Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dxm najgorsza faza

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
DXM-200mg
Rodzaj przeżycia:
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
kodeina, dxm, tramal, thc

raporty kreezy

dxm najgorsza faza

Było to w święto 3 króli bierzącego roku, godzina 21. Mając tylko jednego jointa na sen postanowiłem, że pójdę do apteki i kupie thiocodin (uwielbiałem urządzać sobie seanse koda+marja+choppedandscrew) Jak się okazało z racji tego, że było święto apteki były zamknięte. W internecie znalazłem apteke dyżurującą. Była ona oddalona spory kawałek od mojego domu, ale chęć zażycia kody była tak wielka, że to nie był żaden problem. W świetnym nastroju wyruszyłem po tabletki, gdy dotarłem okazało się, że mam sprory problem gdyż aptekarz powiedział, że może mi sprzedać tylko jedną paczkę (poprosiłem o 5) nigdy wcześniej nie spotkałem sie z podobną sytuacją,  może dlatego że zawsze chodziłem do jednej apteki i pani farmaceutki już mnie znały i sprzedawały mi tyle paczek ile chciałem i to z uśmiechem na twarzy. Wracając do tematu, aptekarz zaczął wypytywać po co mi tyle paczek itp. Wkręciłem mu że to dla babci, powiedział że babcia prawdopodobnie się uzależniła i dał mi Dexa Caps "łagodne ziołowe tabletki na kaszel". Żeby nie wyjść na idiotę wziąłęm paczkę i rozczarowany wyszedłem z apteki. W drodze powrotnej przyjżałem się bliżej lekowi i zobaczyłem że ma 20mg dxm, w paczce było 10 kapsułek, więc pomyślałem " lepsze 200 w garści niż nic" O dziwo na ulotce pod punktem Możliwe działania niepąrządane było tylko bóle brzucha, nudności. Jak się okazało 200mg może zdziałać o wiele więcej....

 

  Była godzina 22, dochodziłem już do domu więc postanowiłem zarzucić 10 kapsułek. Zjadłem je na raz, zapiłem sokiem pomaranczowym. Po przyjściu do domu zjadłem kolację i poszedłem się myć. Po upływie godziny poczułem tylko lekkie zamulenie. Po dwóch godzinach działanie nie było mocniejsze, nie czułem prawie nic. Pomyślałem, że skoro toleracje na kodeine mam już wyrobioną (zażywałem po 600mg+1g joint) to pewnie dxm mnie nie sieknie wcale. Zażywałem wcześniej DXM poprzez picie syropu robitussin w gimnazjum plus raz zjadłem 30 acodinów, ale prawie od razu je zwymitowałem, więc działanie fazy nie było zbyt mocne. Pomyślałem, że dzisiejszy wieczór to niewypał i pora spać. Około godziny 0:30 skręciłem nasennego jointa z prawie grama i wyszedłem przed blok go zapalić. Paliłem go długo około 30 minut. Czułem działanie THC ale nie było to nic nadzwyczajnego (palę kilka g dziennie od prawie 2 lat) Wyluzowany położyłem się do łóżka, pokręciłem się z boku na bok jakoś 10 minut popisałem coś na telefonie, włączyłem TV. Nie było nic ciekawego postanowiłem, że zasnę. Przed zaśniecięm nagle serce zaczeło mi kołatać jak szalone. Pomyślałem co się dzieję bo nigdy po marji nie miałem czegoś takiego, ale jakoś się uspokoiłem no i w końcu zasnąłęm.

 

Wszystko się zaczeło około godziny 3 nad ranem. Zerwałem się bardzo gwałtownie ze snu i w amoku pobiegłem do łazienki. Droga była koszmarna, nie mogłem ustać na nogach, wszystko się chwiało, cały dom kołysał się tak, że nie byłem w stanie uregulować obrazu. podszedłem do lustra w łazience i zobaczyłem, że jest ze mną coś nie tak. Miałem bardzo powiększone żrenice, wydawało mi się że mam jakieś soczewki w oczach. Nie byłem w stanie nic ogarnąć, usiadłem na wannie i na siłe próbowałem się wybudzić z tej przedziwnej fazy, czułem się jakbym był zamknięty w takim wiaderku na piasek. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Moje wszytskie myśli miały maxymalnie zwolnione tempo. Czułem, że jestem rozpalony do granic możliwości. Namoczyłem ręcznik lodowatą wodą i udałem się do pokoju. Położyłem się z ręcznikiem na czole lecz to nic nie dawało. Czułem, że płonę.  Moje całe ciało preszywał potworny ból, okropne palenie tak jakby w żyłach płynął żar. Cały czas miałem w głowie nazwę DEXA CAPS i ten wielki napis cały czas wirował w kółko przeplatany wizjami, z gry mario kart. Cały czas miałem wrażenie, że jadę po nieskończonej kosmicznej trasie. Byłem strasznie wykończony. Serce biło mi jak szalone, miałem skurcze wszystkich mięśni, potworne drgawki. Czułem, że umieram i że nie ma już dla mnie ratunku. Postanowiłem nie panikować tylko pogodzić się ze śmiercią i przyjąć to spokojnie lecz cały czas trzęsły mi się nogi  a serce prawie nie wyskoczyło mi z klatki. Po jakiejś godzinie takiej męki faza zaczeła ustępować. Włączyłem telewizor i jakoś dotrwałem rana.  Zasnąłęm około godziny 6 i spałem jakoś do 12. Po obudzeniu czułem się na maxa przymulony ale tak przyjemnie. Postanowiłem zapalić jointa i znowu to samo. Cały stan z nocy powrócił. Byłem przerażony położyłem się na łóżku i starałem się wyluzować ale miałem tak olbrzymie kołatanie serca i drgawki połączone z zaburzeniami widzenia że nia dałem rady. Po godzinie męczarni zasnąłęm. Obudziłem się około 18 i już wsyztsko było normalnie. Paląc wieczornego jointa poczułem już tylko miłą zajebke nieprzypominająca tej poprzedniej fazy.

 

Teraz pytanie.

Dlaczego 200mg dxm porobiło mnie zdecydowanie bardziej niż 600mg kody. Czy marihuana ma aż tak spory wpływ na działanie dxm, że z fazy zerowej wprowadza  w bad tripa. Może istotne jest to, że waże zaledwie 50kg przy 172cm. Czekam na opinie ekspertów.

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Moja rada - przejdź na Vibovit.

Człowieku jak ty dexa podbijasz psychodelikami to gratulacje (na tym poziomie doświadczenia) te combo to dla wyjadaczy, a nigdy nie patrz na dawki, bo to zależy od wielu czynników (nawet warunki atmosferyczne, ciśnienie, już nie mówie o profesjonalnym s&s itp) a z opisu wynika że poprostu chciałeś się "naćpać", a nie doświaczyć sesji psychodelicznej. Dobrze że Cię to dopadło teraz, (ale dobrze też że nic się nie stało)

teraz przynajmniej się ockniesz i wylądujesz na ziemi... (i zacznij konkretnie czytać).

btw. sama trawa jest w teorii lekkim psychodelikiem, ale w praktyce już nie, jest również potężna jak się ją zlekceważy, a zle poczuć można i się na trzeźwo, tak więc uważaj. 

pozdr 

Co to w ogóle za porównanie: DXM porobiło bardziej niż koda, równie dobrze mógłbyś zapytać czemu 3 piwa porobiły mnie bardziej niż 600mg kody ;) DXM a koda to jak niebo a ziemia, całkiem inne działanie, wbrew pozorom niewiele mają ze sobą wspólnego ;p. Co ja bym dał żeby po 200mg DXM mieć taką fazę :D. Marichuana bardzo potrafi wzmocnić tripa, a DXM do tego obniża tolerancję na inne substancje, a MJ w moim odczuciu ma podobne właściwości, więc wiesz %-D. Pamiętam jak kiedyś kumplowi zbywały łodyżki grzybów halucynogennych, no to pomyślałem że je zjem, przez 2 godziny nic, nagle zapaliłem jointa i 4 godziny dziwnego tripa, wliczając w to paranoje, więc można powiedzieć że to głównie przez MJ, jeszcze jak zapaliłeś dużo, a DXM obniżyło tolerancję to skończyło się jak skończyło, ale podejrzewam że gdyby nie był to praktycznie twój pierwszy raz z DXM i nie zaskoczyłoby cię to jak zadziałało, nie uznałbyś tego za nic nadzwyczajnego ;p

Potwierdzam, MJ daje kopa po DXM.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media