Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

szklanka zalana do połowy zimną wodą

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
75mg Thiocodine + 150mg Talvosilen Forte (ekstrakcja)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set: dobrze nastawiony do życia, całkiem dobry humor
Setting: spokojny listopadowy wieczór w moim pokoju
Wiek:
18 lat

szklanka zalana do połowy zimną wodą

Listopadowy poniedziałek... godzina późno wieczorna, niektórzy powiedzieliby że to już środek nocy. Za oknem ciemno, a w powietrzu rozlane mleko tak gęsto że nie widać końca wyciągniętej przed siebie ręki.

Na biurku syf jak zwykle. Jedyni nazwą to bałaganem, ja nazywam to nieładem artystycznym. Sterta pustych butelek, kilkudniowa kolekcja kubków po kawie, paczka fajek, jakieś kartki i pełno różnych innych drobiazgów, a na środku szklanka zalana do połowy zimną wodą.

W domu, o tej godzinie, już kompletna cisza. Część domowników śpij, część w ogóle nie obecna w domu. Otwieram szafkę i wyciągam małe niebieskie opakowanie. Thiocodin. Otwieram paczkę - 5 tabsów. Dzisiejszy wieczór to moje drugie podejście do kody więc 5 tabletek będzie jak najbardziej OK na wyrabianie receptorów.

Wyciskam białe kodeinowe krążki Thicodin'u z opakowania na biurko. Puste opakowanie do kosza. Przekładam je na kawałek kartki i zginam kartkę w pół. Szukając twardej rzeczy do rozgniecenia tabletek padło na leżący na biurku pilot. Chwila moment rozgniatania i rozwijam kartkę. Przed oczami widzę idealnie rozgnieciony biały proszek, pięknie określony przez Cichego Bob'a jako "JEBANY PYŁ!". Proszek przesypuje do wcześniej przygotowanej szklanki z zimną wodą. Brak pod ręką żadnej łyżki, zmusił mnie do rozmieszania mikstury sztyletem...

Odpalam na komputerze moją prywatną chillową playliste "Psycho Hotel", po czym zdecydowanym ruchem wlewam w siebie przygotowaną kodeinową miksturę. PIERUNIE! Koda jest gorzka jak stopy Lucyfera. Mimo to jest coś przyjemnego w tym smaku. Na dnie szklanki zostało jeszcze coś nierozpuszczonego proszku więc odkręciłem leżącą na biurku butelkę, nalałem znów wody do połowy szklanki po czym energicznym ruchem wypiłem resztę Thiocodin'u. Dobrze wiem że 75mg kodeiny zadziała bardzo znikomo, o ile w ogóle zadziała.

Rozsiadam się wygodnie w moim krześle i rozkoszuje się dźwiekami "Planet Caravan". Ten utwór to istny majstersztyk. Nagle słyszę jednak mój telefon powiadamiający mnie krótkim sygnałem dźwiekowym o właśnie odebranej wiadomości. Sięgam po telefon z nieukrywaną ciekawością jaka istota ludźka piszę do mnie o takiej godzinie. Hmmm...?

Spoglądam na telefon i widzę wiadomość od Pandy - mojej dobrej przyjaciółki. Jak zwykle rozmowa klei się bardzo przyjemnie i łatwo, lecz dzisiaj jakoś minimalnie przyjemniej się rozmawia. Tak czy inaczej, jak zwykle rozmawiamy o wszystkim i o niczym, a w tle rozbrzmiewa Led Zeppelin...

Po jakimś czasie stwierdzam że chce jednak spróbować dzisiaj z większą dawką. Z racji braku Thicodinu, decyduje się na ekstrakcje Talvosilen'u Forte (500mg + 30mg). Wyciskam 5 kapsułek na biurko, następnie każdą z nich otwieram i dokładnie przesypuje do szklanki. Zalewam biały proszek lodowatą wodą i lekko mieszam całość. Na drugiej szklance zakładam filtr z chusteczek i zabezpieczam całość gumką właśnie ściągniętą z włosów. Przygotowaną miksture przelewam na filtr, i wkładam wszystko do lodówki. Wracam do rozmowy z Pandziałką. Rozmawiamy bardzo otwarcie i na wiele tematów.

Po paru minutach idę do kuchni zbadać jak ma się filtracja. Na chusteczkach widzę sporo białej papki - to paracetamol którego tak bardzo chce się pozbyć. Gdyby nie ekstrakcja przy 5 kapsułkach Talvosilen'u, przyjąłbym go 2,5g. Co prawda, maksymalna dawka dobowa paracetamolu dla mnie to 4,2g, nie zmienia to jednak faktu że konsekfecję przyjęcia 2,5g tego białego gówna do organizmu mógłby być duże, o ile nie tragiczne.

Ściągam gumkę z szklanki, delikatnie zwijam filtr, uważając, by ani odrobina paracetmolu nie spadła do środka. Przed moimi oczami ukazuje się  niemal idealnie krystaliczny płyn - kodeina. By jak najwięcej wydusić z ekstrakcji wyciskam filtr do szklanki. Czuje jak zimna i rozpuszczona kodeina spływa po mojej ręce i kapie do szklanki. Filtr ląduje w koszu, a ja ląduje znów przed komputerem tym razem z szklanką płynnej i zimnej kodeiny. Znów bez zbędnego pier**lenia, zdecydowanym ruchem opróżniam zawartość szklanki. I znów ta jednocześnie przyjemna i nieprzyjemna gorycz. Czuje jak zimna mikstura spływa po moim gardle. Zapijam kodeinę wodą, bo tylko ją mam pod ręką.

"Psycho Hotel" tym razem pieści moje uszy soundtrackiem z "The Godfather" - arcydzieło Nino Roty. Konwersacja z Pandziałą trwa nadal. Czuje radość i przyjemność z możliwości rozmowy z drugą osobą. Odczuwam delikatne, prawie nie wyczuwalne ciepło w ciele. Efekty kodeiny są bardzo subtelne, mimo to przyjemne. Może to placebo, a może rzeczywiście to efekt kody - nie wiem. Zastanawia mnie czy dzisiejsza dawka kodeiny była zbyt mała czy źle przeprowadziłem ekstrakcje czy może to po prostu to wina wyrabiania się receptorów. Co by to jednak nie było efekty są zbyt subtelne, a ja decyduje że to na 100% nie moja ostatnia przygoda z kodeiną i planuje przyjąć dużo większą dawkę następnym razem.

Noc mija bardzo przyjemnie; przy rozmowie z Pandą, czytaniem artykułów i ogólnym chillu, a "Psycho Hotel" raczy mnie coraz to innymi pięknymi utworami. Jednak jak to kiedyś ktoś powiedział - wszystko co dobre kiedyś się kończy. Lekko zmęczony i śpiący żegnam się z Pandą i kładę się na łóżko, ale nie zasypiam. Leżę jeszcze chwilę na plecach wpatrując się w sufit przy delikatnym świetle i myślę. Myślę o wielu kwestiach. Po chwili przemyśleń decyduje się pójść spać. Z zaśnięciem nie miałem jakiś problemów. Zasnąłem jak zwykle. Ostatnie co widziałem przed zaśnięciem to szklanka... pusta szklanka na stole.

Ocena: 

Odpowiedzi

oo men ale trip :D

W sensie pozytywnym czy że ciulowy trip raport? ;)

Na takich dawkach szału nie będzie,ale to twój drugi raz.Generalnie radze zostać na tych 150-200 i wyżej na razie nie wchodzić.

Planuje następnym razem jakieś 200mg-250mg. Chce się przekonać jaka dawka będzie dla mnie dobra. Robię sobie przerwy w braniu kody więc nie powinienem łapać dużej tolerancji :) Obecnie od tego razu opisywanego w TR jeszcze nie brałem. W weekend może sobie pochilluje. 

Polecam wypić przed kodą troche ciepłej wody,ale zakładam,że w większości wiesz o co chodzi :D,a thio wrzucić do mordy zagryźć i popić colą,mniej jebania ze wszystkim.

Straszne to, ze ludzie siegaja po jakis syf i ryzykuja zdrowiem bo zdrowe psychodeliki sa nielegalne :( 

Wbrew pozorom koda jest chyba najmniej szkodliwym opiatem chyba. Chociaż kto wie. Na rozruszanie kabli helem albo majką przyjdzie czas

moje przezycia z koda rownie przyjemne, przyjmowana dwa razy z thiocodinu (150mg), na dniach spotykam sie z ANTKIEM :) 

Stopy Lucyfera nie są gorzkie.

Podobno bezno smakuje jak nasienie Szatana w porównaniu z kodą ^^

Nie próbowałem ani benzo, ani kode, ani tym bardziej nasienia szatana.

BTW Lucyfer =/= szatan.

Z Luckiem miałem okazję rozmawiać. Łachmyta taki sam jak każdy z nas, szukający Światła.

Nie bredź o Lucyferze, masz zero pojęcia. "Szukający światła" żenada.

Nie zadawaj pytań z odpowiedziami na które nie umiesz sobie poradzić.

Myslalem ze koda tylko w Antidolu:D mam za soba jedna paczke oprozniona na raz ale efekty minimalne.

Koda jest bardzo kapryśna :) plus wiele czynników

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media