Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

benzydamina podejście pierwsze. przekroczenie bram delirantów.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1,5g po ekstrakcji w bombkach
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ekscytacja przed nowym doświadczeniem. Dobry nastrój. Trip w domu kolegi.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana, Dopalacze, Kannabinoidy, Alkohol, Amfetamina, Metamfetamina, Mefedron

benzydamina podejście pierwsze. przekroczenie bram delirantów.

Całe zajście miało miejsce ponad dwa lata temu. Opisuję je teraz bo tak miło powspominać :D
Był czerwcowy, ciepły wieczór. Spotkałem się z M, który był moim kompanem od palenia MJ. Tym razem zamiast ziółka, zaproponował mi coś innego. Powiedział, że ma w domu benzydamine i czy zeżrę to z nim. Na pytanie jak to działa odparł, że ma się po tym haluny i takie tam ;P Bardzo mnie tym zaintrgował, a że od zawsze na zawsze jestem ciekawski, więc zgodziłem się. Udaliśmy się do jego domu. Rodzice M byli w pracy za granicą więc mieliśmy całą chatę na wyłączność. Zamknęliśmy drzwi za sobą żeby nie przeszkodzili nam nieproszeni goście. Po wejściu do kuchni zauważyłem na blacie białą papkę odciekającą w sitku. M wziął papier i dzieląc na dwie równe porcje utworzył śliczne bombeczki ^^ Udaliśmy się do jego pokoju i po zapuszczeniu muzyczki i przygaszeniu światła wznieśliśmy toast popijając piwem. Nie udało mi się przełknąć za pierwszym razem więc poczułem ten smak. Sól w połączeniu z rozmiętym papierem utworzyła taką obrzydliwość, że omal nie zwymiotowałem. Udało mi się jednak opanować i przełknąłem popijając piwem do dna. Było już około 21 godziny. Ten moment określę jako T.

T+0;20

Siedzimy przy biurku i słuchamy muzyczki. Nie czuję nic prócz dyskomfortu w gardle i brzuchu. Język mi drętwieje i zbiera mi się na wymioty. Nie wytrzymuję i biegnę do łazienki... Puszczam purpurowego pawia. Zdziwiłem się bo nie jadłem nic o takim kolorze. Stwierdziłem, że tą barwę bełty zawdzięczają benzydaminie i przestałem o tym myśleć. Wisiałem tak brodą na kancie klopa gdy nagle zobaczyłem coś co totalnie mnie zszokowało. W żygach pływała,  najnormalniej w świecie, czerwona żaba (!). Zawołałem M i mu ją pokazałem. Zaśmiał się i odpowiedział, że nic tam nie ma. Wskazałem ją palcem niemal dotykając tafli spuścizny. Ciągle tam była. M powiedział, że już mnie porobiło i wrócił do pokoju. Spłukałem wodę i żaba zniknęła. Ogarnąłem twarz pod kranem i spojrzałem w lustro. Moje oczy wyglądały jakoś dziwnie. Nie wiem jak. Po prostu inaczej. Zdawało mi się, że coś za sobą zobaczyłem. Przestraszyłem się i wróciłem do pokoju.

T+0;40

Przenieśliśmy się do salonu i włączyliśmy sobie "Fanów czterech kółek". Oglądaliśmy sobie w spokoju, gdy nagle kolega M'a wziął pilot i zaczął skakać po kanałach (!). Powiedziałem mu, żeby przełączył spowrotem ale on tylko spojrzał na mnie i bez słowa dalej przełączał (bez kitu, widziałem jak zmieniają się kanały). M zapytał się mnie do kogo mówię. Odpowiedziałem, że do jego kolegi i żeby przełączył na to co oglądaliśmy. M spojrzał się na mnie i wybuchł śmiechem. Wtedy nie rozumiałem o co mu chodzi. W tym momencie nasz tajemniczy towarzysz zniknął a w telewizji znów lecieli "Fani...". Nie przejąłem się tym i dalej oglądałem. Po chwili za telewizorem dostrzegłem ruszające się kable. W samym rogu za stolikiem siedział mały kotek i się nimi bawił. Był taki słodki :D Zapytałem M od kiedy ma kota na co on "Jakiego kota? Ja nie mam żadnego kota!" Wskazałem go a on się tylko zaśmiał. Nie było żadnego kota. M twierdził, że go nic nie rusza ta benza ale podejżewam, że tylko zgrywał takiego kozaka bo co chwila podrygiwał. Po pewnym czasie znów zobaczyłem kota. Wychylił się zza kanapy i zerkał na mnie. Gdy mrugnąłem to zniknął. Dziwne nie? Gdy spojrzałem się w to samo miejsce zobaczyłem na podłodze kartkę papieru z jakimś rysunkiem. Z dziury w kanapie wystawała kocia łapka i bawiła się tą kartką. Od tego momentu rozpoczął się koci armagedon. Były wszędzie, wychodziły z każdego zakamarka i biegały po całym pokoju. Wiedziałem, że to tylko halucynacje ale mimo to nie potrafiłem się powstrzmać i biegałem za nimi jak debil :D Usiadłem spowrotem na tapczanie. Byłem już totalnie w swoim świecie. Czułem się zdezorientowany i szczęśliwy jednocześnie. Było mi tak lekko :D Nie potrafię tego opisać w stu procentach. Nagle M nachylił się nade mną i wyciągnął zza kanapy gitarę (!). Zniknęła nim zdążyłem to pojąć. Postanowiliśmy wrócić przed komputer.

T+3;00

Ponownie włączyliśmy muzyczkę. Po dłuższym czasie zauważyłem, że podkład leci szybciej a słowa normalnie. Niby to jakoś razem nie pasowało ale jednak koiło rozruszony mózg. W pewnym momencie zauważyłem na ścianie świrujące zielono-czerwone lasery :D Tak wesoło pląsały, że aż zachciało mi się tańczyć. M stwierdził, że też je widzi. Przez chwilę pomyślałem, że ich źródłem jest dziura w obudowie komputera. Gdy tak się jej przyglądałem, ze środka wyskoczyła kocia łapka i zaczęła machać. Pobawiłem się z nią chwilę po czym kopnąłem w komputer XD Łapka zniknęła, M mnie ochrzanił a później zza biurka dochodziło do mnie tylko jakieś skrobanie. Spojrzałem się na ścianę i zauważyłem cień kota. Stawał się coraz większy aż zajął całą ścianę. Gdy się przyjrzałem dokładniej zamienił się w cień M'a. Później skupiłem się na stoliku. Stał na jednej nodze. Gdy się przyglądałem dokładniej w ciemność pod tą nogą wychodziły z niej myszy. Stadami. W międzyczasie po dywanie latały jakieś robale. Trwało to dłuższy czas. Z uchylonych drzwi usłyszałem jak babcia M'a coś do niego mówi. Prowadzili zawziętą dyskusję. Chwilę później dołączył się jego dziadek. Widziałem i słyszałem jak M z nimi gada mimo, że było to niemożliwe. Nie mniej jednak nie zwróciłem na to większej uwagi.

T+5;00

Myszy pląsały, lasery latały, a ja czułem, że opadam z sił. Zaczęły mi drżeć ręce i zrobiło mi się strasznie zimno. Zasmucił mnie ten fakt. M powiedział, że mam pomachać sobie rękoma i puścił mi oczko. Zrobiłem tak jak kazał. I przepraszam za wyrażenie, ale to co zobaczyłem było kurwa po prostu biutiful :D Niebieskie smugi podążające za moimi rękoma niemal mnie zahipnotyzowały. Siedziałem tak i jak debil machałem łapami dobre pół godziny. To była chyba najbardziej ciesząca mnie czynność, którą kiedykolwiek wykonywałem :) Gdy się zmęczyłem stwierdziłem, że wracam na chatę. M próbował mnie zatrzymać ale byłem nieugięty. Odprowadził mnie do drzwi i pożegnaliśmy się.

T+6;00

Wsiadłem na rower i ruszyłem przed siebie. Wszystko mi wirowało, tańczyło i skakało. Jeszcze nigdy nie jechało mi się tak trudno. Kierownica sama skręcała na boki i bałem się, że się zabiję xD Wjechałem na ścieżkę, która prowadziła przez ciemne pole rzepaku. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak wielki błąd popełniłem. Gdy wjechałem w ciemność ogarnął mnie bliżej nieokreślony lęk. Co chwila się za siebie oglądałem. Gdy spojrzałem na udeptany kawałek w rzepaku, pojawiły się w nim zwłoki. Jezuuuu, nigdy się tak nie wystraszyłem. Ze strachu prawie wjechałem w krzaki. Wdepnąłem ile fabryka dała i nie rozglądałem się na boki. Byle szybko, byle do domu... Przy chacie dostrzegłem z oddali kobietę pochylającą się nad psem przy samochodzie. Gdy podjechałem bliżej, okazało się, że to zderzak. Wjechałem do domu i chciałem wprowadzić rower do szopy, było strasznie ciemno i nic nie widziałem. Po omacku wrzuciłem go na miejsce i nagle usłyszałem jakieś skrobanie. Nie wiem czemu ale wyobraziłem sobie wyskakującego z głebi potwora i szybko uciekłem :D Wszedłem do domu. Wogóle męczyłem się chyba z kwadrans nim trafiłem kluczem do zamka. Gdy minąłem drzwi na korytarz, powieliły mi się chyba z 10 razy. W łazience to już wogóle każdy kontur mi się powielał. Przyjmne dla oka ale wjeżdzało na banię :D Skręciłem sobie szlugę i wyszedłem na dwór zapalić. Usiadłem na murku przed domem i bawiłem się kreskami latającymi po niebie. Kierowałem nimi, zderzałem ze sobą i takie tam. Gdy przejeżdżałem wzrokiem z góry na dół to niebo przysłaniała półprzeźroczysta błona. Ciekawe. Wróciłem do domu i poszedłem do swojego pokoju. Zachciało mi się lać więc otworzyłem okno i puściłem przezeń złoty wodospad. Nagle zza okna wprost na mojego fiutka wskoczył wielki czarny pająk :D Nie przestraszyłem się go tylko pstryknąłem palcem i spadł. Położyłem się przy zapalonym świetle.

T+8;00

W mojej głowie w miarę się uspokoiło. Stwierdziłem więc, że najwyższa pora iść spać. Wstałem z łóżka i nagle BUUUM! Atak powielanych konturów. Tak mnie to zamroczyło, że aż przysiadłem na łóżku. Wzięłem butelkę wody żeby się napić ale zobaczyłem że pływa w niej sztuczna szczęka (!!!). Zamurowało mnie. Potrząsałem butelką i co chwila pojawiało sie co innego. A to kluczyki, a to breloczek, a to mały samochodzik. Bawiłem się tą butelką i byłem szczęśliwy jak małe dziecko :D Gdy mi się znudziło zgasiłem światło i położyłem się spać. Leżałem na plecach i zobaczyłem zza krawędzi łóżka jakiś ruch. Spojrzałem się na tą krawędz i to był kolejny błąd... Palce, wielkie pomarszczone palce wyłaniały się zza krawędzi. Przyglądałem się im dłuższą chwilę. Nie mogłem odwrócić wzroku. Byłem sparaliżowany ze strachu. Nagle zza krawędzi wyskoczył okropny paszczur. Prawie posikałem się ze strachu ;cc Odwróciłem głowę szybciutko do ściany i zamknąłem oczy. Pomimo przestróg M'a, że po tym nie idzie zasnąć, mi przyszło to bez problemu. Obudziłem się koło południa w dobrym nastroju ale byłem lekko zamulony. Wszamałem jajeczniczkę i już wszystko było ok :D

Podsumowanie:

Pierwszy kontakt z tą substancją, pomimo kiku przykrych incydentów, uważam jak najbardziej za udany. Nie wiedziałem czego się po Benzydamince spodziewać, może dlatego było tak cudownie. To było najbardziej niewiarygodne i oszałamiające doświadczenie w moim życiu. To było dawno i wielu szczegółów mogę nie pamiętać. I tak zapisywałem tylko najciekawsze momenty tripa więc nie czepiajcie się, że pisane trochę chaotycznie ;) Dodam jeszcze, że następnej nocy wracając do domu powielały mi się kontury drzew. Na tym się skończyło i benzydamina już więcej o sobie nie dała znać. Do tej pory jeszcze trzy, może cztery razy próbowałem benzy ale tylko raz miałem taką fazę jak za pierwszym razem. Może opiszę jak znajdę wenę :D Na pewno jeszcze do niej wrócę ;) Pierwszy trip raprt więc liczę na wyrozumiałość. Dziękuję za uwagę.

Ocena: 

Odpowiedzi

Czyli będąc pod wpływem benzydaminy i mając zwidy nie jesteś świadom tego, że to tak na prawdę wytwór twojej wyobraźni? Nie ma poczucia, że jak nagle w twoim mieszkaniu pojawia się obcy człowiek albo kot to jest to nierealne? 
Czyli bycie pod wpływem benzydaminy przypomina bardziej chorobę psychiczną niż ćpanie dla zabawy? 

We may be stupid but we're not clever.

Byłem świadom po części że to tylko halucynacje, pierwszy raz w życiu miałem takie doświadczenie i było ono tak gwałtowne, że natłok wrażeń spowodował, że się pogubiłem w swoim umyśle. Na następny dzień, po przebudzeniu, wszystko sobie poukładałem ;)

mrocznyG

@tupek93

"1,5g< - halucynacje wzrokowe i słuchowe mogące być łatwo pomylone z rzeczywistością, mocno upośledzone funkcje motoryczne i umysłowe. U wrażliwszych osób duże prawdopodobieństwo zatracenia trzeźwej oceny sytuacji i wiara w halucynacje. Im większa dawka tym bardziej skrajne są wymienione efekty."

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media