Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

typowe nocne posiedzenie z kodeiną

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
150mg
Set&Setting:
Chęć samotnego relaksu po ciężkim, ale udanym dniu w pracy. Dobry humor, wręcz euforyczny bym powiedział.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
4-HO-MET, 4-AcO-DMT, MDMA, amfetamina, etanol, zolpidem, benzodiazepiny, DXM, zolpidem, SSRI, SNRI, TLPD, THC, kodeina, tramadol. Więcej grzechów nie pamiętam, ale na pewno jeszcze jakieś są...

raporty wieszcznarkotykowy

typowe nocne posiedzenie z kodeiną

01:34 [T]

 

Wypijam naraz roztwór zawierający ~150mg kodeiny

 

01:47 T + 00:13

 

Sprawdzam która godzina i stwierdzam, że zaczynam czuć działanie tego specyfiku. Klapy w oczach lekko opadły, monitor mimo że przyciemniony razi nieco moje ślepia. Moje źrenice zapewne są szpilkami, ale tak dobrze siedzi mi się w fotelu i pisze ten tekst, że nie mam nawet ochoty iść do lustra aby to potwierdzić. Zresztą już przerabiałem to tyle razy, nie bawi już mnie ten widok.

Minęło pięć minut odkąd zacząłem pisać ten akapit i jest jeszcze przyjemniej niż chwilę temu, działanie potęguje się a moje usta stały się suche. Położyć się i ponoodować czy zatopić się w przygodzie odpalając Wiedźmina część trzecią? A może fotel i muzyka będą idealnym połączeniem? ...Problemy pierwszego świata… Narkomańskiego świata… Jestem narkomanem? Lubię od czasu do czasu wrzucić kodeinę, tak jak raz na jakiś lubię wypić trzy piwa, jestem alkoholikiem? Jebać to, to nie czas na takie przemyślenia, to czas by zatopić się w tych pokładach szczęścia, które właśnie są produkowane w moim mózgu. To czas tylko dla mnie, otwieram drzwi do swojego prywatnego świata w którym jestem tylko ja, sam. To czas na odcięcie się od życia codziennego i całego otaczającego mnie świata.

 

02:09 T + 00:35

 

Wybór padł na fotel i muzykę. Po moim ciele rozpływa się coraz większa przyjemność. Niestety to chyba już szczyt i nic więcej nie wypłynie. Odczuwam lekki niedosyt. Zazwyczaj zaspokajam się dawką 300mg, lecz dzisiaj nie udało mi się tyle nabyć. Jest i tak nieźle jak na 150mg, tolerancja wróciła do słusznego poziomu. Moje uszy są pieszczone przez dźwięki, które sam wyprodukowałem.

Otworzyłem tym samym następne drzwi do mojego kolejnego świata. Jest on dla mnie pełen emocji, jest dla mnie czymś wyjątkowym – to moja sfera sacrum, swoiste tabu. Własną twórczość odsłuchuję praktycznie zawsze w stanach nietrzeźwości. Jestem skromnym człowiekiem, znajomi którzy wiedzą że tworzę – mogę ich wymienić na palcach jednej dłoni. Połowa z nich to internetowe znajomości. Połowa? Przecież nie ma połowy z pięciu istot ludzkich. A czy powiedziałem, że na wszystkich palcach? ;)

Jest mi bardzo dobrze, żadna inna grupa substancji nie daje mi takich doznań, chyba nawet żadna inna substancja. Dosłownie rozpłynąłem się w poczuciu przyjemności, szczęścia; nazwij to jak chcesz. Cała reszta odeszła gdzieś w dal, jest tylko błogostan. Tego było mi dzisiaj trzeba. Moje suche usta ukaja sok – dobre pomarańczowe.

 

02:35 T + 01:01

 

Całkowicie odciąłem się od świata, zostałem wyrwany z jego szponów.

Przerzuciłem się na muzykę symfoniczną, napełnia mnie mistyczna i tajemnicza energia, moje serce jest szarpane przez uczucie którego nie umiem opisać – wszystko dzięki utworowi „Kataxu - In Arms of the Astral World”. Rytm głębokiego i niskiego bębna z każdym uderzeniem potęguje ekstazę, przeżywam mentalny orgazm – wielokrotny, bo tą wyjątkową dla mnie kompozycję odsłuchuję już po raz… nie pamiętam który, może piąty? O tak, przyjemne ciarki pełzają po moim ciele, od potylicy aż po kręgosłup.

Odpalam soundtrack z filmu Interstellar, muzykę skomponował zapewne znany tobie Hans Zimmer. Chcę by ta chwila i ten stan trwały wiecznie. Dopada mnie zmęczenie, ciężko dziś pracowałem, ale lubię (zazwyczaj) swoją pracę. Mimo to nie chcę jeszcze iść spać.

Zaczyna swędzieć mnie nos – część ciała która zawsze mnie swędzi po tej grupie psychoaktywnych specyfików. Możesz uznać to za dziwne, ale lubię to, drapanie się po nosie w tym stanie zawsze sprawia mi przyjemność – ale chyba jeszcze większą samo uczucie swędzenia. Póki nic innego nie zaczyna swędzieć jest dobrze.

Wykrakałem, rozeszło się na resztę ciała: nogi, plecy, włosy na głowie, brwi, broda, klatka piersiowa, palce (hej, stop to nie lekcja anatomii) – kolejny raz przyjdzie mi ćwiczyć swą silną wolę. Wiem, że jestem w stanie wytrzymać bez drapania się, ale nos oczywiście musi zostać pomiziany ;).

 

03:00 T + 01:26

 

Właśnie zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Pierwsza – cały tekst od 02:35 pisałem aż do teraz. Czyli prawie pół godziny.

Druga – peak dobiega końca. Wszystko co dobre szybko się kończy, a to co najlepsze jeszcze szybciej; najszybciej.

Jedna z niewielu rzeczy jakich nie lubię w metylomorfinie to to, że na początku działania czas płynie tak wolno, by później nagle przyśpieszyć do szalonej prędkości. Gdyby kodeina wykazywała działanie psychoaktywne w mniejszej ilości i czas płynął tak powoli przez cały okres odlotu byłaby to dla mnie substancja idealna; perfekcyjna partnerka życiowa. Może i lepiej, że tak nie jest? Wtedy mógłbym nie znać umiaru i zatracić zdrowy rozsądek.

Wiedźmin 3 idzie w ruch, dzisiaj mam jeszcze ochotę na chwile zatopienia się w tym magicznym świecie oraz poznanie dalszych losów Geralta i jego towarzyszów.

Przepełniony jam jest nadzieją, że zaliczę dzisiaj jeszcze nooding, choć zdaję sobię sprawę iż tego już mogę nie doświadczyć. Musiałbym iść się położyć już teraz, ale na razie mam inne zadanie.

 

03:50 – 4:00 T + 02:16 – 02:26

 

Chwilę pograłem, powaliłem potężnego cyklopa; nieważne – nikogo to nie interesuje.

W międzyczasie uraczyłem mój wygłodniały i lekko nadwyrężony żołądek dwoma batonami, bananem i ciastkami owsianymi. Cały czas jest pięknie, mimo że moja towarzyszka przestaje działać, opuszcza mnie powoli a ja nie mogę jej zatrzymać. Odchodzi by na jej miejsce z powrotem wróciła szara rzeczywistość, codzienne obowiązki i normalne funkcjonowanie.

Jak śpiewał Stachursky (samozwańczy 440 i 4 aka Żółta Magnetyczna Gwiazda, która otacza centralny, zielony Zamek Symbolizacji; i chuj wie jak jeszcze on tam siebie zwie) dosko się czuję, kładę się do łóżka.

Liczę na to, że nasza dzisiejsza przygoda jeszcze się nie zakończyła i moja kochanka obdaruje mnie upragnionymi i wspomnianymi już parę razy noodami. Jeśli tak się stanie to będzie to idealny dzień, nie tylko pod względem narkotykowego odlotu.

 

 Jeżeli wytrzymałeś i doczytałeś te wypociny do końca, to składam Ci osobiste gratulacje oraz wręczam Ci prestiżowy medal z kartofla lub order z cebuli; jak wolisz – Twój wybór kolego, w tym stanie jaki ja mam przyjemność przeżywać każdy jest moim kolegą. Mam nadzieję, że tekst był przystępny i przyjemny w odczycie. Nie jestem w formie, ostatni trip raport pisałem z dwa lata temu jak nie więcej, a przez ostatni rok z własnej woli nie napisałem nic dłuższego niż lista zakupów.

 Korzystajcie z darów, jakimi są używki, ale tylko jeśli macie do tego odpowiedni charakter. Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać umiar i nie stracić zdrowego rozsądku. Stay strong.

 

WieszczNarkotykowy

 

Dopisek:

 

14:37 T + 13:03

 

Wyczekiwane noody nadeszły, przez nie zasnąłem pewnie gdzieś dopiero około 6. Ku mojemu zaskoczeniu działanie kody cały czas się utrzymywało. Rzadko mi się to zdarzało ostatnimi czasy ale jak widać mały detoks robi robotę. Obudziłem się o 13:00 z lekkim afterglow, dzień rozpocząłem z pozytywnym nastawieniem. „Trip” zaliczam do bardzo udanych, moje oczekiwania zostały spełnione w 100%.

 

 

 

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media