Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kobieta w czerwieni wyprowadzająca tygrysa zimową porą

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
1,2 mg 25D - NBOMe
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie pozytywne, na raczej lajtowy trip w mieszkaniu.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
mj, dxm, 25D - NBOMe

kobieta w czerwieni wyprowadzająca tygrysa zimową porą

Gdy okazało się, że tego dnia będę miał wolnych kilka godzin, dużo nie myśląć postanowiłem umilić sobie ten czas 25D-NBOMem. To był 3 raz z tą substancją, jednak całkowicie inny od poprzednich.

(Chronologia może być dość mocno pomieszana)

Po pierwsze – wejście. Subtelne działanie odczułem już po 15 – 20 minutach od przyjęcia kartonika. Czekając na ciekawsze efekty dopuściłem się czynu samogwałtu. Wspominam o tym tylko (aż chciałoby się tu wstawić wyrażenie 'z dziennikarskiego obowiązku ;d ) dlatego, że, jak sądzę, mogło to mieć jakiś wpływ na tripa. Po pozbyciu się zbędnych plemników momentalnie zacząłem zauważać fraktale na kafelkach w łazience. Było już zdecydowanie mocniej.

Włączone wcześniej Dark Side of the Moon skończyło się. Nie brzmiało jakoś nadzwyczajnie. Następnie włączyłem piosenkę, którą poznałem podczas ostatniego tripu na 25D (Gov't Mule – Steppin Lightly) wydawało mi się wtedy bardzo 'kwaśne' i pasujące do psychodelicznego klimatu. W czasie opisywanego tripa uczucia te zostały jednak kilkukrotnie spotęgowane. Słuchanie jej sprawiało ogromną przyjemność i euforię. Funkowe riffy sprawiały, że oblizywałem wargi i połykałem ślinę, żeby poczuć smak substancji na dziąśle. Refren przywodził mi na myśl szczęśliwe szczeniaczki, natomiast solówkę odczułem jako wijące się stworzenie przenikające do każdej szczeliny mojego ciała (żeby nie powiedzieć dziury – chyba jakiś niewyżyty byłem tamtego dnia :d ). Zadowolony z odczuć i myśli jakie spowodowała ta piosenka, puściłem Light My Fire Doorsów.

Z euforią i poczuciem silnego szczęścia wyjrzałem przez okno. Czułem się jak władca doglądający swego królestwa. Towarzyszyło temu wrażenie silnego przywiązania do oglądanego krajobrazu. Spoglądając na drzewa doznałem uczucia, że mogę w nie "wejść" i "zagłębić się" aż do nieskończenie małego fragmentu. Ciężko to opisać. Cały widok wydawał się być obrazkiem, który można było nieskończenie przybliżać i oddalać bez straty jakości. Po przeniesieniu wzroku na warstwy pagórków pokrytych niebieskawym czymś, dopiero po chwili dotarło do mnie, że to śnieg. ( kolory były już nieźle wyostrzone i przejaskrawione). Następnie zauważyłem kobietę w czerwonym płaszczu wyprowadzającą psa. I nie było w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że pies miał wybitnie kocie ruchy a skory do żartów pan 25D dorobił mu pionowe, czarne pasy. Widoku "Kobiety w Czerwieni Wyprowadzającej Tygrysa Zimową Porą" nie zapomnę chyba do końca życia. :) Spoglądając na chmury zauważyłem niezwykłość ich barw. Chwilę potem, na ich krawędziach pojawiły się jakby piksele. Po kolejnej chwili wszystkie chmury były już w całości zbudowane z pikseli i przybierały różne formy jak smoki czy oczy wewnątrz trójkątnych form.

"Wróciłem" z powrotem do pokoju. Chciałem na chwilę uciec od oev'ów, ale nie dało się. Nawet patrząc na prawie idealnie gładką, zieloną ścianę widziałem każdą jej nierówność, każde pociągnięcie pędzla, dzięki którym została pomalowana a także plamy innych kolorów, jakby znajdowały się warstwę pod przykrywającą je zielenią.

Mając w pamięci zdanie, że bardzo fajnie jest być pod wpływem halucynogenów na klatce schodowej, na której gaśnie światło, wszedłem do łazienki (było za jasno na klatkę schodową :P ) nie zapalając światła. Początkowo nic się nie działo, nie widziałem prawie nic. Wystarczyło jednak delikatnie obrócić głowę w kierunku wiszącego czerwonego prania. Stopniowo wszystko zaczęło przybierać czerwoną barwę. Już po chwili w pomieszczeniu unosiła się rzadka, czerwonawa mgiełka rozświetlająca wszystko. Cała łazienka ożyła. Po podłodze cały czas coś pełzało, latało, kosmetyki poruszały się, zmieniały miejsce, szczoteczki do zębów wiązały się w supeł i wypełzały z kubka. Napisy na paście do zębów zamieniły się w pistolet i strużki krwi. Moje odbicie w lustrze było idealnie czarne, raz powiększało się, raz pomniejszało. Włosy rosły na moich oczach, wykręcały się, żeby zaraz znowu się skurczyć. Zamiast oczu widziałem delikatnie jaśniejsze świderki. Dość mroczne przeżycie. W pewnej chwili myślałem nawet, że się przewrócę. Ot tak. Bez konkretnego powodu. Siła doświadczenia. :) Wpadłem jednak na genialny pomysł chwycenia się czegoś. Wyjąłem telefon z kieszeni i ściskałem go z całych sił nadal gapiąc się w lustro. Fałszywe uczucie bezpieczeństwa cudownie uratowało mnie przed upadkiem. A najlepsze było to, że wystarczyło lekko uchylić drzwi od łazienki, wpuścić trochę światła i wszystko wracało do normy, cały mroczny klimat znikał jak ręką odjął.

Jeśli chodzi o tok myślowy – nie za bardzo jest co opisywać. Cały czas o czymś rozmyślałem, jednak nie mogłem dojść do żadnych konkretnych wniosków i lekko mnie to denerwowało. Po chwili znów wracałem do roztrząsania tego samego problemu i tak w kółko. Irytujące zapętlenie.

 Podsumowując, jestem bardzo zaskoczony wizualnym działaniem 25D. Zwłaszcza w tak niewielkiej dawce. Żałuję, że nie zaplanowałem tripa lepiej i musiałem go przesiedzieć w domu. Prawdopodobnie miało to wpływ na mentalne zapętlenie, bo po samym domu też chodziłem z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Następnym razem koniecznie plener.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media