Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

powój na pograniczu

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
5 nasion powoju
220mg mdma
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
wieczór w polskim getcie
Wiek:
28 lat
Doświadczenie:
Mdma
Kodeina
BZP
Grzyby
Lsd
maczany
Dxm
Meskalina
marihuana
Amfetamina

raporty volsky

powój na pograniczu

Była to moja pierwsza przygoda z powojem, nie pamiętam wszystkich szczegółów, ale postaram się opisać ją najdokładniej jak potrafię.

 

Był ciepły wrześniowy wieczór, razem  ze wspolokatorem postanowiliśmy sprawdzić jak miejscowe piguły będą się komponować z argyrea nearvosa.  Liczyłem na przełamanie rutyny dnia powszedniego, dającej mi się ostatnio we znaki. Na pierwszy ogień poszły purpurowe domino, następnie podzielilismy na pól zawierająca 10 nasion paczkę powoju. Nasiona okazały się gorzkie w smaku, nie było to jednak coś co wykrzywiłylo by morde i skręciło żołądek. Ot, smak roślinki.

Po upływie pól godziny ecstasy zaczynało dawać o sobie znać. Zwyczajowe pierdolenie w kółko o tym samym mojego przećpanego fetą towarzyszą zaczynało wydawać mi się nieco mniej irytujące niż zazwyczaj. Wyszliśmy na zewnątrz zapalić lolka. Po pewnym czasie zauważyłem, że nie odczuwam juz działania mdma, ani dopiero co wypalonego gibona. Czułem się trzeźwy. Zaskakująco trzeźwy. Okazało się, ze mój towarzysz ma podobne odczucia. Stwierdziłem, ze jestem tak trzeźwy, ze mógłbym pójść teraz na rozmowę o prace albo załatwiać sprawy w urzędzie. Zaczęliśmy się śmiać z tego stanu. Po chwili dobiegł nas dźwięk cichej rozmowy.

Zza rogu wyłoniło się dwoje towarzyszy. "Gdzie ty mnie kurwa wywiozles? Do lasu jakiegoś" - uslyszalem. Przybysze powitali nas i zapytali się czy można tu gdzieś  kupić wódkę. Szanse na jej kupno były jednak nikłe, jako że była juz godzina druga w nocy. Jeden z naszych nowych znajomych postanowił udać się do miejscowego handlarza alkoholu i szlugów by spróbować szczęścia. Drugiego z nich zaprosiliśmy do środka. W międzyczasie powoj zaczął wchodzić na wyższe obroty. Zrobiłem się niezdecydowany. Co chwile miałem ochotę na coś innego, a coś co przed chwilą mnie pociągało stawało się nieważne. Zauważyłem, że nasz nowy kolega ma na sobie kurtkę pmk legend, która kosztuje kupę hajsu. Stwierdziłem, że chyba mu się powodzi, skoro stać go na takie rzeczy. Uśmiechnął się i odparł, że musiał trochę oszczędzać, ale jest fanem lotnictwa i bardzo mu zależało, żeby sprawić sobie taką. Po kilku minutach powrócił jego kompan - z pustymi rękoma.

Wyszliśmy na papierosa. Powój nieźle mną już kręcił. Mój stosunek do przybyszy zmieniał się co chwile z przyjaznej gościnność do podejrzliwosci. Kim oni są? Czy trafili tu przypadkiem? Niczego nie byłem pewien. Wyszliśmy na kolejnego lolka. Ulicą obok naszego domu chwiejnym krokiem zmierzała jakaś postać. Rosnący wzdłuż drogi, sięgający do kolan żywopłot, okazał się być dla niej zdradliwą przeszkodą. Postać znalazła się na ziemi. Wódczany widząc to zaczął wykrzykiwać jakieś głupoty do przechodnia. Ten, zdаje sie urażony przytykami, zaczął sie kierować w naszą stronę, walcząc jednocześnie z grawitacją. Wódczany wyszedł mu naprzeciw. Dwaj mężczyźni spotkali się wpatrując się w swoje mętne oczy, trzymając twarze w odległości kilku centymetrów od siebie w niemym wyzwaniu.

Znudzony tą walka kogutow zaczalem zagadywać pilota na neutralne tematy. Zupełnie zapomniałem, że jestem pod wpływem i takie zachowanie wydało mi się naturalne. Do walki nie doszło, miast tego przybysz zaprosił nas na kielicha. Z zaproszenie zdecydował sie skorzystać jedynie wódczany. Reszta towarzystwa została na ganku przed domem. Po krótkiej chwili wrócił, kolejna jego wyprawa okazała sie być niewypałem. Opowiedział nam, że jego gospodarz złapał zgona zaraz po powrocie do bazy, a jeden z jego wspolokatorów groził drugiemu nożem. "Pierdole taką imprezę, trzeba mu było jednak przyjebać" skwitował. Nasi towarzysze uznali, że czas juz na nich, jako że kolor nieba wskazywał na zbliżający sie świt. Zostałem sam z wielbicielem speedu. Zdecydywolismy się pograć w fife, ale przeciwnik nie był wymagający i szybko mi sie to znudziło. Miałem już  dość towarzystwa.

Zasłaniając sie sennością poszedłem do swojego pokoju. Po chwili jednak wróciłem - irytował mnie czujnik dymu dający co jakiś czas sygnał dźwiękowy. Postanowiłem odwrócić w nim baterie. Tak też uczyniłem, ale czujnik zapiszczał poraz kolejny, niezrażony brakiem zasilania. Zmieszały mnie to, lecz po chwili dałem sobie sprawa, ze to powoj plata mi figle. Uśmiechnąłem sie pod nosem i odlozylem czujnik. Nic juz nie przeszkadzało mi w introspekcji. Moje myśli pedzily niczym uciekające pociąg co chwile pokazując mi coś nowego. Nie mogłem skupić się na jednej rzeczy gdyż co chwile chciałem czegoś innego, żadnej z tych rzeczy nie udało mi się jednak pochwycić, bo pokój szykował już dla mnie coś nowego. Po kilku godzinach udało mi się zasnąć. Poranek zacząłem od ostroznego utworzenia oczu i obmacania mózgu świadomością w celu sprawdzenia czy nie przyszło mi zapłacić za wczorajsze ekscesy. Bałem się bardziej o te pigułę niż powój. Resztę dnia czułem lekki dołek nastroju, ale bywało gorzej. Podsumowując, mix taki sobie - substancje polecam raczej osobno. Powój to ciekawa rzecz do sprobowania, ale nie zagościł na dłuższą metę w menu. Przemyślania nawet ciekawe, ale dość chaotyczne i niekontrolowane. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Najlepszy jest microdosing z powoju. Jeden góra dwa polecam ;)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media