Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

bxm pierwszy raz

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1g benzy 150mg dxm
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wieczór w domu
Doświadczenie:
Marihuana, Gałka muszkatołowa, Dxm, Bxm

raporty xxxtentacion

bxm pierwszy raz

Pierwszy raport i pierwszy raz z bxm. Byłem do tego dobrze nastawiony, więc nie miałem żadnego problemu z przyjęciem.

 

18:30

 

Przyjęcie benzy i acodinu (10 tabletek) 

 

19:00 

 

Zaczął mnie boleć brzuch, ale nie odczułem tego szczególnie mocno bo już zaczęło wchodzić. Wtapianie się w rózne przedmioty jak po MJ. Włączyłem sobie playlistę z muzyką żeby już zacząć sobie coś wkręcać. Nagle dzwoni do mnie kumpel, który był u mnie kilka godzin wcześniej. Oczywiście powiedziałęm mu o moich planach, dlatego do mnie zadzwonił. Prawdopodobnie chciał mi coś powkręcać i przypomniał sobie o tym że mam szczury (domowe). No to mówi mi że wyjął z klatki Grażynę (imie jednego z trzech szczurów). Ja przestraszony pytam go gdzie ona może być ale bezskutecznie bo zobaczyłem ogon wsuwający się pod moją wersalkę. Nie rozłączałem się i poszedłem złapać grażynę żeby wsadzić ją do klatki. Kiedy podszedłem ona wybiegła z pod wersalki i wleciała pod biurko. Tyle, że pod tą część z szufladami która odstaje od ziemi praktycznie 1 cm... Tak, pół kilowy szczur wcisnął się do takiej szczeliny a mi nie wydawało się to ani trochę dziwne, bo zapomniałem o halunach które wywołuje bxm. Chciałem ją jakoś wyjąć ale nagle wyleciała ona wraz z resztą moich szczurów a ja zdenerwowany dre się na kumpla dlaczego wypuścił wszystkie. On przekonał mnie o tym że to jednak halucynacje i nie mam czego się obawiać. 

 

19:30 

 

Poszukiwania były dosyć długie ale za to doznałem bardzo dobrego wstępu do fazy. Na wszelki wypadek, poszedłem sprawdzić czy szczurki są na miejsu. Całe szczęście wszystko było ok. Wtedy pomyślałem że pójdę do salonu. Schodzę po schodach i nagle widzę jakieś pajęczyny na około mnie. Już wiedziałem że to haluny ale ledwo przez nie widziałem i trudno było mi zejść. Kiedy byłem już na miejscu poczułem się źle, bo nie jadłem dosyć długo żeby bxm szybciej weszło. Usiadłem na dywanie i zakryłem oczy nadgarstkami. To był bardzo dobry pomysł, bo wszedł cev i widziałem piękne rzeczy. Np stare czarnobiałe zdjęcia z 2 wojny światowej. Hitler, Stalin, starsze osoby z mojej rodziny itp. To może nie było piękne, bo jednak wojna, ale na pewno ciekawe. Później zobaczyłem pociąg w żółtym kasku ochronnym na... głowie? Pociąg nie miał oczu ani ust jak Tomek z bajki dla dzieci, ale jakimś cudem miał nałożony wielki żółty kask! Jeszcze jakieś zabytkowe wolksvageny, mercedesy które w realnym świecie w ogóle nie istniały. I to były jedne z najleprzych cevów. Teraz przechodzimy do najlepszego. Drzwi z bardzo widoczną dziurką na klucz który nagle się pojawia wchodzi do tej dziurki i otwiera drzwi tańcząc jak karyna w klubie. Wrota się otwierają i jestem w jakiejś kuchni z dwma ludźmi. Jeden to mój kumpel (ten sam który dzwonił na początku) i jakaś dziewczyna. Kolega jest typem takiego kochasia, dlatego nie wydało mi się dziwne że ta dziewczyna to typowa petarda, ale kiedy zobaczyłem jej twarz wszystko stało się jasne. To był facet z zarostem jak Johny Depp i penisem wystającym spod spódniczki. Oczywiście zaczęli się całować jakżeby inaczej... Teraz wydaje mi się to obrzydliwe, ale wtedy dostałem niezłego ataku śmiechu xD. 

 

20:00

 

Wracam do pokoju i nagrywam telefonem dziennik pokładowy nr 420. Tak go nazwałem. Opowiadałem tam jakie mam fajne drzewko bonzai jaki fajny wyłącznik od światła i że wszystko bez wyjątku jest fajne. Usiadłem przy biurku zakładając słuchawki z muzyką i spróbowałem się wczuć. Udało się. Otwarłem oczy i zacząłem machać rękami do rytmu i wtedy zauważyłem jakieś linie które latają za moimi rękami. Na początku się przestraszyłem, ale potem już było normalnie. Zacząłem rozkminiać co to może być i doszedłem do wniosku że to jest energia z której jest zbudowany cały świat. Widziałem ją wszędzie, była w całym pokoju. Pomyślałem że ulepię z niej pająki i położę na ręce. Nawet nie trzeba było, tylko spojrzałem na rękę i one już tam były. Wraz z pełzającymi wężami, skorpionami, itp. Chyba nigdy nie widziałem tylu gatunków pająków w jednym miejscu. Ptaszniki, krzyżaki domowe pająki i wszystkie inne jakie tylko mogłem sobie wyobrazić. Mam lekką arachnofobię, ale wtedy te pajączki mi nie przeszkadzały. Pogłaskał bym je gdyby nie znikały przy próbach dotknięcia ;/. Nagle zdecydowałem że pobawię się w goku z dragon balla i zacząłem zbierać energię z podłogi. Moje ręce oświecał tylko monitor i to nadawało jeszcze lepszego efektu. Machałem tymi rękami dokładnie jak goku i nagle wrzask KAMEEE CHAMEEE HA! Rzuciłem więlką kulą energii o monitor co było głupim pomysłem bo ten się wyłączył... Ale przez przypadek ruszyłem myszką i okazało się że to tylko uśpienie xD.

 

20:30 

 

Drwal który rąbie drewno pod moim stołem. To chyba najdziwniejsza rzecz którą pamiętam z tamtej godziny. Byłem już bardzo zmęczony, więc rozłożyłem wersalkę położyłem się i puściłem film na telewizor który jest zaraz na przeciwko wersalki. Chyba wiadomości bez cenzury, jakaś komedia. Był fajny więc oglądałem i oglądałem, ale jak się skończył to już myślę że nie ma "bata" idę spać.

 

03:30 

 

No to poszedłem spać... wtorek i na 7:30 i do szkoły. Włączyłem muzykę i tak słuchałem i słuchałem.. Wkońcu mi się znudziło i poszedłem do salonu oglądać telewizję.

 

6:45 

 

O tej  godzinie leci tylko 1000 sposobów na śmierć i jakieś ukryte prawdy, więc nie miałem za ciekawych seansów, ale jakoś musiałem zająć czas. Całe szczęście zmęczyłem się na tyle że poszedłem spać. Niestety całkiem zapomniałem że mam szkołę. 

 

7:15 

 

Na 100% zdążę... zadzwoniłem do wcześniej wspominanego kumpla i kilku innych czy mogą jeden dzień opuścić i pójść razem do któregoś z nich. Zgodzili się, więc byłem już troszkę bardziej szczęśliwy ale dalej strasznie zmęczony. Fakt że dopiero wstałem i było mi lepiej ale to tylko pół godziny snu.

 

10:00 (tutaj już trip się kończy ale ja dalej czuję się lekko odurzony tak jak po kilku buszkach MJ. Ten fragment będzie lekkim trochę ciekawym smaczkiem)

 

Jesteśmy już na miejscu. Ja, kolega od telefonów i dwóch innych, którzy cały czas się między sobą bili. Jeden to gospodarz, drugi cały czas go denerwował (specjalnie) za co dostawał paralizatorem wbudowanym w latarkę. Gospodarza nazwiemy pan G a tego, ktory denerwował pan D. Wyglądało to mniej więcej tak: D gra na komputerze i włącza muzykę na full podczas gdy brat G śpi. G krzyczy żeby przestał na co D odpowiada to mnie zmuś. Wtedy zaczyna się zabawa. G wyciąga paralizator (rozładowany żeby nie kopał za mocno) i idzie w kierunku D. Na co on krzyczy: NIE PRZEPRASZAM JUŻ NIE BĘDĘ NIE NIE NIE. I tak w kółko do 14.

 

Dalej nie działo się już nic ciekawego, ale tego tripa nigdy nie zapomnę :) Chyba najlepszy z pierwszych razów. 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media