Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

benzydamina - ciekawe doświadczenia.

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
1 i 2 raz - 2 saszetki
3 raz - 2,5 saszetki (osoba towarzysząca, jej 1-wszy raz - 1,5 saszetki)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Bez oczekiwań, wyluzowanie, spontan. Spokojne miejsce, domowe zacisze.
Doświadczenie:
- Etanol
- THC
- DXM
- Benzydamina

benzydamina - ciekawe doświadczenia.

Długo zwlekałam z opisaniem moich doznań pod wpływem - według mnie - ciekawej substancji - benzydaminy. Jakiś czas interesowały mnie takie substancje, ponadto chciałam poczuć się inaczej, chciałam troszkę oderwać się od rzeczywistości.

Po dokładnej lekturze odnośnie Tantum Rosa, porządnym namyśle, udałam się do apteki. Nabyłam 2 saszetki. W domu, około godziny 17.00 - w spokoju, wyekstrahowałam porządany składnik, dokładnie czytając instrukcje. Kiedy uznałam że przygotowanie mikstury dobiegło końca, postanowiłam wziąć duży, szybki łyk. Obawiałam się troszeczkę smaku - wiele osób na niego narzeka. Mi jednak tak bardzo nie przeszkadzał. Nie było to przyjemne, ale po zajedzeniu tego ciastem czekoladowym własnej roboty, po chwili nie było śladu po specyficznym smaku. Mój nastrój był wyjątkowo dobry, nie miałam dużych oczekiwań. Nie bałam się, nie było też we mnie wielkiego entuzjazmu. Ze stoickim spokojem położyłam się na łóżku, włączając muzykę mojego ulubionego zespołu. Nie czekałam z wielką niecierpliwością.

Pierwsze efekty zarejestrowałam po ok. 30 minutach. Byłam zaciekawiona, w szoku, że coś się dzieje. Muzyka zaczynała brzmieć lepiej, porywała mnie. Zaczęłam czuć się dobrze, co w tamtym czasie było dla mnie prawie niemożliwe, tak więc mój entuzjazm rósł jeszcze bardziej. Pierwszymi efektami wizualnymi były "wirki" w wyłączonym telewizorze. Na początku myślałam, że jest włączony, nawet sprawdziłam, czy jest odłączony od prądu. Był. Byłam zachwycona szarymi wizualizacjami na czarnym tle, układały się w serduszka, "chodziły" rysując wzory, potem na ekranie zaczęło przedstawiać się coś w stylu fal morskich. Zaobserwowałam ruszanie się przedmiotów, nagle mój kochany, wielki kwiatek zaczął się trząść. Troszkę się wystraszyłam. Muzyka stawała się coraz bardziej porywająca, nawet te utwory, które znudziły mi się lata temu. W pół zaciemnionym miejscu zaczęły pojawiać się realistyczne halucynacje. Na początku ukazał mi się kształt motyla, ułożony jakby z laserów. Potem głowa lalki Barbie, była tak realistyczna, że wstałam, żeby zobaczyć, czy na prawdę tam jest, jednak leżał tam jedynie kawałek papieru, to na jego bazie się "tworzyła"... Była to dziwna halucynacja, niezbyt przyjemna, ale nie przeszkadzało mi to. Po jakimś czasie zaczęła ona się zmieniać, a to w kaczuszkę, a to w żółwika, a to w coś innego, co wprawiało mnie w uśmiech. Czułam co jakiś czas przyjemne mrowienie w nogach, błogość, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Wreszcie nie czułam smutku, anhedonii. Moje myśli nie były negatywne, de facto myśli prawie nie było, niosła mnie chwila, uczucie, błogostan. Wszystko wydawało się proste, piękne, spokojne.

Czułam dobro napływające z każdej strony. Nie przejmowałam się, nie zamartwiałam. Rzeczy, które mnie bolały, na tamten czas ginęły, odchodziły ode mnie, nic nie miało znaczenia, nic oprócz tego uroczego stanu. Wszystko wydawało się optymistyczne, jakby ktoś mówił do mnie ciepłym, wiarygodnym głosem: "będzie dobrze". Uznałam, że wystarczy gapienia się pod biurko, zaczęłam bacznie rozglądać się po moim pokoju. Zaobserwowałam małe mróweczki na złączeniach ścian z sufitem. Nigdy tak nie cieszyłam się z widoku mróweczek. Mój entuzjazm strasznie mnie dziwił. Zaczęły drgać inne przedmioty, szczególnie kiedy patrzyłam na nie kątem oka. Zaczęłam intensywnie patrzeć w kąt pokoju - nagle wszystko wokół stawało się białe, otoczenie wyglądało jak narysowane kredą. Po jakiś 2 godzinach, kiedy uznałam że halucynacje się kończą - ponownie pod biurkiem pojawiły się ciekawe obrazy, między innymi rosnąca roślinka, na której czubku nagle wyrosła lampa. Potem zaskoczyła mnie kura, która wydawało mi się, że na mnie krzyczy, mimo, że nie miałam halucynacji słuchowych. Zaczęła wymiotować, potem zmieniła się w kran, a potem prysznic. Po mrugnięciu zniknęła, cieszyłam się, bo wkurwiła mnie, nie powiem, że nie. Weszłam na gg. Wtedy zorientowałam się, że nie jestem ani otumaniona, ani spowolniona, ani ogłupiona.

Zachowywałabym się całkowicie normalnie, gdyby nie ten entuzjazm, a powiem nawet, że byłam bardziej gadatliwa, rozmowy bardziej się kleiły. Przez okno było widać zachodzące słońce, które rzucało niewielkie, ale jednak jakieś światło do mojego pokoju. Sądziłam, że efekty wizualne skończyły się na dobre, jednak zauważyłam poświaty za moją ruszającą się ręką i widzenie poklatkowe. Byłam tym strasznie uradowana, jak głupia zaczęłam ruszać wszystkimi kończynami, ciesząc się niezwykłym widokiem. Idąc przez pokoje, widziałam, jakby otaczały mnie prostokąty, jakbym szła przez ich tunel. Potem zaczęłam tańczyć, muzyka nadal była jeszcze bardziej wyjątkowa. Zaczęłam słyszeć dźwięki, których nie zauważałam wcześniej. Po pierwszym razie nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych. Nie chciało mi się jeść przez kolejną dobę. Usnęłam już jakoś po 2 w nocy, a zażyłam substancję około 17, rano do szkoły wstałam w normalnym stanie. Z głową pełną wrażeń.

Substancja strasznie mi się spodobała. Kochałam stan euforii. Nie wiem, czy z desperacji, czy z lekkomyślności, wzięłam ją kolejny raz w przeciągu 2 tygodni, w tej samej dawce. Jednak tym razem wystąpiły niewielkie halucynacje, nie zapadające w pamięć, co nie jest niczym dziwnym. Jednakże, euforia była znacznie większa, ale też pojawił się zjazd kiedy zaczęło mnie puszczać, byłam w jeszcze gorszym nastroju niż codziennie (więc na prawdę niedobrze).

***

Przy trzecim podejściu, nie odurzałam się sama. Osoba towarzysząca dostała 1,5 saszetki. Bałam się o nią, a chciała spróbować, więc dałam jej mniej, niż sobie za 1 razem. Ja zażyłam 2,5. Mój 3 raz również był dość szybko po 2, więc nie było wyjątkowych halucynacji (jedyne, co w pamięć mi zapadło, to drzwi, które wyglądały jak magiczny portal, kiedy były otwarte, mieniły się w nich kolory - niebieski i czerwony), jak i euforia była znacznie mniejsza. Zazdrościłam towarzyszce, która miała niezwykłe halucynacje, jakich ja nie miałam przy większej ilości, nawet za 1 razem. Strasznie ją złapało. Ciężko było jej chodzić. Po jakimś czasie przestało być ciekawie. Efekty wizualne przedstawiały się od czasu do czasu, jako nieprzyjemne zjawy. Plusem dla mnie za to było, że pojawiło się moje ukochane widzenie poklatkowe. Niestety, towarzyszkę zaczęła strasznie boleć głowa. Fatalnie się czuła. Próbowałyśmy usnąć, nie udało mi się to do jakieś 9 rano, mimo, że brałyśmy ok. 17, czyli tak, jak zwykłam to robić za 1 i 2 razem, a wtedy smacznie spałam już o 3. Miałam w głowie straszne, realistyczne wizje, jak dziewczynie dzieją się straszne rzeczy, że umiera, a ja mam wielkie kłopoty, niekontrolowanie pojawiały mi się tragiczne obrazy z nami związane. Następnego dnia czuła się na szczęście dobrze. Za to ja, byłam kompletnie rozwalona.

Rano słyszałam jakieś buczenie, którego nikt inny nie słyszał, zachowywałam się strasznie dziwacznie, nawet, jak na mnie. Dopiero pod koniec 2 dnia po zaczęłam czuć się w miarę normalnie. Jednak na długi czas po zażyciu tej substancji 3 raz, zostało mi widzenie poklatkowe, głównie przy świetle led i halogenów, po 4 miesiącach na szczęście przestało być intensywne. W ciemności z lekkim światłem widziałam ruszanie się przedmiotów, nie mogłam przez to często zasnąć, skończyło się to po około 2 miesiącach.

Jak oceniam substancję? Chyba bardziej na plus, mimo wszystko. Na pewno nie nazwę jej "gównem", nieraz czytałam takie opinie. Nie rozumiem, jak można obwiniać substancję. To płyn przeznaczony do irygacji pochwy, jeśli ktoś ma z tym złe przeżycia, jedynie on jest odpowiedzialny i niech zostawi substancję w spokoju. Czy planuję ponownie wziąć? Pewnie to kiedyś zrobię ponownie, aczkolwiek uważam że jest na to za wcześnie, nie chcę psuć sobie oczu. Jeśli ją wezmę, to za dłuuugi, długi czas.

Ocena: 

Odpowiedzi

Po przeczytaniu pierwszych akapitów, byłam pewna że odnalazłam zaginioną siostrę bliźniaczkę chaotki!

co ciekawe po benzie przy pierwszym razie też widziałem motyla, uformowal się z banknotu nominału dyszkowego, wyszedłem ze sklepu i nagle mnie jakoś zafascynował, a potem benza w połączeniu z moją głową zaczęły swoje  przedstawienie :) Z tym, że u mnie nie było szans żebym zasnął, rzucałem się po łóżku do samego rana, następnego dnia byłem jeszcze jakiś otumaniony. Ciekawe doświadczenie, ale nie ciągnie mnie by powtarzać.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media