Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dezorientacja - to ty marcin, a to spoko...

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Odświeżacz powietrza z pobliskich marketów. Różne ilości
Set&Setting:
Odpowiednio nastawiony psychicznie, podekscytowanie przed kolejnym zażyciem specyfiku z którym się "przyjaźnię" od kilku miesięcy.
Dom, moje osiedle, miasto, plenery, podwórko. Czasami ćpałem sam, ale częściej zdarzało mi się zażywać z ziomeczkiem.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Relanium (5 dniowy ciąg ok. 20 tabletek), uliczna meta (dużo razy), THC (za dużo), Dezodoranty (roczny ciąg), DXM (ok. x15), Kodeina (x10), Benzydamina (ok. x25), Maczanki ziołowe (kilka razy), Clonazolam (5 dni ciągu o różnych dawkowaniach), Clonazepam (x1) oraz alko i tytoń.

dezorientacja - to ty marcin, a to spoko...

Witam! Chciałbym zaprezentować Wam mój tripraport dotyczący kilku najciekawszych "misji" po zażyciu dezodorantów, ale najpierw krótki wstęp.

Nie widziałem wielu tr o tej substancji, więc postanowiłem się pochwalić własnymi doświadczeniami. Wiem, że ćpanie dezodorantów stawia mnie w złym świetle. Dla wielu z Was, osoby wdychające odświeżacze powietrza kojarzą się z ludźmi z marginesu społecznego, głupiej gimby, zer itd. Nie obchodzi mnie to jak mnie odbierzecie. Mi osobiście jest głupio i czuję się źle z tym faktem, lecz czasu nie cofnę...

Dezodoranty pokazał mi mój ziomek, od razu wyniosłem z domu wszystko co można wciągnąć. Zaczęło się niepozornie, szybka motka 3zł na Fado z pobliskiego marketu. Po ilościach które wdychałem na początku pojawiało się przyjemne ciepełko w różnych częściach ciała, delikatne zmiany kolorów, falowanie, slołmooooo (ruchy ręką wydają się być bardzo spowolnione). Lecz był to dopiero początek, miesiąc później rozkręciliśmy się na dobre. Minimum jedna puszka dziennie. Odczuwałem to samo lecz było to troszkę bardziej spotengowane - slołmoooo mocniejsze i dłuższe, tradycyjne ciepełko, gadanie jakiś głupot, lekkie przewidzenia, zmiany kolorów, falowanie obrazu... Rozkręcamy się na dobre, nawet po kilka dezaków dziennie. Zdaję sobie sprawę, że jestem uzależniony. Wiem, że strasznie mi to dziurawi mózg. Odmrażałem sobie palce ćpając w plenerze przy -10, ćpaliśmy praktycznie w każdym możliwym miejscu. Idąc do dalej oddalonego marketu po kolejne dezo, jedno już wciągaliśmy po drodze szlajając się obrzeżami miasta. 

Około cztery miesiące później, przez ten czas łącznie nie ćpaliśmy ok. 10 dni.

Moje uzależnie jest już na dość wysokim poziomie. Zauważam, że w łazience mam dezo o moim "ulubionym smaku", a dokładnie morskim. Nie wytrzymam, walnę kila shotów i odłożę żeby się matka nie pokapała, że cały odświeżacz skończył się w jeden dzień. Biorę dezo w rękę, ręczniczek, staję przed kiblem.

Pierwszy shot - cieeepło, ładuje się, wrażenie że wszystko co mnie otacza do mnie mówi i to w dodatku dość logicznie... Lustro, spłuczka, wanna czy cokolwiek. 

Drugi shot - spotęgowanie poprzedniego stanu.

Trzeci shot - odcina od świata realnego, halucynacja na zasadzie gry w której chodziło żeby pod wpływem alko sikać do klozetu i im bardziej trafiasz w środek to więcej punktów dostajesz. Nie pomyślałem nawet przez ułamek sekundy, że to już dużo wciągnąłem i czas odłożyć dezo.

Czwarty, piąty, szósty shot - Mocne zawroty głowy, widzę jakąś psychodeliczną kobietą o niewielkich rozmiarach, w dość skąpym stroju, cała we krwi, widać po niej że ma nie jedną zamordowaną osobę na swoim koncie. Zaczyna do mnie mówić, rozumiem ją lecz nie potrafię jej odpowiedzieć. W wannie pojawiają się jakieś dziwne poćwiartowane zwłoki, dużo krwi, ta kobieta biega po całej wannie... Wpadam w panikę. Nagle wbiega ktoś do łazienki. Ja ledwo stojący na nogach zaczynam zrzucać wszystko co stało na wannie, wielki huk na pół domu. Moja mama krzyczy do mnie, czy coś się stało. Ocknąłem się chociaż trochę. Tłumaczę jej, że strąciłem przypadkowo szampon. Uświadamiam sobie, że nikt tak naprawdę do łazienki nie wszedł. Mija 20 sekund, dalej nie ogarniam.. Wchodzi moja mama do łazienki, zdążyłem wyrzucić ręcznik, trzymam dezodorant w ręku. Widzi, że coś ze mna nie tak. Odpowiadam, że schyliłem się żeby psiknąć bez pośrednio do klozetu i zakręciło mi się w głowie. Udało mi się uniknąć przypału, lecz wiem że coś może podejrzewać. 

Miesiąc później - Idę z ziomkiem do sklepu, stoimy przed kartonem z dezakami. Szybka gadka.. Ja biorę mój ulubiony morski, on bierze zapach leśny. Brak chęci zażywania po drodze, czy gdzieś w plenerze. Postanawiamy walnąć w nocy w swoich pokojach. Przychodzi długo wyczekiwana chwila...

Około godziny 22 - Familia już śpi, podekscytowanie, spokój, cisza, ciepłe łóżko, szmatka, dezo i ja...

Pierwsze kilka shotów powoduje to co zazwyczaj - Pojawia się lekkie piszczenie w głowie, które przechodzi po następnym strzale; rozmawiam mentalnie z krzesłem, pucharem stojącym obok, dezakiem, kołdrą, szmatką, lampą itd. 

Połowa puszki za mną, biorę następny strzał, pojawia się peak... Przez okno wlatuje niewielki ludzik, wyglądający jak z bajki i posiadał super moce, unosi się ok. 1.5m nad ziemią. Siedzi na motorku, kolory jakie pamiętam to niebieski, różne odcienie fioletu i trochę czerwieni. Widać po nim, że jest przyjacielsko nastawiony. Spojrzał na mnie przez chwilę. Poleciał w głąb pokoju oświetlając go coś jakby ultrafioletem, wykonywał coś na wzór skanu, tak jakby szukał wrogów, złej mocy. Podleciał znów do mnie, oświetlił mnie tym światłem i zabawnym, przyjaznym, takim typowo bajkowym głosem krasnala powiedział do mnie - A to Ty Marcin, to spoko... I odleciał. Wtedy pomyślałem, że to normalne i takie "wizyty" są na pożądku dziennym lecz jestem w stanie zobaczyć to tylko po dezakach. No cóż...

Next shot - Nie czuję różnicy, stan utrzymuję jeszcze przez kolejne trzy strzały...

Koniec, rzucam koszulkę na pufę, dezo za szafkę i spać. Na następny dzień dopiero uświadamiam sobie w pełni co się dzieje już z moim organizmem. W sumie to mnie to cieszy nawet, zaczynam na poważnie wierzyć w "trzeci, mentalny" świat, którego normalnie nie widzimy. Znajdują się w nim różne stworzenia mające na celu chronienie nas przed złem, zaczynam mocno wierzyć w karmę. Po tym dniu inaczej postrzegam świat i życie. Czynię więcej dobrego, chętnie pomagam, chcę być dobrą, miłą i pomocną osobą. Kilka dni przerwy od dezo, wiem że ćpanie w pokoju, przy idealnym s&s, w samotności powoduje całkowicie inne stany, niż jak ćpam z ziomkiem po różnych miejscówach. 

Około 1.5 miesiąca później, w międzyczasie ćpałem z kolegą jakoś 2/3 razy w tygodniu czasami częściej.

Ładny, słoneczny dzień. Jestem sam w domu, mój ojciec coś robi na podwórku. Mam dezo i postanawiam wciągnąć je teraz.

I znów... łóżko, dezo, koszulka i ja.

Bla, bla, bla... pierwsze 5 strzałów, czuję to co zawsze i to co tak pokochałem. Następny strzał, peak, ogromny huk, wszystko się trzęsie, zrywam się przerażony z łóżka, słyszę krzyk mojego ojca oraz sąsiada. Kurwa, od razu myślę że coś wybuchło. Wojna, gaz, bomba? Stoję przy łóżku, nie wiem czy mi się to zdawało, czy coś faktycznie się stało. Mija minuta, ktoś wchodzi do domu. Był to mój ojciec, który spokojnym głosem powiedział, że już wrócił... Uff, jaka ulga. 

Kilka strzałów, koniec dezo, dochodzę do siebie. Wszystko dobrze tylko muszę wyprać koszulkę, wywalić gdzieś puszkę i pozbyć się tego stężenia zapachu morskiego który unosi się moim pokoju.

Miesiąc później - W tym czasie, ćpałem już rzadziej niż zwykle, preferowałem spokojne wdychanie w pokoju, u mnie przy stawie lub w bazie u mojego kumpla w której się bawiliśmy za dzieciaka, lecz teraz nazwaliśmy to "ćparnią". Ciągle to samo uczucie, znam to doskonale lecz nadal tak samo mi się podoba. Kilka mocniejszych halucynacji typu: widzę na fioletowo, drzewa stają się jak z jakiejś survival-horror gry, na moim stawie lądują ogromne łabędzie, faluje wszystko, obraz kręci się w kółko mieniąc się przy tym w kolorach tęczy i inne tego typu jazdy. Od pewnego czasu uroiłem sobie, że po dezo mam coś rodzaju gastro. 

Tydzień przed andrzejkami, walę dezo w pokoju, ciągle to samo się przewija. W sumie nic wartego opisania. 

Po kilku miesiącach walenia dezo nie może być tak, że ciągle udaje mi się uniknąć jakiegoś poważnego przypału, który potwierdziłby że ćpam to gówno. Matka wcześniej pytała czemu mam tak mokrą koszulkę, dlaczego tak szybko kończą mi się antyperspiranty itd. 

Dwa dni przed andrzejkami, mam kasę, idę po dezo z kolegą, wpadamy na ćparnie, szybko obracamy po jednej puszce i wyrzucamy ją do worka w którym znajduje się do dnia dzisiejszego ok. 50 dezaków. Tradycyjnie to samo, bez halucynacji. Jedynie zaczęły towarzyszyć (przynajmniej mi) mocne, niekontrolowane i ciężkie do zatrzymania napady śmiechu. Głównie pojawiło się to bo wkręcałem sobie, że kumpel coś do mnie gada, ja nie wiem co i zaczynałem się śmiać. 

Wracam po andrzejkach, mocno zmelanżowany, widzę na parapecie 4 kapsle po piwie i zupełnie nie wiem skąd są bo nigdy nie piłem tego piwa. Jedno jest pewne - moja matka trzepała pokój. Ale zlewam to całkowicie bo nic podejrzanego nie mam, kładę się spać, muszę odespać ciężkie melo. Po jakimś czasie na łóżko siada moja mama, widzę że jest zmartwiona, zaczyna płakać. Pokazuje mi paragon na którym pisało - jogurt bakuś (alibi żeby nie było, że do netto idę tylko po dezo) i odświeżacz powietrza Fado. Nie wiem co mam powiedzieć, tłumaczę mamie dlaczego to brałem, że po tym tylko się mocno śmieję i stan takiej euforii utrzymuje się przez 5 minut. Odpowiada mi, że ona dokładnie wie co po tym jest i żebym nie kłamał. Przysięgam jej, że to było tylko kilka razy i że już więcej nie będę tego robił. Szybko się wyjaśnia wszystko. Kilka godzin później trochę mi głupio zejść i porozmawiać z mamą, udajemy że nic się nie stało.

Przestałem z dezakami na jakoś dwa tygodnie, postanowiłem że kupię sobie z kolegą po jednym. Idziemy do niego do sadu, z tego miejsca gdzie ćpaliśmy widać było jego podwórko w dole, dom i światło reagujące na ruch.

Kilka shotów, wszystko na fioletowo widzę, na podwórku zapala się światło i słychać otwieranie drzwi. Ziomek nie ogarnął tego, ja ogarnąłem ale po 0.5 sekundy zlałem to całkowicie i wdychaliśmy dalej. Zbliża się 8 strzał. Zaciągam się bardzo mocno, nasza "technika" ćpania jest na "wyższym poziomie", skill XD Każdego shota trzeba jak najdłużej trzymać w płucach i dobierać trochę powietrza. Osiągnąłem peak, odcięcie maksymalne od świata realnego. Widzę jakiś ruch przed sobą, szybko przepęzło się to obok mojego kumpla i zauważyłem za nim ogromną kobrę z lego, miała jakoś trzy metry. Pojawiła się na sekundę.  Stanąłem przed nim i krzyknąłem na pół osiedla "Kurwa kobra!". Nie widziałem co się dzieje, całkowita DEZOrientacja. No cóż, jedziemy dalej. Nagle z dołu idzie w naszą strone kolegi brat. Zabieram dezo i szmatki, idę szybkim pędem do krzaków i wyrzucam puszki. Niestety to nic nie daje, ponieważ okazało się że obserwuje nas teoretycznie od samego początku, gdy zaczęliśmy ćpać. Wziął puszki, zabrał brata do domu, mega przypał. 

Na następny dzień spotykam się z ziomkiem, wytłumaczył się jakoś. W sumie to nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Usłyszał jak krzyknąłem "Kurwa kobra", więc przez jakiś czas nazywał mnie kobra, a swego brata nazywał Fado albo plak...hahahah. 

W sumie to chyba tyle z tego chaotycznego, dość dziwnego i mało realnego tripraportu. Zrozumiem Was jeśli uznacie, że kłamię.. sam czasami nie wierzę w to wszystko. 

 

Rok ćpania dezo strasznie zdziurawił mi mózg. Oczywiście zdażało miksować mi się to z THC, metą lub nawet tym i tym. To był bodajże grudzień 2014r jak na jakiś czas przestaliśmy ćpać. Później jeszcze brałem z kilka razy, ale definitywnie zakończyłem z tym pod koniec lutego.

Od tamtej pory nie brałem ani razu i nie zamierzam do tego wrócić.

Z góry przepraszam za błędy. Przeczytałem tr kilka razy żeby skorygować niedociągnięcia. Pisałem to od godziny 5.40 do 7.40. 

Życzę miłego czytania!

Czekam na komentarze. Te pozytywne (chociaż wątpię, że będą) i negatywne.

Pozdro! Peace :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Mój boże, dzieci! Czy jest coś czego nie jesteście w stanie ćpać? Postuluję całkowitą delegalizację odświeżaczy powietrza, smród jaki się z nich wydobywa  (czy to morski, czy sosna syberyjska) w żaden sposób nie uzasadnia ich istnienia, więc wygląda na to, że nadają się tylko do ćpania.

A swoją drogą, zastanawiam się, czy wykwintny alkoholik pociąga czasem Channel No 5?

Popieral delegalizację tego shitu, sam o tym kiedyś myślałem. Mogliby również wprowadzić prawo nakazujące sprzedaży gazu do zapalniczek od 18 roku życia. Tego akurat nie ćpałem, moje resztki rozsądzku mi nie powzoliły. 

Wykwintny alkoholik, raczej nie pociąga Channel No 5. Chociaż w Rosji to piją perfumy ze względu na zawartość spirytusu i są po prostu tańsze niż większość alkoholów/denaturatów, no ale przecież to Rosja...

Może to przypadek, ale ja też widziałem jakiś tydzień temu tego gościa na motorze. Na trzeźwo, po przebudzeniu, zmorfował się w choinkę. Jakby ktoś widział kiedyś dziwnego kuno-pustynnolisio-kotowate dziwne zwierzę o białej sierści i rozstawionych po bokach głowy, bardzo niskich, malutkich źrenic (żadnych białek, trochę jak mrówka), to niech da mi znać. 

Hahahahah, to ładnie :D Nie ćpam, więc po "czymś" go znów nie zobaczę, ale jeśli tak będzie, że pojawi mi się na trzeźwo to dam znać.

Nie chodzi o delegalizację, bo to i tak nie pomoże. Jak ktoś chce się odurzyć, to znajdzie kolejny sposób, kreatywność niektórych nie zna granic. Na "haj bez chemii" te jest sposób, parę lat temu młodzież wymyśliła coś co nazywali bodajże choking game - zaciskasz pasek na szyi i puszczasz, jak już masz ciemno przed oczami. I kilkanaście przypadków śmiertelnych tej mody było...

Racja, lecz zawsze to mniej "taniego ćpania". Słyszałem o tej metodzie, nazywa  to się również duszek. Podobnie działa 30 szybkich wdechów w przysiadzie, trzeba wstać i wypchać klatkę piersiową do przodu - wtedy jest coś podobnego. Są tacy co jedli nawet pastę do butów i skończyli z wrzodami na żołądku, bądź popalając papierosa wąchali paliwo... 

jaka substancja aktywna jest w tych wynalazkach? z inhalantów kojarzę kleje, rozpuszczalniki, gaz do zapalniczek i ewentualnie naboje z no2, ale o dezodorantach i odświeżaczach powietrza jeszcze nie słyszałem ;D

Butan, buten? Nie wiem, chyba coś z tego :D

Inhalanty wracają do łask. Myślałem, że mało kto tym już się odurza. Ale jednak wracają. Nawet w moim mieście pojawiło się kilku kiraczy, niektórzy to już stara gwardia buchająca już od dawna. Ciekawy tripraport.

London5

Młoda gwardia, czy to stare lisy będą szukać sposobów na odurzenie się bez znaczenia czy będzie to zioło, heroina, klej czy dezodoranty. Ta "moda" będzie jeszcze długo znana. Zwłaszcza, że inhalanty są tanie i można je legalnie kupić praktycznie w każdym sklepie. Dziękuje

Nie wydajniej by Ci wyszło cpajac sprężone powietrze w butelkach do czyszczenia sprzętu AGD ? 500ml gazu bez dodatku wychodzi chyba 7zl, efekty chyba są takie same. BTW jak z mózgiem, odwyk przywrócił jego 100% sprawność? 

Nie wiem, może i wydajniej. Nie interesuje mnie to teraz. Od ponad 50 dni nie palę zioła, nie ćpam, nie jem tabsów. Od ok. 10 dni zauważam zmiany w moich zachowaniu: łatwiejsza koncetracja, możliwość skupienia się na tym co obecnie robię, brak gonitwy myśli, zwiększona pewność siebie oraz sprawność fizyczna. Ogólnie same pozytywy. Jedynie drażni mnie moment tzw. "ciśnienia". Detoks od wszystkiego dobrze mi służy. Chcę na wakacje powrócić do palenia , ale w umiarkowanych ilościach i nie w taki sposób jak kiedyś. 

Pozdrawiam

Próbowałem deza,niby cos kleplo ale nic ciekawego,nie polecam po trip schodzi po kilku minutach

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media