Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wyjątkowy bad trip po dxm

detale

Apteka:

raporty anonimowycpun

wyjątkowy bad trip po dxm

Set & Setting - jeden z krakowskich akademików, piękna sobota około godziny 13, początek czerwca, skład: ja oraz współlokator, początkujący ćpun,

Wiek i doświadczenie - 21 lat, 68 kg, 184 cm, od 19 roku życia ogromne ilości THC w każdej postaci, do tego amfetamina oraz niemal wszystko co można "legalnie kolekcjonować",

Dawki - na początek 15x15mg acodinu, w sumie 45x15

Była sobota, wolne od uczelni. Od rana siedziałem na necie, głównie czytałem TR i słuchałem muzyki. W pewnym momencie podjąłem decyzję: "Jurek (tak nazwijmy kolegę), dzisiaj musimy coś wziąć!" Na MJ nie było za bardzo pieniędzy, ani chęci do montowania, a że akurat czytałem tripy po wizytach w aptece, napaliłem się na benzydaminę. Szybko wygooglałem cenę, sposoby podawania etc. Jednak, jako iż było z tym zbyt wiele kombinowania, zmieniłem decyzję, że weźmiemy acodin. Miał to być mój i Jurka pierwszy raz. Słyszałem, że ćpają to gimnazjaliści, mnie to jakoś nigdy nie zainteresowało. Poczytałem jak i ile brać, ale życie pokazało, że wszystkiego muszę sam spróbować.

Godzina 0 - Idę z Jurkiem do apteki. Na początek kupiliśmy jedno opakowanie (30x15), by spróbować co to jest, "z czym to się je". W akademiku zaczęliśmy konsumpcję. Braliśmy po 5 tabletek co 5 minut (ktoś tak polecił w Internecie).

T+0,5h - "Jurek? Czujesz coś?", "No na razie nic." "U mnie to samo, idziemy po następną paczkę".

T+1h - Wchłonęliśmy drugą paczkę w ten sam sposób, co poprzednio. By zwiększyć doznania wypiliśmy po dwa piwa. Usiedliśmy przed swoimi komputerami, by poczekać, aż zaczniemy coś czuć.

T+2h - "Jurek, chyba to zjebaliśmy, było wziąć wszystko na raz, a nie bawić się na raty. Ja nadal nic nie czuję, a już po 30 na głowę się trawi. Proponuję pójść po jeszcze jedną paczkę i zeżreć to na raz" (były to kulminacyjne słowa tego dnia, być może błąd, jednak z drugiej strony nie żałuję doznanych przeżyć). W drodze do apteki zacząłem odczuwać pierwsze efekty. Chód był trochę dziwny, jakbym wypił 5 piw, zaczynałem powoli tracić kontrolę nad nogami. Umilając sobie drogę rozmową, zauważyłem, że wszystko mnie cieszy. Robiło się ciekawie, barwy stawały się ostrzejsze, dźwięki wyjątkowo wyraźne. Od razu po zakupie wzięliśmy po 5 tabletek na drogę. W akademiku zauważyłem, że korytarz jest strasznie długi, zwracałem uwagę na wszelkie szczegóły, których wcześniej nie zauważałem (oświetlenie, plakaty, nawet kafelki na podłodze). W pokoju opróżniliśmy opakowanie, po 10 tab na raz. Położyłem się z laptopem na łóżku, zacząłem coś czytać, słuchać muzyki.

T+? (jakieś 10 minut? może nawet 30 min) - Nagle się ocknąłem. Leżałem na łóżku, laptop na brzuchu. Wszystko w tej pozycji, kiedy się kładłem. Nie pamiętam jednak, bym zasypiał. Tak, jakbym zasnął na jakiś czas, ale nie spałem - wydaje mi się, że straciłem na ten okres świadomość. Od tego momentu zaczął się najgorszy (a może i nie?) trip w moim życiu. "Jurek! Ale mnie pierdolnęło! Ledwo żyję". Czułem się, jakbym umierał. Nie mogłem złapać ostrości, nic nie widziałem. O siedzeniu przed komputerem nie było mowy. Próbowałem wstać, pokonać słabość, jednak skończyło się na dziwnym siadzie na łóżku. Nie miałem siły, nawet możliwości, by wstać i gdzieś wyjść. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Źle się czułem. Trip do dupy, postanowiłem, że prześpię to wszystko i obudzę się trzeźwy. Jurek zapodał sobie jakiś film.

T+7h (już jakoś pod wieczór) - Spędziłem kilka najgorszych, ale wnoszących wiele do moich doświadczeń, godzin w życiu. Cały ten czas leżałem na łóżku w pozycji embrionalnej. Każdy ruch wydawał się dla mnie niemożliwością. Fizycznie byłem niemal sparaliżowany, jednak to, co działo się w mojej psychice, zostawiło trwały rys na całe życie. Doświadczałem zaników świadomości, depersonalizacji, rozdwojenia jaźni. Wszystko kojarzę jako dziwny świadomy sen. Siedziałem na ziemi na jakimś korytarzu. Było bardzo jasno. Pod ścianą siedziało kilka innych osób, w tym jedna kobieta. Rozmawialiśmy. Osoby te były moją świadomością, wiedziałem w jakiś sposób, że to oni kierują moim życiem. Każdy z nich odpowiadał za inną dziedzinę życia. Czułem się podle. Chciałem to skończyć najszybciej jak się da. Przez moment myślałem nawet nad samobójstwem (przestroga dla słabych psychicznie, z depresją - nie przesadzajcie z acodinem). Miałem przeróżne schizy. Że ja, to w rzeczywistości nie ja. Ktoś kieruje moim życiem. Później - że wszystko jest z góry zaplanowane, że jestem jakimś pionkiem na planecie, który wraz z resztą ludzi tworzy misterne puzzle układane przez kogoś na górze.

W pewnym momencie mojej "agonii" wpadł sąsiad, chciał mnie wyciągnąć na papierosa. Pomyślałem, że jak wezmę się w garść, w końcu wstanę, to jakoś mi ta krzywa faza przejdzie. Ledwo wyszedłem z pokoju, ruchy wydawały mi się spóźnione wobec decyzji wydawanych przez mózg. Czułem się jak robot. Usiadłem na korytarzu. Nagle poczułem ogromny gorąc. Siedzenie tam i palenie papierosa było w tym momencie ostatnim, czego chciałem. Przeprosiłem kumpla, że teraz nie mogę i dosłownie na czworaka wróciłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Męczyłem się jeszcze z własnym, chorym umysłem jakieś 2-3 godziny, aż wyczerpany zasnąłem. Następnego dnia miałem dziwnego kaca, chód nadal był lekko spóźniony, jednak nad wieczór wszystko się uspokoiło.

Prolog - Mam świadomość, że przesadziłem z ilością. Na swoją wagę wziąłem stanowczo za wiele, dziś wiem, że niewiele zabrakło do przedawkowania i nawet zgonu, ale cóż, człowiek uczy się na swoich błędach. Dzień po tej przygodzie wszystko musiałem przemyśleć. Pamiętam, że w trakcie bani chciałem umrzeć, by ją zakończyć jak najszybciej, jednak na trzeźwo uznałem to za wyjątkowo ciekawe przeżycie. Planuję to powtórzyć, w porównywalnej dawce, by ponownie przenieść się w tajemnicze zakątki mojego umysłu.

Bonus - Bania, jaką przeżył Jurek. Oglądając film, co kilka minut pauzował, miał haluny, że postacie z filmu stoją w pokoju. Rozglądał się co chwilę, machał rękoma. Film trwający 90 minut oglądał 5 godzin. Miewał też krzywe momenty jak mój, ale słabsze i krótsze.

Ocena: 

Odpowiedzi

kurwa normalnie ja zareagowałem tak samo..zjadłem 30 na raz i półtorej godziny czekania..myślałem że coś tak taniego nie może być mocne..myliłem się aco jest zajebiste tylko mocz strasznie jebie jak się tego nażre

polecam wieksze dawki takie jak 45,faza niesamowita:D pozdro

Miałem identycznego badtripa. Niestety byłem sam w domu, do którego poszedłem bo myślałem że już nici z fazy. Całkowicie mnie pochłonął... ja pierdole ! Gorszego nic już być nie może. Mózg robi co chce

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media