Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

450mg błogostanu

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Apteka:
Dawkowanie:
450mg DXM + wiadro MJ
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Bardzo pozytywne nastawienie, ciekawość z nutką strachu, ale również z dużą dozą optymizmu. Pokój oczyszczony, sam w mieszkaniu.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
THC - wielewielewielerazy
Hasz - 1 raz
Dekstrometorfan - 1 raz
Kodeina - 1 raz
Benzydamina - 1 raz
Tytoń - codziennie
Tabaka - raz na jakiś czas
Alkohol - bardzo rzadko

450mg błogostanu

Witam. Jest to mój pierwszy TR, zatem z góry proszę o wyrozumiałość oraz oczywiście zapraszam do lektury!

Słowem wstępu:

Był piątkowy, normalny dzień, a od paru dni w głowie narastała chęć zrealizowania pomysłu o zażyciu całego opakowania tabletek przeciwkaszlowych których nazwy nie trzeba nawet pisać. I tak każdy ją zna. Spowodowane było to tym, że jakiś tydzień przed wydarzeniem podjąłem pierwszą próbę spożycia DXM-u w ilości 300mg, lecz nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia, jak przypuszczałem. Po szkole którą kończyłem wyjątkowo wcześnie, bo o godzinie 13:20, pojechałem na miasto w celu spotkania się z koleżanką. Po drodze na rynek zahaczyłem o aptekę w celu zakupienia mojego dzisiejszego źródła odurzenia się. Wszedłem, kupiłem, wyszedłem, obdarzony dodatkowo w bardzo piękny uśmiech młodej ciemnowłosej farmaceutki stojącej za ladą. Spotkałem się ze znajomą, oboje w bardzo dobrych humorach zaczęliśmy zbierać się do domów lekko przed godziną 16:00. Wtedy wpadłem na jakże genialny pomysł aby zacząć zarzucać sobie tabsy jeszcze na mieście, no bo kto zabroni...O 16:00 zacząłem zarzucać Kaszlodiny w ilości 5 tabletek na 5 minut. O 16:30 byłem już w busie, i właśnie tam po kryjomu spożyłem ostatnie 5 tabletek. "Pech" chciał, że wracając tymże autobusem, spotkałem mojego dobrego ziomka który miał przy sobie jeszcze trochę MJ. Spytał mnie czy idę na wiadro. Oczywiście nie odmówiłem i już o godzinie 16:50 byłem u niego w piwnicy z ogniem i nabitą lufką w ręce. Chwilę później w butelce bez dna znajdował się już dym, a nie minęła jeszcze jedna chwila gdy cały dym w mniej niż sekundę znajdował się w moich płucach. Po wszystkim jakby nigdy nic, spokojnie zebrałem się do domu.

16:55

Odczuwam pierwsze jakiekolwiek efekty. Typowe wchodzenie butli, powoli, czuję że coś się rozkręca ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Element który się wyróżnia: gały jak 5zł. Nie wiem czemu, ale w zwyczaju mam po MJ oddawać się powoli kapie i być nieprzeciętnie uśmiechniętym, a teraz wyglądam jakbym zobaczył conajmniej ducha. Za 5 minut będę w domu, wiem, że będzie dobrze.

17:15

Po powrocie do domu jestem strasznie uspokojony, wiem że przez parę następnych godzin żaden z domowników mnie nie nawiedzi, więc obędzie się bez niepotrzebnych pytań co ćpałem/ile wypiłem. Ściągam kurtkę, bluzę, przebieram się w krótkie spodenki. Kurde, ciepło mi jest! Odpalam fajkę i smakuje bardzo dobrze, po załatwieniu spraw w toalecie, częściowym ogarnięciu się kieruję się ku komputerowi w celu przeglądnięcia Facebooka, Youtube'a etc.

17:45

Odchodzę od komputera i kładę się na łóżku z racji tego, że nie potrafię czytać. No po prostu nie umiem! Gdy staram się skupić chociażby na zdaniu złożonym z trzech wyrazów wszystko nagle się rozmazuję i nie jestem w stanie nic zrozumieć. "Lygam" wygodnie, odpalam muzykę i rozkoszuje się wejściem DXM.

18:00

Zaczyna mi być mega dobrze. Leżąc zaczynam się wręcz wić z przyjemności, przewracam się z boku na bok (nie, nie zażywam niczego ciężkiego). Zamykam oczy, i widzę jakieś białe i szare kreseczki. Coś na wzór śladów pocisków wystrzelonych z karabinu w Hollywoodzkim w filmie w slow-motion. Czuję bardzo duży przypływ lekkości, czuję że jestem w dobrym stanie, ale nie chcę nawet się ruszyć. Chcę cieszyć się tym miłym stanem. Ale po chwili zaczynam się "tracić".

18:10

Po prostu: O kurwa. Nie sądziłem że DXM jeszcze dzisiaj mnie tak zmiecie. Przez następne parę minut spoglądam non-stop na zegarek z nadzieją że minęło więcej czasu niż przypuszczam. W tym momencie dla mnie - w świecie dekstrometorfanu 10 minut, to 1 minuta w normalnym świecie. I tak przez kolejne 20 minut...

18:30

Uznaję że zamknięcie oczu i oddanie się błogostanowi to najlepsze wyjście w tej sytuacji. I tak właśnie jest! CEV-y są bardzo bardzo mocne. Widzę jak dziwne kształty formują się w dwa meczety stojące po mojej lewej i prawej stronie. Stoję między nimi. Po chwili zaczynają przeistaczać się w bardzo wysokie w wieżowce, a następnie w parę sekund widzę całą naszą planetę z perspektywy trzeciej osoby. Nagle piękny "widok" przesłania mi zielono-czarna szachownica która zdaje się falować. Otwieram oczy i z uśmiechem na twarzy stwierdzam że było to bardzo fajne! Mijają kolejne minuty radości przy muzyce.

18:50

Ogromny kop energii. Zaczynam czuć że za chwilę mnie rozniesie, więc natychmiastowo chwytam za telefon i ledwo wystukuję wiadomość z zapytaniem o wyjście na dwór do paru znajomych. Na szczęście nie minęła minuta, a już jeden napisał mi że jedzie o 19:14 busem do ekipy, więc stwierdziłem że zabieram się z nim.

18:55

Wstałem, a świat trochę się zakołysał. Pozornie jest okej ale po chwili patrzę do lustra i mam do samego siebie dwie sprawy. Pierwsza to to, że wyglądam na zajebanego jak świnia, a drugą jest to, że chodzę jak pierdolony robot. Dosłownie jak robot, moje ruchy kończynami są bardzo nienaturalne. Ogarniam szybko rzeczy, ubieram się i odpalam papierosa. Po 15 minutach wychodzę z domu.

19:15

Widzę jak kolega wsiada do autobusu. Jest mi z tym dużo lżej, z tego powodu że wiem, iż do końca tripu nie pozostanę już sam. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Okazało się, że ekipa jest na jednej z naszych miejscówek. Kumpel nie ma za dużej chęci na lekki spacer, ale namawiam go z tego względu, że energia mnie wręcz roznosi, a wiem że spacerek dobrze mi zrobi.

21:00

Każdy z ekipy powoli zwija się do domu, więc ja też. Wracając do domu, czuję jak bardzo jestem usatysfakcjonowany dzisiejszym dniem. Ogólnie, jestem bardzo radosny. Wszystko poszło jak po mojej myśli. Idąc, czuje jak powoli energia ze mnie schodzi.

Słowem zakończenia:

Cała podróz zakończyła się około godziny 22:00, gdy moj mózg w efekcie zmęczenia był już jedną nogą w krainie Morfeusza. Trip uznaję za mega udany, nawet gdybym chciał, to nie wiem czy potrafiłbym wymienić chociażby jedną wadę tamtego przeżycia. Dekstrometorfan dostarczył mi wiele radości, śmiechu, ciekawych doznań, empatii, dużą dozę energii oraz bardzo ograniczone możliwości motoryczne na parę godzin! Dodam, że spało się bardzo miło a na następny dzień, żadnych negatywnych efektów. Oceniam na solidne 11 w skali 1-10.

Przepraszam za wszelkie karygodne błędy, oraz dziękuję za czas poświęciony temu Trip Raportowi!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media