Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

2 godziny niczym sekunda w gąszczu 12 godzin

2 godziny niczym sekunda w gąszczu 12 godzin

Zacznijmy najpierw, od pewnego utworu: 

https://www.youtube.com/watch?v=VZXJLQntCP0

Dodam na samym początku, że ten tekst oddaje max. 30-40% tego, co aktualnie się działo. Niestety, mimo iż lubie mówic i pisać, słowami nie da się wszystkiego opowiedzieć (niektórych zdarzeń też do końca nie pamiętam).

Już pewien czas temu zauważyłem, że tryptaminy sa jakoby bardziej "brutalniejsze", od zwykłego kwasu. O wiele więcej wyciąga z człowieka, nie pod wzgledem przemyśleń, czy wizuali. Karton zawsze we mnie podwajał pozytywne emocje. Raz tylko miałem lekkie problemy z negatywnymi, ale minęło od razu. Był spokojniejszy. Miprocyna działa na mnie jak coś, co podwoi we mnie wszystko, nieważne czy będą to pozytywy, czy negatywy. 

 

Ale biorąc taką dawkę, byłem przygotowany dosłownie na wszystko. Zaczęło się od wiadomości, że moja paczka dotarła i moge ją odebrać. Pojechałem od razu, a że było to późne popołudnie wziałem od razu na miejscu. By przyspieszyć lekko metabolizm, szedłem do domu na piechote najszybciej jak się da, by zdążyć też przed pierwszymi objawami.

 

Pod koniec drogi, czyli jakios po 15 minutach wchodząc do sklepu bo stały zestaw, czyli picie i kwaśne żelki, poczułem pierwsze efekty. Umysł coraz wyzej unosił się nad ciałem, lekki szum w głowie, nogi jakby lżejsze. Kupiłem i wyszedłem najszybciej jak się dało.

 

Pięć minut później już byłem w domu, z ogromem emocji, jakie wywołuje 4-ho-mipt. Niestety, tym razem bodyload nie zapomniał uczestniczyc w zabawie, więc resztkami sił, przed ogromną falą jaka nadciągała zjadłem ostrą papryczkę, która w niewiarygodny sposób osłabia BL, popiłem wodą i poszedłem pod prysznic, bo to również pomaga na pierwsze godziny ładowania. 

 

30 minut od wzięcia miałem objawy jak peak po 30mg tej samej substancji. Ba, powiedziałbym że nawet większe. Fraktale Uderzyły nagle i niespodziewanie dosłownie wszystkie naraz. Prysznic był świetny, lecz BL dalej był odczuwalny, choć się zmniejszał. Pałeczke przejeło spięcie mięsni i walka w głowie z natłokiem myśli. Łazienke mam psychodeliczną na trzeźwo, dużo świateł, dużo zniekształconych kształtów, możecie sobie tylko wyborazić, jak coś psychodelicznego może byc psychodeliczne po psychodeliku. Widziałem coraz mniej, faktale wręcz całkowicie zalały obraz. A było to dopiero 40 min od przyjęcia. 

Po gorącym prysznicu, myśląc że jestem tam godzine, okazało się że nie minęło tyle jeszcze nawet od pierwszego zarzucenia. Wyjście spod było bardzo utrudnione, moje ruchy były ograniczone, ciężko było ustać na nogach, a wytarcie się ręcznikiem było niemożliwe. Posiadam tam również miękki, puchaty dywan. Gra cieni była nie z tej ziemi. Dosłownie cały dywan tańczył, a gdy spojrzałem na siebie w lustrze... Dostrzegłem, że odbieram sygnał z opóźnieniem minimum 10 sekund. Nie dość że ruch mojej głowy zostawiał długi ślad za sobą, to dotyk odczuwałem po wielu sekundach. Wróciłem do pokoju, włączyłem muzykę (Tool), położyłem się na łózku i... Podniesienie głowy było niemożliwe. Myśli i pytania były w takich ilościach, że wręcz fizycznie czułem ich ciężar, który nie pozwalał mi podnieść głowy. Zamknąłem oczy, dosłownie widziałem, jak z ogroma impulsów w moim mózgu, które wywołują nienaturalne łączenie myśli razem zbijają się w gromady a następnie osiągają postać fizyczną. Po chwili zaś nakryłem się kołdrą, by było jak najciemniej. Niestety, nie pomogło to. Światło z dworu i lampy było widoczne mimo kołdry i zamkniętych oczu. Widziałęm dalej cały swój pokój, jakgybym na niego normalne patrzył. Leżałem obok telefonu, przyszedł sms i widziałem dokładnie jak się zapala ekran. Obraz ten był tak rzeczywisty, że cienie były idealnie odwzorowane. 

I tak mineło 1:30 godziny, a już wtedy wiedziałem, ze przynajmniej do godziny 1 w nocy to nie ustąpi. Początkowo do końca tripu miałem być sam, tego też chciałem. Niestety okazało się, że bliska mi osoba wraca wcześniej, więc przestraszyłem się lekko. Doskonale wiedziałem, ze takiej dawki nie ukryje, a nikt o tym nie wiedział.

https://www.youtube.com/watch?v=Lm38Ojh61lY

 

Zaczęła się era brutalności i wyciągania każdej emocji, nawet tej której nie byłem świadom. W pierwszej chwili nawet nie wiedziałem, co mam zrobić ze sobą. splątanie mózgu euforią i każdą myślą z osobna utrudniało komunikacje z samym sobą. By o czymś pomyśleć, musiałem to napisać i przeczytać, lub próbować wypowiedziec na glos. Najmniejsze detale były tak wyróżnione przez fraktale, że widziałem z osobna każdy włos na mojej ręce i każde wypuklenie na odciskach palców. Mała plamka na ścianie? Teraz była wielkości pięści. 

Postanowiłem wyjść na dwór, ponieważ chłod potrafił mnie lekko ogarnać. Faktycznie, poniekąd pomogło, odczułem lekką czystość umysłu i wzroku. Skierowałem się do skelpu po kolejną dawkę napoju i kwaśnych żelek (naprawdę, kwaśne żelki są tym, czym sos czosnkowy do kebaba, kwaśny smak pobudza jeszcze mocniej, to jest tak nagłe i silne uczucie, że podwaja na chwile wszystko, co odczuwam). W sklepie ze słuchawkami ogarnałem, że nie jest to najlepszy pomysł. Inni ludzie wywołali lekki niepokój, ciężko bylo wybrać cokolwiek z półki, a kolejka okazała się większa, niż wyglądała. Ale najgorsze jeszcze mnie czekało za drzwiami.

Po wyjściu o ile dobrze pamiętam, mineło 1:50 godziny, od przyjęcia. A mogę śmiało już teraz powiedzieć, że peak nastąpił dużo później. Wychodzac ze sklepu, wypadła mi jedna słuchawka. Chcąc to naprawic położyłem zakupy na ziemi i chaotycznie, niezgrabnie próbowałem to naprawić. I wtedy zauważyłem patrol policji, który oddalajac się ode mnie, zauważył mnie kątem oka, i nienaturalnie zmienili swój kierunek ku mnie. Sparaliżowało mnie to, ponieważ nie było żadnej szansy, by ukryć stan w jakim byłem, gdyby do mnie podeszli. Do ostatnich chwil udawałem, że naprawiam coś strasznie skomplikowanego. Gdy się ze mną zrównali, miałem wrażenie że serce mi wyskoczy przez gardło. 

Nawet sobie nie zdajecie sprawy, co poczułem gdy przeszli obojątenie obok mnie. Wziałem zakupy i  poszedłem z powrotem do mieszkania, zaczynało robić się niebezpiecznie dla mnie. Adrenalina działała tak silnie, że na moment przestałem odczuwać działanie miprocyny. 

 

I to by było tyle, jeżeli chodzi o wstęp i początek ładowania się substancji

https://www.youtube.com/watch?v=qJp2fTTvIig

Po 15 minutach, gdy udało mi się opanować jakoś emocje, dostałem taki strzał w  twarz, że skutki odczuwam do dziś gdy to myśle. A pisze to tydzień po. Mając w głowie to co napisałem, wyobraźcie sobie (jeżeli kiedyś braliście) to splątanie, chaos i emocje, zdwojone, i dosłownie w ułamku sekundy. Każda emocja, zmęczenie marszem, strach, radość, BL, miłość, zabawa i niepokój, który odczuwałem na przełomie tych ~2 godzin, uderzył we mnie jeszcze raz, tylko razem, w jednej sekundzie. Jednoczesnie myślałem o tym patrolu, napoju, żelkach, czułem gorącą wode na sobie, opóźnienie w odczuciu każdego zmyslu, fraktale, ból żołądka, "wysokość" umysłu" i zmęczenie. Uderzenie było tak silne, że osunąłem się na Ziemie i przez dobre 15 minut, nie potrafiłem wstać, ani zbytnio myśleć. Byłem wtedy tylko obserwatorem tego, co się dzieje przed oczami i w umyśle. Nie nazwałbym tego paraliżem, ale odczucia były tak intensywne, że po prostu obserwowałem wydarzenia. 

Udało w końcu mi sie wstać, na kolano i mówiąc do siebie swoje myśli, by móc to jakoś uporządkować, porównałem to sobie do heroicznej walki człowieka, który wie że nie przeżyje tej bitwy, ale sie nie wycofa. Podniosło mnie to ogromnie na duchu. Od tego momentu, zacząłem robić mniej interesujące rzeczy, typu granie, jedzenie itd. 

Po godzinie od pamiętnej dla mnie fali wszystkiego, nastała era najlepszej zabawy w moim życiu, radości i ukrywania swojego stanu. 

Jak już wspomniałem, miała przyjść bliska mi osoba do domu wcześniej, więc postanowiłem że wymyslę coś na poczekaniu, by usprawiedliwić swój stan. Padło na zatrucie pokarmowe nieświeżym jedzeniem i był to strzał w dziesiątke, głównie leżalem i wyglądałem jakgdybym 3/4 dnia spędził nad kiblem rzygajac jak kot. Twarze były... Bardzi inne, niż normalne. Nie potrafie tego opisać ani wyrazić. Nie były straszne czy wywoływały negatywne emocje. Ale były mocno nienaturalne. W takich chwilach uświadmiam sobie coś śmiesznego, mianowicie - jestem na kwasie/tryptaminie, moge robić milion dziwnych, abstrakcyjnych i ciekawych rzeczy. Moge porozmawiać sam ze soba i uświadamiać sobie piękno świata. A zamiast tego stoję i myję naczynia... Co było dość smieszne i w sumie nawet ciekawe. 

 

Opisze tutaj troszeczkę kwestię samych fraktali. 

było to nieziemskie widowisko, uświadomiłem sobie naprawde sporo rzeczy na temat jak działa nasz wzrok i jak intepretujemy te informacje (interesuje się bardzo fizyką i astronomią, ale również tym jak działa nasz mózg, wzrok itd). Gdy byłem w łazience, obiekty a raczej perspektywa co chwile się zmieniała, widziałem umywalkę raz normalnie przed sobą, by po chwili ujrzeć ją od boku a następnie jakgdybym był w ścianie i patrzył za nią. Przez 90% tripa, nie byłem w stanie ocenić czy to co widze, jest faktycznie w takim ułożeniu jak to odbieram. Nawet nie byłem w stanie ocenić, czy stoje prosto, czy jednak się krzywie, ponieważ coś co z reguły stoi pionowo (np. lodówka) w tym momencie stała dla mnie bokiem. 

https://www.youtube.com/watch?v=Noz6-KaT4fA

I zaczęło się "udawanie" choroby. Jeżeli chodzi o nie informowanie ludzi o tym, zę aktualnie coś zażywałem, to robię tylko dla własnego poczucia komfortu. Wole brać albo sam i żeby nikt mnie nie widział/ nie wiedział, albo jak ktoś bierze ze mną i jest w tym samym stanie. Inne opcje mnie nie zadowalają. 

Chaos w głowie był nadal ogromny, ale na poziomie by móc w miarę logicznie wykonywać czynności i składać podstawowe zdania. Zrobiliśmy obiad i zaczęliśmy oglądać serial pt: holistyczna agencja detektywistyczna dirka gently'ego, który sam w sobie jest dość zagmatwany i abstrakcyjny. I zazwyczaj podczas oglądania analizuje co może być przyczyną, co skutkiem, i dlaczego, mówiąc to na głos. Tym razem taka analiza w mojej głowie wybiegała tam w przód i była tak abstrakcyjna, że po pierwsze nie mogłem o tym mówić na głos, po drugie, jakikolwiek komentarz musiałem zostawić dla siebie. Bo nie byłem w stanie określić, czy zniekształcenia dzieją się w serialu naprawdę, czy tylko ja to widzę. 

Po zjedzeniu postanowiliśmy poleżeć, może jakaś drzemka nawet. Doskonale weidziałem, że nie usnę, lecz kwestia leżenia wydawała sie być ciekawa. 

I tak w rzeczywistości było. W ciszy rozmyślałem nad cały wszechświatem. Wiele tez wtedy wydawało mi się bardzo rzeczywistych i logicznych. Jak np. to, że nasz mózg "wie", że nie jest jedynym takim osobnikiem, i ma "świadomość" (bez udziało mojej własnej świadomości, po prostu zapisane np. w DNA) istnienia innych takich jak on. Przez to stara się "obudować" siebie, by wydajność i bezpieczeństwo rosło. Poniekąd działa nie dla siebie, ale dla ogółu. Mózg sam w sobie, jako trochę lepkiej wydzieliny i galaretowatej masy, nie jest w stanie przeżyć nawet sam. Ma do tego ciało, które dostarcza mu energii i ochrone, w zamian porusza i utrzymuje reszte ciała w kondycji. Porównałbym to do pasożyta, który żyje ze swoim nosicielem w pięknej symbiozie. Porównanie tylko by zobrazować o co mi chodzi i jest dość płytkie.Im dalej w przód, tym rośnie ta ochrona. Wychodzi spoza własnego "ja i ciało", zaczyna łączyc z innymi ludźmi, którzy zaczynają budować wokół siebie domy, a kiedyś (miejmy nadzieje) kolonizować inne planety itd. itp. wiecie dokładnie o co chodzi :) 

 

https://www.youtube.com/watch?v=Noz6-KaT4fA

Stan ten utrzymywał się do późnych godzin nocnych (okolice 1-2), gdzie całość trwała około 12-13 godzin. A więc długość była porównywalna jak na kwasie. Pod koniec odczuwałem dyskomfort na granicy z bólem w 2 miejscach głowy. Było to uczucie jakby dosłownie mój mózg się smażył i palił. Miałem dziwnie "metaliczny" posmak w ustach, co łączyło się z tym odczuciem. Zapewne ogrom serotoniny, emocji i myśli porządnie obciążyło mózg. Kolejne dni nie niosły dużych konsekwencji. Dzień po wstawało mi się dość dobrze, mimo początkowego gorszego humoru, reszta dnia mineła mi w bardzo pozytywny sposób, na przemyśleniach i przypominaniu sobie. 

 

Dawka spora, na pewno nie graniczna i największa jaką przyjął człowiek, ale zadziałała na mnie w bardzo dużym stopniu i przez ten dzień byłem całkiem innym człowiekiem. To było totalne oderwanie się od naszego świata. Teraz na dniach, planuje przyjąć dawke 100mg 4-ho-mipt + 300ug 1p, i jeżeli oczywiście wszystko wypali, napisze kolejny raport.

Liczę, że trip będzie mocniejszy i bardziej "myślowy", oraz bardziej mistyczny i może nawet w pewnym sensie oderwanie się od ciała. Planuje połączyć substancje z totalnym mrokiem oraz nastrojowymi utworami i dźwiękami. 

Podsumowując: Dawka spora. Na pewno nie dla osób, które boją się sporego nieogaru. Oraz początkujących. Sądze, ze niedoświadoczna osoba, która nie jest w stanie choć trochę przewidzieć co będzie się działo (nawet mi było ciężko sobie uświadomić, jak to może wygląda. Przy takich dawkach to już bardziej sprawa losowa i przypadek, jak wszystko się potoczy), mogłaby sobie zrobić sporą krzywdę psychiczną, trauma, czy psychoza i paranoja to w lepszym wypadku. Ale przez to mogłaby zrobić sobie coś fizycznie, czy nawet się zabić. Sam podczas tripa miałem sporo dziwnych myśli. Nawet takich, że to wszystko to typowy "matrix" i tak naprawdę gdy umieramy to budzimy się w normalnym życiu. Doskonale wiem jak odganiać takie myśli, i nie uważam że to jakiś problem natury psychicznej. Po prostu to jest naturalna rzeczy po psychodeliku. Myślimy nad wieloma tezami i teoriami. Ba, sami wiele takich wymyślamy i wiele z nich wydaje się być logiczna. Ale autosugestia może niestety popchnąć kogoś do czynów i wszystko się źle skończy.

Ale jeżeli ktoś czuje się na siłach i decyduje się na dawki, w których opanowanie samego siebie graniczy z trudem, musi pamiętać że wyjścia już nie ma i trzeba dotrwać do końca. Nie wolno nagle spanikować i błagać by się skończyło. To jest najgorsze co można zrobić. Trzeba po prostu iść z prądem i obserwować, dokąd zawędrujemy. I jeżeli nie będzie walczyć z substancją, myślę że zajdzie daleko :) 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Chociaż wiem, że odpisze mi jakiś idiotyzm, nie odniesie się do mojego komentarza (ewentualnie to jednego zdania) to jednak jestem ciekawy heheheh

Padłem :D

Piszecie o terapiach, psychologach itp. Niektórych znam osobiście, bo to moi znajomi, którzy po prostu odkryli, że można żyć z rozmowy z ludźmi. To tyle. Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia i zdrowia:-)

To tylko sen samoświadomości.

Gryby źle mnie rozumiesz, bo ja wcale nie pisałem o rozładowaniu energii seksualnej, a wręcz odwrotnie! Pisząc o niej chodziło mi o jej magazynowanie! Kiedyś, na mój koment, że mam trzycyfrową liczbę podróży na LSD wyśmiałeś mnie, a powiem Ci, że mam około 300 takich podróży, napisałeś, że podejrzewasz, że nigdy "nie zamoczyłem", a jakbyś prześledził moje wpisy tu, to wiedziałbyś, że byłem w ponad siedmioletnim związku, więc jak widzisz też sobie wyciągasz wnioski, jakbyś mnie znał, a jednak nic nie wiesz;-) Pisałeś o body load'zie, że jego częstą przyczyną jest wazokonstrykcja, a ja, że jedną z przyczyn jest stres. To przeczytaj sobie co powoduje wazokonstrykcję i zobaczysz, że ja piszę o przyczynie, a Ty już jednak o skutku. W przypadku akupunktury piszesz o wbijaniu igieł gdziebądź i plecebicznym działaniu, ale w przypadku body loadu już placebo nie zadziała(?), bo pomóc może papryczka, haha. No chłopie. Tylko, że jak sam zauważyłeś wbijanie igieł gdziebądź może uszkodzić nerwy!, więc chyba nie warto ryzykować. Ach i pisanie o trollu jest conajmniej nie na miejscu. 

Chacken, tego, że jesteś dobrym człowiekiem, rozumiejącym czym jest miłość do kobiety dałeś wyraz pisząc pod którymśtam raportem o kodeinie, gdzie jako jedyny zgodziłeś się ze mną, że warto szczerze rozmawiać ze swoją połówką. Niestety większość ludzi jest nastawionych na branie (zarówno mężczyźni, jak i kobiety). Najczęściej ludzie są ze sobą z interesu, a nie z miłości, czego najlepszym przykładem są raporty, w których chłopcy piszą, że nie mogą powiedzieć swojej "ukochanej", że coś wzięli. To jest fałsz i kłamstwo. Dla mnie to jest żałosne... Z tym panaceum, to napisałem ironicznie, po tym, jak błędnie "przewidziałeś", czy zrozumiałeś mój koment o energii seksualnej (często jednak polecasz ludziom terapię). Co się tyczy tego kolesia z filmiku, to abstrachując od jego stylu powiedział świętą prawdę i zgadzam się z nim w 100%. Wiesz, wydaje mi się, że nie trzeba spędzać tyle czasu z nieświadomymi ludźmi. Nie trzeba być skurwielem, tak jak większość, by dobrze żyć i radzić sobie z nimi. Wystarczy im nie dawać tego, co sami chcą wyrwać, ale to chyba kwestia wewnętrznej siły. Pieniądze to cholerna iluzja - osobiście nigdy się o nie nie martwię, bo nawet, jak ich nie mam, to ludzie dzielą się ze mną materialnymi rzeczami. Po prostu otaczam się ludźmi, którzy patrzą w miarę podobnie, jak ja na świat - dzisiaj Ty nie masz, to ja się podzielę, jutro ja nie mam, to ktoś się ze mną podzieli i to jest piękne. Poza tym co jest złego w byciu malarzem na dworcu? Może byłbyś szczęśliwszy, niż mając dom wypełniony nostalgią. Gdzieś to pisałem, że mając 18 lat zdarzało mi się nocować na dworcach w Austrii, czy Włoszech i nie wspominam tego źle. Co do drugiej połówki do końca życia, to nie jest tak, że coś jest dane na zawsze. Istnieje tylko chwila obecna. Wczoraj nie powróci, a jutro nie nadejdzie nigdy. Jest tylko teraz i tu. Czasami drogi ludzi się splatają na jakiś moment, a później rozchodzą. Osobiście nie umiałbym być z kobietą, przed którą musiałbym cokolwiek ukrywać i mam kilka przyjaciółek z którymi jestem bardzo blisko, z którymi się świetnie rozumiem i nie mam bladego pojęcia, co jutro przyniesie. Niczego nie planuję i do niczego się nie przywiązuję. Lecę sobie przez życie, które jest grą. I to grą, którą wiele razy przechodziliśmy (tak, to moja wiara). Spotkania z cudowną Opiekunką (duchem Changi) wiele mnie w tej kwestii nauczyły. Nie boję się śmierci, a nawet w pewnym sensie niecierpliwie jej wyczekuję, co oczywiście nie znaczy, że myślę w jakimkolwiek sensie o samobójstwie, które uważam, że jest najsłabszą rzeczą, jaką może człowiek poczynić. Paru moich znajomych okazało taką słabość i to jest smutne. Co do smutku i samotności, to powiem Ci, że tak naprawdę samotność sam wybrałem. Przeżyłem kilka lat w zasadzie odosobnienia z własnej woli i mimo wszystko też jest ona piękna. Tak samo smutek. W roku zdarzy się parę dni, że wydaje mi się to wszystko bez sensu i tylko wtedy doskwiera mi samotność. Ale następnego dnia się budzę w nowym, innym dniu. Życie to nieograniczone możliwości. Jest, jak płótno, na którym wszystko możemy malować. Każdy maluje swój obrazek. Mój wygląda tak, że prawdziwsze są rzeczy metafizyczne. Za każdym razem, jak wybieram się w zaświaty, to dobitnie widzę, że na tym ziemskim padole nie ma się w ogóle czym przejmować. Ach i panuje w Kosmosie doskonała równowaga. Im bardziej przeżywamy szczęście, tym większy smutek poczujemy, ale wszystko dąży do złotego środka. Osobiście stosuję złotą regułę etyki - traktuj innego, jak sam chciałbyś być traktowany (w chrześcijaństwie jest to podane w negatywie - nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe).

To tylko sen samoświadomości.

No więc tak. Podejrzewam to nie to samo co stwierdzam i napisałem to tylko żeby wywołać jakąkolwiek reakcję z twojej strony prócz kolejnej fali nawiedzonych teorii. 

Co do wazo - nigdy nie spotkałem się ze stwierdzeniem, że to przez stress. Mały research i jest nowinka o badaniach z oglądaniem szeregowca ryana i wazokonstrykcji - i śmiechy jako leku na nią. To, że szeregowiec ryan wywołuje stres, a ten wazo nie znaczy, że za każdym razem kiedy mamy wazokonstrykcję to jesteśmy zestresowani. Wazokonstrykcję powoduje zmina temperatura, w moim przypadku brak ruchu i pewnie jeszcze sporo innych rzeczy. I teraz - wazokonstrykcja to coś co się przydarza i jest udokumentowane - zwężenie naczyć krwionośnych czyli podniesienie ciśnienia. Kapsaicyna rozluźnia naczynia krwinośne czyli obniża ciśnienie krwi. Fakt. Nie pisałem, że placebo nie może zadziałać na BL, tylko, że papryczka to nie koniecznie placebo, źle mnie zrozumiałeś. To była odpowiedź na twoje stwierdzenie co do papryczki jedzonej na zbicie BL.

Co do tych igieł - wcale nie pisałem, że to był dobry pomysł wbijanie ich na chybił trafił. Napisałem tylko, że takie rzeczy miały miejsce i działały tak samo jak wbijanie ich w magiczne miejsca energetyczne.

A do tego wyśmiania - wyśmiałem nie to ile tripowałeś, a twoje poznawanie kwasa na blotterze. 

Doskonale wiem jaka piękna jest transcedencja i wszystkie te magiczne rzeczy, ale nie wiemy tak naprawdę czy są prawdziwe czy to tylko wymysły naćpanego mózgu - kontakty z osobami z cięzkimi psychozami mnie w tym utwierdziły dlatego jestem sceptyczny co do tych rzeczy. Żyjemy teraz i tutaj i to co jest teraz i tutaj powinno być dla nas ważne, bo to co się stanie po śmierci (o ile coś się stanie) poznamy dopiero po śmierci. Podkreślam znowu - ja w to wierzyłem. Ale wierzyłem też w Pana Boga Jedynego Pana Naszego, byłem ateistą. I za każdym razem jak przestawałem w coś wierzyć (i niestety zaczynałem w coś innego) to przedstawiałem swój punkt widzenia innym. Muszę przyznać, że pospieszyłem się z tym debilem na początku, ale jak widzę kogoś w tym samym punkcie co ja to chcę mu w jakiśtam sposób pomóc. I pewnie źle zrobiłem, bo wywołałem reakcję obronną, ale co było to było. Pomogłem kilku znajomym - i w sumie nieznajomym też - i po czasie mi dziękowali. Mówię o pomocy w zmianie sposobu myślenia. 

btw. Tak co do tej śmierci - ja kiedyś chciałem się zabić żeby zobaczyć co jest po śmierci, ale jednak - śmierć to pewniak, a życie pełne jest jeszcze niespodzianek i nieznanego.

 

Po pierwsze to wcale nie gniewam się za tego debila. Daleki jestem od tego, by się na kogoś obrażać (zrozumiałem, że to ja się mogę obrazić [w różnoraki sposób to rozumując], a nikt nie może obrazić mnie). Tak samo z tym trollem, co mnie w ogóle początkowo bardzo rozbawiło:-)

 

Jakbyś dobrze się przyjrzał tym moim komentom, to też częściej używam "podejrzewam", niż faktycznie stwierdzam. Co do tej papryczki, to przeczytaj sobie jeszcze raz na spokojnie, co napisałem. Nie wyśmiałem jej, a stwierdziłem, że to fajny sposób:-), a później dodałem, że BL można zwalczyć czymkolwiek się chce i ja po prostu do niego nie dopuszczam (chwila medytacji PRZED przyjęciem substancji załatwia w moim przypadku sprawę). Później odniosłem się do zwiększenia ciśnienia, na przykładzie iMAO i noradrenaliny, ale może fakt, że arogancko.

Co do tego wyśmiania, no to jednak Twój koment brzmiał tak: "Trzycyfrowa liczba podróży? A to śmieszek z Ciebie^^...", więc jednak chyba to też wyśmiałeś (możesz to sobie znaleźć - przecież nadal jest). Ale zostawmy już to, bo to nie ma znaczenia.

Co do ateizmu, to ja byłem ateistą od szóstego roku życia, gdzieś przez 20 lat i to wojowałem nim (mimo tego bardzo interesowałem się religiami - głównie żeby mieć argumenty do wojowania). Uważałem się za geniusza, bo jeździłem po Polsce na olimpiady matematyczne i inne konkursy i prawie wszystkie wygrywałem swego czasu. Tworzyłem swoje własne wzory i kto mnie zna, ten dobrze o tym wie. Poległem dopiero na liczbach pierwszych - rok czasu rysowania wielowymiarowych siatek, celem znalezienia klucza... Manipulowałem ludźmi i znęcałem się psychicznie nad słabszymi... Nieraz uciekałem się do przemocy, jak kogoś nie mogłem złamać. Nie jestem z tego dumny, ale takie są fakty... (Dlatego teraz to spłacam, bo wrzucałem swoje kamyczki do cudzych ogródków)... I w pewnym momencie ktoś mi powiedział, żebym w końcu w coś uwierzył - nieważne w co. Po prostu. Oczywiście, że my nic nie wiemy, ale wiara czyni cuda! Wiara to moc. Najlepiej chyba wierzyc w siebie. Ach i nie jest tak, że nie dociera do mnie, co piszesz Ty, Chacken, Inniejszy, czy Abli. Zastanawiam się. Często jeszcze ego mną zawłada. 

To tylko sen samoświadomości.

Fantomowe bóle, to bóle czegoś, czego nie ma np. urwanej ręki. Wątroba, to nie fantom! Nie wiem, co rozumiesz przez ośrodek bólu, ale on jest w mózgu, a nie w poszczególnych organach. W organach są komórki nerwowe, które wysyłają info: "mózg, mamy problem". Komórki nerwowe są w całym ciele, bo inaczej organy nie mogłyby się ze sobą komunikować. Człowiek ma w sobie cały Wszechświat. I ten Wszechświat doskonale wie, co ma robić. Ciekawe skąd się wzięły takie zwroty, jak: "coś leży na wątrobie", skoro nie można jej poczuć. Słowo jeszcze na temat nauki: otóż kiedyś leczono choroby psychiczne lobotomią - czyli wpieprzali delikwentowi wielką igłę w mózg i nią kręcili. Robili tak "wykształceni" ludzie - lekarze (czyli naukowcy) sic! Albo bodajże do 95'tego szczepionki zawierały rtęć, czyli jedną z największych trucizn. Teraz możemy się pośmiać, jacy nieogarnięci byli dawniej naukowcy, ale ja nie mam cienia wątpliwości, że za 100 lat tak samo się będą ludzie śmiali z naszego poziomu naukowego. Transcedencji nie da się udowodnić, ale jest ponadczasowa, a nauka? Cały czas przekonuje, że dawniej nie było wiadomo, jak jest, ale teraz to już wiemy. Wkoło Macieju... Śmieszy mnie to niezmiernie:-) pozdrawiam.

To tylko sen samoświadomości.

Jebłem się z tymi ośrodkami bólu, wyczerpujący dzień. Tak, wątroba nie może boleć bo nie ma komórek nerwowych, które wyślą info: "mózg, mamy problem". 

To, że coś leży na wątrobie - to powiedzenie, które ma swoje korzenie w błędnym przekonaniu, że wątroba może boleć - a anatomia nam mówi, że nie może.

Co do nauki - sam nie bardzo łykam te nowinki i teoryje, ale chyba mi przyznasz, że znakomita część tych transcendentnych nowinek i teoryji jest bazowana na jakichś naukowych nowinkach - holo-wszechświat, rozmnażanie płciowe roślin, fizyka kwantowa i cała masa innych. Nie twierdzę, że transcendencja to pic na wodę fotomontaż, ale temat jest zaśmiecony jak każdy inny i wiara we wszystko co się tego tyczy to tak jak wiara we wszystko co piszą w Biblii. 

A co do lobotomii - jak usunęli część mózgu i ktoś zostawał warzywem to choroba psychiczna "znikała" - chyba działało? Nie no żartuję, droczę się hehehhe

Wiesz, trzmiel lata tylko dlatego, że nie wie, że nie może (ponoć policzyli powierzchnię skrzydełek i siłę z jaką nimi macha i jego wagę, i wyszło im, że nie może latać). To chyba nawet jest motto google, o ile się nie mylę. Niech będzie więc, że ludzi bolała wątroba, bo nie wiedzieli, że nie może boleć:-) Ach jak cudownie byłoby, gdyby naukowcy udowodnili, że nie można cierpieć;-) To wszystko i tak jest iluzją i niemożliwe nie istnieje. Masz rację, że transcendencja (a w zasadzie dywagacje na jej temat) są zaśmiecone, ale po to mamy rozum, by samemu weryfikować co prawdą jest. 

To tylko sen samoświadomości.

W sumie to twoje bajdurzenie to takie coś: https://www.youtube.com/watch?v=38hyG-ftEh8

 

Nie wiem, czy jest sens Ci tłumaczyć, ale chyba podejmę próbę. Chłopak z tego filmiku wszedł na jakiś poziom ezoteryczny (niezbyt daleko zaszedł) w ogóle nieprzygotowany mentalnie/intelektualnie. Co do głosów, które słyszy, to ma otwarty jakiś kanał (z nieżyczliwymi bytami), ale nie będę wchodził w channelingi, bo to odrębny temat i z tego, co widzę, to jednak nie na to forum. Nie poradził sobie, to wszystko... Co do myśli (w zasadzie myślokształtów), to latają sobie one, a my z nimi tylko rezonujemy (dopasowując się do nich indywidualnie). Polecam pomedytować - wtedy można zaobserwować te procesy. Natomiast jeśli chodzi o magię, o której on mówi, to sama afirmacja może być traktowana, jako magiczna, a wszyscy sobie coś afirmujemy (chcąc nie chcąc), więc w tym sensie każdy używa magii. Nie potrzeba zaklęć, chociaż wiadomo, że rytułały (w tym zaklęcia) wzmacniają uwagę, która wzmacnia afirmację. Chłopak uciekł w modlitwę, co dobitnie pokazuje, że sam sobie nie radzi. Widać nie każdy wytrzymuje zderzenie z ezoteryką i nic dziwnego, że ta wiedza jest "tajemna". Ale zawsze możesz myśleć, że mam schizofrenię:-), a na świecie nie istnieje nic, poza tym, co odebrać możemy naszymi ograniczonymi zmysłami.

Zastanawiające jest tylko (o ile jest, jak ten chłopak gada), że jak jakiś lek nie działa, to lekarze podają... ten sam, tylko w innym opakowaniu. "Masz trochę cukru. Pomogło? Nie? No to masz jeszcze trochę cukru".:-)

To tylko sen samoświadomości.

Wiedziałem, że to napiszesz. Taaak, poziom ezoteryczny - Jak ktoś nosi brązowe buty to jest aniołem, a zielone to diabłem. Albo, żeby oczyścić duszę czy coś takiego trzeba pić wodę z niebieską nakrętką. Obejrzyj inne filmiki, w których sam wyśmiewa swoją głupotę, wiarę w płaską ziemię itp. 

Wiem, że nie zmienisz zdania bo jesteś już na takim etapie choroby, gdzie ty wiesz lepiej, a reszta jest "nieoświecona" czy "nie ma otwartego umysłu".

Tak nawiasem mówiąc, serio myślisz, że ktoś kto przez kilka lat ćpał jest w stanie zdobyć "wiedzę", której zbieraniem zajmowali się szamani przez wieki? Żartowałem, wiem, że tak. 

https://psychiatria.mp.pl/choroby/73534,zaburzenia-urojeniowe

O ile przeczytasz, brzmi znajomo? 

Niesamowicie ciekawe jest patrzenie na coś takiego kiedy samemu się przez to przeszło.

Jeszcze tutaj: czyli ludzie po bieluniu doświadczają transcendencji i mają wgląd w inne wymiary. I ci po alfie, którzy widzą agentów na dachach, drzewach i parapetach też. Bo przecież choroby psychiczne nie istnieją, to wymysł elyty ziemskiej albo reptilian, którzy ludzi oświeconych chcą pozamykać, żeby nie wyjawili prawdy :D 

I fajnie, że dałeś radę wszystko wytłumaczyć, dobrze, że mamy takich światłych ludzi jak ty

A tak serio poczytaj jego bloga i fanaberie, chociaż wiem, że zinterpretujesz to na własny, wygodny sposób 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko cieszyć się, że obecnie żyjemy w czasach, gdzie chcesz mnie wysłać do psychiatry, a nie na stos. "Ocho! Ktoś myśli inaczej, niż większość - toż to wariat!" Nie poruszając średniowiecznych ludzi wiedzy, analogicznie było z braćmi Wright ("chcesz mi wmówić, że coś cięższego od powietrza może się w nim unosić? Powinieneś się leczyć!"), z Teslą ("ale jak to przesyłać prąd w powietrzu? Co za wariat!") itp. itd. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że wielotonowy samolot płynie w przestworzach, albo że można przesyłać informację "w powietrzu". Gdyby nie ci, co mają urojenia, pewnie nawet byśmy z jaskiń nie wyszli.

 

Co do tych moich "urojeń", to niezwykle ciekawe, że jest wiele grup, które mają TAKIE SAME urojenia. Zbiorowa halucynacja, rzekłby lekarz psychiatra być może. Ciekawe, że pomimo tego, że te urojenia mają mi niby dezorganizować życie, to jednak podnoszą mi komfort życia (za młodu np. myślałem, że w pracy trzeba zapierdalać za byle jakie wynagrodzenie, bo przecież większość tak robi, a tymczasem wcale tak nie trzeba i ja mam wyjebane, i się szanuję). Oczywiście system lubi potulne baranki i każdego kto wmawia ludziom, że to oni są odpowiedzialni za swój los najchętniej zamknąłby w szpitalach psychiatrycznych. Nie ma się nawet co temu dziwić - to bardzo niebezpieczne (dla możnych tego świata) persony i jeszcze niebezpieczniejsze poglądy. 

 

To (niestety) normalne, że większość ludzi, jak słyszy o metafizyce, czy ezoteryce stuka się w głowę, ale to ich problem (lub nie problem), że nie dostrzegają pewnych rzeczy. Zastanawia mnie tylko dlaczego uparcie twierdzisz, że przeszedłeś etap, na którym jestem, skoro nie wiesz, o czym piszę. Mam rozumieć, że zobaczyłeś coś, czego się wystraszyłeś i postanowiłeś ponownie zasnąć?

 

https://zenforest.wordpress.com/?s=Sen+o+planecie&submit=Szukaj

 

Wciel się na Niebieskiej Planecie - To fragment książki "Wczasy na Niebieskiej Planecie". Przeczytaj sobie (i nie bierz tego dosłownie).

 

Mam taką nadzieję, że kiedyś ludzie wejdą na wyższy poziom świadomości, ale wiem, że to dosyć utopijne marzenie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kierunek w jakim ludzkość podąża. 

 

Ach i odwrócę Twoje pytanie: naprawdę sądzisz, że wpieprzanie psychotropów pod okiem teoretyka spowoduje, że wyzdrowieję z... (z czego to ja mam wyzdrowieć? A! Z psychozy, która w moim subiektywnym odczuciu [i subiektywnym odczuciu bliskich mi ludzi], ale już nie Twoim "obiektywnym" spowodowała, że stałem się lepszym człowiekiem.)? Dodatkowo dopytam po co? Żeby się przypadkiem nie zastanawiać i nie myśleć?

To tylko sen samoświadomości.

Ale się fajnie uniosłeś. Napisałeś cały komentarz odnosząc się do czegoś czego nie napisałem hehehe typowy świr. Wcale nie uważam, że psychotropy albo psychiatra to coś dobrego, tutaj już widać wysyp twoich urojeń. Nigdzie nie pisałem też, że powinieneś iść do psychiatry. Teoretyk? A kim ty jesteś jeśli nie tym samym?

Nie pisałem też, że uważam, że nie stałeś się lepszym człowiekiem niż byłeś. Ja jestem dobrym czlowiekiem ale nie dorabia do tego (już) żadnych teorii. Gratulacje z powodu przemiany, ale czy to otwieranie czakr i latające butelki na kwasie czy może po prostu zmiana myślenia zrobiły swoje? 

Nie widzę też związku z napierdalaniem kwasa, "otwieraniem czakr", czarami i chuj wie czym jeszcze, a człowiekiem myślącym. 

Co do TAKICH SAMYCH urojeń - wszystkie te grupy karmią się tym samym więc chyba logiczne, że tak samo będą myśleć. A gdybyś przeczytał coś z tego linku, który ci dałem to może być znalazł fragment, który mówi że człowiek z urojeniami może normalnie, a często nawet lepiej funkcjonować. Byłem dokładnie w tej samej sytuacji co Ty he he he. Nawet też tak się prułem jak mi ktoś sugerował, że może mam coś nie tak z głową i też tak wsiadłem na psychiatrię,  o której nikt nic nie wspominał. 

Ja wiem o czym piszesz, to ty nie rozumiesz mnie i w chuj nadinterpretujesz moje słowa. 

Co do Tesli i braci Wright - oni potwierdzali swoje teorie badaniami i obserwacjami. Potrafili pokazać komuś postronnemu, nawet niedowiarkowi, że mają rację, udowodnić. Schizofrenik tego nie potrafi, potrafi jedynie podawać coraz to bardziej wydumane "argumenty" , których w pewnym momencie nie da się już podważyć, bo nie mają żadnej solidnej podstawy oprócz jego wymysłów. 

Co do wystraszenia i zaśnięcia. Jeżeli jesteś przebudzony to powinieneś wiedzieć, że zasnąć z powrotem się nie da. I nie, nie przestraszyłem się niczego, bo nie ma czego. Zauważyłem po prostu, że to nie trzyma się kupy, a ja pierdolę od rzeczy. 

Twoje urojenia co do wielkości twojej osoby i tego jaki jesteś niebezpieczny dla możnych tego świata - w czasach dzieci kwiatów było w pytę więcej takich osób jak Ty i zobacz co osiągnęli... Nic :D  nikt się nie boi jakiegoś gościa palącego DMT i żrącego kwasy, bo zwyczajnie nie ma czego się bać. Ale rozumiem twój tok myślenia aż zbyt dobrze - tak jak pisałem - ja już tam byłem. Sytuacja między nami jest jak sytuacja pomiędzy opiowrakiem, który już jest po X odwyku i nie bierze i początkującym kodeinowcem, który za nic nie da sobie przetłumaczyć, że jest wjebany.

A co do tego fragmentu - sam w swoim czasie pisałem takie rzeczy, nic specjalnego. Może rozwiniesz? Bo chyba nie chcesz powiedzieć, że swoje poglądy bazujesz na książkach fantasy? 

Aha i finalnie - ubaw mam po pachy czytając twoje komentarze :D serio myślisz, że mi się tylko wydaje, że przeżyłem to co Ty, ewentualnie zmyślam czy jak to jest? Bo nic z tego co piszesz nie jest mi nowością - sam takie "prawdy" głosiłem. 

Ps. Mi się jeszcze przypomniało, że pisałeś że masz takie dni kiedy wszystko wydaje ci się bez sensu itd. Jak to możliwe, skoro tyle wiesz, matryca rzeczywistości jest pusta etc.? Czyżbyś wątpił w to co mówisz?

Wysyłasz mi link o schizofrenii, twierdząc, że moje "bajdurzenie" to mniej więcej to. Później link o urojeniach, pytając retorycznie, czy brzmi znajomo, a w artykule psychiatra zaświadcza o konieczności leczenia (głównie, choć nie tylko) farmakologicznego. Jaki zatem jest tego cel, jeśli nie zwrócenie mi uwagi, że jestem chory (a skoro chory, to powinienem się leczyć)?

 

Idąc tropem tych urojeń, to rozumiem, że wiara w Boga (jeśli go nie ma) też jest urojeniem, a więc już mamy 3/4 ludzi z urojeniami. Ale idźmy dalej (skoro urojenia to wiara w coś, co nie istnieje, to może ustalmy co istnieje), bo jeśli istnieje Bóg (czego w żaden sposób nie da się dowieść, ani zanegować), to grupa wierzących w nieistnienie Boga, to jednak urojeniowcy. W ten sposób (najkrótszą możliwą drogą) dotarliśmy do punktu, w którym każdy bez wyjątku ma potencjalne zaburzenia urojeniowe, a czy tak jest faktycznie, to już zależy od tego jaki jest fakt, a tego nie wie nikt.

 

Myślisz, że hipisi nic nie osiągnęli? Myślisz, że rząd się ich nie bał, czy tylko jaja sobie ze mnie robisz? Pod naciskami dzieci kwiatów zakończono rzeź wietnamską. Dlaczego (skoro rząd się ich nie bał) ludzie szerzący pogląd peace&love byli prześladowani, bici i zamykani do pierdla? Czyż nie jest to oznaka strachu? Niewiele brakło, by cały system w stanach upadł, ale wojsko spacyfikowało brutalnie hipisów. Jednostka jest niegroźna, ale jeśli tych jednostek jest wystarczająco dużo, to rządy trzęsą dupą, bo kiedy ludzie są skłóceni i żyją w strachu, to łatwiej ich kontrolować (popatrz, jak w stanach zawężyli swobody obywatelskie po WTC). Mahatma Gandhi wyzwolił Indie spod okupacji brytyjskiej za pomocą biernego oporu (jego oczywiście też prześladowano i zamykano, a w końcu zabito). Dlaczego zamykali do więzienia tak dobrego i światłego człowieka, jak Tim Leary? Ze strachu! Czyż nie?

 

Tesla chyba jednak nie przekonał niedowiarków, bo zrobili z niego wariata i za jego życia nikt nie przesyłał prądu poprzez eter - to się stało faktem długo po jego śmierci (nie licząc katastrofy tunguskiej, którą najpewniej spowodował Tesla). Chciałbyś, żebym Ci udowodnił istnienie tego, o czym piszę, ale przecież jakże często wypowiadam się o imponderabiliach, które z samej swej natury są nie do udowodnienia. Mimo wszystko pewne rzeczy da się udowodnić już teraz (na wiele innych trzeba będzie poczekać na lepsze, czulsze instrumenty badawcze):

 

http://noweenergie.org/index.php?0/Article/7

 

Moje drzwi percepcji są otwarte na bardzo subtelne energie. Widzę to, co masz opisane w artykule powyżej. Miałem przyjemnośc grać na thereminie, a to instrument, na którym gra się aurą. Świat jest nie tylko materialny, a materia jest jedynie najgęstsza i to jest fakt.

 

Nie chcę tu wchodzić w poziomy wtajemniczenia, jednak powiem Ci tylko, że po przebudzeniu jak najbardziej można zasnąć i znam wiele takich przypadków - to jest wygodniejsze. Sam niejednokrotnie w kilkuletnim momencie przejścia budziłem się i zasypiałem. To był trudny okres odosobnienia (niecałkowitego, ale jednak). Mówisz, że byłeś na tym etapie, co ja i ok. Czemu więc odrzuciłeś tę wiedzę i na rzecz czego?

 

Co do fragmentu "wciel się na Niebieskiej Planecie". Życie to gra. Rzeczywistość tutaj jest dla duszy, jak dla człowieka okulary VR. Ściągając je widzisz i czujesz więcej. Zawsze możesz je włożyć spowrotem i twierdzić, że wirtual jest prawdziwszy. Dla mnie to właśnie zrobiłeś, ponownie zasypiając. Pokazała mi to najdobitniej Opiekunka (duch Changi).

Każdy ma takie dni, że jest mu smutno i wszystko wydaje się bezsensowne, czyż nie? Ja zwątpiłem we wszystko. Nie znaczy to, że przestałem widzieć. Co do de Mello, to czytywałem go. Oczywistym dla mnie jest fakt, że wszyscy tutaj cierpią. Właśnie z tego cierpienia powinniśmy się wyswobodzić. Tylko po co rozpisywać się na temat truizmów?

 

Udowodnij mi, że aury, czakry itp. to bzdury. Udowodnisz? Na koniec mam do Ciebie dwa pytania, od których w ogóle powinienem zacząć dyskusję z Tobą. Czym dla Ciebie jest świat? Kim/czym dla Ciebie jest człowiek?

To tylko sen samoświadomości.

Co do Boga - udowodnij mi, że latające pająki z gówna nie istnieją. Albo istnieją. Spór bezsensowny już od początku i tak jest z Bogiem. Ja potrafię stwierdzić, że po prostu nie wiem, nie muszę zajmować jakiegoś stanowiska. Oczywiście, że ci wierzący w Boga to urojeniowcy, a któż by inny? Tyle różnych wiar, w niektórych nie ma nawet Boga, więc skąd pomył, że ten jeden jest? Zostało im wmówione, zaszczepione siłą, tak jak zaszczepia się niezdrowe wzorce między dzieckiem, rodzicami, gdzie miłość = krzyki, wpierdol i kara. 

Co do hipisów - no, ale co mamy z tego, że byli? Co? Nic. Są wojny, jeszcze większa kontrola (chyba, że to uznasz za osiągnięcie), jeszcze większy wyzysk. Dlaczego dostawali wpierdol itp. itd. było ich dużo, nie stosowali się do wszechobecnych reguł, ćpali. A wietnam - serio myślisz, że USA przestało nakurwiać wietnamczyków, bo gromada bezużytecznych ćpunów jadła kwasy, waliła herę i robiła protesty? Powodzenia

Timothy Leary - nie wiem za co go zamykali, pamiętam, że za posiadanie trawy - jasne, to mógł być tylko prestekst. Ale co z resztą wywrotowych ludzi? Terence Mckenna i jego brat, Bill Hicks (o zgrozo jeszcze na scenie występował), Alan Watts, Osho i reszta.

Słyszałeś o konflikcie Edison i Tesla? Chyba tak. Tesla był gościem, który chciał dać darmowy prąd dla wszystkich, a Edison tym innym, który chciał na prąd mieć monopol i trzepać pieniądze. Skoro Tesla nic nie udowodnił, to skąd wizął się konflikt? Udowadniał wiele, ale z powodu swojego nastawienia nie miał funduszy na badania i zamiast przeć do przodu to się zatrzymał.

O thereminie poczytałem i oddziałuje z polem magnetycznym - to nie żaden magiczny instrument. Chyba, że jak potrzeć ołówkiem o spodnie, a potem przytrzymać nad włosami, które się uniosą to nie wiem, wzmacnianie jego aury? 

Co do linku - ale co to udowadnia, oprócz tego, że istnieje pole elektromagnetyczne? Jasne, nazwali to aurami i w pewnych sytuacjach zachodziły w nich zmiany, ale to nie znaczy, że z wątroba może boleć. Celowa eskalacja. To, że istnieje promieniowanie jest wiadome od dawien dawna.

I ten twój nieszczęsny fragment - skąd ta pewność, że to tylko gra? Czemu wcześniej, zanim człowiek stworzył gry, nie było tylko grą. I pokazała ci to opiekunka changa - ciekawe, że najlepiej różne rzeczyw chodzą do głowy po potężnych dawkach dragów. Dla mnie ciało i duch są nierozerwalne, jak światło i mrok - jedno wynika z drugiego. Oczywiście wygodnym jest twierdzenie, że ten świat jest nieprawdziwy i gdzieś tam heeeeeeen daleko czeka na nas wolność i rzeki mlekiem i miodem płynące. Jakże wygodne i bezpieczne jest takie wyobrażenie. Ja po prostu nie wiem. Nie wiem czy jesteśmy hologramem, ogórkami w słoiku, snem jakiegoś zdzicha z jaskini czy boga. Po prostu nie wiem i nawet nie udaję, że wiem. Doszedłem do tego po zdobyciu tej "wiedzy", którą i ty tak skwapliwie przyswajasz. I co do tego, że zasnąłem - nigdy nie spotkałem nikogo komu by się to udało. Przebudzenie to stan, w którym znasz siebie i otoczenie, a nie wyciągasz choroby i boli cię wątroba. Stan, w którym potrafisz powiedzieć nie i tak. Taka lekka socjopatia. Człowiek może być przebudzony, niezależnie od stanu posiadanej wiedzy i wiary. Niektórzy są tacy od urodzenia.

Nie, nie każdy ma takie dni, ze jest mu smutno i wszystko wydaje się bezsensowne. Ja nie, wielu moich znajomych nie. I jeśli wszyscy tutaj cierpią, to czemu nie robisz nic żeby im pomóc, tylko bawisz się w teoryjki z klawiaturą laptopa? To, że dasz bułkę albo dobre słowo bezdomnemu nie naprawi świata ani nie polepszy standardu życia nikogo. Połechta tylko twoje ego, że niby zrobiłeś coś co się liczy, że niby pomogłeś. A chuja zrobiłeś.

Ja mam udowadniać, że aury nie ustnieją? Z tego co wiem, to jeżeli ktoś coś twierdzi to on musi to udowodnić. To samo jest z Bogiem: udowodnij mi, że nie istnieje. Albo udowodnij, że nigdy nie robiłeś mi loda. Najpierw ty przedstaw dowody na prawdziwość swoich teorii, wtedy ja mogę przedstawić kontrargumenty.

Czym dla mnie jest świat? Światem. Tym wszystkim z czego się składa i byłym głupcem gdybym twierdził inaczej. To samo z człowiekiem. Oczywiście, mogę się rozwodzić nad jego poszczególnymi elementami, ale po co. Chyba każdy wie, że jest ręka, dupa i noga. A to, że komuś się ubzdurało, że są jeszcze skrzydła to już jego sprawda. 

ale fajna literówka mi wyszła - sprawda, polączenie sprawy i prawy, a jak pasuje do kontekstu :D

prawdy* ale byki robię hahaha

Oczywiście, że nie wiesz i oczywiście, że ja nie wiem. Oczywiście, że nikt nie wie. Przeczytaj podsumowanie w moim ostatnim raporcie i stwierdzam tam dokładnie, że nikt nie wie. Jednak kiedy stwierdzam istnienie aury, to stwierdzam fakt, a to, że jej natura pokrywa się z elektromagnetyzmem (w jakimś stopniu) tylko potwierdza jej istnienie. Jest jednak ona dużo bardziej złożona - zmienia się jej kolor i wielkość w zależności od nastroju, zdrowia itd. Tak samo czakramy, jako centra energetyczne. Wszystko wibruje, a energia jest wszędzie i trwa wieczna wymiana energetyczna. Ktoś, kto nosi dobrą energię jest zawsze mile widziany, ktoś kto niesie gównianą jest unikany (oczywiście różnie ludzie ją odbierają, ale nieprzypadkowo za Siakjamunim, czy Chrystusem podążali niemalże wszyscy - ponoć aura Buddy sięgała kilku km - taką miał moc). Tak samo czas jest ruchem - gdyby istniało coś niezmiennego, to nie istniałby dla tego czas. Reasumując ręka jest ręką, dupa dupą, aura aurą, a czakry czakrami. To, że niektórzy nie widzą aury nie stanowi w żadnym wypadku dowodu na jej nie istnienie! Tak samo, jak to, że nie widziano przed wynalezieniem teleskopu innych galaktyk (może i widziano, ale nie rozpoznano ich natury) nie stanowiło braku ich istnienia.

Konflikt Tesli z Edisonem zaczął się bodajże od tego, że Nikola u niego pracował, a wszystkie jego wynalazki Thomas przypisywał sobie. Spór o prąd miał nieco inne podłoże - Edison był monopolistą na bardzo drogi prąd stały, a Tesla odkrył prąd zmienny i nie chciał go rozdawać za darmo, tylko chciał, żeby prąd był ogólnodostępny (tańszy). W wyniku tego konfliktu Edison (którego uważam za złodzieja patentów) organizował pokazy, na których raził słonia prądem, by udowodnić, jak bardzo jest (ten zmienny) niebezpieczny. Rozdawać za darmo prąd Tesla chciał później, kiedy odkrył, że prąd jest wszędzie (chciał pozyskiwać go z ziemii, chyba wbijając na 50 metrów pręt, a każdy, kto miałby odbiornik, miałby prąd za friko). Wtedy zrobili z niego wariata - no bo jak to za darmo? Tesla miał sponsorów i kasy mu przez długi czas nie brakowało, ale później się od niego odwrócili - nikt nie chciał być łączony z wariatem. Niektóre wynalazki Tesli (jak choćby jego generator) do tej pory nie wiadomo czemu miały służyć. Z resztą po jego śmierci FBI zarekwirowało całą dokumentację i zniszczyli jego wieżę.

 

Serio myślę, że USA wycofało się z Wietnamu z powodu hipisów. Nie szli do wojska, więc spadł pobór, a poprzez swój bierny opór zwrócili uwagę społeczeństwa na bezsensowność wojny. Całe społeczeństwo wtedy protestowało, ale impuls dali hipisi. To następne pokolenia w stanach dały sobie narzucić rygor i wyzysk - za czasów aktywności (i parę lat jeszcze po) dzieci kwiatów w USA były największe swobody. To następne pokolenia nie utrzymały trendu.

 

Co do Changi. Widzisz, dla Ciebie to drag, a dla mnie święta roślina (rośliny). Tu już mamy wyraźne rozróżnienie. 

 

Uważam, że kłamiesz twierdząc, że nie bywasz smutny. No chyba, że jesteś emocjonalnym zombie (ale nie podejrzewam Cię o to). Smutek i radość są nierozerwalne, jak światło i mrok, że przytoczę Twoje słowa. Jedno wynika z drugiego. Dzięki smutkowi możemy poznać radość. Wszystko ma wektor dodatni i ujemny.

 

Przebudzenie to stan, w którym poznajesz drogę. To odpowiedzialność. Zawsze można spowrotem zasnąć (tak jest łatwiej). Poznanie siebie i odpowiedź na pytanie kim jestem, to wielkie wyzwanie. Serio znasz odpowiedź?

Odpowiedź, że świat jest światem mnie nie satysfakcjonuje (to w zasadzie zgrabne unikanie odpowiedzi). Gdzie w tym jest poznanie? Wyobrażasz sobie w szkole technicznej odpowiedź na pytanie profesora czym jest radio: radio jest radiem? Jak myślisz, jaką ocenę dostałby uczeń?

 

Co do naprawy świata. Świat jest doskonały i nie trzeba go naprawiać, to raz. Dwa, to każdy może jedynie zmieniać siebie i jeśli efekt jest dobry, to świecić przykładem i być może pośrednio wpłynie na innych, inni na następnych i tak zmienia się świat. Rozmowa z drugim człowiekiem może odmienić całkowicie jego życie. Ale nie pusta rozmowa o samochodach przykładowo, a transcendentalna rozmowa o życiu.

To tylko sen samoświadomości.

Jak ja to uwielbiam :D 

Ja uważam, że jeśli się przebudzisz to już  ja zaśniesz. To jak nauka mowy albo pisania. I tak, wiem kim jestem. Dokładnie znam swoje miejsce i przeznaczenie, swoją osobę. Niejednokrotnie też się to sprawdziło, w przeciwieństwie do innych rzeczy, które są zbyt mgliste.

Co do podążania za Buddą czy Jezusem - ludzie podążali też za Crowleyem, Mansonem i Adolfem. Tak śmiesznie, bo i za mną ludzie podążają i to z miejsca. Często nawet nieznajomi podchodzą i mówią: "Czeeeeść Gryby,  co słychać..." "A jak być takim jak ty?"

Nie twierdzę, że nie bywam smutny, a jedynie, że nie mam takich okresów bezsensownosci jak ty. 

Co do świata - oczywiście, że to unikanie odpowiedzi. Musiałbym wypisać tysiące rzeczy żeby opisać świat, nie chciało mi się więc skróciłem. A co do sytuacji w szkole - co jeśli nauczyciel spyta nauczyciela czym jest radio? Odpowiedź jest tak oczywista, że stwierdzenie "jest radiem" jest jak najbardziej na miejscu. 

Co do naprawy świata. To było w kontekście Twojego stwierdzenia, że wszyscy cierpią i wszyscy powinniśmy się z tego cierpienia wyzwolić. Uważam, że jeżeli ktoś twierdzi, że zna pewne odpowiedzi i tytuuje się szamanem to powinien służyć ludziom, nieść dobrą nowinę itp. Bo jezeli ty wiesz lub umiesz, a oni nie, to dlaczego im nie pokazać jak jest naprawdę. Spójrz na przytoczonego tutaj Leary'ego, Mckenne czy Osho. Nie twierdzę, że nie robisz tego na własny sposób, ale w żadnej z twoich wypowiedzi nie zauważyłem niczego co stwierdzałoby, że jednak tak. Właściwie to co pisałeś o bezdomnym czy rozdawaniu rzeczy wygląda raczej na działania w bardzo wąskiej sferze co przy twoich możliwościach jest marnotrawstwem. 

I tak na kuniec - nie twierdzę, że aury  nie istnieją, albo czakry. Chodzi mi raczej o to, że pewnych rzeczy nie da się udowodnić (nasz świat to sen/gra/hologram), a niektóre da się tylko częściowo (aury, czakry) i dlatego zdrowiej jest stać twardo na ziemi i podchodzić do wszystkiego sceptycznie. Bo chyba nie wierzysz w reptilian i płaską ziemię? Nie bez powodu Mckenna zalecał rzadkie, mocne, samotne podróże. 

Nie miewam okresów bezsensowności. Po prostu czasem (rzadko - parę dni w roku [i nie ciurkiem]) zdarza się chwila zwątpienia w sens po jakiejś osobistej porażce. Ale przecież zdaję sobie sprawę, że każda porażka to droga do sukcesu.

Z tymi odpowiedziami to jest tak, że każda odpowiedź generuje następne pytania i tak bez końca. Czyta się mądre książki, a później i tak dochodzę do wniosku, że nie powiedziały mi nic, czego bym nie wiedział. Zapewniam Cię, że pomagam ludziom na wielu płaszczyznach, o czym chociażby niejeden użytkownik/czytelnik tego forum się przekonał. Z tymi bezdomnymi to był przykład odnośnie głodu na świecie. 

Co do stąpania po ziemii, to na pewno masz rację, bo wielu światłych ludzi mi to mówi, ale co ja poradzę, że przyziemne rzeczy mnie już nie interesują i każdą rozmowę staram się podciągnąć pod skalę kosmiczną (uwielbiam latać). Z resztą moja przyjaciółka, która jest niesamowitą kobietą mocy, twierdzi, że jestem fenomenem, bo wszedłem na ten poziom świadomości z butelką piwa w ręku;-) Tak, czy inaczej... najzdrowiej to jest mieć dystans. 

Ach i spodobało mi się to o szkole. Pozdrawiam.

To tylko sen samoświadomości.

Co do przybyszy z Zeta Reticuli, to nie wykluczam ich istnienia. Tak samo Plejadian itd. Z resztą po tym, co już widziałem, to nie wykluczam niczego. Kiedyś po przeczytaniu "Nauk Królowej Kunti", która to książka podszkoliła mnie nieco w sanskrycie zacząłem intonować mahamantrę i pojawił się prościutko przede mną całkowicie niebieski człowiek(?)/byt. Wrażenie zrobił na mnie ogromne (byłem całkowicie trzeźwy wtedy).

To tylko sen samoświadomości.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media