Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

sylwester na kardiologii

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Spalenie całej lufki około 12 dużych buchów
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wizyta u znajomych, przyjemna atmosfera
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Mieszanki ziołowe, etanol, kodeina, pseudoefedryna, nikotyna

raporty scaryripper

sylwester na kardiologii

Napisałam ten artykuł, żeby przestrzec zwłaszcza osoby zaczynające doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi i tych, którzy zażycie ich planują.
20.12.15
Udało mi się znaleźć osobę, od której wreszcie mogłam kupić "marihuanę". Chłopak dziewczyny, z którą chodziłam do klasy był dilerem. Tego dnia umówiłam się z nią na zakup zioła. Ów chłopak wydawał się być sympatycznym, miłym i pozytywnie nastawionym do życia człowiekiem. Zeszliśmy do piwnicy, w której trzymał towar. Odpalił lufkę i zaproponował degustację. Zgodziłam się z uśmiechem na twarzy. Wzięłam dużego bucha, potrzymałam chwilę w płucach i oddałam mu lufkę. Wymieniliśmy się nią jeszcze kilka razy. Dziewczyna nie przyłączyła się do nas, jednak wzięła grama dla jakiegoś chłopaka. Miałam w planach wybranie się na małe zakupy, więc odmówiłam dalszego palenia po czwartym buchu. Dokonaliśmy transakcji i zadowolona z gramem w kieszeni pojechałam do centrum handlowego. W czasie jazdy autobusem, ani nawet po kilku godzinach nie odczułam żadnego działania. Może dlatego, że marihuany trzeba wypalić znacznie więcej, niż mieszanek ziołowych, których miałam przyjemność próbować. Nigdy wcześniej nie paliłam czystego zioła i nie dowiadywałam się nic na temat THC, między innymi jak powinno wyglądać zioło, które zamierza się wypalić i jaki zapach powinien mieć dym, wiec postanowiłam następnym razem wypalić znacznie więcej.
31.12.15
Nie miałam planów na sylwestra. Chciałam spędzić tę noc w domu. Około godziny 16 odwiedziłam swoich znajomych, których nazwę tutaj M i C. Ostatni raz paliłam w gimnazjum, wiec byłam bardzo podekscytowana perspektywą powtórzenia tego doświadczenia. C palił kilka razy marihuanę i haszysz, ale po ostatnim razie zaliczył bad tripa i M zakazała mu palić. Zaproponowałam mu wzięcie kilku buchów, lecz M wyraziła wyraźny sprzeciw, choć sam C nie ukrywał aprobaty. Tak więc wyszłam na balkon w samotności. Nabiłam lufkę i wzięłam 12 na prawdę solidnych buchów, trzymając każdy w płucach około 10 sekund. Wróciłam do mieszkania z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Ale to śmierdzi.-Skrzywiła się M. Zapach był bardzo intensywny. Chociaż paliłam przy zamkniętym balkonie unosił się w pomieszczeniu.
-No może tak pachnie zioło...- Odparłam, siadając na kanapie.
-Nie... Tak nie pachnie zioło.- Chłopak zmarszczył brwi.
-Nie?-wystraszyłam się lekko.
-Byłem na imprezach gdzie palili i nawet sam paliłem kilka razy i nigdy nie czułem czegoś takiego. Ale może to po prostu inna odmiana.
Poczułam się nie pewnie. Do tego miałam w ustach bardzo gorzki smak, którego chciałam się pozbyć, wypijając sok.
-I co? Działa coś?- Spytała M.
-Nie. Nic nie czuję.- Było to około 10 minut od wzięcia ostatniego bucha. Rozległ się dzwonek do drzwi. M poszła otworzyć, a C poszedł po coś do kuchni. Zostałam sama na kanapie. Poczułam ucisk w głowie i mrowienie, które wypełniało moją czaszkę i rozchodziło się w dół mojego ciała.
-O nie...- Znałam to uczucie. Towarzyszyło mi zawsze, kiedy rozpoczynała się dopalaczowa faza. W tym momencie wiedziałam co mnie czeka i to co wypaliłam marihuaną nie było.
Do mrowienia i ucisku doszedł szum w uszach i uczucie spadania, przechodzące mnie z dolnej części brzucha do góry klatki piersiowej. Obraz wydawał się przesuwać z lewej strony na prawą.
-Działa!-Krzyknęłam do M., która witała nowych gości.
Wstałam i chwiejnym krokiem poszłam do przedpokoju.
-Cześć!- Przywitała mnie koleżanka. Przytuliła mnie na powitanie, a ja bezwładnie uwiesiłam się na jej ramionach, również próbując ją przytulić.
Obraz nakładał się na siebie co raz bardziej. Ucisk w głowie i uczucie spadania również wydawały się przybierać na sile. Czułam się co raz gorzej. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe. C odprowadził mnie na łóżko, czego nie pamiętam. Odzyskałam świadomość leżąc na łóżku i się trzęsąc. Oddychałam bardzo szybko. Puls mojego serca odbijał się echem w moich uszach. Do tego te drgawki. Było mi strasznie zimno. Pojawiła się suchość w ustach i lekki szczękościsk. Moje myśli stały się nieracjonalne. Dla przykładu: "To jest lampa. W drugim końcu pokoju już nie stoi ta lampa. Lampa jest zielona". Zapomniałam, że w ogóle coś brałam. rozumiałam tylko to, co jest tu i teraz. Leżałam i patrzyłam w dal. Czułam, że za tym nakładającym się na siebie obrazem jest śmierć. Czułam, że jeśli moje serce będzie biło jeszcze szybciej to w końcu się zatrzyma. Po 20 minutach faza zaczęła odpuszczać. Poczułam się lepiej. Na tyle dobrze, żeby wstać. Znajomi przez ten cały czas stali nade mną i się martwili. Teraz wszyscy uznaliśmy, że to już koniec i poszliśmy odpalić zimne ognie.
-Nie wiem co to było, że cię tak jebło i tak szybko zeszło.- C odpalił swój zimny ogień zapalniczką, a reszta z wyjątkiem mnie odpaliła od niego.
Próbowałam. Wydawało mi się, że dotykam moim ogniem do jego, w rzeczywistości mój kijek był oddalony o jakiej 10 cm. Po chwili znów poczułam ucisk w skroniach. Po kolei zaczęły dochodzić kolejne nieprzyjemne objawy. Wszystko zaczynało się na nowo tylko z większą siłą. Wróciłam do łóżka. Leżałam pod kołdrą i trzęsłam się niby z zimna. Okno było zamknięte i panowała temperatura pokojowa. Przez cały czas oprócz pierwszego spaceru do łóżka byłam całkowicie świadoma. M powiedziała, że chłopak jej koleżanki też się naćpał jakimś ścierwem i było z nim co raz gorzej, więc jak za pół godziny mi nie przejdzie trzeba dzwonić po pogotowie. Ta wiadomość bardzo mnie przestraszyła. Faza miała postać nawrotów. Trzymało mnie przez kilkanaście minut, odpuszczało na chwilę i znów wracało. W końcu M udało się mnie przekonać i wyszliśmy przed blok zadzwonić po karetkę. Bardzo bałam się o swoje serce. sama zadzwoniłam. "Miła" pani ze 112 mimo, że podałam dokładny adres pytała o numer bloku.
-Powiedziałam przecież. Może jeszcze inny jest na ścianie bloku...-Ledwo mówiłam
-To proszę iść sprawdzić.
-Ja źle się czuję... Chyba zaraz zemdleję...
-dopóki nie będę mieć numeru bloku nie wezwę karetki...-Rzuciła obojętnie.
W końcu M więła telefon i dogadała się z tą babą. Hm. Ciekawi mnie czy jakby ktoś byłby w gorszym stanie ode mnie też kazałaby szukać numeru ulicy... Po kilku minutach przyjechała karetka. Sanitariusze zrobili mi EKG. Rytm mojego serca wynosił 160 uderzeń na minutę, a wtedy czułam się już lepiej. Zawieźli mnie na SOR. tam zrobili mi test moczu, w którym wyszło THC z domieszkami, których nazw nie pamiętam. W szpitalu faza przeszła mi całkowicie, jednak zostawili mnie na obserwację na kardiologii. Fajerwerki oglądałam ze szpitalnego okna, jednak nie to było najgorsze. Bardzo zawiodłam swoją mamę. Było mi wstyd, że musi jechać do szpitala i oglądać mnie podpiętą do aparatury przez moją głupotę. Rano dostałam wypis. Rytm mojego serca się unormował, a ja czułam się normalnie. Napisałam do dziewczyny owego dilera i poinformowałam ją, że jeśli będę mieć konsekwencje prawne ona i jej chłopak poniosą odpowiedzialność za sprzedanie mi jakiegoś gówna, a nie zioła. Ta przyznała, że wiedziała, że to jest "mocne palenie", a jej chłopak rzadko sprzedaje, bo woli mieć dla siebie... Na szczęście wyszłam cało z tej sytuacji, jednak od tej pory ZAWSZE uważam na to co zażywam i przed braniem czytam szczegółowo o danej substancji. Ta historia mogła skończyć się dla mnie gorzej i teraz zamiast siedzieć przed komputerem, mogłabym leżeć na cmentarzu.
Substancje psychoaktywne są wspaniałe, ale tylko kiedy zażywa się je umiejętnie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Ponieważ to dość fajne ostrzeżenie, zamieszczam z poprawkami. Ale powiedz no, dziecię, jak z taką ortografią zdałaś maturę?

Witam serdecznie panie Rydzyku. Jak widzę jest pan w moderacji, dlatego chciałbym się o coś zapytać: Jakiś miesiąc temu napisałem 3 trip raporty i nadal ich tu nie widzę- na maila nie przyszła mi informacja że zostały odrzucone albo przyjęte, więc zakładam, że musiały "zaginąć". Pytanie brzmi- co wlaściwie się stało i czy w ogóle zostaną akceptowane? Wiem, że to nie za bardzo odpowiednie miejsce na takie pytania, ale pisałem już 2 razy na kontakt hyper i mnie chyba olali :D A szkoda raporcików, bo nie ukrywam, że z napisaniem takowego schodzi trochę czasu. Gdybyś (gdyby pan) mógł mi jakoś pomóc w tej sprawie, byłbym wdzięczny. Pozdrawiam :)

No i koniec :D

Pozwolę sobie odpowiedziec. Wczoraj zaakceptowałam jeden, z tego co widzę zostały dwa, które zaraz przeglądnę i wrzucę. Na Neuro nic nie ginie, bo co ma wisiec, nie utonie. Byłam na urlopie, już jestem i za chwilę przez chwilę będzie porządek. ;)

 

Bardzo cieszy mnie ta informacja, dzięki i pozdrawiam :D

No i koniec :D

Zdawałam rozszerzony polski na maturze i poszło mi bardzo dobrze. Jeśli zdarzyły mi się jakieś błędy to wyniknęły one z pośpiechu lub to zwykłe literówki. Pozdrawiam.

Jak nie masz dojścia do pewnego palenia to nigdy nie wiesz na 100% co palisz. A w dzisiejszych czasach pewność można mieć chyba tylko przy własnych krzakach. Ale w sumie to jest wpisane w dragi. Nigdy nie wiesz co bierzesz i co się do końca stanie tak właściwie.

Nawet jeśli byłaby to czysta marihuana, 12 dużych buchów czystego palenia to dla nowicjuszki chyba trochę za dużo, nie sądzisz? Mogłaś się zwyczajnie przepalić, do tego panika bo nie wiedziałaś co się dzieje i masz efekty.

Ja też nie za dobrze wspominam swoje początki, kilka razy mi się zdarzyło zasłabnąć, oblewały mnie lodowate poty i też miałam zaburzenia percepcji, kołatanie serca, latający obraz, skręty kiszek, mdlałam, rzygałam, myślałam że umieram itp., itp.

Zachłanność nie popłaca, zwłaszcza jeśli mowa o środkach psychoaktywnych, a jeśli jeszcze nie miałaś pewności co palisz, to już w ogóle. Spokojnie, pomalutku, poznać substancję, nigdzie się nie spieszyć. Szczęście, że wszystko dobrze się skończyło i cieszę się, że wyciągnęłaś wnioski.

Nie lubie liczenia palenia na buchy. Znam osobę która potrafi spalić pół papierosa jednym buchem... Stawiajmy bardziej na gramature.
Po drugi każdy pali jak chce. Niektórzy palą blanta z całego gieta jak zwykłego papierosa w obieg, a nie którzy biorą 3 buchy z lufy i trzymają po niewiadomo ile w płucach. Kwestia indywidualna.

Wiadomo że do każdej substancji powinno się podchodzić z chociaż minimalnym szacunkiem. Ale każdy który choć chwile siedzi w temacie trochę przegiął z czymkolwiek. Taaa... "trochę"...
A jeśli chodzi o wypaloną ilość przez @ScaryRipper - kwestia psychologiczna pewnie. Wcześniej paliła z dilem i nic nie klepło no to sobie trochę pojechała :)

W sumie mnietrochę bawi to że ktoś liczy ile machów zaciągał :D

Jezusie, ja jej nie wyliczam :) Wyobraziłam sobie tylko sytuację, jak kobita, która pisze że nigdy wcześniej nie paliła czystego ziela, bierze "12 dużych buchów" pod rząd, trzymając je jeszcze chwilę w płucach i po prostu wcale się nie dziwię, że odpadła :)

Nie jestem nowicjuszką. Wcześniej paliłam różne mieszanki ziołowe i coś takiego przytrafiło mi się po raz pierwszy i oby ostatni.

Oby :)

Tutaj bardziej chodzi o jakieś wmówienie sobie, że jest źle. Mój kumpel miał podobnie. Co chwilę mdlał, serce waliło jak szalone. Tachykardia to raczej spotykane zjawisko przy kannabinoidach.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media