjom, dlatego tak trudno ją w jakiś sposób opisać. Chciałbym zaznaczyć w tym miejscu, że nie przypisuje jej żadnych niefizycznych właściwości. Uważam się za agnostyka – ateistę. Mimo, że doznania których doświadczyłem były mocno nacechowane mistycyzmem to nie traktuję tego jako przeżycie duchowe. Nie mam absolutnie nic przeciwko ludziom, którzy wierzą w różnego rodzaju spirytualizm, tego typu rzeczy na pewno nadają życiu większej głębi i sensu. Jednak mimo, że staram się mieć otwarty umysł nie znalazłem dotąd żadnych racjonalnych przesłanek (naukowych dowodów) by dać wiarę w cokolwiek takiego. Miliony lat ewolucji sprawiły, że w pewnym sensie jesteśmy „biologicznymi bogami” jednak, może to sprawiać iluzje, że posiadamy jakieś ponadfizyczne właściwości. Niestety mój ateizm i fizykalizm prowokuje często pytanie egzystencjonalne o sens życia. Jest to na kwasie dokuczliwe o tyle, że w moim mniemaniu pytanie to jest niewłaściwie zadane. Życie jest sensem samo w sobie. Żyjemy po to by żyć, nie widzę w tym nic głębszego. Jednak moja psychika ukształtowana w dużej mierze w skutek indoktrynacji religijnej prowokowała wiele nieznośnych myśli. Koncepcyjne myślenie nakazuje nam doszukiwać się we wszystkim sensu i znaczenia, tymczasem rzeczywistość wcale tego nie wymaga. Wydaje nam się, że żyjemy w zdeterminowanym świecie, gdzie istnieje przyczyna i skutek, tymczasem współczesna fizyka (mechanika kwantowa) dowodzi, ze rzeczywistość wcale nie musi taka być. W świecie mikroskopowym rzeczywistość jest bardziej rozmyta, ruch obiektów opisywany jest za pomocą fali prawdopodobieństwa. Znając jedynie mechanikę klasyczną można faktycznie ulec przekonaniu, że wszechświatem rządzi akcja i reakcja, że wszystko musi mieć swoją praprzyczynę. Gdy spróbujemy spojrzeć na rzeczywistość szerzej, bardziej obiektywnie (polecam poczytać „Krótką historie czasu” Hawkinga) to zorientujemy się, że rzeczy które się dzieją wcale nie muszą mieć głębszego sensu, taka jest po prostu natura rzeczywistości. Mimo, że intuicyjne wygodnie jest wierzyć w jakiegoś stwórcę to obiektywna rzeczywistość wcale tego nie wymaga. Tworzenie religii to tylko mnożenie trudnych do zweryfikowania hipotez. Żadna z takich teorii nie jest w stanie zmierzyć się z brzytwą Ockahama. Niestety kwaśne, sugestywne myśli zahaczające o tego typu tematy mogą nas często wyprowadzić w pole. Zapętlające się myśli egzystencjonalne mogą niemal prowokować bolesnego badtripa. Przypadkowość życia wydaje się przytłaczająca. Umrę, przyjedzie śmieciarka i to wszystko?  Wszystko organizmy ewoluują bez żadnego celu? Jestem tylko zwierzęciem, którym celem życia jest po prostu żyć? Nie ma w tym niczego głębszego? Wszystko jest powiązane, ale w pewien okrutny sposób. Prawa natury oparte na konkurencji, doborze naturalnym i ewolucji wydawały mi się trudne do przełknięcia. W końcu duża część zwierząt to drapieżniki, człowiek się również do nich zalicza (no może z wyłączeniem wegan). Jedno umiera by inne mogło żyć. Niby naturalna sprawa, a jednak trochę ukłuło.

Niestety konfrontacja z rzeczywistością może być bolesna, dlatego bardzo pomocna w takiej chwili okazała mi się filozofia wschodu. Buddyzm od pewnego czasu mnie fascynuje, ta filozofia ma w sobie najmniej balastu trudnych założeń (w porównaniu do innych religii), nawet współczesna psychologia czerpie coraz więcej z tego nurtu. Akceptacja i poddanie się chwili obecnej – z tego wyłania się głęboki spokój wewnętrzny. Skupienie uwagi na oddechu i na odczuciach płynących z ciała umożliwia zakotwiczenie się w teraźniejszości i odczuwaniu radości samego bycia. Gdy nasze myśli są jak rwąca rzeka, a my wychodzimy z niej i spokojnie obserwujemy, gdy traktujemy myśli jako tylko chmury płynące na naszym niebie świadomości. Ta filozofia niesie w sobie niezwykły sposób na opanowanie emocji i spokój, wiedzie drogą akceptacji siebie i pojmowania rzeczywistości takiej jaka jest. Pozbywamy się zbędnych iluzji i odczuwamy życie w swojej najczystszej postaci. Tak naprawdę nasz proces myślenia nie jest w stanie zagwarantować nam trwałego szczęścia. Każda przyjemność jest podszyta bólem, satysfakcja szybko przemija i pojawia się frustracja, ciągle pojawiają się kolejne oczekiwania i tak naprawdę nie potrafimy złapać szczęścia. Wschodnia filozofia uczy by z tego względu nie przywiązywać do niczego zbyt dużej wagi. Pozwolić sobie na odczuwanie wszystkich stanów, również tych negatywnych z pełną akceptacją tego co przynosi życie.

Sama medytacja na lsd jest dość specyficzna, łatwo jest z pozycji obserwatora wejść z powrotem do rzeki myśli i się w niej zatracić, jednak te krótkie „oświecone” momenty rekompensują wszystko. Bardzo interesująca może być obserwacja otacząjącej rzeczywistości, głównie elementów naturalnych. Aldous Huxley pisał w swojej książce „Drzwi percepcji” o tym, że psychodeliki mogą umożliwić obserwacje rzeczywistości bez poddawania jej konceptualizacji. Patrzenie na rzeczy takimi jakie są bez tworzenia różnych etykietek. Wszystko wydaje się wówczas  znajdować na swoim miejscu. Ciekawa jest również jego teoria dotycząca filtru umysłowego. W stanie trzeźwości nasz umysł stara się selekcjonować większość docierającą do nas bodźców co daje nam możliwość sprawnego wykonywania różnych zadań i czynności, natomiast pod wpływem  psychodeliku filtr ten zostaje wyłączony i przez co zostajemy zbombardowani różnego rodzaju bodźcami zewnętrznymi dostarczającymi nam niezwykle ciekawych wrażeń estetycznych. Mózg blokuje znaczną część informacji płynącą ze świadomości, jednak psychodeliczna podróż może umożliwić eksploracje tych stref umysłu których na co dzień jesteśmy nieświadomi. 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media