Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[4-aco-dmt] 24h z życia psychonauty

[4-aco-dmt] 24h z życia psychonauty

Wiek: 22

Doświadczenie: mj, haszysz, amfetamina, gałka, psychotropy, DXM,

Dawka: 2x25mg + 50mg dnia nstępnego

Set&Settings Urlop, wolna chata przez dwa dni, kilka płyt Audio Bullys i torebka białego proszku. Pierwszy raz z tą substancją, ale wierzę w swój twardy łeb.

Wczoraj matka wyruszyła na swoją wyprawę do dziadków tako i ja postanowiłem udać się w małą podróż. Zza obwoluty książki wyjąłem torebkę ze 100mg białego proszku, wysypałem na lustro i za pomocą żyletki podzieliłem na 4 ładne i w miarę równe kupki. 3 zsypałem z powrotem, ostatnią zlizałem i po krótkim przetrzymaniu w ustach połknąłem. Gorzki, dość nieprzyjemny smak ale jak najbardziej znośny. Przepiłem wodą i przepaliłem papierosem (który tylko spotęgował gorycz - polecam trochę odczekać zanim gorycz nie zniknie).

Położyłem się na łóżku, wrzuciłem bit na głośniki i postanowiłem zaczekać na pierwsze efekty. Po jakichś 15 minutach dziwne motylki zaczęły fruwać w brzuchu a kończyny stały się przyjemnie lekkie i wibrujące. Z każdą następną chwilą muzyka robiła się coraz przyjemniejsza a głowa lżejsza. Wstałem obejrzałem się w lustrze i zrozumiałem że odpaliło.

Nie potrafię zachować chronologii następnych wydarzeń więc w dość chaotyczny sposób postaram się przybliżyć odczucia.

Wszystko co robiłem było zajebiste. I nie chodzi o to, że ćpanie jest super a o to, że drug dawał mi radość z najprostszych czynności. Słuchanie muzyki było świetne, obserwowanie drzew za blokiem (ogólny ciąg do przyrody występował przez cały pierwszy dzień), wyprawa po butelkę która psuła mi widok z okna, słuchanie śpiewu ptaków, kąpiel, zwykłe leżenie w zajebistości wszechświata. Po prostu zapadnięty w miękkość pościeli czułem się bosko, a z wszystkich stron otaczała mnie muzyka, dźwięki otoczenia i w ogóle było supcio.

Po tym jak się wykąpałem stwierdziłem że cudownie będzie się wybrać do miasta żeby poprzebywać wśród ludzi, obdzielać ich swoją radością. Głupi pomysł muszę przyznąć, a jeszcze głupsze było to że dowaliłem do pieca łykając kolejne 25mg.

Ubrałem się, odpaliłem auto i ruszyłem. Akurat los chciał, że druga dawka przyjebała mi z 5minut po opuszczeniu mieszkania.

Droga wiła się w dziwny sposób (nie tak jak na filmach że wszystko jest wykręcone, ale odczuwalne było zakrzywienie przestrzeni), auta nie jeździły tak jak powinny, kierowcy zachowywali się zupełnie nieracjonalnie a mnie złapał strach. Zjechałem na CPN, dolałem do baku i złapałem chwilę oddechu przepijając redbulem. Włączając się do ruchu na najbardziej uczęszczanej trasie w mieście wiedziałem, że muszę jak najszybciej się gdzieś zatrzymać bo robi się ostro i chwila dzieli mnie od jakiejś tragedii. Zaparkowałem pod supermarketem, poszedłem się odlać i ruszyłem sobie trochę połazić. Wszyscy byli tak okropnie brzydcy. Widziałem ich powykręcane twarze, choroby i deformacje ciała. Poza dwiema dziewczynami na rowerach nie było zdrowych, ładnych ludzi.

Schowałem się do auta i obserwowałem dalej te małe gnomy z paskudną fizjonomią pędzące do i z pracy, wielkie główki, małe ciałka. Wszystko dookołą było odrealnione na maksa, straciło swoje naturalne proporcje. Auta były albo zbyt duże albo malutkie, budynki wielkie jak nigdy a ludzie niczym skrzaty.

Gdy się trochę otrząsnąłem odpaliłem auto i starając się niczego nie odjebać dojechałem do domu, po drodzę stając po ciastka.

Potem wyszedłem na spacer z psem i przeżyłem masakryczną historię z dzieckiem sąsiadów chorym na białaczkę, które szczerząc zęby zza kierownicy skierowało na mnie zielone punto. Mały potwór. Uwierzcie że widok tego chorego stworzenia był naprawdę szokujący. Do tej pory nie rozumiem czemu sąsiadka wzięła kilkuletnie dziecko na kolana i pozwoliła mu prowadzić.

Następnego dnia rano wrzuciłem od razu pozostałe 50mg, dokładnie wylizałem lustro i poczułem się źle. Chyba lepszym wyjściem byłoby przyjęcie mniejszych dawek w odstępie czasowym. Było mi niedobrze więc się położyłem, ale tu dały znać zakwasy po wczorajszym fitnesie i było mi jeszcze gorzej.

Wpadłem na pomysł, że kromka suchego chleba powstrzyma nudności, dorzuciłem do tego po tabletce apapu i ketonalu na boląca głowę i zakwasy, wyłączyłem muzykę która w porównaniu do poprzedniego dnia mnie męczyła i nakrywając się po czubek głowy kołdrą zaległem w łóżku.

Tu naszły mnie mega rozkminy o mojej przeszłości, tym co robię. Przekminiłem dobro, zło, sens życia i masę innych spraw. Nie chciało mi się otwierać oczu, tak dobrze było mi wewnątrz mnie. Znikłem, stałem się małym punkcikiem który dopiero miał się przeobrazić w humanoidalną formę. Bardzo osobisty i wewnętrzny odjazd połączony z wykręconym pokojem, wzorkami na ścianach i takie tam.

Potem znów naszło mnie na wycieczkę do miasta ale tym razem obyło się bez przygód, widać substancja zażywana 2 dni z rzędu skraca swoje działanie. Praktycznie bez strasznej zwały, lekka apatia i otępienie ale w przyjemnym tego słowa znaczeniu. No i do tej pory mam dość głośnej muzyki, sąsiedzi pewnie też (:

Ocena: 

Odpowiedzi

Jeździć samochodem po 4-aco-dmt? Masz grubo nasrane...

Nie ma to jak podwójna jazda. W sumie chyba tylko po alkoholu jeszcze nie prowadziłem, bo nawet na deksie dałem radę (chociaż przyznam że początkowa faza, potem na bank nie byłbym w stanie).

Sorry, za podwójnego posta

Właściwie to sporo z odczuć, które opisujesz przypomina mi 2c-e

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media