Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

prawdziwa moc prosto od farmera

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
4 gramy marihuany
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Totalny luz, domowa atmosfera, piękna pogoda, dobre nastawienie. Nie mogłem się doczekać
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Rok palenia trawy, 2 miesiące na sertralinie i minaserynie, haszysz parę razy w życiu, 1 raz koda 1x150mg, feta 2 kreski, 1p lsd, tytoń alkohol

prawdziwa moc prosto od farmera

Pewnej słonecznej soboty pojechałem na stację po mojego brata i jego dziewczynę, wiadomo, gadka szmatka i pada pytanie: Ile masz? 

- Pione, brałem od tego ziomka co hoduje 

-No to co? Po obiadku na spacerek? 

-jasne!

No i dojechaliśmy do domu rodzinnego, dostałem swoją piątkę i spaliłem małego gibona z połówki przed obiadem, tak na lepszy apetyt.

Obiad leciał standardowo, rodzice zapoznawali się z jego dziewczyną, a my już powoli się niecierpliwiliśmy na wyjście nad jezioro.

W końcu wyszliśmy, jak byliśmy w połowie drogi (teren wiejski, dwa domy na krzyż i duży zakład pracy w środku lasu) wyjąłem drugiego rozgrzewkowego i spytałem, czy zapalimy

Długo nie musiałem ich namawiać, po 2 minutach i jednym miniętym domu lolek już się rozpalał. Poczułem wtedy delikatne nogi z waty, z resztą wszyscy tak mieli. Kleiła się gadka, każdy się trochę gubił w rozmowie, bo ginęły gdzieś słowa i myśli. Po jakichś 10 minutach byliśmy nad jeziorem, wiał straszny wiatr, ale to nam nie przeszkodziło. Z bluzy zrobiłem ochronę wiatrową,a brat skręcił czyściocha z gieta. Po spaleniu go byłem w stanie srogiego upierdolenia. Po chwili chcieli iść do domu, ale koniec końców wszyscy potrzebowaliśmy dłuższego spaceru, żeby się trochę ogarnąć. Wróciliśmy do domu, rodzicom powiedziałem, że jestem zmęczony po spacerze i poszedłem do pokoju. Załączyłem na głośniki swoje ulubione duby i tak dryfowałem między snem a jawą przez 2 godzinki. Dzien jakoś dalej leciał sobie swoim rytmem. Mama zrobiła kolacje, tata wrócił z pracy. Zjedliśmy pogadaliśmy i dobranoc. Tego dnia poszli spać wyjątkowo późno. Trochę przed północą, wkurzało mnie to, bo już marzyłem o bongu na zakończenie tego dnia. Światła w ich pokoju zgasły, ale pod sklepem na przeciwko mojego domu wciąż siedziała miejscowa śmietanka towarzyska. Pili browary i palili fajki, nie było opcji, żebyśmy wyszli na bongo, bo zaraz darli by swoje ładnie wyprocentowane mordy.Po północy na wsi było już cicho, zapukałem do okna brata i wyszliśmy na balkon. Zaproponował jednak jointa zamiast bonga. Stwierdziłem, że w sumie ok. Ściągnąłem z niego 3 buchy i się zaczęło. Nogi zaczęły tańczyć i nie mogłem tego zatrzymać! One po prostu czuły rytm dobiegający ode mnie z pokoju. Tańczyły a ja chociaż chciałem to nie mogłem tego skończyć. Ogromny banan na twarzy i proponuje bratu kolejnego, on twierdzi, ze idzie już spać. Skończyliśmy go, zbiliśmy piątkę, a ja musiałem wrócić do pokoju, bo jednak było całkiem chłodno.

Przez drzwi balkonowe wchodziłem ciągle tanecznym krokiem, w końcu położyłem się na łóżku. Nogi przestały tańczyć, ja włączyłem jakiś film, nawet nie wiem co to było, ale usnąłem. Przez chwilę zanim zasnąłem przy zamkniętych oczach po samym dzwięku rysował mi się obraz tego filmu, tylko kompletnie surrealistyczny. Kosmici zastrzegali bramy starego obozu z gothica, a wielki smok latał i próbował złamać zabezpieczeia sieci. Nie pamiętam nawet jak zasnąłem. Obudzilem się o 5:58, albo 56. Nie pamiętam. Ogarnąłem trochę łóżko, na którym były porozrzucane akcesoria palacza.Bletki, młynek, trawa, tipy  i wróciłem dalej spać. Wstałem o 12, maksymalnie wypoczęty. Dzień znów był piękny słońce, ptaki, 20 stopni. W życiu miałem okazji spróbować różnych ,,odmian trawy"
Czasem, gdy kontakty rolnicze wysychają muszę pomagać sobie takimi domorosłymi osieldlowymi dealami. Parę razy trafił się jakiś dobry stuff, ale i tak nic nie pobije swojskiego rolniczego Jacka Herrera, albo White Widow!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media