Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dxm'owa podróż

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
400 mg bromowodorku dekstrometorfanu
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wieczór, własny pokój, pozytywny nastrój, cisza i spokój, chęć spróbowania czegoś nowego
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Alkohol, marihuana, grzyby halucynogenne

dxm'owa podróż

Jest grudzień, drugi dzień świąt. Od kilku dni planuję swoją pierwszą przygodę z DXM. Chcę to zrobić w jakiś dzień wolny, kiedy będzie jasno, by maksymalnie doświadczyć tego przeżycia w jakimś cichym otoczeniu przyrody, jednak postanawiam zrobić to pod wpływem impulsu w tym momencie. Jest 16:15, wrzucam magiczną liczbę 6,66 mg substancji na 1 kg masy ciała, zapijając zieloną herbatą. To Dexacaps, więc obawiam się, że dodatek melisy może mnie zamulić. Chodzę po domu oddając się codziennym czynnościom i czekam na efekty. Godzinę później wracam do swojego pokoju i nadal nic nie czuję, prawdę mówiąc spodziewałem się, że wejdzie szybciej.

Postanawiam włączyć muzykę na słuchawkach i położyć się.

Po chwili mam wrażenie, że coś zaczyna się dziać. Nie jestem tego do końca pewien, może tylko mi się wydaje. Wstaję z łóźka by sprawdzić jak wygląda chodzenie. Jest jakby trochę inaczej, ale nadal nie jestem pewien czy zaczyna się czy to tylko moje własne urojenia. Kładę się znowu.

Zamykają mi się oczy jakbym miał zasnąć, ale nagle budzi mnie coś. Czuję że wchodzi. W następnych chwilach powtórzy się to jeszcze dwa, trzy razy. Kątem oka zauważam jakiś długi i czarny kształt, przestraszyłem się. Teraz już wiem, że to się dzieje. Leżę dalej, wchodzi bardzo delikatnie, tak delikatnie że nawet tego nie odczuwam. Dopiero później zdam sobie sprawę, że przeżywam teraz najsilniejsze uniesienia. Muzyka robi się bardzo przestrzenna, łapię każdy dźwięk włączonej post rockowej składanki. Mam wrażenie, że jestem wielki i wypełniam wraz z łóżkiem całe miejsce w pokoju. Dochodzą mnie myśli dotyczące bryły pokoju. Czuję się jak pająk zamknięty w pudełku po zapałkach. Nie czuję, że mam w uszach słuchawki, muzyka jest jakby naturalnym elementem życia i otaczającego nas świata. Wszystko pulsuje i porusza się w jednym kierunku. Wszystko jest jednością. Zaczyna się niesamowity stan euforii. Czas już dla mnie nie istnieje. Kiedy spoglądam na zegarek zawsze jest jedynie kilka minut do przodu, kiedy mam wrażenie, że leżę na tym łóżku od tysięcy lat i jestem już jedynie rozwiewanym przez wiatr truchłem. Mam wiele myśli jednocześnie. Tak wiele, że wszystkie przeplatają się ze sobą. Czuję, że mógłbym zawojować cały świat, czuję jak rośnie moja kreatywność. Pomiędzy tymi wszystkimi myślami, które traktuję jak dane płynące na wielu różnych płaszczyznach i wymiarach myślę też o rzeczach normalnych. Wiem, że jutro muszę iść do pracy, ale nie jestem pewien czy jutro będzie jutro, czy może już było wczoraj, a może jutro wcale nie istnieje. Niczym się nie przejmuję, wszystko jest tak cudowne, a życie tak piękne.

Ten cudowny stan przerywa dźwięk rozładowującego się telefonu.

Postanawiam wstać i zobaczyć jak się chodzi. Mam wrażenie jakbym był robotem lub człowiekiem włożonym w jakiś stelaż i mogącym wykonywać tylko określone ruchy. Mimo wszystko jest to przyjemne. Śmiało wychodzę z pokoju i kieruję się do łazienki. Mam oczy jak pięciozłotówki. Zamykam się w łazience, śmieszy mnie to. Postanawiam jednak wrócić do pokoju by nie robić niepotrzebnego przypału, wiem, że mimo wszystko jestem na mocnej fazie.

Siadam na podłodze, podłączam telefon do kontaktu i włączam znowu muzykę. Teraz zdaję sobie sprawę, że kiedy leżałem na łóżku odczuwałem najsilniejsze działanie DXM, bo de facto nie mogłem się z niego podnieść.  Muzyka gra pięknie, czuję że to o wiele lepsze od mj, po której dawno bym już zamulał lub spał. Spędzam tak bliżej nieokreślony czas, w międzyczasie do pokoju trzy razy ktoś wchodzi, ale nikt nie kapuje się co się dzieje. Staram się nie odzywać, bo słyszę że brzmię jakoś dziwnie. Po pewnym czasie zdaję sobie sprawę, że zamiast siedzieć na podłodze z telefonem podłączonym do kontaktu mogę usiąść na krześle przy komputerze. Robię to. Czasem widzę dwa komputery, czasem połowa komputera jest dalej niż druga połowa. Muszę się skupić by przeczytać tekst. Mam wrażenie, że to nie mój komputer. Mam jakieś dziwne i głębokie przemyślenia, skaczę z tematu na temat a już po chwili nie pamiętam o czym tak żywo rozkminiałem. Przykład: nagle zdaję sobie sprawę, że czytam tekst o Diego Maradonie na wikipedii, ale nie wiem skąd ten pomysł i czego szukam. Wiem jednak, że doszedłem do tego po jakiejś długiej sekwencji myślowej. Nieważne.

Po 22:00 czuję, że zaczyna schodzić. Postanawiam iść pod prysznic i spać, bo jutro do pracy. Nadal chodzi się tak samo. Woda płynąca po ciele sprawia bardzo dziwne wrażenie, nie umiem tego do niczego przyrównać. Oczy ciągle świecą się jak szalone, a źrenice rozwarte jak paszcza rekina. Mam wrażenie, że ten prysznic trwa już kilka godzin, ale wiem że to tylko tak mi się wydaje.

Po wszystkim powoli kieruję się do łóżka i staram się spać, co nie przychodzi łatwo. W nocy budzę się często, mimo że za oknem jest zupełnie ciemno i telefon wskazuje bardzo wczesną godzinę, za każdym razem mam wrażenie, że jest już godzina o której powinenem wstać i że się spóźnię.

Kiedy budzik dzwoni czuję się oszołomiony. Myślałem, że zejdzie mi do rana. Jest 9:00, muszę być w pracy na 14:00, a nadal mam rozstrojony wzrok, wielkie oczy i lekkie kłopoty z chodzeniem. Wszystko dookoła mnie dzieje się jakby szybciej. Patrząc na siebie w lustrze dochodzę do wniosku, że nie mogę się tak pokazać w pracy. Postanawiam zadzwonić z informacją, że źle się czuję. Resztę dnia spędzam w łóżku dochodząc do siebie.

Teraz, kiedy to piszę - 24 godziny od szczytowego momentu - ciągle czuję się trochę rozkojarzony. Wzrok nadal nie jest taki jak być powinien, kiedy chodzę czuję się lekki jak piórko. Źrenice zaczynają się zmniejszać.

Podsumowując, sam stan osiągnięty przez DXM był niesamowity. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przedtem byłem przekonany, że mocno robi sieczkę w głowie skoro to taki "gimnazjalny narkotyk". Głównie doceniam ten stan wielkiej euforii, potulności, rozmyślań i postrzegania tej wielowymiarowości w świecie. Kolejny plus to delikatność wchodzenia fazy, której praktycznie się nie czuje. Brak też efektów ubocznych takich jak nudności. Jedynym mankamentem jest "deksowy kac", chciałbym żeby wszystko już wróciło do normy, ale czuję że może to jeszcze trochę potrwać zanim się ustabilizuje. Pewnie organizm potrzebuje trochę czasu by dojść do siebie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Prosto i zarazem trafnie opisany charakter deksa. Życzę więcej dobrych faz jak i umiaru we wszystkim ;)

Dzięki, dzięki. Umiar wiadomo, najważniejszy!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media