Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

różowy wschód słońca i biały sposób, żeby go zobaczyć

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
330 mg DXM, 150 mg kodeiny, 100mg sertialiny, 5ml Xylometazolini hydrochloridum 0.1%, alkohol
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
lekkie fizyczne zmęczenie upalnym dniem, wczesny wieczór,pokój z otwartymi oknami, miło nastawiające towarzystwo siostry i to znane wielu osobom uczucie chęci by teraz było lepiej niż poprzednim razem
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
dxm (oj często-3 razy w tygodniu to maksimum mojego ograniczenia), kodeina (ok.raz w miesiącu), pseudoefedryna (dotychczas3-4 razy), sertialina (2 razy),xylometazolin (2 razy), etanol (wiadomo, zaleznie od okazji, średnio raz w tygodniu)

różowy wschód słońca i biały sposób, żeby go zobaczyć

Nie wiem, czy powinno mnie to martwić, ale bardzo lubię to uczucie uspokojenia w ciągu dnia. To, które pozwala łatwiej mi znieść każde niepowodzenie. To, które stało się złotym zdaniem powtarzanym w myślach zawsze, gdy przypominam sobie swoją słabość. Świat może mi robić co chce, podczas gdy ja mam na niego najlepsze antidotum w postaci stwierdzenia, że dziś i tak coś sobie wezmę;) Tak było i w tym przypadku, którego zaistnienia w nie żałuję w najmniejszym nawet stopniu.

Po całym dniu spędzonym na niezadowalającej pracy zamknęłyśmy się z siostrą w naszym wspólnym pokoju i otworzyłyśmy po dziewięcioprocentowym piwie umilającym nam przechodzenie kolejnego etapu Alice Madness Returns. Jednak to nie urokliwy świat gry podsunął nam pomysł na kolejne spotkanie z kodeiną i dxm, bowiem tego, że dziś będziemy czegoś próbować byłyśmy prawie tak pewne jak tego, że kiedyś umrzemy. Ale zanim jeszcze życie się toczy, sięgamy po zrobiony wcześniej zapas dxm. Lubię ten dźwięk pstrykających blistrów i opanowany wcześniej sposób na jak najszybsze wydobycie tablatek - najpierw 5 z jednej strony listka, poźniej szybki jego obrót w dłoni i leci kolejne 5. Trochę się waham, ale wrzucam 300mg, popijając resztą piwa pozostałą na dnie puszki. K.robi to samo, tyle że bierze 450mg ze względu na znacznie większe doświadczenie i wyższą tolerancję.

Zanim jeszcze zaczną się jakiekolwiek oznaki działania dxm, wyjmujemy z naszej skrytki 2 opakowania Antidolu i powtarzamy utarty już schemat: kruszenie, zalanie zimną wodą, całość na filtry do kawy znajdujące się nad szklankami... Po chwili każda ma już przygotowaną swoją miksturę, której należy dać jeszcze trochę czasu i odrobinę miejsca w lodówce. Oczywiście siedząc w kuchni co sekundę zaglądamy i patrzymy jak tam kapie. Trudno opisać to uczucie strachu przemieszane z tamowaniem śmiechu, gdy w kuchni pojawia się mama i staje obok lodówki paląc papierosa. Modliłam się, żeby owa starsza pani (która jest farmaceutką) nie zajrzała i nie zobaczyła naszych Antków.

Uff... niebezpieczeństwo mija i możemy w (s)pokoju chlupnąć po 150mg kodeiny. Tymczasem po ok. pół godziny od przyjęcia dxm, zaczynaja się jego pierwsze efekty. Obraz staje się delikatnie rozmazany, a przyspieszone bicie serca nie ma w sobie nic z niepokoju, a raczej jest oznaką lekkiego podekscytowania i chęci cieszenia się byle czym, choćby miało to być wpatrywanie się w gwiaździste niebo. Wyłączamy grę, żeby nie musieć na niczym się skupiać. Leżeć słuchając muzyki i jednoczesnie czując wewnętrzną lekkość. Patrzeć w sufit i rozmawiać tylko o tym, co właśnie czujemy. Cieszyć się ze swojego zaistnienia - właśnie to staje się teraz naszym celem i ulubionym zajęciem.

Mija kolejne pół godziny i ku mojemu zdziwieniu nie pojawia się (jak to zwykle u mnie bywa przy dxm) efekt lekkiego zamulenia. Zamiast niego na pierwszy plan wysuwa się chęć działania i wyssania z tego wieczoru wszystkiego, co najpiękniejsze. Gdy niewiele myśląc mówię o tym K., ta sięga do szuflady i pytając: Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłyśmy? wyjmuje opakowanie Asentry - antydepresantu, który z racji tego, że jest na receptę trzymałyśmy na specjalną okazję. Obie juz dawno nie czujemy się ekhm... normalnie więc bierzemy tylko po 2 tabletki. Oczywiście nie chcę być gorsza i bez słowa stawiam na biurku Otrivin, którego już niegdyś próbowałyśmy, a skoro wtedy nie zrobił nam nic złego, to znaczy, że teraz można. Roztwór do nosa, więc w smaku okropny, ale z pewnością o niebo słodszy od kodeiny czy rozpuszczonej niechcący tabletki dxm.

Mija godzina od momentu, kiedy wszystkie substancje są już w komplecie i zaczyna się najpiękniejsza część tej nocy. Mija kilkanaście sekund, zanim otwierając drugie piwo namierzę dłonią metalowy pstryczek na wierzchu puszki. Spowolnienie reakcji bardziej mnie śmieszy, niż przeszkadza. O dziwo myśli płyną całkiem normalnie, tzn. że jestem w stanie się w 100% kontrolować. Cały stan, którego doświadczam jest jakby nakładką na rzeczywistość, różowymi okularami, przez które mogę na nią spojrzeć, a nie trampoliną do innego, niepokojącego świata. Oczywiście co pewien czas zastanawiam się jak wpłynęły na mnie poszczególne substancje i wówczas mogę przyporządkować im pewne efekty, np. przyjemne mrowienie na całym ciele zawdzięczam Otrivinowi, wewnętrzną lekkość, błogość i zmniejszenie grawitacji przy chodzeniu zdziałał dxm, a brak zmęczenia i wewnętrzny luz to moim zdaniem zasługa kodeiny i sertialiny.

Po ok. dwóch godzinach zapominam, że kiedykolwiek narzekałam na życie i niestety zaczynam zapominać, że istnieje coś takiego jak mowa. Zaczynam lekko bełkotać i robić dłuższe przerwy między słowami. Ale po co cokolwiek mówić? Przecież lepiej wyjsć na taras i rozładając koc patrzeć w niebo, oglądać dokładnie kazdą gwiazdę i wsłuchiwać się w muzykę świerszczy. W tym momencie mam zamiar przekazać światu jak bardzo go kocham i jak bardzo jestem mu wdzięczna za to, że mnie rozumie. Obiecuję sobie w myslach, że juz nigdy nie będę narzekać na jakieś tam błahe problemy, bo w końcu jak mozna, skoro życie jest tak piekne?

Robi się chłodniej, więc nieco chwiejnym krokiem wracamy do pokoju zauważając, że wszyscy w domu juz dawno śpią. Z trudem hamujemy szczery, bezwarunkowy śmiech, ponownie włączamy muzykę i oglądamy w Internecie rysunki autorstwa fanów anime. Podziwiamy w nich każdą kreskę. Na ile to zasługa czyjegoś talentu, a na ile naszego mixu? Do dziś nie umiem powiedzieć.

W pewnej chwili K. zauważa, że za oknem robi sie coraz jaśniej, a my w ogóle nie czujemy zmęczenia. Sen? A po co marnować życie na spanie? Opieramy się o parapet i śledzimy grę różu i błekitu, która właśnie rozpoczęła się na niebie. Piękno - to jedyne słowo, które wówczas przyuchodzi mi na myśl.

Niestety, gdy niespodziewanie nadchodzi 7.00 musimy położyć się spać. Z żalem. I ogromna chęcią powtórzenia  minionych doświadczeń.

If you don't do drugs, you probably have another addition. Even innocent.

Ocena: 

Odpowiedzi

Niezly TR, nie rozumiem tylko tych antydepresantow wrzucanych rekreacyjnie. Fakt faktem rowniez kiedys rozgryzlam dwie kapsulki wenlaflaksyny, ale to SNRI, nie SSRI. Czulam sie gownianie, jak po efydrynie z DXM. Nie bede pouczac tez o miksie antydepresantow z DXM, bo mozna dostac zespolu serotoninowego. Tylko tak mowie, ja nie dostalam, hehe. Tez chcialabym przycpac z siostra, jest rok mlodsza. Niestety ma porazenie mozgowe. Moze jakbym jej dala kwacha, to zaczelaby mowic, ale musze zrobic to w Wigilie...

nie rób jej nic, na co sie nie zgodzi:) a jeśli chodzi o sertialinę, to wg moich odczuć ona właśnie zadziałała najmniej ze wszystkiego;/dxm i antek rządzi:p

 

Ona nie umie mowic. Czy milczenie oznacza zgode? Hehe, to byl zart. SSRI dziala dopiero po ok. 2 tyg uzwania, wiec sie nie dziw.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media