Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy grzybowy trip, czyli co mają wspólnego fekalia na głowie ze spacerami francuskimi uliczkami..

pierwszy grzybowy trip, czyli co mają wspólnego fekalia na głowie ze spacerami francuskimi uliczkami..

S&S - Wbrew pozorom tworzonym przez tytuł, miejscem jest jedno z polskich miast. Rok bodajże 2002, jesienny wieczór, godz. może ok 17..? Występują: Ja,Lv,A,Ls,K.. grupka dobrze znających się ludzi, o pozytywnym nastawieniu, gotowych (czy aby na pewno?)do swojej pierwszej grzybowej podróży :D

Ilość - Każdy zarzucił po 40 sztuk suszonych łysic z nóżkami, waga uczestników mniej więcej podobna, ok 60-70kg., do tego każdy po dwa, trzy, może cztery piwka.

Wiek i doświadczenie - Wtedy każdy w okolicach 20 lat, doświadczenie w tym czasie dość niewielkie, alkohol, MJ, haszysz, amfetamina, ecstasy (koledzy podobnie, dwóch bez białego i dropsów).

Więc zaczynamy!

(T) Ogólnie był to bardzo magiczny wieczór, panowało jakieś takie mistyczne coś, było jesiennie, a jednak dość ciepło i przyjemnie. Jeden ze znajomych (K) był przyjezdnym studentem, więc mieszkał na stancji, gdzie to zaczęła się cała przygoda. Wszyscy jedli grzyby po raz pierwszy, więc każdy nie wiedział czego się spodziewać, poza informacjami z internetu ;) Grzybki popiliśmy piwkiem czy dwoma, i prowadząc konwersacje na temat zasłyszanych efektów czekaliśmy na nie.

(T+30min) Zaczęliśmy odczuwać pierwsze konkretniejsze efekty, uczucie napięcia zastąpiła lekka euforia i ktoś rzucił hasło żeby wyjść na zewnątrz, do baru na kolejne piwko czy coś.. bo przecież nie będziemy siedzieć w domu :) Pomysł został przyjęty z ogólnym entuzjazmem i ruszyliśmy ku przygodzie! Naszym celem był bar w okolicach akademików, do którego musieliśmy przejść dystans maks.1km. Nagle zgodnie stwierdziliśmy, że znajdujemy się we Francji! To było niesamowite, klimat tej uliczki którą wędrowaliśmy był w niemożliwy do opisania sposób francuski. Wszyscy czuliśmy to samo, na przemian śmiejąc się z tego i zachwycając. Rzeczywistość gięła się już całkiem nieźle, światła miasta drgały i nabrały tej cieknącej jasności. Wszystko dookoła stało się groteskowe, twarze mijanych ludzi oraz nasze wykrzywiały się falując, co wprawiało nas w niekontrolowany śmiech.

(T+50min) Cel został osiągnięty! Siedzimy w barze, akcja dzieje się bardzo szybko... uuuuuuu! Siadamy, śmiechy, pach - pach, nie wiadomo jak na stole widzę już piwka.. na przeciwko mnie siada A, człowiek o specyficznym poczuciu humoru i najwłaściwsza osoba w tej sytuacji do zajęcia tego miejsca :D

(T+X - poczucie czasu totalnie zniknęło) Sytuacja rozwinęła się tak, że niemalże spadając z krzesła duszę się demonicznym śmiechem, i razem z A prowadzimy jakąś absurdalną wymianę okrzyków w stylu "Nasrajcie mi na głowę!!! UUUUUUUUUUAAAAAAAAAAAA!!!!!!! Proszęęęęęę! Nasrajcie mi na głowę!!!" - brak jakichkolwiek granic. W efekcie cały bar milczy, ludzie patrzą się na nas, barman z kimś rozmawia rzucając w naszą stronę pełne wrogości spojrzenia, chyba nawet gdzieś dzwonił.. Waliło mnie to zupełnie, czy dzwoni na policję czy od razu do psychiatryka.. nie istotne :) Ogólnie wszyscy mieli dobry nastrój, z wyjątkiem Lv, który siedział po mojej prawicy bawiąc się zapalniczką, nie wydając z siebie ani słowa. Kiedy w końcu zwróciło to moją uwagę, zapytałem się go "Lv co jest? Czego siedzisz tak posępnie?", odpowiedział tylko - "Wy nic nie rozumiecie..". Fakt, jak się później okazało, to co Lv zrozumiał wtedy, my mieliśmy zrozumieć w kolejnej podróży, którą zostawię na kolejnego TRa :) Nie ogarniałem sytuacji, bo dalej śmiełem się jak głupi do sera w pogiętej konwersacji z A, ale coś kojarzę, że przysiadł się inny znajomy który pił z kimś kilka stolików obok, ale nie posiedział z nami za długo ;) Za chwilę zjawił się ponownie, informując nas, że barman to jego znajomy, rozmawiał z nim i prosi nas o opuszczenie lokalu :D A my na to co? .......SRALIŚMY! :D W końcu jednak zdecydowaliśmy się opuścić to miejsce i poszliśmy z powrotem na stancję, gdzie między innymi była zieja z hodowli pleśni jaką prowadził K, powstałej na bazie herbacianych fusów, niedopałków papierosów itd itp :D Swoją drogą bardzo interesujące, że na stancjach spotkać można rzeczy i zjawiska, o które w innych miejscach raczej trudno.. ;P

Podsumowując.. Z perspektywy czasu, trip był raczej płytki, bez głębszych doświadczeń, za to od strony rozrywkowej niezwykle bogaty. Jak się później okazało, był to ostatni mój tego typu trip.. Miało nadejść coś zupełnie przeze mnie nieoczekiwanego, czego Lv zasmakował jako pierwszy, lecz nie był w stanie tego przekazać.. Ale o tym już w kolejnym TRze ;)

Ocena: 

Odpowiedzi

Masz racje, że znów mądrkuje. Przepraszam.

Hm... Po prostu brakuje mi tu jakiegoś przesłania. Nie jest prawdą, że psylocybina nie ma nic wspólnego ze słowami. Ma wiele.

Pozwala wiele ująć w słowa. Może to bardziej my jesteśmy narzędziem w rękach grzybów, niż grzyby w naszych. Z pewnością to kminisz.

Wiele po nich przeżyłem. Choć przeżycie było, hm... czymś OSTATECZNYM, indukuje ono nieskończoną liczbę słów. Mógłbym o tym gadać, gadać, gadać. Jasne, że wszystkiego bym nie przekazał. Ale zawsze coś. Nie oddał bym sedna procesu, ale końcowe prawdy są bardzo proste, łatwe do ujęcia, choć dla wielu nieracjonalne.

Powiedziały Ci, czym są fraktalne wizje?

Z mojego opisu wiele wynika: żem jest pyszałek - egocentryk. Że można to sobie uświadomić, ble, ble, ble...

Czekam na 3-ci trip raport, bo wiem, co potrafi przekazać psylocybina i licze, że w końcu zobacze w twoim opisie coś autentycznie panwymiarowego. W moim TR po DXM absolutnie tego nie ma.

Równierz pozdrawiam

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Swoja droga, zmotywowales mnie do tego, by bardziej postarac sie oddac ten magiczny pierwiastek. W tych dwoch TRach wychodzilem raczej z zalozenia, ze kazdy kto przezyl wie o co chodzi i nie ma sensu tego tlumaczyc, i moim zdaniem mialem racje, ale.. to nie oznacza, ze nie warto bardziej skupic sie na tym, o czym myslenie czasem doprowadza do szalu. Mnie czytanie roznych TRow chyba na pewnym etapie utrzymalo przy zdrowych zmyslach :D W trzecim TRze (ktory tak na prawde byl chyba 5 lub 6 razem, ale nie ma sensu rozpisywac sie nad tymi w miedzyczasie..) dzialo sie akurat mnostwo tej magii, wiec chyba bede mial sie nad czym skupic. Mam nadzieje, ze spodoba Ci sie bardziej niz poprzednie, i licze rowniez na Twoj grzybowy trip, bo jestem bardzo ciekaw gdzie poleciales :) Pozdro!

"Chaos nie daje odpowiedzi, nie ma celu. Jest tym, czym jest, i to wystarcza" Paul Kemp

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media