Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dwunastu apostołów (gringo)

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
12 kartoników nasączonych LSD-25 (Hofmann Millienium prosto z UK)
Set&Setting:
Miejsce: własny bezpieczny dom.
Nastawienie: trochę obaw przed tak dużą dawką, ale starałem się nie panikować.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
Absynt, Alkohol, Amanita Muscaria, Amfetamina, Benzydamina, Bromo-DragonFLY, Calea zacatechichi, Dextrometorfan, DOC, Ecstasy, Efedryna, Estazolam, Haszysz, Kodeina, Kofeina, Kokaina, Lagochillus inebrians, Lorafen, LSD-25, Marihuana, Nikotyna, Poppers, Psilocybe semilanceata, Ronson, Salvia Divinorum, Stilnox.

dwunastu apostołów (gringo)

03.04.2008

Zacznę od tego, że jak na razie była to moja największa głupota, którą mogłem zrobić i która skończyła się dla mnie nad wyraz szczęśliwie (choć w sumie mnie trochę zryło), a wcale tak nie musiało być. Miałem sporego farta, że przez bite 7 godzin ostrej fazy nic sobie nie zrobiłem będąc sam w domu. 7 godzin dlatego, że dopiero po tym czasie przypomniałem sobie, że istnieje coś takiego jak zegarek i czas, więc ogólnie po tym czasie powróciłem. Skąd, gdzie byłem? Tego sam nie jestem pewien. Na pewno nie tu. Po takiej dawce spodziewałem się, że meble mogą zmieniać się w coś innego, ale nie sądziłem, że nie zobaczę nawet tego. OEVy i CEVy były jednym. A raczej nie miałem zamkniętych oczu. Raczej gdyż nie jestem w stanie tego sobie przypomnieć, pewnie i tak nie byłoby różnicy, przynajmniej ja takiej nie zauważyłem. To co wtedy się ze mną stało wykracza poza wszelkie granice poznania oraz opisania słowami i nawet nie będę próbował tego robić. Nie ma takich słów, ba! natłok nowych doznań w jednym czasie był tak duży, że nie potrafię złożyć wydarzeń w jedną całość. Ale cieszę się jak dziecko, że nie pamiętam wszystkiego, bo z całą pewnością na trzeźwo by mnie to przerosło. Wyniosłem z tego doświadczenia jednak naprawdę sporo, wystarczająco dużo. Choć nie tyle, aby oszaleć. Ludzki umysł jest ograniczony swoimi ziemskimi i materialnymi prawami, więc nie jest mu dane pojąć zbyt wiele.

To zmieniło mnie na tyle, że dalsze życie będzie zupełnie inne. Jestem szczęśliwy że powróciłem cały i zdrów, że jestem tu znów, dowiedziałem się to co chciałem, jednak niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. Wydarzenie mogę porównać do śmierci i ponownych narodzin. Czuję się niesamowicie, wszelkie brudy zostały wyprane, psychika rozwalona i poskładana od nowa, aż dziw, że jeszcze działa i nie wylądowałem w psychiatryku. Niedoświadczonym stanowczo odradzam, gdyż to co się widzi wykracza poza granice zdrowego umysłu i można najzwyczajniej ocipieć z nadmiaru bodźców. Powiem jedynie, że doświadczyłem oderwania od ciała, widziałem siebie, moich przodków(?) (były to krótkie spotkania zawarte między wizjami przyszłości), wyższych bytów, podróży gdzieś poza granice tego co jest wyobrażalne, również ogromnej miłości i pokoju, czasem wszystko było tak chaotycznie że ledwo co ogarniałem, uczucie wszechwiedzy, rozmowy z rzeczami, wszystko tak intymne, dźwięki wpływające na wizje, zatrzymanie się czasu, wszystko posiadało jakiś mistyczny charakter, po prostu nie do opisania, coś pięknego, niczym świątynia pokryta złotem i najpiękniejszymi klejnotami świata. Bardzo mnie to utwierdziło w swoich wierzeniach i pomogło być teraz lepszym człowiekiem. Sam jak na razie muszę sobie wszystko poukładać. Trochę za wcześnie na opisywanie podróży, ale postarałem się coś naskrobać. Jednakże większość zachowam wyłącznie dla siebie z przyczyn osobistych. Zresztą wątpię, by ktokolwiek zrozumiał, a nawet uwierzył w to co przeżyłem.

Trip jest udany, ale tylko dlatego, że wcześniej zadbałem w najmniejszych szczegółach, by było tak jak ja chcę. Wiązało się to z wyłączeniem domofonu, telefonu (zostawiłem w pokoju tylko starą komórkę bez kasy na koncie co by nie dzwonić po ludziach, a jedynie na nr alarmowe - w razie czego), pozamykałem drzwi, pochowałem zapałki (itp.), zakręciłem gaz w kuchence i zrobiłem jeszcze kilka rzeczy łącznie z ustawieniem odpowiedniej muzyki na kompie. W oczekiwaniu na całkowite załadowanie się fazy napisałem krótki wstęp na HR i położyłem się na łóżku. Większość tripa spędziłem właśnie na nim, gdyż i tak nie byłem w stanie chodzić - połączenie z realnym światem zostało całkowicie przerwane. O podróży do kibla nawet nie myślałem. Udałem się tam dopiero dzisiaj z rana.

Postaram się teraz krótko opisać wejście fazy. Przypominało to wyłaniający się powoli zza zakrętu pociąg towarowy, po kilku minutach zatrzymujący się milimetry przed moim nosem. Wyglądało to jak spoglądanie do środka odpalonej już armaty. W jednym momencie pokój zaczął się topić, coś jakby fraktalowa mieszanka wybuchowa lub bardzo piękna mgła. Wtedy poczułem jeszcze silny głos odchodzącego ego i wylądowałem w czymś jak kolorowa zupa której kształty szybko się zmieniały tworząc co rusz to nowe sceny. Coś jak czysta, płynna fraktalowo podobna energia mającą przybrane kształty. Późniejsze wydarzenia są już nie do opisania, więc nawet nie będę próbował; poza tym i tak jeszcze jestem rozkojarzony. Teraz mój umysł musi trochę odpocząć, poskładać myśli do kupy. Choć powiem szczerze, że już za tym tęsknię, bo było to naprawdę piękne doświadczenie, pokusiłbym się nawet na określenie: najpiękniejsze w moim dotychczasowym życiu. Jednak jestem pewien, że długo tego nie powtórzę, o ile w ogóle.

Zejście było natomiast powolne, czasem męczące. Przedmioty z czasem zaczynały przybierać swoje normalne cechy, ale dopiero o 23 (z trudem rozpoznałem cyferki, więc może to była inna godzina) byłem w stanie robić cokolwiek na komputerze, chciałem zmienić muzykę, a kliknąłem na przeglądarkę i ukazał mi się Hyperreal, próbowałem nawet coś zrobić (nie mówię o pisaniu, bo klawiatura maskarycznie jeszcze pływała), ale coś napierdoliłem, więc zrezygnowany znów się położyłem i przy zamkniętych oczach podziwiałem z bananem na ryju piękne fraktale. Ekstaza była tak ogromna, że całe ciało przechodziły silne, wręcz ekstremalnie przyjemne dreszcze. Nie zaznałem tego długo, gdyż po jakimś czasie (ostatni raz spojrzałem na zegarek o 1:20) siłą natury oraz wracających normalnych ziemskich przeciążeń, zasnąłem niespodziewanie i obudziłem się dopiero na drugi dzień. Wyprucie psychiczne przewyższyło działającą jeszcze substancję. Nawet to dobrze, bo trip zaczynał być już męczący.

Od samego rana czuję mnóstwo energii, więc długi spacer dobrze mi zrobi.

A więc spotkanie z dwunastoma apostołami uważam za udane! Dzięki temu zacząłem bardziej doceniać to co mam. Warto czasem narodzić się na nowo.

Pozdrawiam.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media