Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[3-cmc] leśny metaklefedronowy druid z liściem na głowie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Około 1.5g metaklefedronu na 3 osoby. Ja i K. więcej niż Tri.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Spontanicznie zaplanowany wypad do lasu na świeżo zamówionym 3-CMC. Dobry humor, perspektywa pierwszego zarzucenia empatogena od dłuższego czasu.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Stymulanty/empatogeny: Amfetamina (mało), Metamfetamina (mało), 4-MMC (dużo razy), 3-MMC (dużo razy, najwięcej ze wszystkich stymulantów), Pentedron (mało), a-PVP (raz), Dibutylon (raz), PV8 (mało), MDMA (raz), 5-MAPB (dużo razy), 6-MAPB (mało), Etylofenidat (mało), 3-FA (mało), Eth-Cat (mało), 2-FMA (mało)

Psychodeliki/dysocjanty: MJ (często), 2C-P (raz), 25I-NBOMe (mało), 25C-NBOMe (dużo), 5-MeO-MiPT (mało), 5-MeO-MALT (mało), 5-MeO-DMT (raz), 4-HO-MET (raz), MXE (2 razy), DXM (3 razy), Alliloeskalina (2 razy), maczany (kilka razy)

Depresanty: alkohol (sporadycznie), kodeina (2 razy), tramadol (raz), benzodiazepiny (nierekreacyjnie), GBL (raz)

[3-cmc] leśny metaklefedronowy druid z liściem na głowie

Po ostatniej delegalizacji polski rynek RC bardzo zbiedniał. Zastanawiając się, czy cokolwiek z nowej fali beta-ketonów może dorównać poprzednim, spędziłem dużo czasu na czytaniu opinii i w końcu zdecydowałem się zamówić 3-CMC. Metaklefedron. Odkąd paczka do mnie przyszła, już wiedziałem, że trafił mi się prima sort. Białe, duże kryształki, które po lekkim pokruszeniu był wręcz przeźroczyste.

Ale co to, co się dzieje? A tak, dzwoni telefon. Jest po 12. Tri. informuje mnie, że już się zbiera i niedługo będzie pod moimi drzwiami. Szybki prysznic, jakieś śniadanie i już goszczę współtripowicza w moich progach. Szybko dopiłem kawę, spakowałem do torby najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy do miasta oddalonego o ponad 50km. Bo czemu nie?

Na miejsu zrobiliśmy szybkie zakupy. Woda - podstawa przy tripach na odwadniających beta-ketonach - i mniejsze przekąski. Wychodzimy i naszym oczom ukazuje się 3 tripowiczka. Cała ekipa w komplecie. Ja, Tri i K. Ruszamy w stronę lasu, spokojnie rozmawiając i spożywając prawdopodobnie ostatni dzisiejszy posiłek. Gdy już poruszamy się między drzewami, K. energicznie wypada w przód, podnosi z ziemii długi patyk i zaczyna bić liście nad nami. Ale zaraz, zaraz... przecież my jeszcze nic nie wciągnęliśmy, a jedna z nas zamieniła się w leśnego druida z liściem na głowie, który bije drzewa patykiem... cóż. Moją teorią jest, że ona już posiada w mózgu fabrykę narkotyków.

Docieramy do celu, mała polanka zasłoniona krzakami. Rozkładamy się na trawie. Wyciągam z torby woreczek ukryty w pustej paczce po fajkach, zeszyt do chemii - nieprzypadkowo - i zaczynam. Biorę większy kryształek, około 500mg i kruszę go rękoma na mniejsze. Gdy ich rozmiar pozwala już pokruszyć je kartą, to też robię, otrzymując w wyniku bialutki, mały puder. Kilka sprawnych ruchów i na zeszycie są 3 równiutkie kreseczki. Patrzę na współtripowiczów i rzucam standardowe: "No to kto zaczyna?"
Tri: "Prawo pascala."
Ja: "Kto sypie... ten napierdala?"

Okej, czyli to ja mam pierwszy spróbować czegoś, co prawdopodobnie zostawi mi w nosie pogrom na długie dni. Zwijam banknot i zaczynam. Boże, ból w nosie jest ogromny; zanim dotarłem do końca line'y, z mojego oka już poleciała łza. No ale dobra, podaję zeszyt dalej. Teraz kolej na K. - naszą leśną druidkę, która już niedługo zaprezentuje nam na przykładzie, co to jest "naspeedowany głos". Ostatni jest Tri. Gdy już cała powierzchnia zeszytu była wyczyszczona, każdemu z nas zaczynało wchodzić. Dobitnie pokazała to K., która kładąc się na trawie, opisywała swój stan słowami "Ale mi dobrze, ale mi dobrze.". Cóż, mi też było dobrze. Porównując 3-CMC do innych beta-ketonów można powiedzieć, że ta substancja powoduje bardziej stymulację i empatogenność, a nieco mniej euforii, choć dla osób bez żadnej tolerancji dawka 167mg na początek najwyraźniej aż nadto spełniła swoją rolę.

Zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy - to właściwie jest motyw przewodni każdej imprezy w dobrym towarzystwie. Motyw, który był uwydatniany narkotykiem, będącym zaledwie dodatkiem do wszystkiego, ale za to bardzo dobrym dodatkiem. Rozmowa była bardzo przyjemna, każdy cieszył się chwilą, nie zaprzątał sobie głowy niczym innym. Było tylko tu i teraz. Wyciągnągam z torby paczkę czerwonych Lucky Strike'ów i częstuję współtripowiczów. Minusem b-k jest to, że bardzo chce się po nich palić. Ale czy to właściwie jest minus? Czy mi to przeszkadało? W sumie nie.

Czas nam mijał dosyć szybko. Po przerobieniu kilku tematów gadaniem, znów wziąłem w ręce zeszyt. Współtripowicze już wiedzieli co zaraz zrobię. Kolejne kryształki trafiły pod kartę, tym razem 2 duże kreski dla mnie i K. oraz 1 mniejsza dla Tri., który był kierowcą. A że po kilku godzinach mieliśmy zamiar wrócić do domu, to wolał się nie zniszczyć tak, żeby po zejściu metaklefedronu nie być w stanie prowadzić. No ale wróćmy do rzeczy. Znów zawijam banknot i sprawiam, że z 3 kresek robią się 2. Tym razem nie czułem bólu, po chwili potwierdziła to K. słowami "W ogóle tego nie czuję i nawet nie wiem, czy to wciągam.". Znów uderzyło nam szczęście do głowy, kontynuowaliśmy nasze rozmowy. Zaczęśliśmy planować urodziny Tri., które miały odbywać się tydzień później. Pierwotne założenia były takie, że miała to być tylko "zielona" impreza. Przyszły solenizant zaproponował ogarnięcie MDMA.
Ja: "Przecież mówiłeś, że te urodziny będą 'no white'."
Tri: "Ale to nie jest białe, pigułki będą niebieskie."
No dobrze... miał rację. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Nawet się ucieszyłem, bo imprezy po empatogenach to coś cudownego, coś cudownego, co przecież właśnie teraz też przeżywamy, siedząc pośrodku lasu w trawie na polance.

Mija jeszcze trochę czasu, zaczyna się pozowli ściemniać. Jest już jakoś po 17. Mamy zamiar się już powoli zbierać, więc rozsypuję resztę 3-CMC i robię z tego 2 kreski, ale wystarczyło, żebym uznał "O kurde, ale te to są już duże", żeby Tri. zdecydował się, że może nam pomóc. Podobnie jak w przypadku drugiej kreski przy tej też nie było czuć specjalnego bólu. Zebraliśmy się, sprawdziliśmy czy wszystko mamy i ruszyliśmy przez las do centrum miasta. W międzyczasie jeszcze K. postanowiła pobawić się w chemiczkę i spalić nadmanganian potasu, używając gliceryny. Nie wyszło jej to, a może po prostu za krótko czekaliśmy? Może kilka sekund po tym jak ruszyliśmy dalej, na miejscu naszego eksperymentu rozpalił sie ogień? Tego już się nie dowiemy.

Mimo że chodzenie po mieście trwało ponad godzinę, to w zasadzie nie różniło się bardzo od siedzenia w lesie. Czały czas rozmawialiśmy, choć w pewnym momencie zaczęły kończyć się tematy, a nam energia. Czas na zjazd! Na całe szczęście suplementacja witaminami i magnezem sprawiła, że nie był on tragiczny. W zasadzie czuliśmy się tylko zmęczeni. Około 19 nasz trip się już zakończył. K. poszła do domy, my do samochodu oddalonego o 2km. Ten spacerek i jazda powortna minęła raczej po cichu, nie mieliśmy już takiej chęci na rozwijanie każdego wątku, jak kilka godzin temu.

Po 3-CMC stosunkowo łatwo zasnąć, jakieś 2-3h po ostatniej dawce można już bez większego problemu leżeć w łóżku. Podsumowując, czy 3-CMC jest godne uwagi? Myślę, że dla eksperymentu jak najbardziej. Niewiele się różni od innych beta-ketonów, ale jeżeli już się w to bawić, to lepszej rzczy od legendarnego mefedronu raczej już nie będzie, a przez to co robi z nosem, to nie polecałbym dłuższych ciągów.

Ocena: 

Odpowiedzi

Ciekawe ciekawe wreszcie widze szanse na coś pozytywnego :)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media