Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

witam, księżniczko.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
300 mg kodeiny, 450 mg deksa
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
nastrój-całkiem miło było przed wzięciem. sama w domu-oboje rodziców w pracy. miejsce akcji-chwila przed blokiem, później dom.
Doświadczenie:
alkohol, dxm(kilkadziesiąt razy) kodeina(raz), benzydamina(raz)

raporty herbaciana

witam, księżniczko.

Poprzedni raz z kodeiną był szczerze mówiąc słabiutki, mimo tego, że porcja była taka sama jak teraz, to nie mieszałam jej z niczym.
Około 10 mama zamyka za sobą drzwi. Wychodzę z psem, dreptam do apteki po dwa opakowania Antidolu. Paczkę Acodinu miałam w domu po poprzednich razach, taka samotna została. Tabletki kupione, wracam do domu. Rozgniatam je na proszek, dodaję trochę wody, mieszam w szklance. Na drugą szklankę nakładam filtr-ręcznik papierowy, i zakładam gumkę, żeby się nie zsunął. Mieszam białą ciecz raz jeszcze i przelewam ją porcjami na filtr. Nakładam torebkę foliową na wierzch(nie wiem czy to potrzebne, zrobiłam to po to, żeby mi nie przesiąkło nic zapachami z lodówki). Czekając aż kodeina będzie już gotowa do przyjęcia zadzwoniłam do Z.
-Przyjdziecie do mnie z M.? Proszę, proszę-zaśmiałam się. Trochę marudzili, ale w końcu umówiliśmy się na 12 za blokiem. Okej, mogę poczekać. Kodeinka była już gotowa, dolałam ją do brzoskwiniowej Nestea, wymieszałam. Patrzę i patrzę, zastanawiając się, czy tym razem też będzie czuć charakterystyczny smak. Wypiłam wszystko jednym duszkiem, oblizałam się lekko zdziwiona. Nie poczułam nawet posmaku kodeiny.
Czekanie. Czekanie. Czekanie. To chyba najmniej przyjemny okres czasu. W końcu poczułam jak wchodzi-lekkie zawroty głowy, zwolniony oddech, powieki chcą opaść. Niech opadną. Włączam jeden z kawałków dj Blenda, zamykam oczy i czuję się tak, jakby każda cząstka mojego ciała, każda komórka słyszała tę muzykę, jakby każda trzęsła się z chęci tańczenia.
Powoli przyzwyczajam się do tego stanu, jednak jest mi za mało. Sięgam po Acodin. Pierwsza myśl-pół opakowania starczy. Zapijam także Nestea. Teraz, podobnie jak wcześniej, nie czuć gorzkiego smaku. Mija kilka minut, zwykle w takim czasie czułam już pierwsze objawy zażycia dxm w dawkach rekreacyjnych. Teraz nic. Może nie zauważam, bo zlewa się to z kodeiną. Połykam drugą połowę paczki.
No nic. Biorę psa, wychodzę na dwór, za blok. Siadam na zjeżdżalni, patrzę w górę na poruszane wiatrem liście. Ich zieleń jest intensywniejsza niż zwykle. Zaczynam się śmiać. Śmieję się i śmieję. Dobrze, że nikogo nie ma w pobliżu, bo pomyślałby, że jestem naćpana. Kolejny atak śmiechu. Pies drzemie.
Wybija 13. Z. i M. nie zjawili się do tej pory. Dzwonię do Z.
-Gdzie jesteście, przewalacze? Zjawiać mi się tu i to migiem!-rozłączam się, nie czekając na odpowiedź. Przybywają w dobrych humorach kilka minut po telefonie. Chcą zapalić-zmieniamy miejscówkę, idziemy pod klatkę. Lekko się zataczam, Z. pyta, czy coś piłam. Odpowiadam, zgodnie z prawdą, że nic a nic. Uśmiecham się szeroko i mówię, że łyknęłam kilka tabletek. Pytają co i w jakich ilościach. Mówię:
-Zobaczycie, jak pójdziemy do domu- zgadzają się. Docieramy pod klatkę, siadamy na ławce, odpalają fajki.
Mija...Około pół godziny, chociaż mnie wydaje się, że minęło dużo więcej czasu.
-Chodźmy do domu, proszę.
Wstajemy.
-Z. pomóż mi, przecież widzisz, że ledwo stoję-wziął mnie pod rękę i poszliśmy do domu. Pod mieszkaniem nie mogłam znaleźć kluczy, wywaliłam na podłogę całą zawartość torby. Dzięki chłopaki, że to pozbieraliście! :)
Wchodzimy do domu, pytam, czy chcą się czegoś napić. Mówią, że poradzą sobie.
Z kolejnych dwóch godzin mam tylko migawki.
Wiem, że lał się ze mnie pot, że biegałam do łazienki przemywać twarz zimną wodą. Wiem też, że w pewnym momencie zapaliliśmy kadzidełko(o nazwie...OPIUM! :)). Najpierw zapach był przyjemny, później wywaliłam je przez balkon.
Zebrało mi się na wymioty, chłopaki nic nie widzą.
Z pyta tylko, czemu się tak kręcę. Nie odpowiadam, posyłam mu całusa. Wychodzę na balkon po raz kolejny, wychylam się przez balustradę. Ciekawa jestem, jak to się stało, że nie spadłam.
Wracam do pokoju, kładę się na łóżku, M. puszcza jakąś muzykę.
-Możemy tu zapalić?
-Tak. Nie. Czekaj, chodź tu. Idź na balkon. Nie, nie na balkon. Ciuchy się zasmrodzą. Wyjdźcie na klatkę.-są już przy drzwiach, zatrzymuję ich-Tylko wróćcie, dobrze? Wróćcie i nie zostawiajcie mnie obaj.
Wyszli. Ja chodzę po mieszkaniu i chyba ich szukam. Zastanawiam się, dlaczego tak długo ich nie ma, przecież to tylko papieros. Ile można palić papierosa?! Wizyta w łazience, przejrzenie w lusterku. Jestem trupio blada, nawet wargi mi zbladły. Nadal się pocę. Nie jest dobrze, nie jest dobrze. Szukam psa. Gdzie on się, do cholery, podział? Przecież nie wyszedł z Z. i M. na klatkę. Odwracam się, patrzę na niego, ale go nie widzę. Dopiero po chwili dociera do mnie, że to przecież jest mój pies. Ten pies, którego przed momentem szukałam.
Pojawiają się M. i Z., nie czuję od nich papierosów. Siadam na pufie, Z. na łóżku, M. nadal operuje muzyką. Spoglądam na zegarek- 14:23. Tak wcześnie. I tak późno, zarazem. Mama powinna niedługo przyjść. Ciekawe co powie, jak mnie taką zobaczy. Jak zobaczy chłopaków w moim pokoju. Spoglądam na drzwi. Pies macha ogonem. Ja natychmiast jestem przy wejściu do domu, otwieram mamie drzwi.
-Cześć.
-Cześć.
Na razie nic nie zauważyła. Jest okej.
Mija jakiś czas, nie wiem ile dokładnie. Chłopaki się zbierają.
-Zobaczymy się dzisiaj?-odsuwam się. Chcę, żeby najpierw mi odpowiedzieli. Później możemy się pożegnać.
-Zdzwonimy się-mówi M. Uśmiecham się i cmokam ich obu w policzki. Wychodzą. Ja wracam do pokoju. Nawiedza mnie mama. Jest kilka takich wizyt. W końcu zauważyła. Nie mogła nie zauważyć.
-Ty jesteś pijana?-patrzę w jej oczy i zaprzeczam ruchem głowy.-Chuchnij-chucham. Nic nie piłam. Mogę chuchać i chuchać. Wracam do łóżka.
-Podejdź tu do mnie-zwlekam się, chwiejnym krokiem podchodzę do niej i patrzę na zatroskaną twarz.
-Ty nie piłaś...Naćpałaś się?-pewnie w moich oczach pojawiła się panika, strach, gniew.
-Nie! Nie ćpałam!
-Nie krzycz.
_
Na czym się skończyło? Prawie poszłam na badanie krwi, mało brakowało, a powiedziałaby ojcu. Obiecałam, że nic już nie wezmę. Kłamałam?

Ocena: 

Odpowiedzi

Kłamałaś ;D

i niech spierdala

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media