Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

day zero czyli pierwszy kontakt z kapelusznikiem

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
na początku 1,5 gram wysuszonych owocników Łysiczki Lancetowatej
po powrocie do domu 1 gram
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pozytywne nastawienie na nowe doświadczenie. Oszołomiony ciekawością działania grzybków. Las okalający wioskę w której spędziłem sporą część dzieciństwa. Starannie dobrane miejsce. Zagajnik otoczony mokradłami. Śpiew ptaków, szum drzew.
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
THC - regularnie
MDMA
Alkohol

day zero czyli pierwszy kontakt z kapelusznikiem

Godzina mniej więcej 14:50, bardziej mniej niż więcej.
Wyciągam odmierzoną porcję pieczarek. Waga wskazywała 1,5 grama. Odrzucam kilka egzemplarzy, nie wyglądają apetycznie. Finalnie wyszło pewnie z 1,2-1,3 grama. Z niechęcią rozgryzam suche kapelusze i łodygi, popijam sokiem pomarańczowym...

15:22 Dziwne uczucie w głowie, odrealnienie, wyostrzenie zmysłów - głównie słuchu. Czas zwaaaaaaaaaaaaalnia. Znalazłszy odpowiednie miejsce na rozbicie mojego "obozu", rozkładam koc, siadam na nim. Popijając sok z pomarańczy rozkoszuję się śpiewem ptaków, wyczekuję efektów.
15:27 - Ogarnął mnie przedziwny spokój. Zamykając oczy widzę delikatnie zarysowane kontury figur geometrycznych. Wsłuchując się w śpiew ptaków, medytuję dalej, czekam na rozwój sytuacji.
15:30 Gdzieś w oddali słyszę ludzkie głosy, ktoś przechodzi, w głowie mam myśl żeby nie panikować. I tak mnie nie znajdą :D Czuje w brzuchu lekki dyskomfort.
Odczucie w głowie nasiliło się. Odnoszę wrażenie że moje ciało straciło całą swoją wagę.
15:32 Tak błogo nie czułem się nigdy. Brak jeszcze zniekształceń obrazu lub innych tego typu efektów. Fraktale przy zamkniętych oczach. Nagle pojęcie czasu straciło swoje znaczenie.
15:35 Chce mi się śmiać. Telefon wygląda jakoś dziwnie, jakby był wygięty. Śpiew ptaków jest oszałamiający. Las zdaje się oddychać każdą jego częścią.
15:50 Obraz zaczął "oddychać". Pisanie sprawia trudności. Wszystko wokół faluje.
16:00 Czuje się świetnie, objawy ustąpiły ( mam nadzieję chwilowo ). Kładę się na kocu.
16:08 Chmury leniwie mkną po niebie. Objawy powracają, nastawienie bardzo pozytywne, samopoczucie bardzo dobre. Czas spowolnił jeszcze bardziej, chce mi się ... No właśnie co mi się chce? Odczuwam silną chęć zrobienia czegoś lecz nie jestem w stanie dojść do tego, co mogło by tą chęć zaspokoić. Czytam moje zapiski, wydają mi się błahe, jakby w ogóle nie miały znaczenia. Chociaż muszę przyznać że pisanie zaczęło sprawiać przyjemność. Słońce leniwie przemieszcza się po nieboskłonie. Co chwilę jakaś nikczemna chmurka je przysłania. Jego promienie prześwitują między drzewami, finalnie oświetlając moją twarz. Chwilo trwaj!
16:21 Z ogromym zainteresowaniem obserwuję czubki sosen bujających się ociężale na tle nieba. Przyglądam się gałązkom, analizuję ich budowę, liczbę odnóg. Każda igła jakby żyła swoim życiem.
16:30 Ogarnia mnie uczucie, jakbym był częścią czegoś większego. Jakby las wchłonął mnie i zaakceptował mnie jako jego część.
Kolorystyka zmienia się bardzo płynnie. Tak jakby ktoś bawił się nasyceniem barw w Photoshopie.
16:36 Biję się z myślami.
Włączyć muzykę czy może jednak nie? Natura w tej kwestii wydaje się sprzymierzeńcem. Odrzucam pomysł włączenia muzyki. Zewsząd dochodzą mnie odgłosy ptaków. Nie mogę się nadziwić
16:45 Z głębokiej zadumy wyrwał mnie szelest siatki wywołany przez wrzucenie weń grzyba. Wypatruję grzybiarza przy krawędzi mokradeł. Zwijam swoje "obozowisko".
16:50 Spacer był dobrym pomysłem. Czas leniwie się wije. Podłoże sprawia wrażenie jakby zrobione było z gąbki. Leśne
17:15 W głowie przewija się milion myśli na sekundę. Obserwacja otoczenia tak mnie absorbuje że ciężko mi opisać cokolwiek.
17:27 Nie mogę pozbyć się uczucia że gdzieś głęboko w mojej głowie otwarto drzwi które od zawsze były zamknięte. Głód zaczął mi doskwierać. Z wolna wiję się leśnymi ścieżkami, moim celem jest samochód.
Bezkres lasu emanuje dziwną energią, chłonę ją każdym zmysłem.
17:36 Napawam się błyszczącym Audi A4 w leśnej scenerii. Przepełnia mnie duma z dobrze wykonanej roboty detailngowej. Wosk wyszedł mi znakomicie.
17:40 Zawieszam oko na odbiciu leśnego podłoża na lakierze. Oddaje się chwili zadumy. Wsiadam do samochodu. Nie mogę doczekać się aż muzyka popłynie z głośników.
Wnętrze samochodu ma ciekawy zapach.
Odpalam samochód, czas na powrót do domu.
18:05 Dotarłem do domu. Muzyka podczas podróży była doświadczeniem co najmniej obłędnym. Nie mogę przestać słuchać utworu: PINE - Klątwa Midasa
Odmierzam kolejną porcję kapeluszy. Waga wskazuje na 1 gram
18:40 - Mieszam grzybki z obiadem. Grzybowa nuta jest bardzo mocno wyczuwalna podczas jedzenia.
19:00 - Czas płynie bardzo wolno. Słuchając Żywiołaka, popijam napar z ostrokrzewu gujańskiego. Muzyka sprawia wrażenie jakby miała wiele warstw. Intensywnie myślę nad tym co mnie spotkało i jaki pozytywny wpływ wywarło na mojej osobie. Podczas podróży przemyślałem wiele spraw, zyskałem nowe spojrzenie na pewne rzeczy.

Po godzinie dwudziestej:

Historia tego dnia trwa nadal Opuściła mnie chęć dalszego spisywania przebiegu wydarzeń więc: rozgrzewam waporyzator, kłęby pary leniwie wypełniają przestrzeń między mną a monitorem, wprowadzam poprawki do spisanych dziś notatek. Czas odpocząć . . . ...

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media