Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

"skoki czasowe"

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Jeden konkretny blancik od znajomego, nie wiedziałem jaka odmiana znajdowała się w środku, lecz jej ilość wynosiła około 3-5g doprawiony alkoholem.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Impreza 18-nastkowa starszego kolegi, na której znalazłem się przypadkiem. Bawiłem się przednio, w towarzystwie znanych mi osób.
Wiek:
18 lat

raporty lil adi

"skoki czasowe"

Przeżycie zapisane poniżej bardziej przypomina kartkę z dziennika, jeśli nie lubisz tego typu postów to oduść już na początku, jeśli zaciekawił cię tytuł i chcesz poznać szczegóły zapraszam do lektury

 

Więc zaczęło się od tego:

 

Siedzimy sobie ze znajomymi na lokalnym przystanku abutobusowym, znudzeni, nie wiedząc co jeszcze nas czeka dzisiejszej nocy. Padł pomysł by udać się do lokalu gdzie aktualnie odbywała się impreza osiemnastkowa kolegi. Nie mieliśmy zaproszenia więc udaliśmy się pod lokal czekając aż solenizant się pojawi. Nie trwało to jakoś długo, gdy wyszedł padły życzenia urodzinowe i zapytanie z prośbą o przygarnięcie nas tej nocy, zgodził się gdyż były jeszcze wolne miejsca, bez chwili zastanowienia udaliśmy się do środka. 

Była zima więc z początku ogrzaliśmy się niewielką ilością alkoholu. Chwilę później podano do stołu, po krótkiej wyżerce wróciliśmy do picia, rozmawiania, śmiania się. Zapytałem się kolegi czy nie wyszedł by na papierosa, zgodził się. Staliśmy na zewnątrz ,bez kurtek, mróz powoli przeszywał moje ciało więc oczywistym był powrót po płaszcz, jednakże tu się wszystko zaczęło, zauważyłem grupkę osób schodzących do siłowni, spytałem po co tam idą, odpowiedzili że mają chęć zajarania sobie czegoś, jako iż aktualnie nie miałem przy sobie floty żeby samemu w coś się wyposażyć zszedłem razem z nimi.

Na ławce koleś którego średnio znałem, totalnie porobiony nieudolnie próbował skręcić ogromnego blanta, średnio mu to wychodziło więc razem z kolegą postanowiliśmy my pomóc. Gotowe, każdy zachwyca się ilością jaka zmieściła się, jako iż każdy był zrobiony blanta podali w miarę trzeźym osobom. W trójkę ustawiamy się pod oknem, odpalamy i leci kółeczko,ja zaczynam następnie pokolei każdy ściąga należną mu trójkę. Z każdym buchem fala ciepła rozchodzi się przez mój organizm, wiedziałem że to będzie coś gdyż od ostatniego minęło jakieś 2 tygodnie, wtedy przez spory okres czasu codziennie jakiś temat był zarzucany, ale nigdy tak dobry jak ten. Po 3 kółku tracę czucie w nogach i muszę usiąśc więc odpuszczam kolejke, widzę że koledzy, choć bardziej zaprawieni w boju, też tracą grunt pod nogami. Wstaję, biorę 2 dymy i zapominam o tych wszystkich ludziach wokół mnie, skupiam się na staniu prosto i trzymaniu blanta, nie czuję jego obecności w dłoniach, dziwne uczucie.

Koniec, blant się skonczył, chwilę wspólnie rozmawiamy, znajomi śmieją się z tego że nie potrafię utrzymać równowagi, śmieje się sam z siebie. Czuję błogość, nie przejmuje się niczym, nagle pada pomysł powrotu na salę z mojej strony, chyba nikt mnie nie usłyszał albo poprostu mnie zlali. Trudno udaję się przed lokal sam. Odpalam papierosa, palę go, w głowie bitwa myśli, zapomniałem o tym że jest cholernie zimno. Gdy zdałem sobie z tego sprawę od razu wszedłem do środka. Tutaj już powoli sobię zdaje sprawę że nie jest ze mną najlepiej.

Po wejściu do lokalu dostrzegam ziomka który siedzi na schodach z koleżanką, wyzwaniem było wejście na ich góre, nogi odmawiały posłuszeństwa, podołałem. Od razu dostrzegli w moich oczach że właśnie się porobiłem, lecz ja wcale nie mysłałem o tym co mówią, ja znajdowałem się już w innym świecie. Ciągle myślałem o anime które oglądałem przed wyjściem, wkminiłem sobię że jestem Naruto a mój kolega jest Sasuke. Doszedłem do wniosku że muszę go pokonać, ostro wkręcony w swoją postać mówię do niego że tym razem ze mną nie wygra, łapie go za bluzę, on kompletnie pijany także to robi i wykrzykując swoje kwestie lecimy w dól z samej góry schodów, lot ten trwał nieskończoność, czułem się jakbym unosił się w chmurach ale nagle jeb! Jesteśmy na ziemi, nie czuję bólu, jestem nieśmiertelny myślę. Wstaję, postanawiam wyjść na zewnątrz ale wtedy zaczęło się najgorsze.

Jak się okazało zamiast wyjść cofnąłem sie w czasie w swojej własnej głowie, znajdowałem się przy stole wszystko wydawało się tak realistyczne, nie nie śnię, naprawdę to zrobiłem, cofnąłem się w czasie! Nie wiem co mam robić, nie wiem co się ze mną dzieje. Udaję się do kolegi którego zrzuciłem ze schodów on wita mnie słowami- Jezu, człowieku, niech zgadnę cofasz się w czasie? Mówiłeś mi to już z 7 razy. Myślę sobie jakim cudem, jak to możliwe, niedowierzająć wychodzę na zewnątrz, ZNOWU, znowu się cofnąłem gdy tylko przekroczyłem próg drzwi. Zdałem sobie sprawę ze to drzwi tak działają na mnie. W formie testu wszedłem do kuchni, "wszedłem", tak myślałem ale znalazłem się na dworze, trzymałem w ręku papierosa, nagle wykrzyknąłem głośno CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE!

Postanowiłem udać się na spacer, rozluźnić trochę mięsnie, ale to na nic... Kilka minut po opuszczeniu terenu osiemnastki znalazłem się przy stole. Nie zauważyłem nawet że byłem w trakcie jedzenia i przypadkowo upuściłem krokieta na podłogę. To było już zbyt wiele. Po kilku próbach opuszeniu lokalu ze świadomością że to zrobiłem w końcu się udało! Błogosławieństwo! Miałem dość tego że nie panuje nad tym gdzie się znajduje więc padła myśl - a może by tak udać sie już do domu? Patrzę na telefon, sprawdzam godzinę, nie niemożliwe.. Od zajarania blanta minęło zaledwie 20 minut. Chyba utknąłem na osi czasu w jednym miejscu. Czas wracać do domu. Ale chwila bez kurtki? Wchodzę do środka i znowu to samo, jestem przy stole jem krokieta, nie mam pojęcia co robiłem przed chwilą. Po kilku próbach opuszczeniu lokalu wkońcu mi się udaje, odziwo miałem już na sobie płaszcz, nawet nie pamiętałem kiedy go założylem, to jest teraz nie istotne. Biegnę przed siebie jak najdalej od tego piekielnego miejsca, JEST nie wróciłem do lokalu, marzenie się spełniło, kontroluje swoje decyzje! Jestem jakieś 200m od lokalu, ale chwila coś za mną idzie, słyszę kroki i miałczenie, nie możliwe że to jest kot, jego kroki są zbyt głośne. Przestraszyłem się i momentalnie zadzowniłem po kogoś żeby zabrał to monstrualne stworzenie. Po kilku minutach przesiedzianych w randomowym rowie przychodzi kolega, zabiera kota i wraca na imprezę. Dziękowałem mu z całego serca, ale nie mogę tracić czasu nie wiem czy zaraz nie pojawię się w lokalu, nie wiedząc jak tam się dostałem. Mam do przebycia jakieś 3 kilometry pieszo, idę.

Droga do domu była spokojna, od czasu do czasu się potykałem ale nie sprawiało mi to kłopotu. Nie widziałem świecących latarni, powinny tu być trudno może awaria, nie to nie to pewnie udałem się w złą stronę. Olewam ten fakt i ide poprostu przed siebie. Po 2 godzinach docieram do domu, już mi przeszło, panowałem nad wszystkim, wchodzę do domu, kładę sie do łóżka włączam muzykę i próbuje zasnąć. Nie trwało to jakoś długo, rano obudziłem się z lekkim bólem głowy ale po zjedzeniu kilku kanapek i wypiciu kawy od razy mi się polepszyło.

Ogólnie całe doświadzenie oceniam na pozytywne, następnego dnia śmiałem się ze znajomymi z mojego stanu na imprezie. Chociaż do godziny dwunastej miałem obawy co do tego czy zaraz nie cofne się w czasie do tamtej nocy.

Ocena: 

Odpowiedzi

Trzy kilometry w dwie godziny? Musiało Cię dobrze wynawigować.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media