Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

poznanie fantazji druida

detale

Natura:

raporty leonidas

poznanie fantazji druida

Wiek: 25 lat

Doświadczenie: MJ, Haszysz, Gałka muszkatołowa, LSD, XTC, tabletki Ufo, Aviomarin, łasiczki, amfetamina, LSA, Ilex guayusa, tabletki z grupy benzodiazepin/diazepin

Doświadczenie: 6 kapsułek Druid's fantasy

Set & Setings: Mój warsztat jako miejsce spożycia i uzupełnienia płynów i aplikacji cud kapsułek.Później las w zimowej pokrywie

Moja pierwsza przygoda z LSA na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Postanowiłem zakosztować tej cudownej substancji i tak zrobiłem. Przygotowałem porcje dla dwóch osób czyli dwa opakowania po sześć kapsułek. Umówiłem się z kolegą na 10.00 rano i najpierw wyruszyliśmy na zakupy w celu wyposażenia się w niezbędne płyny i żywność których będziemy potrzebować ponieważ postanowiliśmy wyruszyć w las. Gdy z zakupami wystarczającymi na cały dzień byliśmy już gotowi do podróży, zabraliśmy się za aplikowanie LSA dokładnie o godzinie 11.00

Po aplikacji napełnialiśmy żołądki. Mieliśmy hot-dogi, drożdżówki i batony. Zapiliśmy wszystko wodą smakową niegazowaną i postanowiliśmy wyruszyć bo z miasta mieliśmy daleko do lasu a chcieliśmy uniknąć wejścia LSA na mieście. W końcu to była nasza pierwsza podróż. Więc wyruszyliśmy z miejsca spożycia miastem w stronę lasu.

Godzina 12.00

Idziemy miastem i rozmawiamy o odczuciach. W sumie to nic nie czuliśmy prócz dziwnego uczucia w żołądku. Koledze nic nie było, za to mnie niemiłosiernie mdliło i trochę obawiałem się pawia. Nagle poczułem mocne parcie. Poprosiłem kolegę żebyśmy się wrócili póki jesteśmy w pobliżu bo wolę skorzystać z toalety niż z otwartej przestrzeni tym bardziej, że było strasznie zimno bo była zima :) Po opróżnieniu się odczułem lekkość i ulgę i cały czas popijałem po łyczku napój Powerade. Gdy go kończyłem ból brzucha praktycznie ustał.

Godzina 13.20

Zbliżamy się do lasu i zaczynamy głupio gadać. Dostaliśmy oboje małej śmiechawy z uwagi na to, że zastanawialiśmy się czy ludzie się na nas patrzą. Byliśmy coraz bliżej lasu a LSA robiło swoje. Czułem w ustach, że ślina ma już inny smak, a mój oddech się spowolnił. Skończył się Powerade i została nam tylko woda smakowa. Popijaliśmy od czasu do czasu bo strasznie nas suszyło.

Godzina 14.30

Wyraźnie czuję moc LSA. Wchodzi już prawie z pełną mocą bo śmiejemy się obaj bardzo głośno z byle czego. Zauważyliśmy w lesie konną Policję, ale na ten czas zatykaliśmy twarze dłońmi by głupkowaty śmiech nie wydobył się na zewnątrz. Ruszyliśmy trochę dalej w górę lasu by tam w spokoju odetchnąć. Postanowiliśmy się posilić rogalikami z nadzieniem czekoladowym.

Godzina 14.40

Zaczęło się!Jemy rogaliki a ja patrzę się na kumpla i się śmieję. On od czasu do czasu wciągał tabakę, a ja patrzyłem na niego gdy chciał sobie wciągnąć i w tym momencie krzyczałem :" O ja!" A wtedy obaj wybuchaliśmy przeraźliwym śmiechem. Nie mógł wciągnąć swojej odmierzonej kreseczki bo tak się brechtaliśmy, że prawie mu wyleciała z wiatrem. Gdy zauważyłem, że się chłopak powoli uodparnia na moje teksty i przestaje się śmiać zmieniłem taktykę. Powiedziałem mu :" Jeżeli chcesz sobie w spokoju wciągnąć swoją tabaczkę, to zanim ją wciągniesz pomyśl sobie-kurwa zesrałem się".No i wtedy zaczęło się od nowa :) Kumpel wkręcił sobie ten tekst i nie mógł przestać o nim myśleć. Śmiał się jeszcze mocniej niż poprzednio i musiał odmierzyć sobie nową porcję bo tamta w wyniku nadmiernego śmiechu poleciała z wiatrem .On sobie na spokojnie wciągnął gdy ja zacząłem konsumować rogaliki i zapijać wodą bo zabrakło mi śliny. Zjedliśmy wszystkie razem i nagle zauważyliśmy jak piękne rośliny nas otaczają.

Godzina 15.10

Uderzenie ciepła i kompletny zachwyt otoczeniem. Śmiech odszedł w niepamięć i teraz z otwartymi ustami podziwialiśmy otaczającą nas przyrodę cudownie przyodziana w barwy. Każda roślinka z trawą łącznie miała bardzo silny, wręcz lśniący, kolor. Zaczęliśmy mówić do siebie:" Jak to możliwe że gdy tu wchodziliśmy wszystko było tak szare?"Kolory były cudowne i wszystko było jakby nowe. Cały las stał się czymś nowym i nieznanym. Niektóre drzewa były pokryte korą tylko częściowo. Byłem tak zachwycony korą że brałem ją do rąk i łamałem i kruszyłem delikatnie cały czas będąc pełen podziwu. Kumpel też podbiegł do mnie by przyjrzeć się temu cudownemu zjawisku i też kruszył korę w dłoniach i wąchał ją po jej ukruszeniu. Potem zaczęliśmy się spokojnie przechadzać po lesie z głowami wysoko uniesionym dumnie ku niebu. Włożyłem obie dłonie do kieszeni i czułem się jak prezes banku. Co jakiś czas głęboko wzdychałem z podziwu jak cudowny las nas otacza. Spacerowaliśmy tak powoli i przyglądaliśmy się wszystkiemu z wielką uwagą i podziwem.

Godzina 17.00

Jest już ciemno i zmienia się sceneria. Zauważyliśmy że zbliżamy się do jakiejś drogi która biegnie wokół ogrodzenia czegoś w rodzaju stacji. Przysiedliśmy na chwilę by się posilić ostatnimi batonikami i mleczkiem w tubce. Zachwyt smakami był niesamowity. Oboje nie mogliśmy się nadziwić. Kumpel dawał mi wszystko co sam próbował i pytał czy jadłem lub piłem kiedykolwiek coś lepszego. Wszystko smakowało tak wyjątkowo jak nigdy dotąd. Jedno drzewo było przewrócone i bardzo śliski. Przykucnęliśmy przy nim i on wyciągnął swój nóż a ja swój i zaczęliśmy kroić pacjenta ;) Skroiliśmy trochę kory i pod warstwą kolorową była cienka biała warstwa oddzielająca korę od samego drzewa. Ta biała warstwa ładnie pachniała więc kumpel jej zakosztował. Chwilę żuł a potem przełknął. Spojrzał na mnie i powiedział:" Ja bym mógł drzewa jeść".Wydawało mi się to zbyt abstrakcyjne ale gdy sam skosztowałem zasmakowałem w tym, jednak było to trochę zbyt suche, a nam kończyła się woda. Wstałem więc by dać znać kumplowi że odchodzę od stołu i sugeruję byśmy obaj wyruszyli w dalszą podróż.

Godzina 17.50

Po spożyciu wszystkiego co mieliśmy i skosztowaniu drzewa, chcieliśmy ruszyć dalej lecz oto ukazały się sarny. Wyglądało na to że jest tam cała rodzinka. Było kilka dużych i parę mniejszych ale to dosyć pokaźna gromadka. Zapytałem kumpla czy też je widzi i wskazałem kierunek w którym je ujrzałem. Kumpel też je zobaczył i postanowiliśmy powolutku i po cichutku udać się w ich kierunku. Chwila tropienia skończyła się tym, że ujrzeliśmy babcię z pieskiem a sarny całkiem zniknęły z pola widzenia. Postanowiliśmy powoli szukać drogi do domu.

Godzina 18.40

Znaleźliśmy drogę do miasta i udajemy się w stronę domu napełnieni wizją wypicia po dwa piwka w ciepełku i sprawdzenia reakcji organizmu na takie połączenie. Gdy byliśmy w pobliżu, odwiedziliśmy sklep i kupiliśmy piwka i żywność. Już byłem trochę smutny bo czułem że wizualizacje właśnie się skończyły a było już tak pięknie :/ No ale cóż, ruszyliśmy z odnowioną zawartością plecaka na żer. Odkryliśmy że LSA w połączeniu z alkoholem nie reaguje. Nic się nie stało i tylko w ten sposób miłym akcentem zakończyliśmy dzień. Wyjście z LSA bardzo mi się podobało. Było delikatne i łagodne. Na koniec zjedliśmy z kumplem 9 cheesburgerów z MC Donalda i zapiliśmy czterema piwkami.

Godzina 21.20

Gdy wróciłem do domu czułem się bardzo zmęczony jakbym zrobił pieszo tysiąc kilometrów. Położyłem się do łóżka i wypiłem gorący barszcz czerwony. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem...

Godzina 24.10

Obudziłem się a telewizor grał. Poczułem straszne parcie i wiedziałem że nie ma żartów więc dosłownie wybiegłem z łóżka. Wtedy było jedyne co nieprzyjemne spotkało mnie tego dnia. Zrobiłem największą najbardziej cuchnącą kupę w moim życiu. Smród był tak okrutny że zbierało mnie na wymioty a barwa tak czarna jak smoła. Później jeszcze ze trzy razy biegałem do kibla czyli taka mała biegunka ale już mniej okrutna.

Drugi dzień godzina 9.00

Wciąż czuję LSA w sobie i bardzo mi się to podoba. Taki spokój i zero zmartwień. Tylko niestety miałem takie niepewne ruchy. Wszystko chwytałem powoli i delikatnie jak bym nie był pewny czy zdołam to unieść, lub utrzymać. Ale było ok.

Podsumowanie

Podobało mi się że mimo że LSA wchodzi długo to jego pierwsze efekty odczuwa się już po dwóch godzinach i jest to już jakaś faza którą można się cieszyć. Wizualizacje trochę mnie rozczarowały bo spodziewałem się konkretniejszych halucynacji i na takie miałem nadzieję.Ale i tak było miło i kolorowo. Efekt śmiechawy był na bardzo wysokim poziomie i to bardzo cenię w LSA. Zakupiłem już kapsuły Druids fantasy i Final fantasy z których zrobię mixa i wiem już że sok z czarnej porzeczki wzmacnia uderzenie LSA i słyszałem też o sposobie złagodzenia dolegliwości żołądkowych kroplami lub Manti więc następną podróż planuję z lepszym przygotowaniem i pełen nadziei na kompletne ześwirowanie i obłęd pełen kolorów i zjawisk paranormalnych ;)

Ocena: 
natura: 

Odpowiedzi

Wszystko się zgadza. Euforia na początku, uwrażliwienie na piękno natury, uczucie jedności z fauną i florą, stosunkowo długie działanie przy znacznym oczekiwaniu na wejście. Oto LSA. ;]
TR niezły.
A jeśli chodzi o kupę-zabójcę, to śmiem twierdzić, że nie jest to wina LSA, a przedawkowania pseudożarcia w makdonaldzie. ;]

"Szczęśliwy, kto wyrzekł się świata wcześniej, nim świat wyrzekł się jego."
Timur

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2021
design: Metta Media