Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

klonazolam nasennie - czyli na co komu melatonina...

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
0,5 mg w rozpuszczone w glikolu dla łatwiejszego odmierzania
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Noc, łóżko
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
dxm, kodeina, tramadol, etizolam, alkohol

klonazolam nasennie - czyli na co komu melatonina...

Klonazolam miał pierwotnie być dla mnie tanią benzodiazepiną do usypiania po innych dragach i na początku w istocie tak było. Dzięki wysokiej aktywności szybko kończył działanie substancji przynosząc upragniony i na pewno bardziej regenerujący sen od innych usypiaczy, np. GBLa który robił z człowieka po przebudzeniu szmatę. Usypia bardzo mocno i w miarę szybko - to trzeba przyznać. Nie raz wyciągał mnie ze schiz po mocnych tripach na dxm, czasem 1p-lsd czy przegięciu z alkoholem.

Z czasem jednak najsilniejszy (a przynajmniej jeden z silniejszych) bodźców popychających człowieka do wspaniałych pomysłów - wygoda i lenistwo sprawiły, że coraz częściej zacząłem polewać sobie rozpuszczony w glikolu dla ułatwienia dozowania klonik, by nie "męczyć się" z zasypianiem w sytuacjach, gdy natrętne myśli o dniu przyszłym spędzały mi sen z powiek. Pojedyncze przypadki używania klonazolamu na trzeźwo doprowadziły do tego, że czasem trudno było mi zasnąć bez pomocy tego specyfiku. Gdy tylko kładłem się do łóżka, moje ciało zaczynało się domagać zasypiacza poprzez przyspieszone i mocniej odczuwalne bicie serca, wzmocniony zmysł dotyku (czułem jak kości wgniatają się w materac, a owłosione nogi zaczęły drażnić skórę). Co ciekawe, mimo że czas wejścia drogą doustną wynosi nie mniej niż pół godziny, to wystarczyło, że poczułem glikol w ustach, a powyższe negatywne efekty mijały, jak ręką odjął, a ja mogłem oddać się w objęcia Morfeusza. Organizm na głodzie to paskudna suka.

W sumie nie przeszkadzałoby mi to, bo klonazolam był dosyć tani, a mnie do spania wystarczała dawka zaledwie 0,5 mg i po kwartale używania (z czego ostatni miesiąc co noc) taka ilość działała na mnie tak samo dobrze. Niestety po pewnym czasie pojawiły się negatywne efekty, takie jak lęki także przez dzień, budzenie się rano z silnym pragnieniem czy uczucie spuchniętych trzewi - tak jakbym miał balon zamiast mięśni brzucha. To ostatnie powodowało straszny dyskomfort podczas siedzenia, a jedzenie czegokolwiek pogarszało sprawę.

Pierwsze próby zaśnięcia bez klonazolamu spełzały na niczym, głównie dlatego, że nie mogłem sobie pozwolić na zarwaną noc z powodu mojej pracy. Dopiero gdy miałem kilka dni wolnych "przebolałem" jedną noc w dyskomforcie i cały następny dzień, podczas którego czułem się jak trup. Dopiero drugiej nocy udało się zasnąć. Co ciekawe naturalne substancje i sposoby na łatwiejsze zaśnięcie nie pomogły pierwszej nocy. Czytając informacje w Internecie okazało się, że przed gorszymi efektami ubocznymi uratowało mnie branie ciągle tej samej dawki i to tylko na sen. Odstawianie benzodiazepin "cold turkey" jest bardzo niebezpieczne.

Na koniec dodam, że zostawiłem sobie parę miligramów, by mieć ratunek w razie "wu", ale daleki jestem do wracania w objęcia tego mini uzależnienia (patrząc z perspektywy innych benzożerców). Dla szczerości przyznam się, że kilka razy próbowałem brać to diabelstwo przez dzień, ale na moje szczęście okazało się zbyt mocno amnezyjne.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media