Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

4-ho-met - jeśli śmiech wydłuża życie to jestem nieśmiertelny.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
25mg na osobę
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie bardzo pozytywne, chwilowo żadnych zmartwień i obowiązków, od paru dni spore ciśnienie na pierwsze spotkanie z hometem, umiarkowanie duże oczekiwania, trip z najlepszym kumplem.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Ja: mj, haszysz, kodeina, dxm, mxe, mirystycyna, mdma, amfetamina, kokaina, mefedron, metafedron, pentedron, BB-22, kilka maczanek i stymulantów z kolekcjonera, benzodiazepiny

Kolega: mj, mxe, mirystycyna, amfetamina, mefedron, metafedron, kilka maczanek

4-ho-met - jeśli śmiech wydłuża życie to jestem nieśmiertelny.

Pogoda była bardzo przyjemna jak na początek lutego. Spotkaliśmy się po 13 w umówionym miejscu, niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Obaj mieliśmy kilka dni wolnego, więc praktycznie nic nie zaprzątało nam głowy. K od razu zobaczył moje podekscytowanie planowanym spożyciem. Postanowiliśmy tripować na odludziu, w lesie, w pięknym punkcie widokowym z którego widać całe miasto. Po drodze K zjadł kilka pączków, bo nie chciał przeżyć pierwszego razu z psychodelikiem przy pustym żołądku. Ciśnienie było tak duże, że nie wytrzymaliśmy i jeszcze przed dojściem na planowaną miejscówkę pochłoneliśmy swoje samarki. Smak nie był najgorszy jednak po kilku minutach odczułem potrzebe zapicia go wodą.

+0,10 h
Podróż do planowanego miejsca mocno się dłużyła, a wchodzenie po górach niesamowicie nas męczyło. Musieliśmy robić kilka przerw, a po wspinaniu się chwilę w nieco większym tępie wyczuwałem lekkie mdłości.

+0,20 h
Do naszego punktu docelowego było już bardzo blisko. Szliśmy nadal turystycznym szlakiem mijając co kilka minut spacerowiczów, głównie starszych ludzi. Moja ekscytacja dawała mi siły do dużo szybszego dążenia do celu toteż zostawiałem zmęczonego K kilkanaście metrów za mną. Czułem jak wchodzi. Widziana z góry ulica i malutkie samochody przyprawiały mnie o dreszcze, a przyglądanie się chodzącym ścieżką ludziom dawało mi bardzo dużo radości. Obserwowałem dyskretnie każdego spacerowicza i odwracałem się w stronę K z otwartą cieszącą się gębą po minięciu każdego z kolei. K nie dopisywał humor. Postraszyłem go, że przez zjedzenie chwile przed hometem kilku pączków może mu nie wejść, zresztą... na niego wszystko działa dużo słabiej niż na mnie.

+0,30 h
Jesteśmy w planowanym miejscu. Ciśnienie i pozytywne emocje rozrywają mnie od środka. Patrzę z góry na całe miasto i podziwiam piękno panoramy. Kolory są mocno wyostrzone, zwracam uwagę na ruszające się pod wpływem wiatru liście. Jedno drzewo przykuwa swoim kolorem moją uwagę na dobrych kilka minut, ciągle powtarzam do rozdrażnionego K:
"Widzisz to drzewo? Zobacz jakie kolorowe, jakie czerwone, jak sie rusza...".
K szuka w internecie informacji o zażytej substancj. Uspokaja go jeden z raportów w którym wyraźnie zaznaczone jest, że 4-HO-MET może wchodzić ponad 40 minut. Wymawiam sentencje która doprowadza nas obu do śmiechu "Ej stary, chyba jestem w centrum wszechświata".

+0,50 h
Kładę się na kłodzie, obserwuje lekko zachmurzone niebo, jest tylko kilka stopni na plusie jednak świecące zza chmur słońce sprawia mi dużo radości. Widziane z dołu gołe, zimowe korony drzew wyglądają bardzo pięknie. Obserwuję z otwartą buzią ptaki, widzę wokół siebie poświatę, jakby cień latających motyli, których tam oczywiście nie było. Wszystko mi się podobało. Ponownie męczę K kwestiami "jakie kolorowe", jakie ładne", "jakie czerwone". Mam lekkie problemy z mówieniem, ciągle wydaje z siebie dźwięki zachwytu "oooooo", "aaaaa", "łoooooo". K się lekko nabija i mnie naśladuje co powoduje u nas ciągłe wybuchy śmiechu. Wstaję i z otwartą gębą patrze znów na panoramę miasta. K mówi z szerokim uśmiechem że zaczyna mu wchodzić. Wyobrażamy sobie że umiemy latać i lecimy właśnie nad miastem które podziwiamy. Zastanawiamy się nad znajdującym się dole góry śniegiem. Czy to na pewno śnieg? A może tam jest staw? Zachwycają mnie nawet leżące obok trzy brudne deski, którymi K zaczyna się bawić.

+1.10 h
Dalej siedzimy na kłodzie. Nigdy nie byłem w takiem euforii - czuję, że rozsadza mnie od środka. Żadna substancja i żadna sytuacja nie spowodowała u mnie tak wielkiej radości. Nie mogę normalnie usiedzieć. Staram się kilka razy myśleć o czymś ważniejszym, jednak wewnętrza euforia i zachwyt nad całym światem skutecznie mi to uniemożliwia. Nastawiam się na rozrywkowego tripa, bo wiem, że z wszelkich poważniejszych przemyśleń nic nie będzie. Mam lekkie problemy z równowagą nawet przy siedzeniu, dlatego lekko opieram się o K. Czuję spore zmęczenie wchodzeniem pod górę i ciągłym śmiechem. Jest mi jednak bardzo błogo. K zaczyna fazować i robić głupoty, jednak ciągle widzę u niego dużo większą trzeźwość umysłu niż u siebie. W pewnych momentach zachwytu nie ma ze mną kontaktu przez kilka minut, a ja wpatrzony w jedną rzecz z otwartymi ustami zaczynam się ślinić. Ciągle nie wiem czy mam na sobie kaptur czy czapke, nie jestem też w stanie wyjąć telefonu z kieszeni. Od początku tripu spaliłem już pół paczki papierosów. Odpalam kolejnego. Widzę go jakby w trójwymiarze. Obaj podziwiamy jak szybko sam się spala. Ulatujący z niego dym jest taki piękny...

+1.30 h
Mam lekki ślinotok, a jednocześnie czuję suchotę w ustach porównywalną do spalenia małej ilości mj. Bardzo dużą ulgę daje nam przyniesiona ze sobą woda, schłodzona już od zimnego powietrza. Praktycznie co chwilę ją popijamy co sprawia niesamowitą przyjemność. K przeżywający tripa dużo słabiej ode mnie, robi mi zdjęcia kiedy mimowolnie robię głupie miny, lecz nawet się tym nie przejmuję. Jemy ostatniego pączka który nam został. K śmieje się z czerwonego dżemu naśladując mój zachwyt nad całym widzianym światem. Przeżuwanie stanowi dla mnie nie lada wyzwanie - jeden większy gryz utyka w moich ustach na dobrych kilka minut. K, który już dawno zjadł przekąskę, widząc moje problemy z jedzeniem, wlewa mi do buzi trochę wody, która pomaga mi przełknąć ciasto. Do K dzwoni jego ojciec zdziwiony, że go nie ma w domu. K stara się zachowywać normalnie, jednak po chwili wybucha śmiechem i się rozłącza. Śmiejemy się, że jego ojciec pewni myśli, że jesteśmy pijani. Znam dokładne myśli K, przeszywam jego psychikę na wylot. W ciągu jednej chwili rozumiem dokładnie jego relacje z rodzicami, zastanawiam się też chwilę nad swoimi. Jedyna poważniejsza, refleksyjna chwila tego dnia kończy sie szybkim powrotem do podziwiania natury.

+ 2:00 h
Dalej cieszymy się tripem i rozmawiamy o pierdołach. Obok nas pojawiają się dwa większe psy a chwilę po nich ich właściciele. Jestem zdziwiony obecnością innych ludzi i staram się zachowywać w miarę naturalnie, jednak obaj nie możemy przestać się śmiać. Para zaniepokojona naszym zachowaniem się oddala, a my z uśmiechem na ustach zastanawiamy się nad tym co sobie o nas pomyśleli. Robi się nam chłodno więc postanawiamy się zbierać. Czuję, że homet działa troszke mniej i jestem z tego powodu przygnębiony, bo chciałbym żeby ta faza trwała wiecznie. Śmiejemy się ze swoich dennych tekstów i żartów które na trzeźwo nigdy by nas nie rozśmieszyły. Praktycznie każde słowo powoduje wybuch śmiechu i pojawienie sie w oczach łez. Wpadamy na pomysł pójścia na piwo więc kierujemy się w strone miasta. Dopiero teraz zauważamy u siebie poszerzone źrenice, u K jest to szczególnie widoczne. Delikatne fraktale i leciutkie halucynacje które mi chwile temu towarzyszyły już zniknęły.

+2:20
Dochodzimy do miasta. Ciężko jest nam się naturalnie zachowac, każdy mijany przechodzień powoduje u nas wybuch śmiechu. Zauważamy że mówimy bardzo głośno i prawie każdy nas słyszy. Widząc kobietę karmiącą kaczki, wywiązuje się między nami dialog
K: Patrz jakie ładne kaczki...
Ja: No... I DUŻE!
który kończy się głośnym wybuchem śmiechu i koniecznością przykucnięcia. Słyszymy głosy mijanych ludzi jednak ciężko je zrozumieć, mówią jakby w innym języku. Staramy się ogarnąć by nie zwracać na siebie uwagi, ale jest bardzo ciężko. Mijamy starszą kobietę, K mówi mi że wyglądała jak goryl. Śmiejemy się z tego przez dobrych 5 minut. Muszę się złapać drzewa żeby się nie przewrócić. K zauważa że nie dociera do mnie większość zdań, które mi mówi. Nadal jestem w swoim świecie.

+2:40 h
Jesteśmy na głównej ulicy, jednak nie możemy znaleźć żadnego pubu. Zaczepiam spieszącą się kobietę i nagle dostrzegam jej ciemnozielone włosy. Staram się zachować powagę i pytam o lokal w którym można się czegoś napić. Kobieta wskazuje nam miejsce, lecz widzi nasze dziwne zachowanie i oddala się. Dostrzegam że zostały mi już tylko 3 papierosy. Wchodzimy do lokalu który okazuje się być całkiem elegancką meksykańską restauracją. Kelner przynosi nam menu, co kwituję tekstem "ale my się chcieliśmy tylko piwa napić". Ponownie wybuchamy śmiechem. Obserwujemy siedzącą stolik obok grupkę dziewczyn, jednak mimo wysiłku nie jesteśmy w stanie zrozumieć co mówią. Ich mowa zlewa się dodatkowo z typowo meksykańską muzyką w tle.

+3.00 h
Spijamy piwko, rozmawiamy, co chwile się śmiejemy. Jest bardzo przyjemnie, doceniamy działanie hometa i zauważamy że w małych dawkach może się nadawać na imprezy. Trochę się uspokajamy, jednak wciaż jest jakby inaczej. K nie może znaleźć notatnika w telefonie, ja mam problem żeby wysłać sms'a.

+3.30 h
Wychodzimy z restauracji. Działanie piwa jest raczej niezauważalne. Kierujemy się w stronę mojego domu, dalej śmiejąc się ze wszystkiego i nieudolnie próbując nie zwracać na siebie uwagi.

+4:00 h
Jesteśmy u mnie. Słuchamy muzyki i jemy kanapki. Odbiór muzyki troszke lepszy niż na trzeźwo. Siedzimy przez jakąś godzine i planujemy sobie wieczór. Dalej ciągle się śmiejemy jednak czujemy już wewnątrz zmęczenie i każdy kolejny wybuch śmiechu powoduje pewien dyskomfort w brzuchu.

+5:00 h
Mija nam ochota na wszystko. Jesteśmy już zmęczeni i zaczynamy strasznie zmulać. Podsumowujemy tripa. Nie doświadczyliśmy niczego spektakularnego, ale było bardzo przyjemnie i pozytywnie. Jesteśmy przekonani, że spotkamy się z hometem jeszcze nieraz, gdyż ma on spory potencjał.

Ocena: 

Odpowiedzi

50mg na dwie osoby ? Bo jak po 50mg na łeb to sort lipny, jeszcze jako pierwszy trip na normalnym psychodeliku. Ogólnie wesoły trip, strasznie typowy dla mahometa, ale właśnie przez swój całokształt jest piękny.

Oczywiście, że 50mg na dwie osoby. Nie wiem jak mogło mi to umknąć. Sort sprawdzony i bardzo dobry. Pozdrawiam :)

Też się zastanawiam czy to dawka na dwie osoby, czy każdy wziął 50 mg. Sama planuje wziąć hometa za kilka dni i nabrałam wątpliwości, ile brać...

Z TR wynika że substancja przyjemna. Życzę kolejnych miłych tripów!

50mg to dawka na dwie osoby. My też się trochę zastanawialiśmy od jakiej dawki zacząć. Teraz, już po pewnym czasie uważam nawet, że mogliśmy ładować więcej, w końcu jesteśmy 80kg facetami. Jednak 25mg na osobę to na pewno optymalna dawka na pierwszy raz - bez szaleństw, ale dobra zabawa. Pozdrawiam i również życzę jak najmilszych podróży!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media