Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

za płytko na skok

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
0,6g suszu
~ 55kg, 170cm
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Średni nastrój, lekkie poczucie samotności, szybkie tętno, brak odprężenia. Rodzice w domu, ale godzina zbyt późna by podejrzewać, że wstaną. Pierwsze samotne palenie, niepewność i ciekawość.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana(dużo),
Haszysz(naście razy),
MDMA(raz),
Amfetamina(raz),
Tytoń, Tabaka, Alkohol

za płytko na skok

Nie sądziłam, że sklejenie swoich rozdziabanych myśli w zwięzłą kulę informacji będzie takie trudne. Zastanawiam się czy powinnam najpierw napisać jakiś wstęp. Może od razu przejść do rzeczy?

Weekendowy wieczór. Siedzę bezczynnie w pokoju, zastanawiając się dlaczego skazałam się na samotne spędzenie sobotniej nocy w swoich czterech ścianach. Nie lubię być sama. Szczególnie w domu, nie wiem z czego to wynika. Mówiąc ,,sama", mam na myśli bez żadnej osoby, z którą mogłabym porozmawiać, pomijam śpiących w sypialni rodziców. Nudziłam się tak potwornie, że postanowiłam znaleźć farby co by dać upust swojej inwencji twórczej. W jednej z szafek znalazłam małe pudełeczko. OŚWIECENIE! Błagam, moje kochane pudełeczko, nie bądź puste! Nie zawiodłam się. W małej samarce wciąż leżało pozostawione tam przeze mnie jakiś czas temu 0,5 grama dobrej jakości konopnego suszu. Postanowiłam uczynić tę noc produktywną i zaczęłam wypisywać na kartce różne problemy, które chciałabym rozważyć.

Z racji bycia żółtkiem w samotnym zarzywaniu jakichkolwiek substancji - odczuwałam lekki stres. Na środku pokoju rozłożyłam koce, poduszki i sztalugę. Obok stały farby, ołówki, zbiory wierszy, woda i gorzka czekolada. Naładowałam telefon, podłączyłam słuchawki. Przy biurku skręcam czystego slima. Przed rozpoczęciem odpalam jeszcze nowy dokument w Wordzie.

Podchodzę do okna z zapalniczką i jointem w ręce. Włączam Beatlesów, którzy później towarzyszyli mi praktycznie aż do zapadnięcia w sen. Spalam bez pośpiechu, delektując się kanabinolowym dymem. Czekam na pierwsze oznaki działania. Nie lubię tego, że dokładnie wiem czego się spodziewać. Odchodzę od okna i kieruję się w strone komputera. Muzyka zaczęła być inna. Zawsze porównuję to do efektu stereo. Coś jakby wyłączyć trzeszczące radio i przenieść się prosto na koncert. Przykre, że nie sprawia mi to już tak wielkiej przyjemności jak kiedyś. Chcę czegoś więcej. Czego? Nie wiem.

Notatki z komputera przypominają tajemne szyfry, ale po ich głębszej analizie udało mi się je rozpracować. Po równo trzech minutach zmieniła się muzyka. Po pięciu - całe ciało poczuło działanie thc. Mam tendencję do szufladkowania wszystkiego, więc również wtedy starałam się określić co dokładnie się dzieje i jak zmienia się moje odczuwanie. Wiele razy zastanawiałam się nad tym podczas palenia, ale zawsze obecność ludzi mnie rozpraszała lub rozmowa z nimi wydawała mi się zwyczajnie bardziej ciekawa. Ciężko mi stwierdzić na czym dokładnie polega ,,załadowanie się" ciała. Czułam jakby było ono jedynie powłoką na to właściwe, energetyczne. Podnosząc rękę do góry nie czuję całej ręki, tylko nacisk na jej górną część. Podobnie ma się do wzroku - następuje pewnego rodzaju oddalenie perspektywy. Mimo tego, że widzę to samo, wszystko zdaje się być w większej odległości. Nieustannie powtarza się u mnie motyw ,,odrywania świadomości" od ciała. Jakby jakaś wielka dziura czy kosmiczna przestrzeń próbowała mnie odciągnąć.

Zawsze uważałam, że marihuana jest psychodelikiem. Jej popularność i szeroka dostępność, skutkuje tym, że przeważnie zażywają ją osoby nie rozumiejące dokładnie istoty brania substancji psychoaktywnych. Kiedyś podzieliłam ludzi na trzy grupy. Pierwszą są Ci, którzy nigdy nic nie brali ani nie wezmą. Powodów jest wiele. Przekonania, strach, predyspozycje, ignorancja, przywiązanie do materialności, brak potrzeby zobaczenia czegoś więcej. Druga grupa to przysłowiowa ,,Oranżda i chipsy", czyli ludzie biorący narkotyki w celach wyłącznie rekreacyjnych. Stanowią znaczną większość użytkowników marihuany. Kiedyś przebywanie z nimi sprawiało mi przyjemność, później zaczęła męczyć mnie próżność takiego podejścia. Irytowało mnie ich hamowanie się przed wszystkim co można by uznać za ,,ćpuńskie zachowanie", czyste pozerstwo! Zaprzeczali sami sobie, brali tylko po to by się tym pochwalić. Ostatnia grupa to Ci, którzy widzą potencjał tych substancji. Przebywając w takim towarzystwie ma się pewność, że nic co zrobisz czy powiesz nie zostanie odebrane jako dziwne. Przeciwnie! Będą oni próbować zrozumieć o co Ci chodzi, co chciałbyś przekazać lub zrobić.

,,Rozumiem jak wygląda to z trzeźwej perspektywy

Ale nie tego chcę

Nie chcę się zastanawiać

Tylko

Nie o to chodzi! To takie oczywiste! Chciałam się spalić nie mając zielonego pojęcia co to właściwie znaczy!"

W pewnym momecie doszłam do wniosku, że częste palenie niszczy całą magię tego procesu. W Wordzie napisałam, że ,,Coraz częściej uświadamiam sobie rzeczywistość, ze względu na to, że wiem czego oczekiwać. Wracam do niej i uświadamiam sobie fizyczność.". Jak wygląda zjarany człowiek? Czerwone oczy, wyschnięte usta, niskie tętno, apatyczne spojrzenie, powolność ruchów. Tak też się przez chwilę czułam. Nie mogłam całkowicie wlecieć w ten psychodeliczny dół, na którym tak bardzo mi zależało. Trzymałam się kurczowo rzeczywistości, mimo że bardzo tego nie chciałam. Zaczęłam się męczyć. Odczuwałam to jako fizyczną walkę w swojej głowie. Z jednej strony chciała się wreszcie puścić i odkrywać, a z drugiej nie miałam z czego z skakać. Chyba po prostu doszłam do końca dołu. Może tu się kończy psychodeliczny potencjał marihuany? Może właśnie o to chodzi, kiedy mówi się, że jest ona wstępem do cięższych narkotyków? Odkrywa ona jakąś drogę, ale nie umożliwa jej pełnej eksploracji. Poczułam niewyobrażalną chęć spróbowania czegoś mocniejszego, co wręcz wypchnęłoby mnie z ram rzeczywistości, nie dając mi prawa wyboru. Tego właśnie chciałam. Wpaść w nieznaną otchłań swojej głowy i odbić się z niej hen daleko w przestrzeń kosmiczną.

Zgrzyt. Znowu wróciłam, NIE! Uświadamiam sobie, że siedzę bez ruchu przed komputerem wpatrzona w monitor z nieobecnym wyrazem twarzy. Czy tak wygląda ćpun? Czuję się samotna. Co ja właściwie robię w tym pokoju? Narkotyzuję się z nudów? Chcę z kimś porozmawiać. Nie mogę, przecież jest druga w nocy! Co mam robić, co mam robić. Potrzebuję ludzi. Odpalam nową kartę, drżącymi palcami wystukuję facebook.com. Bum, energia tych wszystkich zalogowanych nocnych marków uderza we mnie tak realistycznie, że zdaje się buchać w moją twarz ciepłym, przyjemnym płomieniem. Niewyobrażalnie mnie to rozśmiesza, psychodeliczne doznania przy facebooku? Poprawiło mi to humor. Samotność zniknęła, bo przebywałam teraz wśród 138 osób bezcelowo przewijających tablicę w piękną, sobotnią noc.

Pisząc kolejne notatki w Wordzie również towarzyszyło mi uczucie bliskości ludzi. O ile na facebooku miało to sens, ze względu na obecność innych ludzi przy monitorach to w tej sytuacji wydało się to dziwne. Doszłam do wniosku, że pisane przeze mnie zdania to osobliwy łączniki między przyszłością a teraźniejszością. Za jakiś czas ktoś je przeczyta, a ja czułam się jakby już w tym momencie to robił. Poczułam obecność wszystkich osób, które spotkałam w przeszłości. Poczułam też tych, których spotkam jutro i za rok. Piękne uczucie, czas przestał istnieć na kilka sekund. Było tylko wrażenie obecności wszystkiego w jednym miejscu, niewyobrażalne uczucie wszechogarniającego ciepła, sympatii i zrozumienia. Oczywiście po kilku sekundach znów miałam przed oczami obraz samej siebie gapiącej się w ścianę, więc szybko postawiło mnie to do pionu. Chyba pójdę do łóżka. Nie chcę jeszcze wracać, a zamknięte oczy zazwyczaj wzmagają doznania. ,,Chyba naprawdę powinnam się położyć. Teraz."

Wspinanie się w tym stanie po prawie dwumetrowej drabinie w celu odprężenia się na materacu było chyba jedną z trudniejszych misji, jakie przyszło mi wykonać w moim krótkim życiu. Stojąc na drugim stopniu czułam targający mną górski wiatr, a spojrzenie w dół o mało nie wywołało zawału. Czy to możliwe, że jest aż TAK wysoko?! Co jeśli spadnę?! W jutrzejszych wiadomościach powiedzą, że nastolatka roztrzaskała się wchodząc po... No tak, jesteś na drabinie debilko. Będąc pod wrażeniem siły własnej autosugestii z trudem pokonałam ostatni odcinek i z pełnym zadowolenia uśmiechem rozłożyłam się wygodnie na poduszkach. Prawde mówiąc musiało wyglądać to przekomicznie, kiedy stałam tak przerażona znajdując się 30cm nad ziemą. No nic, zastanowię się nad tym jutro.

Ignorując mocne bicie serca i suchość w ustach włączyłam ,,Come Together" Beatlesów. Muzyka była dotykiem, fizycznie ją czułam. Przepełniała znajdującą się wokół mnie pustą przestrzeń. Telefon wibruje - kolega, który wie co teraz robię wysyła mi piosenkę z wiadomością ,,sprawdź". Zaciekawiona wstukuję nazwę Fleetwood Mac - Dreams(Gigamesh Edit) w wyszukiwarce i muzyka rozlega się w słuchawkach. Wybucham śmiechem na disco-podobne brzmienie, ale w głębi duszy dziękuję troskliwemu koledze za chęć poprawienia mi nastroju. Staram wczuć się w możliwie maksymalny sposób. Pod powiekami tańczy mi wizja dyskoteki lat 70, młodzi ludzie w dzwonach, kolorowe światła. W tym momencie staję się częścią tej projekcji i tańczę wraz z innymi. Niesamowicie pozytywne przeżycie!

Przez przypadek zmieniłam kawałek i padło na ,,Pali Gap" Hendrixa. Początkowo bardzo mi się podobało. Starałam się skupić na każdej nucie. Głęboke odprężenie sprawiło, że przestałam czuć własne ciało i powtórzył się motyw odrywania świadomości. Poniżej załączam obrazek przedstawiający jedno z ciekawszych wyobrażeń, stworzonych przez mój pobudzony umysł.

Oczywiście było ich dużo więcej, sporo zastanawiałam się nad istotą narkotyków. Planowałam też czego chciałabym spróbować i starałam się również dowiedzieć dlaczego tak bardzo mi na tym zależy. Rozmyślałam nad tym gdzie jest granica, której nie powinno się przekraczać. Czy istnieje w ogóle jakaś granica? Jak daleko można się zaszyć i wrócić bezpiecznie? Czy taka daleka podróż pozwoli potem na normalne życie? Przecież jest tyle do odkrycia! Co my tu jeszcze robimy! To absurd. Mamy dostęp do całego wszechświata! Później działanie stało się mniej intensywne, znów zaczęłam odczuwać samotność. Wrażenie dyskomfortu spowodowane znajdowaniem się w domu zaczęło mi poważnie doskwierać, więc ostatnie pół godziny przed zaśnięciem spędziłam na słuchaniu poprawiającej nastrój muzyki, nie myśląc o niczym konkretnym.

Podsumowanie:

Po co ten raport? Nie mam pojęcia. Może dla siebie, może dla ludzi. Chciałabym się dowiedzieć czy istnieją osoby myślące w podobny do mnie sposób. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek zapalę sama, ale niewątpliwie było to pozytywne przeżycie. Samotność zostawię dla mocniejszych psychodelików, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości.

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Przezajebisty raport. Czuję jakby ktoś przelał moje myśli na papier! ;)

I tak zamknięty w błędnym kole - czułem się źle, bo brałem i brałem, by nie czuć się źle.

Znam te przeżycia, miło wiedzieć, że ktoś z "ostatniej grupy" ma podobne doświadczenia do mnie. :)

Your vibe attracts your tribe...

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media