Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kosmiczny sens tabletek na kaszel

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
30 tabletek acodinu. Po 10 sztuk co 5 minut.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Byłem otwarty na nowe doświadczenie, z lekkimi obawami. Podróż miała miejsce w drewnianej chatce w górach, pod lasem z dala od cywilizacji. Moi dwaj towarzysze, doświadczeni w przyjmowaniu tej substancji, otaczający ciepłem, i dający poczucie bezpieczeństwa. Muzyka pozytywna, snująca się powoli. Album solowy "Fever Ray", którego już nigdy nie zapomnę.
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Od czasu, do czasu alkohol, epizodycznie marihuana.

kosmiczny sens tabletek na kaszel

 

Doświadczenie nadchodziło bardzo wolno, jak na palcach po jakiejś godzinie od wzięcia pierwszej dawki. Zaczęło się od dziwnego kojarzenia rzeczy znajdujących się w pomieszczeniu. Tylko gra wyobraźni i skojarzeń. Majtki na sznurku miały coś wspólnego z twarzą, albo napis na butelce Sprite bardzo domagał się przeczytania. Brzmiał on „DUŻO, DUŻO”. Potem zobaczyłem, że łóżka nie są do siebie równolegle. To wszystko można określić jako niesamowite wyostrzenie uwagi na szczegóły z otoczenia.

Kiedy poczuliśmy, że coś się zaczyna zgasiliśmy światło, puściliśmy odpowiednią muzykę i położyliśmy się w łóżkach, ja na jednym, towarzysze na drugim.

Zaczęło się zupełnie od niczego, od niewyraźnych hipnagogów pojawiających się po zamknięciu oczu. Zwyczajne obrazy przelatujące przez głowę przed zasypianiem, chaotyczne i niemożliwe do zapamiętania myślokształty. Nagle poczułem, że moje ciało straciło swoją konsystencję, jakby ramiona wylatywały z zawiasów. Brzmi niemiło, ale to było po prostu poczucie głębokiego relaksu i ciepła płynącego z rąk. W tym czasie hipnagogi stały się coraz bardziej wyraźne i pojawiały się od razu po zamknięciu oczu. Były cudowne i kolorowe, jak najwyższej jakości animacja komputerowa, pędząca z prędkością muzyki i w jej rytm. Wymienialiśmy się doświadczeniami, i przybijaliśmy piątki. Atmosfera była bardzo pozytywna, a muzyka świetna chociaż mi nie znana. To wszystko sprawiło, że nie było w wizjach nic co mogło by mnie niepokoić.

Jedyną negatywną rzeczą było to, co jak mi się wydawało działo się z moim ciałem. Czułem straszne swędzenie lub mrowienie, uczucie ciężkie do nazwania. Nie mogłem się powstrzymać od drapania po głowie i ramionach. Kiedy jednak to się udawało, czułem to dalej, przeradzające się w wibracje i wchodzące jakby do głowy potęgując wizje. Bałem się, że moja skóra na głowie jest czerwona i stracę wszystkie włosy, ale wizje były wtedy ważniejsze. Za którymś razem uczucie swędzenia wywołało widzenia fioletowego wzoru fal przed moimi oczami. Wzór jak na koralowcu, albo na ludzkim mózgu. Innym razem miałem wrażenie jakby to, co mnie swędzi było czymś w rodzaju maleńkich stworzeń, z których każde było jakby włoskiem, na wielkiej powierzchni jakby pędzla, albo futra i każde z tych stworzonek wywoływało swędzenie, ale miałem wrażenie, że one po prostu okazują w ten sposób swoją miłość do mnie.

Później, albo wcześniej wizje zaczęły się synchronizować z poczuciem jakiegoś głębokiego sensu. Jedną z nich było wrażenie bycia w „złotej kopule”. Widziałem coś takiego, ale szybko wyleciało mi z głowy, kiedy leżący na łóżku obok mnie towarzysz zapytał, czy jestem z nim w złotej kopule. Powiedziałem mu, że właśnie tam byłem i że wracam. Wrażenie bycia w kopule wróciło, a przynajmniej takie było moje odczucie, że kiedyś już tam bylem. Była cała złota wyłożona kasetonami, a w środku każdego z nich była mała złota kulka. Niestety szybko wyssało mnie z tego miejsca i znalazłem się we wspaniałym krajobrazie. Odczuwałem wrażenie lotu przez wspaniały ogród z rzeką i jeziorem w jego środku. W tym jeziorze zamiast wody było coś, co wyglądało jak płynny metal, najbardziej jak srebro. Odczułem wtedy najmocniej poczucie totalnego sensu. Jakby cały świat nagle miał sens kosmiczny, a ja byłbym w jego centrum. Natychmiast wpadło mi do głowy, że sens jest kaczką. Kaczką, czyli czymś co normalnie jest czymś codziennym, dopiero w tym specyficznym stanie umysłu można zrozumieć, co ono oznacza. Czułem po prostu, że nie da się przekazać, tego co czułem i że próba przekazania tego po wyjściu z transu będzie miała tyle samo sensu, co powiedzenie, że sens jest kaczką.

Widziałem różne inne rzeczy, płaszczyzny i kształty w jaskrawych kolorach z przewagą fioletu, różu, i niebieskiego. Czasami brałem szkicownik i rysowałem, by zaraz znowu się położyć. To co rysowałem jest czystym zapisem świadomości, bez chęci narysowania czegoś konkretnego. Cały czas byłem w bardzo podobnej pozycji, więc wydawało mi się, że mijają całe wieki, i że jestem w tym pomieszczeniu od początku życia, co było wtedy równoznaczne z początkiem wszechświata. To ma sens jeśli podkreślić, że uczucie „kosmicznego sensu” i bycia w środku świata było ze mną cały czas. Niesamowite było też uczucie, że cały kosmos mieści się we wnętrzu tej maleńkiej chatki na skraju lasu. Kilka razy wstawałem, wychylałem się i za każdym razem wydawało mi się, że budzę się ze snu, i dalej w nim jestem, czasem nie wiedziałem czy to co powiedziałem było snem, czy też nie. Mówiłem różne rzeczy, płynące prosto z serca, ale nie był to „pijacki bełkot” raczej krzyk uczuć, które teraz, wobec puszczenia wszystkich blokad płynęły przeze mnie wylewając się na zewnątrz. Mówiłem lub krzyczałem jak bardzo czuję ostateczny sens wszechświata, oraz jak bardzo kocham moich współtowarzyszy podróży.

Jeden raz doznałem potężnych wibracji i zobaczyłem otwierające się przede mną koło w przestrzeni, za nim było coś co wyglądało jak przestrzeń kosmiczna z przepływającymi chmurami. Dookoła tego otworu przestrzeń była jakby pokryta lodem, lub srebrem. Wrażenie było niesamowite, ale tego co było za portalem nie udało mi się zobaczyć. Warto podkreślić, że jeśli piszę, że gdzieś „byłem„ albo „znalazłem się” albo używam jakiegokolwiek innego określenia oznaczającego osobę, to jest to umowne, bo w tym stanie nie czułem wcale że istnieję. Byłem jakby zupełnie zlany z wizjami, pozbawiony poczucia istnienia, jakbym ja był otoczeniem, a ono mną, jakby nie było nikogo do bycia obecnym. To wrażenie było ze mną podczas chwil odczuwania głębokiego sensu, a szczególnie podczas lotu przez zielony ogród. W którymś momencie towarzysz zawołał mnie żebym wyszedł na pole bo jest wspaniały widok. W głośnikach leciało wtedy „High Hopes” i kiedy otwierał drzwi na zewnątrz wydawało mi się, że muzyka poruszyła się tak jak skrzydło drzwi. Kiedy wyszedłem na pole idąc dziwnym chodem, który można by porównać z chodem robota i czapli brodzącej po wodzie, zobaczyłem gwiazdy, drzewa i las. Wydawały mi się bardzo piękne, jednak nie było to nic nadzwyczajnego. Ciekawe było to, że nie czułem lęku, który zwykle mi towarzyszy kiedy jestem w nocy w lesie.

Po dość długim czasie postanowiliśmy iść spać, jednak ja chciałem jeszcze coś napisać, więc siadłem do laptopa i napisałem, to co widnieje w cudzysłowie. Byłem wtedy na tyle świadomy, żeby nic nie „wymyślać” chciałem dokładnie oddać co czuję i co widziałem wtedy, bez koloryzowania. Po napisaniu tekstu poszedłem spać, ale nie mogłem zapaść w sen. Wizje pojawiały się cały czas i pulsowały bardzo dynamicznie nie dając zasnąć. Czasem udawało się uspokoić oddech i wtedy ich rytm zwalniał, ale zawsze były obecne zaraz po zamknięciu oczu. Przez prawie całą noc nie zmrużyłem oka, dopiero około 6 rano wstałem poirytowany aby przejść się po polu. Charakterystyczny chód dalej pozostał, a ja czułem jakby moją głowę trzymały jakieś żelazne obejmy, była jakby ciężka, lekko boląca. To było coś w rodzaju kaca, ale umysłu, więc czułem że nic co pomogłoby na konwencjonalnego kaca, tutaj nie ma szans dać mi wytchnienia. Kiedy spróbowałem zjeść bułkę pizzową, smakowała jak wata. Mówiono mi o tym wcześniej, ale wtedy byłem tym zaskoczony, zły i pełen obaw, że będę taki już na zawsze, i będą o tym pisać w gazetach. Tak naprawdę usnąłem na pół godziny, przy czym po obudzeniu się wszystkie objawy ustąpiły. Obudziliśmy się razem i pochłonęła nas rozmowa o tym kto gdzie zawędrował poprzedniej niesamowitej nocy.

Oto co zapisałem, w półmroku:

 

Dzień dobry. Hyhy chciałbym ci powiedzieć drogi kolego, który to czytasz jestem pod wpływem sensu. Ostateczny sens jest tutaj. W jeziorze srebra znalazłem sens istnienia, ale on okazał się być kaczką. Zdałem sobie sprawę że mój przyjaciel też z jest przy sensie i że mój sens to tylko kaczka. Tutaj w tej chacie jest cały kosmos zamknięty. Cały makrokosmos jest zamknięty w tej chacie. Jawa miesza się ze snem . budziłem się tysiące razy, czułem się zdezintegrowany, bez ciała. Zupełnie jakbym nie istniał. Przez chwilę nie wiedziałem kim jestem. To cudowne zapomnienie siebie, jakby się było biernym obserwatorem szalonego snu, bez bagażu doświadczeń, bez wspomnień, bez osobowości. Tu i teraz odczułem sens wszechświata, tu i teraz wokół tego punktu kręci się ziemia. W tej chatce spotykają się wszystkie wymiary, i wszystkie czasoprzestrzenie jakie kiedykolwiek miały miejsce. Ta noc jest jak cała wieczność te kilka godzin było jakby całym eonem, resetem świadomości. Dotarłem do rdzenia swojej świadomości wchodząc w tysiące snów, ale to co widziałem, i w ogóle wszystko nie nadaje się zupełnie do przekazania. Piszę bo każde słowo w tym stanie ma dla mnie wartość kiedy przeczytam to w pełni władz umysłowych.

 

Niebieskie gluty druty zszywają moją gastronomię rzeczywiście powinienem już iść spać.

Dobranoc.”

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Genialne :"D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media